"Piaskowa góra" Joanna Bator



„Piaskowa góra”... ten tytuł brzmi ładnie, zachęcająco i nawet trochę intrygująco. Cóż może się kryć za tą nazwą? Otóż Piaskowa Góra to komunistyczne osiedle w górniczym Wałbrzychu. Zwykłe, szare blokowisko. I właśnie tutaj, w miejscu dla mnie tak całkowicie odpychającym, toczą się losy bohaterów.

Młoda Jadzia za zachętą wuja przyjeżdża z rodzinnej wsi do Wałbrzycha. Jak chyba każdy marzy o lepszej przyszłości. A tę nieodmiennie kojarzy ze swoim ideałem mężczyzny – przystojnym, dystyngowanym cudzoziemcem, człowiekiem, który przypominałby ordynata Michorowskiego z jej ukochanej „Trędowatej”. Tymczasem już na dworcu potyka się i wpada wprost w ramiona Stefana Chmury, prostego górnika. Wkrótce wychodzi za niego za mąż. Młode małżeństwo dostaje mieszkanie w nowo wybudowanym bloku, co wydaje się szczytem marzeń. Mrzonki o bogatym i przystojnym cudzoziemcu przenosi na córkę, Dominikę, dla której Jadzi marzy się mąż z Enerefu. Ale Dominika zupełnie nie przystaje do reszty rodziny. Nie dość, że dziwnie ciemna i z burzą czarnych włosów na głowie, to jeszcze zadaje się z nieodpowiednimi osobami i liczy jak kalkulator.

To po części powieść o polskiej rzeczywistości, chociaż trudno jest określić ramy czasowe. Niewiele tu ważnych wydarzeń, dat nie ma prawie w ogóle, a wydarzenia w książce nie są poukładane chronologicznie. Ale cóż z tego? Nie tyle chodzi tutaj o historię, co o życie zwykłych ludzi, szarą, brudną rzeczywistość na tle komunistycznej Polski. A tę widać bardzo dobrze.

Można by pomyśleć, że to po prostu kolejna rodzinna saga (których przecież jest sporo) i czytając znów będziemy mieć okazję poznania losów członków jednej rodziny na przestrzeni wielu lat. Tak, na pewno tak, ale mimo wszystko buntuję się przeciwko wpychaniu książki Joanny Bator w jakiekolwiek schematy. „Piaskowa góra” tchnie oryginalnością, w czym ogromna jest zasługa języka. Autorka pisze soczyście i potoczyście, bez zahamowań, używając całego mnóstwa kolokwializmów. I dzięki językowi ta książka żyje, staje się jeszcze bardziej prawdziwa.

To opowieść o zwykłych, przeciętnych i bardzo prostych ludziach. O życiu w komunistycznym bloku, gdzie ujawnia się ogromny brak zrozumienia, ksenofobia i zaściankowość. Wszystko tu jest takie – brudne, nieciekawe, odpychające. A ludzie, jak zawsze, marzą o lepszym jutrze, choćby były to marzenia nieskończenie naiwne i krótkowzroczne. Trudno jest powiedzieć, czy autorka swoim bohaterom bardziej współczuje, czy raczej z nich drwi i ich piętnuje. Ale jedno jest pewne – udało jej się stworzyć ciekawe sylwetki postaci, prawdziwe i bez żadnego przesładzania.

„Piaskowa góra” nie jest powieścią lekką i przyjemną, a raczej taką, przez którą trzeba się przebijać. Ale to przebijanie niesie ze sobą ogromną przyjemność i satysfakcję.
Przy okazji – wielka szkoda, że nie trafiła do finału Nike. Ale z nominowanej dwudziestki czytałam jeszcze tylko „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, więc nie mnie oceniać słuszność decyzji jury.

---------------------------------------
Kup "Piaskową Górę" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Popularne posty z tego bloga

A Court of Frost and Starlight, Sarah J. Maas

Na skróty. Kwiecień, maj, czerwiec 2018

The Cruel Prince (Okrutny książę), Holly Black