<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246</id><updated>2012-02-27T21:33:58.909+01:00</updated><category term='Marina Mayoral'/><category term='zrozumieć odmienność'/><category term='Marsha Mehran'/><category term='Toni Morrison'/><category term='strumień świadomości'/><category term='cyberpunk'/><category term='literatura hiszpańska'/><category term='Michael Cunningham'/><category term='literatura chilijska'/><category term='Shirley Abbott'/><category term='II Wojna Światowa'/><category term='Catherynne M. Valente'/><category term='Diana Wynne Jones'/><category term='wyzwania'/><category term='Małgorzata Gutowska-Adamczyk'/><category term='podróże'/><category term='Doris Lessing'/><category term='z historią w tle'/><category term='antyutopia'/><category term='Meir Shalev'/><category term='kobiety dla kobiet'/><category term='fantasy'/><category term='George R.R. Martin'/><category term='Carlos Ruiz Zafón'/><category term='literatura żydowska'/><category term='Ignacy Karpowicz'/><category term='Joanna Bator'/><category term='Haruki Murakami'/><category term='Lauren Liebenberg'/><category term='science fiction'/><category term='Junot Díaz'/><category term='nobliści'/><category term='Patrick Suskind'/><category term='Robert McLiam Wilson'/><category term='Aleksandra Marinina'/><category term='Barbara Demick'/><category term='literatura kubańska'/><category term='choroba i śmierć'/><category term='John Irving'/><category term='Stanisław Lem'/><category term='egzotycznie'/><category term='Aleksander Sołżenicyn'/><category term='literatura japońska'/><category term='Olga Tokarczuk'/><category term='literatura francuska'/><category term='kryminał'/><category term='dla dzieci'/><category term='literatura amerykańska'/><category term='Lukas Bärfuss'/><category term='powieść'/><category term='fantastyka'/><category term='młodzieżowe'/><category term='eseje'/><category term='humorystycznie'/><category term='szara rzeczywistość'/><category term='Ena Lucia Portela'/><category term='literatura irlandzka'/><category term='baśń'/><category term='Salwa Bakr'/><category term='literatura włoska'/><category term='dziecko'/><category term='literatura rosyjska'/><category term='David C. Downing'/><category term='biografia/wspomnienia'/><category term='Roma Ligocka'/><category term='literatura polska'/><category term='Robert M. Wegner'/><category term='Alan Bradley'/><category term='literatura angielska'/><category term='seria z miotłą'/><category term='Michel Faber'/><category term='powrót do przeszłości'/><category term='Sabina Berman'/><category term='Borys Pasternak'/><category term='literatura chińska'/><category term='opowiadania'/><category term='William Gibson'/><category term='Marta Szarejko'/><category term='targi'/><category term='literatura turecka'/><category term='Thomas Hardy'/><category term='stosiki'/><category term='klasyka'/><category term='różności'/><category term='George Eliot'/><category term='Sofi Oksanen'/><category term='klimatycznie'/><category term='literatura egipska'/><category term='Aldous Huxley'/><category term='realizm magiczny'/><category term='literatura duńska'/><category term='Pierre de Laclos'/><category term='Sarah Waters'/><category term='literatura niemiecka'/><category term='Margaret Atwood'/><category term='Daphne du Maurier'/><category term='Anja Snellman'/><category term='Alessandro D&apos;Avenia'/><category term='dystopia'/><category term='Shan Sa'/><category term='konkurs'/><category term='reportaż'/><category term='Ursula K. Le Guin'/><category term='Neil Gaiman'/><category term='literatura kanadyjska'/><category term='literatura meksykańska'/><category term='Karen Blixen'/><category term='literatura fińska'/><category term='Orhan Pamuk'/><category term='Hubert Klimko-Dobrzaniecki'/><category term='Tatiana Tołstoj'/><category term='Simonetta Agnello Hornby'/><category term='Kōbō Abe'/><category term='rodzina'/><category term='uczta wyobraźni'/><category term='A.S.Byatt'/><category term='Virginia Woolf'/><category term='Isabel Allende'/><category term='z dreszczykiem'/><category term='Izabela Szolc'/><category term='literatura szwajcarska'/><category term='Marion Zimmer Bradley'/><category term='powieść epistolarna'/><title type='text'>Kochajmy książki!</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>88</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-4674296692908674644</id><published>2012-02-26T19:26:00.000+01:00</published><updated>2012-02-26T19:26:38.747+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z historią w tle'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powrót do przeszłości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Michel Faber'/><title type='text'>"Szkarłatny płatek i biały" Michel Faber</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-0ypkE8ZNOGE/T0p42aG2w2I/AAAAAAAAAgg/IseImJ4-kgQ/s1600/Szkarlatny-platek-i-bialy_Michel-Faber%252Cimages_big%252C19%252C978-83-7414-154-3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="227" src="http://4.bp.blogspot.com/-0ypkE8ZNOGE/T0p42aG2w2I/AAAAAAAAAgg/IseImJ4-kgQ/s320/Szkarlatny-platek-i-bialy_Michel-Faber%252Cimages_big%252C19%252C978-83-7414-154-3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Chodź, czytelniku, śmiało. Ta książka poprowadzi Cię przez dziewiętnastowieczny Londyn. Nie, nie, to nie będą kolejne odwiedziny u ówczesnych elit. To nie będzie ten Londyn, do którego przyzwyczaiły cię powieści, filmy i seriale. Nie spotkasz tu samych eleganckich, kulturalnych i pięknych pań w drogich sukniach i wytwornej biżuterii ani przystojnych, uprzejmych i przede wszystkim bogatych dżentelmenów. Nie jest to nawet Londyn Dickensa – bo przecież i Dickens też nie mógł mówić o wszystkim. Michel Faber pozwoli Ci zajrzeć w każdy najpaskudniejszy zaułek, pokaże największą nędzę, zaprowadzi Cię do kilku domów publicznych i przedstawi tamtejsze prostytutki. Odkryje przed Tobą ciemną stronę wiktoriańskiego Londynu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli pozwolisz się poprowadzić spokojnej narracji, poznasz, czytelniku, Sugar. Rudowłosą, oczytaną i inteligentną prostytutkę, która bardzo chciałaby zmienić swoją sytuację. Zostaniesz przedstawiony także Williamowi Rackhamowi, który jest synem właściciela dużej firmy kosmetycznej  i ma wkrótce przejąć interes, ale na razie niezbyt się do tego kwapi. Poza tym ma chorą żonę – Agnes wciąż jest cierpiąca i czasem zachowuje się zupełnie nieobliczalnie. Rackham spotyka Sugar,  korzysta z jej usług  i dziewczyna całkowicie go oczarowuje.  Dzięki bogatemu protektorowi, prostytutka zaczyna nowe życie. Jednak wciąż nie będzie jej łatwo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta książka rzeczywiście jest jak przewodnik po dziewiętnastowiecznym Londynie. Napisana z dużą dokładnością i podparta wiedzą historyczną, przekazuje wiele ciekawych faktów. Pisarze z tamtego okresu nie wspominali o wszystkim – to oczywiste.  Z ich powieści nie wiemy niemal nic o całym tłumie prostytutek. Michel Faber pisze o nich więc teraz, śmiało oprowadza nas po londyńskich najbiedniejszych dzielnicach, barwnie odmalowuje mroczne zaułki, handlowe ulice, zamożne przedmieścia i burdele. Dzięki niezwykłej plastyczności stylu żywo i z wdziękiem odmalowuje miejsca bardzo zróżnicowane. Zobaczymy przecież w powieści największą nędzę i  wielki dostatek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale  „Szkarłatny płatek i biały” barwnie przedstawia nie tylko sam Londyn, jest też przecież żywym obrazem wiktoriańskiego społeczeństwa. Michel Faber ukazuje bardzo liczne problemy społeczne – głównie oczywiście związane z pozycją kobiet. Wiktoriańska Anglia to przecież oficjalnie świat bardzo pruderyjny. Żony, kobiety o niezłej pozycji społecznej miały ładnie wyglądać, być dobrymi gospodyniami, a w Sezonie błyszczeć manierami, pięknymi strojami i wyrafinowaniem. A że pewnie niejedna zupełnie nic nie wiedziała o własnym ciele? Powieściowa Agnes, która miesiączkowanie bierze za objawy straszliwej choroby, jest może przykładem skrajnym, ale wierzę, że nie bez pokrycia w rzeczywistości. A tymczasem wielu mężów regularnie odwiedzało burdele, których było wtedy na pęczki.  Szokuje też obraz medycyny – specjalista od chorób kobiecych, szuka przyczyn niezrównoważenia psychicznego w macicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michel Faber tworzy licznych wielowymiarowych bohaterów, których potem wikła w skomplikowaną sieć wzajemnych relacji. Główni bohaterowie są jak żywi, ale nawet postacie zupełnie poboczne nie zostały potraktowane po macoszemu. Na pierwszym planie stoją oczywiście Sugar  i William Rackham. Jednak równie znamienna jest barwna postać Agnes – niezrównoważonej emocjonalnie, naiwnej żony Rackhama. Uroczej, ślicznej blondynki o pięknym głosie. Agnes, która czasem zachowuje się zupełnie normalnie, by zaraz wybuchnąć. Agnes, która nie przyjmuje do wiadomości, że ma córkę. Ale jest też brat Williama, Henry Rackham, który od dawna chce zostać pastorem, jednak nie może podjąć ostatecznej decyzji. Teraz zaś oskarża się o grzeszność, nie daje mu bowiem spokoju pożądanie do pani Emmeline Fox. Chora na suchoty Emmeline to kolejna ciekawa postać, pobożna działaczka Towarzystwa Ocalenia Kobiet o dość nowoczesnych poglądach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szkarłatny płatek i biały” to świetna, naprawdę świetna książka. Wstrząsa, wywołuje bardzo silne emocje, może czasem odrzuca. Piękno i plastyczność stylu, poruszane tematy, głębia emocjonalna i głębokie zanurzenie w świat przedstawiony to jej kardynalne zalety. To powieść, która doskonale do mnie trafiła – uwielbiam XIX w., a Michel Faber pokazał go z innej strony, śmiało, szczerze i pewnie prawdziwiej, choć z współczesnej perspektywy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-4674296692908674644?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/4674296692908674644/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2012/02/szkaratny-patek-i-biay-michel-faber.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4674296692908674644'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4674296692908674644'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2012/02/szkaratny-patek-i-biay-michel-faber.html' title='&quot;Szkarłatny płatek i biały&quot; Michel Faber'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-0ypkE8ZNOGE/T0p42aG2w2I/AAAAAAAAAgg/IseImJ4-kgQ/s72-c/Szkarlatny-platek-i-bialy_Michel-Faber%252Cimages_big%252C19%252C978-83-7414-154-3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5076266397798361964</id><published>2012-01-08T22:19:00.000+01:00</published><updated>2012-01-08T22:19:46.063+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='reportaż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Barbara Demick'/><title type='text'>"Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej" Barbara Demick</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-iRawFCfX9cA/TwoH-3IBUZI/AAAAAAAAAgU/d0t9iI2q82c/s1600/swiatu-nie-mamy-czego-zazdroscic.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="300" width="192" src="http://1.bp.blogspot.com/-iRawFCfX9cA/TwoH-3IBUZI/AAAAAAAAAgU/d0t9iI2q82c/s320/swiatu-nie-mamy-czego-zazdroscic.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Niedawno, bo jakoś na początku grudnia, oglądałam znakomity polski dokument o Korei Północnej – „Defiladę” Fidyka nakręconą w 1989 roku. Uśmiechnięci  ludzie opowiadają o swoim Wielkim Wodzu Kim Ir Senie z miłością i podziwem. W tym dokumencie nie pada ani jedno słowo komentarza, ale w głowie rodzą się pytania. Czy oni naprawdę wierzą w to, co mówią? To może być zwykła mistyfikacja, element propagandy, a bohaterowie dokumentu mówią to, co powinni, to, co im kazano. A jeśli jednak nie? Jeśli faktycznie wierzą w wielkość, boskość i życzliwą opiekę Kim Ir Sena? Jak można zrobić ludziom aż takie pranie mózgu? Te same pytania dają o sobie znać na widok zdjęć Koreańczyków rozpaczających po niedawnej śmierci Kim Dzong Ila. Oczywiście, że żałoba po śmierci Ukochanego Przywódcy jest tam niejako obowiązkiem państwowym, a obywatele, którzy się z niego nie wywiązują, mogliby nawet napytać sobie niemałej biedy. A jednak przerażają te twarze zalane, jak się wydaje, autentycznymi łzami z powodu śmierci zbrodniarza i dyktatora. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musiałam przeczytać tę książkę. Te zdjęcia i „Defilada” ukazują być może tylko fasadę, działanie propagandy. „Światu nie mamy czego zazdrościć” Barbary Demick to sposób na częściowe poznanie mechanizmów tego zamkniętego kraju, na wniknięcie w psychikę Koreańczyków z Północy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka została napisana na podstawie opowieści uciekinierów z Korei Północnej, którzy przedostali się, najczęściej przez Chiny, do Korei Południowej. To chyba jedyny sposób na w miarę obiektywne i zgodne z prawdą przedstawienie rzeczywistości w tym kraju. Jeśli już pozwala się tam wjeżdżać zachodnim reporterom, to zwykle są oni bez przerwy pilnowani, pokazuje im się tylko miejsca reprezentacyjne, w których trudno znaleźć ruiny budynków, wychudzone  do granic możliwości dzieci czy leżące na ulicy ciała ludzi, którzy umarli z głodu. Autorka skupiła się na osobach, które mieszkały w Chongjinie, przemysłowym mieście na północnym wschodzie. Pochodzą z różnych warstw społecznych, są w różnym wieku, mają różny stosunek do funkcjonowania państwa i różne powody ucieczki Korei Północnej.  Przedszkolanka ze skażonej „nieczystą krwią” rodziny (jej ojciec pochodził z Południa) Mi-ran i jej młodzieńcza miłość, Jun-Sang, student z Pjongjangu. Dobrze sytuowana pani Song i jej wojownicza córka Oak-hee. Młody, bezdomny chłopak Kim Hyuck. Zdolna i ambitna doktor Kim. Niektórzy z książkowych uciekinierów byli wcześniej oddanymi komunistami, święcie wierzącymi w wartości socjalizmu i wielbiącymi przywódców Korei. Zmiany w ich myśleniu przynoszą głównie klęski gospodarcze –  w tym straszny głód. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niewydolność gospodarki doprowadziła do zniszczenia sieci energetycznej. Kraj w latach dziewięćdziesiątych pogrążył się w ciemnościach. Ludzie przestali zarabiać, praktycznie skończyło się jedzenie. Każdy próbował przeżyć. Ludzie jedli wszystko, co udało im się zdobyć, choćby trawę. Umierali. Jeśli nie bezpośrednio z głodu, to z chorób, które łapali przez osłabienie organizmu spowodowane niedojadaniem.  Jeśli wcześniej, kiedy gospodarka Korei Północnej jeszcze jako tako funkcjonowała, ludzie wierzyli w hasła propagandy, to w latach dziewięćdziesiątych musieli przejrzeć na oczy. „Ludzie nie są głupi. Wszyscy wiedzą, że to rząd jest winien tej straszliwej sytuacji. Wszyscy to wiemy i wiemy, że wszyscy tak myślą. Nie musimy o tym rozmawiać.”[1] To świat głodu, braku prądu, świat, w którym niewielu choćby słyszało o Internecie. Świat, w którym zmarłego w 1994 roku Kim Ir Sena traktuje się jak boga. Świat, w którym wszystko ulega bezustannej kontroli. Świat odcięty od reszty ludzkości, w którym tworzy się własną wersję prawdy. „Rok 1984” ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy jedna z bohaterek reportażu, doktor Kim, przechodzi przez chińską granicę z niemałym wstrząsem zauważa na ziemi miskę pełną ryżu. Dla niej to niecodzienny widok. Zastanawia się, czemu tyle jedzenia leży na ziemi. Przeżywa szok, gdy okazuje się, że miska jest przeznaczona dla psa. „Chińskie psy jadają lepiej niż lekarze w Korei Północnej.” [2]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Światu nie mamy czego zazdrościć” to książka wstrząsająca, przeszywająca na wskroś. Przeplatające się losy bohaterów czyta się jak dobrą powieść. Barbara Demick uzupełnia je głęboką wiedzą na temat Korei, wprowadzeniem historycznym, ukazuje zwyczaje i konteksty kulturowe. Wszystko to tworzy znakomitą całość, która w przejrzysty, dokładny i przede wszystkim poruszający sposób ukazuje Koreę Północną. Świetne jest to, że nie otrzymujemy tu statystyki, suchych faktów, krótkich wypowiedzi osób bezimiennych lub takich, które pojawiają się w książce na chwilę i zaraz znikają. Autorka skupiła się na kilkorgu zwykłych ludzi, na ich zwyczajnych losach. Możemy polubić tych bohaterów, możemy się do nich przywiązać, możemy im kibicować. Dzięki temu „Światu nie mamy czego zazdrościć” ma taką siłę przekazu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeraża, wstrząsa, otwiera oczy. Takie książki warto czytać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej, Barbara Demick, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011, str. 338&lt;br /&gt;[2] Tamże, str. 255&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5076266397798361964?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5076266397798361964/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2012/01/swiatu-nie-mamy-czego-zazdroscic.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5076266397798361964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5076266397798361964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2012/01/swiatu-nie-mamy-czego-zazdroscic.html' title='&quot;Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej&quot; Barbara Demick'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-iRawFCfX9cA/TwoH-3IBUZI/AAAAAAAAAgU/d0t9iI2q82c/s72-c/swiatu-nie-mamy-czego-zazdroscic.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5508574893571246256</id><published>2011-12-31T16:37:00.001+01:00</published><updated>2012-01-01T13:18:14.469+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='realizm magiczny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='humorystycznie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ignacy Karpowicz'/><title type='text'>"Balladyny i romanse" Ignacy Karpowicz</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-daYisVbDldI/Tv8sPa12h8I/AAAAAAAAAgI/Q-ODyIxOH7o/s1600/00ffaeb4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="223" src="http://1.bp.blogspot.com/-daYisVbDldI/Tv8sPa12h8I/AAAAAAAAAgI/Q-ODyIxOH7o/s320/00ffaeb4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Olaboga!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Balladyny i romanse” są trochę jak jazda bez trzymanki przez szaloną wyobraźnię autora. Absurdalne,  pełne przekory i sprzeczności wzbudzają ambiwalentne odczucia, opinie w Internecie bywają zupełnie skrajne. Może dlatego, że Karpowicz niebezpiecznie balansuje pomiędzy kiczem a ambitną literaturą, miesza schematy i bawi się konwencją, z zupełnym lekceważeniem traktuje literackie tradycje i jawnie drwi sobie ze wszystkiego.&lt;br /&gt;Arcydzieło czy bełkot? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bogowie postanowili zstąpić na Ziemię, do Polski, bo nasz kraj był akurat w promocji. Zajmą miejsce kawy i żelazek, które gdzieś zniknęły. A to wszystko zwiastuje niezłe zamieszanie. Tym bardziej, że bogowie niekoniecznie zachowują się tak, jak przeciętny śmiertelnik by się spodziewał. Eros na przykład jest synem Aresa i Hermesa przekonanym o patologiczności swojej rodziny, która ze sobą nie rozmawia. Gdy przyłapuje swoich ojców &lt;i&gt;in flagranti&lt;/i&gt;, postanawia ich ukarać. Razem mają zstąpić na Ziemię i przez półwiecze żyć jak normalna rodzina. Nike jest bizneswoman i prowadzi międzynarodowy koncern odzieżowy. W powieści wiąże się z Jezusem. Inna nietypowa boska para to Atena (która została trafiona strzałą Erosa) i Ozyrys. Uwielbiają oglądać razem seriale, na przykład „Przyjaciół” lub „Sześć stóp pod ziemią”. Ach, może jeszcze wspomnijmy Balladynę (tak, tę od Słowackiego), która na spółkę z Grabcem i Aliną prowadzi w niebie firmę kateringową. Miszmasz? To jeszcze nic, bo bogowie zmieszają się z bohaterami ludzkimi, którzy są też nieźle pokręceni.  Mamy pięćdziesięcioletnią starą pannę, która niespodziewanie dla samej siebie wdaje się w romans z młodym chłopakiem. Jest studentka, nimfomanka, która zwraca uwagę tylko na młodszych od siebie. Poza tym słucha samych beznadziejnych piosenek, bo przy dobrej muzyce płacze. Jest mężczyzna, który z dnia na dzień cofa się mentalnie do wieku dwunastu lat i jego ciężarna narzeczona. Poza tym jeszcze wykładowca i filozof, który onanizuje się przy filmach pornograficznych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka śmiało poczyna sobie z naszymi wyobrażeniami bogów, jest trochę pornograficzna i wulgarna, pełna sprzeczności, najeżona niesamowitymi, absurdalnymi zdarzeniami, które bywają śmieszne, ale mogą się też zdawać po prostu głupie. A wszystko tworzy barwną mieszaninę, zdawałoby się jeden wielki chaos, który jednak jest ogarnięty i dobrze przemyślany. Mnie „Balladyny i romanse” się podobały, ale rozumiem tych, którzy odebrali je inaczej. Bo ta powieść, tak skrajna i pełna sprzeczności, cały czas stoi nad przepaścią, jest jakby na krawędzi.  Krawędzi dobrego smaku, logiki, mądrości. Poniżej, całkiem przecież niedaleko, jest kicz, totalny bezsens i głupota. Trzeba mieć odwagę, żeby napisać taką książkę. Naprawdę dużo odwagi. I talentu, żeby się jednak na tej krawędzi utrzymać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Balladyny i romanse” wyśmiewają się z wielu rzeczy, ale przede wszystkim z popkultury. Dostaje się tu wszelakiej tandecie: Brownowi, Grocholi, Gosi Andrzejewicz, zespołowi Feel i przede wszystkim Coelho. Książka mówi, że popkultura robi nam z mózgu papki, ale, co ciekawe, sama czerpie z niej pełnymi garściami. Głęboka, wewnętrzna sprzeczność, ale jednak zamierzona i dająca ciekawy efekt. To też oczywiście książka o religii i o jej zmierzchu. Bogowie w końcu schodzą w świat już bardzo zeświecczony, do czego przyczyniają się zresztą bożkowie popkultury. Zstępując stają się mniej boscy, bez większych problemów stają się częścią społeczności, planują tu umrzeć.  To więc książka o religii i zastępującej ją popkulturze. Ale „Balladyny i romanse” to też po części powieść obyczajowa – rozdziały o ludzkich bohaterach opowiadają o codzienności, bolączkach, problemach, skrytych obawach i pragnieniach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobają mi się szalone pomysły Karpowicza, jego niezwykła kreatywność, która objawia się także w sferze językowej. Przykładem na to mogą być krótkie rozdziały, w których wypowiadają się pojęcia takie jak: piękno, prawda czy czas. Autor zgrabnie bawi się w nich językiem i konceptami kulturowymi. Takie gry językowe widać w całej książce, ale mimo to styl jest raczej łatwy do przyswojenia i powieść można naprawdę szybko pochłonąć. Trzeba jednak przyznać, że choć cały czas czekamy na zejście bogów (pierwsza część to tylko ludzie, druga bogowie w mieście miast, dopiero w trzeciej jedni z drugimi mieszają się na Ziemi), to jednak  wtedy akcja jakby zwalnia, a całość przestaje być tak wciągająca. Brak pomysłów na dalsze poprowadzenie historii? Nie wiem, ale druga część jest na pewno trochę gorsza, nieco pozbawiona wcześniejszej żywiołowości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Balladyny i romanse” są dobre, nie wybitne, ale jednak godne uwagi. Karpowicz proponuje barwną, fantastyczną, dowcipną i czasem szokującą podróż przez dzisiejszy świat pełen popkultury, za to coraz bardziej pozbawiony bogów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5508574893571246256?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5508574893571246256/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/12/balladyny-i-romanse-ignacy-karpowicz.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5508574893571246256'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5508574893571246256'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/12/balladyny-i-romanse-ignacy-karpowicz.html' title='&quot;Balladyny i romanse&quot; Ignacy Karpowicz'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-daYisVbDldI/Tv8sPa12h8I/AAAAAAAAAgI/Q-ODyIxOH7o/s72-c/00ffaeb4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-9019239555368133473</id><published>2011-12-02T19:45:00.002+01:00</published><updated>2012-01-12T17:14:57.668+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='choroba i śmierć'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Alessandro D&apos;Avenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura włoska'/><title type='text'>"Biała jak mleko, czerwona jak krew" Alessandro D'Avenia</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.redmoon.pl/media/catalog/product/cache/2/image/9df78eab33525d08d6e5fb8d27136e95/O/L/OLE-9788324016532.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="437" width="300" src="http://www.redmoon.pl/media/catalog/product/cache/2/image/9df78eab33525d08d6e5fb8d27136e95/O/L/OLE-9788324016532.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Słowo kochać jest czasownikiem, nie rzeczownikiem; nie odnosi się do konkretnej, raz na zawsze określonej rzeczy, ale ulega zmianom, rozwija się lub kurczy, podnosi lub zapada, wynurza na powierzchnię lub kryje pod nią jak podziemne rzeki, które jednak nigdy nie przerywają swojego biegu do morza. Miejscami pozostawiają ziemię suchą, ale choć niewidoczne, płyną niestrudzenie pod ziemią, by co jakiś czas wypływać na powierzchnię, użyźniając ziemię.&lt;/i&gt; [1]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Biała jak mleko, czerwona jak krew” to jedna z tych książek, które można powoli wertować z ołówkiem w dłoni i bez przerwy zaznaczać co ciekawsze cytaty. A potem wyciągnąć z półki przy okazji wpisywania się do jakiegoś pamiętnika lub tworzenia dedykacji w książce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Leo, szesnastoletni licealista, widzi świat poprzez kolory. Czerwony to miłość, pasja, energia. Niebieski – spokój, przyjaźń. Najstraszniejszy kolor to biały, który jest jak nicość, pustka, cisza. Na szczęście &lt;i&gt;marzenia nadają bieli kolor&lt;/i&gt;. [2] Leo ma swoje marzenie – jest nim Beatrice. Piękna, ognistoruda dziewczyna ze szkoły, w której się skrycie kocha. Ma też najlepszą przyjaciółkę Silvię, która zawsze go wysłucha, pocieszy i pomoże w nauce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Biała jak mleko, czerwona jak krew” to ładna powieść o miłości, przyjaźni, marzeniach, wierze, chorobie i śmierci. Leo, będąc u progu dorosłości, dostaje niezłą lekcję życia. To go ukierunkowuje, pozwala mu poznać podstawowe wartości i zrozumieć, co jest dla niego naprawdę ważne. Wszystko to piękne, tylko może ja mam trochę dość takich „ładnych” książek. Alessandro D’Avenia mówi w swojej powieści tylko to, co zostało już dawno powiedziane. A przecież: &lt;i&gt;Najważniejsze prawdy są dobrze ukryte, ale to nie znaczy, że ich nie ma.&lt;/i&gt;[3] Wbrew temu, tutaj wszystko jest na wierzchu. A notabene ten cytat też wygląda zaskakująco znajomo. Mierzi mnie banalność stwierdzeń typowych dla tej książki. „Biała jak mleko, czerwona jak krew” to po prostu zbiór truizmów. Wszyscy przecież dobrze  wiemy to, co można uznać za największe odkrycia Leo.  A że to książka dla młodzieży, że może ukierunkuje nastolatków? Pewnie i byłby to jakiś argument, gdyby nie to, że sama jestem dokładnie w wieku głównego bohatera. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podoba mi się pomysł z widzeniem świata przez kolory, ale on też jest nieco nierozwinięty, bo właściwie pojawiają się znaczenia tylko trzech barw:  białej, czerwonej i niebieskiej. Reszta rozwiązań fabularnych jest dość schematyczna. Książka może wzruszyć, na co jednak nie pozwoliła mi ogólna sztuczność. Zbyt wyraźnie czułam, że to wszystko dzieje się tylko na papierze.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie można odmówić książce pewnego czaru, tej aż nazbyt oczywistej mądrości, ładnego, choć dość prostego języka. Ale autor idzie zdecydowanie zbyt prostą drogą - wykorzystuje dawno już ograne schematy, które tak czy owak sprzedadzą się zawsze i wszędzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Biała jak mleko, czerwona jak krew,  Alessandro D’Avenia, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011, str. 288 &lt;br /&gt;[2] Tamże, str. 148&lt;br /&gt;[3] Tamże, str. 258&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;------------------------------------&lt;br /&gt;UWAGA! Zapraszam do świątecznego konkursu u Aliny, &lt;a href="http://koffer-in-berlin.blogspot.com/2011/12/konkurs-swiateczny.html"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-9019239555368133473?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/9019239555368133473/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/12/biaa-jak-mleko-czerwona-jak-krew.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/9019239555368133473'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/9019239555368133473'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/12/biaa-jak-mleko-czerwona-jak-krew.html' title='&quot;Biała jak mleko, czerwona jak krew&quot; Alessandro D&apos;Avenia'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-2710921113288864334</id><published>2011-11-19T19:08:00.001+01:00</published><updated>2011-11-19T22:23:51.068+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Shan Sa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z historią w tle'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura chińska'/><title type='text'>"Naga cytra" Shan Sa</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://owarinaiyume.files.wordpress.com/2011/10/naga-cytra.jpg?w=210&amp;h=300" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="300" width="210" src="http://owarinaiyume.files.wordpress.com/2011/10/naga-cytra.jpg?w=210&amp;h=300" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;U Shan Sy baśniowość przeplata się z nieraz brutalnym realizmem. Takie też są jej Chiny –wstrząsane okrutnymi wojnami i nagłymi przewrotami, ale zarazem piękne i wypełnione swoistą harmonią. Dokładnie tak jak gra na cytrze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W powieści przeplatają się historie, umiejscowione w różnym czasie. W pierwszej, na początku V wieku, piękna dziewczyna z arystokratycznego rodu zostaje uprowadzona przez biednego i niewiele znaczącego wojownika. Nagle musi się szybko odnaleźć w nowej rzeczywistości – zostaje żoną obcego mężczyzny, traci kontakt z rodziną i wkrótce, wśród wojennej zawieruchy, rodzi dziecko. Cytra jest najcenniejszą rzeczą, jaką posiada a jej dźwięk przynosi kobiecie ukojenie. Pod koniec VI wieku młody lutnik Shen Feng dowiaduje się, że jego praca przestała przynosić dochody – skończyło się zapotrzebowanie na cytry. Ulega więc namowom przyjaciela i pomaga mu w obrabowaniu grobowca mieszczącego się w buddyjskim klasztorze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te dwie historie złączą się w całość, zepną się jak klamra, chociaż jedną od drugiej dzieli prawie dwieście lat. Shan Sa zgrabnie posługuje się realizmem magicznym, jej powieść jest czarująca, spokojna, nieco oniryczna. Równocześnie nie ucieka przed realizmem i brutalną zawieruchą historii. Wojny, zamachy, choroby i inne nieszczęścia nie oszczędzają bohaterów, co mogłoby się kłócić ze wspomnianą baśniowością, ale eteryczność i realizm razem tworzą spójną, piękną całość. „Naga cytra” jest solidnie wsparta na chińskiej historii, a autorce należy się pochwała za jej udane wykorzystanie, dokładność oraz wskrzeszanie dawnych czasów w sposób żywy, naturalny i wdzięczny.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cytra była instrumentem w Chinach elitarnym, nieprzeznaczonym do występów i popisów, ale do samotnej kontemplacji. Sam przedmiot jest zresztą naładowany głęboką symboliką. Pudło rezonansowe miało oznaczać Niebo i Ziemię, zaś struny elementy przyrody. W powieści Shan Sy cytra zdaje się być szczególnie ważna i symboliczna – nie tylko dlatego, że jej gra staje się lekiem na samotność i ból. Dźwięk cytry jest niejako nośnikiem historii, przywraca cień dawnych czasów, a nawet jest też miejscem, w którym mieszkają duchy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Naga cytra” może nie jest wybitna ani szczególnie porywająca, ale jednak bardzo udana - czarująca swoją subtelnością i pięknie napisana. Czyli, krótko rzecz ujmując, warto dać książce Shan Sy szansę. ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-------------------------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od Wydawnictwa MUZA.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-2710921113288864334?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/2710921113288864334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/11/naga-cytra-shan-sa.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/2710921113288864334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/2710921113288864334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/11/naga-cytra-shan-sa.html' title='&quot;Naga cytra&quot; Shan Sa'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-6605183864897553292</id><published>2011-11-08T19:45:00.000+01:00</published><updated>2011-11-08T19:45:39.533+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura japońska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Haruki Murakami'/><title type='text'>"1Q84" (tom trzeci) - Haruki Murakami</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/133417_1q84-3_200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="278" width="200" src="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/133417_1q84-3_200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;„1Q84” to książka dziwna. I, wierzcie mi, zanurzenie się w tej dziwności, to wielka, wielka przyjemność. Murakami okazuje się mistrzem w kreowaniu równoległych rzeczywistości, w których na każdym kroku czyhają cuda i dziwy. A ja zatraciłam się w tym świecie, trafiłam razem z Tengo i Aomame do roku 1Q84, do Miasta Kotów. I tylko czekałam aż na moim niebie pojawią się dwa księżyce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybaczcie mi, nie przytoczę teraz tego fragmentu dokładnie. Ale w drugim tomie Tamaru cytował Czechowa, który podobno napisał mniej więcej, że jeśli w powieści pojawi się pistolet, to musi on wystrzelić.  Na szczęście tym razem nie wystrzelił. Aomame może i pod koniec drugiej części stała na stołecznej autostradzie z lufą w ustach, ale nie pociągnęła za spust. W końcu jakżeby mógł Murakami uśmiercić główną bohaterkę? Bo o czym byłby wtedy trzeci tom? A tak czytałam w napięciu i czekałam niecierpliwie. Przecież Aomame i Tengo muszą się w końcu spotkać! Kolejnych zagadek pojawia się tu już niewiele (chociaż też są, są!), dużo zostało wyjaśnione już w drugim tomie. Więc siłą rzeczy spotkanie głównych bohaterów jest chyba najbardziej nurtujące i oczekiwane. Ale pozostaje też kwestia Ushikawy, który śledzi Aomame i staje się trzecim najważniejszym bohaterem. Wątki Aomame i Tengo są od trzeciego tomu przytykane rozdziałami o Ushikawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczerze się zastanawiam jak to możliwe, że Murakami potrafi być tak wciągający, pisząc w gruncie rzeczy tak rozwlekle. Przecież wszystko toczy się tak naprawdę dość leniwie (weźmy dodatkowo pod uwagę, że książkę można zaliczyć do sensacji, wydawałoby się, że akcja powinna być wyjątkowo wartka!). Gdy się nad tym zastanawiam, to w trzecim tomie działo się rzeczywiście niewiele jak na pięćset stron. To nie jest cecha tylko tej części, ale trzeba przyznać, że w trójce akcja zwalnia. Jest trochę tak, jakby najważniejsze już się wydarzyło w poprzednich tomach. Trzeci jest przede wszystkim  zakończeniem, zamknięciem reszty wątków. Nie przeszkadza mi to zupełnie. Murakami i tak pisze w ten sposób, że kartki przewraca się w nadspodziewanie szybkim tempie. To sprawia, że książka mimo wszystko zdaje się wciąż najeżona niesamowitymi zdarzeniami i zwrotami akcji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą sama powieściowa rzeczywistość dostarcza już wielu wrażeń. Oprócz dwóch księżyców, mamy tu też nadal tajemniczych Little People, powietrzną poczwarkę, niezwykłą Fukaeri, która mówi bez znaków przestankowych. No i pojawia się też nowość, niepokalane poczęcie.  Całość jest tak niesamowita i zaskakująca, że takie drobne dziwności przestają już zdumiewać. To w końcu „1Q84”, tu musi być dziwnie, musi być nieprzewidywalnie. Podoba  mi się ta niezwykłość, podoba mi się jak Murakami z finezją miesza światy, mimochodem odwołuje się do literatury i pobudza wyobraźnię, otwierając w głowie furtkę do zupełnie innej rzeczywistości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię, lubię, lubię „1Q84” i w moim osobistym rankingu jest to powieść niejako kultowa. Bo czytając nieraz czułam silne kołatanie serca, drżenie rąk i ekscytację na myśl o możliwym dalszym rozwoju wydarzeń. Bo niektóre pojęcia jeszcze długo będą mi się kojarzyć tylko z tą książką. Bo ja już taka jestem, że lubię dziwne rzeczy. I może jeszcze dlatego, że chociaż wiem, jak w roku 1Q84 może być niebezpiecznie, to jednak podświadomie chciałabym zobaczyć te dwa księżyce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------------------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od Wydawnictwa MUZA.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-6605183864897553292?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/6605183864897553292/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/11/1q84-tom-trzeci-haruki-murakami.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/6605183864897553292'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/6605183864897553292'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/11/1q84-tom-trzeci-haruki-murakami.html' title='&quot;1Q84&quot; (tom trzeci) - Haruki Murakami'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5360790132210410944</id><published>2011-11-05T21:15:00.000+01:00</published><updated>2011-11-05T21:15:44.661+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='targi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stosiki'/><title type='text'>Targi Książki w Krakowie 2011</title><content type='html'>Przez dwa miesiące nie było żadnego postu! Mój blog powoli umiera już od wakacji, ale takiej przerwy nie zrobiłam sobie jeszcze nigdy. Chcę go reanimować, przywrócić do życia. Nie wiem, jak mi wyjdzie. Ale wiem, że szkoda byłoby zaprzestać czegoś tak fajnego jak blogowanie o książkach. Czas znajdę, książki do recenzowania też, może trudniej będzie z weną. ;) Ale jeśli już znowu zacznę, to pewnie się rozkręcę. Niedługo na pewno będzie recenzja trzeciego tomu "1Q84". A dzisiaj, na dobry początek, relacja z Targów Książki w Krakowie.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-akQQWhXzK0M/TrWSNoc1a0I/AAAAAAAAAfk/wrF7sLRxebw/s1600/DSC00034.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="400" width="319" src="http://3.bp.blogspot.com/-akQQWhXzK0M/TrWSNoc1a0I/AAAAAAAAAfk/wrF7sLRxebw/s400/DSC00034.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Z targów przywiozłam trzy książki - "Ucho od śledzia w śmietanie" Alana Bradleya (z autografem!), drugi tom "Północ południe" Elizabeth Gaskell i wybraną dość spontanicznie "Białą jak mleko, czerwoną jak krew" . Chciałam kupić "Bezgrzeszną" Gail Carriger, ale już nie było egzemplarzy. Ostatnio jakoś przestałam kupować "Bluszcz", a tu udało mi się nabyć numer wrześniowy za 3zł. Poza tym zbierałam wszystkie ulotki, katalogi, gazetki - to także w dużej mierze widać na zdjęciu. No i zakładki, dużo zakładek. :D Właściwie po raz pierwszy targami się "nasyciłam". Nikt mnie tym razem nie ciągnął zbyt wcześnie do wyjścia jak przyjaciółka trzy lata temu i siostra przed rokiem. Wtedy zwykle dawałam się przekonać. Bo trzeba przyznać, na targach jest ciężko. Gorąco, tłocznie (szczególnie gdy przechodzi się obok stoiska, gdzie ktoś znany podpisuje książki), męcząco. Tym razem włóczyłam się między stoiskami sama. Kupiłam, co chciałam, pozbierałam makulaturę i zdobyłam dwa autografy. O! &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-OSTABdbqR1I/TrWV7WX9S6I/AAAAAAAAAfw/7tE-YCXcKXA/s1600/DSC00030.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="400" width="300" src="http://2.bp.blogspot.com/-OSTABdbqR1I/TrWV7WX9S6I/AAAAAAAAAfw/7tE-YCXcKXA/s400/DSC00030.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tutaj od Alana Bradleya, autora świetnej serii o Flawii de Luce. &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-A_HPLtlrrZw/TrWWi0-HbBI/AAAAAAAAAf8/nI6WEp9Cs-Y/s1600/DSC00031.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="400" width="300" src="http://2.bp.blogspot.com/-A_HPLtlrrZw/TrWWi0-HbBI/AAAAAAAAAf8/nI6WEp9Cs-Y/s400/DSC00031.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;A tutaj od Jacka Dukaja w moim starym, dobrym egzemplarzu "Innych pieśni". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widziałam Manna, Kreta, Pawlikowską, Kraśko i Kasię Cichopek. xD I może jeszcze kogoś ciekawego, ale już nie pamiętam. Potem tak się złożyło, że jechałam tramwajem bez biletu i najadłam się trochę strachu. Miałam niesamowite szczęście, bo stojąc z przodu drugiego wagonu, widziałam, że kontrola jest w pierwszym, po czym wysiadłam na następnym przystanku. :D Czyli dzień był udany, ciekawy i pełen wrażeń. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To teraz czekam na następne targi. :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5360790132210410944?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5360790132210410944/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/11/targi-ksiazki-w-krakowie-2011.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5360790132210410944'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5360790132210410944'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/11/targi-ksiazki-w-krakowie-2011.html' title='Targi Książki w Krakowie 2011'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-akQQWhXzK0M/TrWSNoc1a0I/AAAAAAAAAfk/wrF7sLRxebw/s72-c/DSC00034.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-3105171453980937798</id><published>2011-09-04T20:42:00.000+02:00</published><updated>2011-09-04T20:42:18.007+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Wbrew naturze"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.senior.pl/Wbrew-naturze_img4dc0699f2cadf.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="300" width="191" src="http://www.senior.pl/Wbrew-naturze_img4dc0699f2cadf.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Są tematy, których wolimy unikać. Które odkładamy na później, póki jesteśmy młodzi i mniej lub bardziej piękni. Są pewnie tacy, którzy starością się brzydzą. Są tacy, którzy myślą, że nigdy się nie zestarzeją jak bohaterka opowiadania Natalii Bobrowskiej. Póki się da, odwlekamy myślenie o starości. O starości, która jest przecież niechybną zapowiedzią śmierci, stanem często oznaczającym nie tylko zmarszczki, choroby, zmęczenie, bóle w kręgosłupie, ale też niewidzialność, samotność, zapomnienie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wbrew naturze” to zbiór opowiadań różnych autorów. Każde opowiadanie mówi o starości, przemijaniu. Autorów i tekstów mamy siedemnaście – więc siedemnaście różnych spojrzeń na starość. Każde z trochę innej strony, w innym świetle, bo też temat jest szeroki, rozległy i ważny. Jak to zbiór opowiadań – książka jest dość nierówna, są w niej teksty lepsze i gorsze. Niektóre naprawdę dają do myślenia, wchodzą w temat głęboko, pozwalają zauważyć coś nowego. Są też gorsze, prostsze, mniej wnikliwe, zbyt moralizatorskie. Ale ogólny poziom jest wysoki, a pomysł na temat antologii bardzo udany. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohaterowie opowiadań są różni. Niektórzy cierpią samotność, inni wspominają, żyją dawnymi czasami lub czekają na śmierć. Niektórzy odpychają od siebie starość, chcą o niej zapomnieć, marzą o przedłużeniu młodości. To trochę dziwne – zapewne wszyscy chcemy dożyć sędziwego wieku, ale wszyscy też trochę (może na razie podświadomie, może to wypieramy) siętego boimy. „Wbrew naturze” to świetny projekt – pozwala nam na ten stan, na starość popatrzeć z bardzo różnych stron. A nasze refleksje po przeczytaniu książki mogą być różnorakie – każdy autor, każde opowiadanie kieruje nas w trochę inną stronę. Bardzo podoba mi się przeplecenie opowiadań zdjęciami, których autorem jest Roman Lipczyński. Zdjęcia są naprawdę dobre – pomysłowe i genialnie wpisujące się w klimat i treść opowiadań. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam. „Wbrew naturze” to kawałek porządnej, polskiej literatury. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od Wydawnictwa AMEA.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-3105171453980937798?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/3105171453980937798/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/09/wbrew-naturze.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3105171453980937798'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3105171453980937798'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/09/wbrew-naturze.html' title='&quot;Wbrew naturze&quot;'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-4565807040514673124</id><published>2011-08-30T11:49:00.001+02:00</published><updated>2011-08-30T12:53:06.710+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marta Szarejko'/><title type='text'>"Nie ma o czym mówić" Marta Szarejko</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://ksiegarz.com.pl/galerie/n/nie-ma-o-czym-mowic_58518.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="309" width="200" src="http://ksiegarz.com.pl/galerie/n/nie-ma-o-czym-mowic_58518.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nie ma o czym mówić? Marta Szarejko udowadnia, że jednak jest. Jej debiut to książka o ludziach z tak zwanego marginesu społecznego – bezdomnych lub chorych psychicznie. Dla wielu z nas są szarzy, niewidoczni. Mijamy ich obojętnie na ulicy, na dworcu, na przystanku. Bardzo często odwracamy wzrok. Czemu? Czy zapominamy, że to zwykli ludzie, tacy jak my? Przecież to, że ich życie tak się potoczyło, nie znaczy, że nie czują wstydu, miłości, strachu. Wolimy unikać tego problemu, zapominać o ich brudzie, ubóstwie, poniżeniu. Marta Szarejko stara się nam o tym przypomnieć, zmusza do spojrzenia na bezdomnego, do wysłuchania chorego psychicznie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno określić tę książkę. Trudno ją opisać. Na pewno nie jest to powieść, ale ciężko też mówić o zbiorze opowiadań. To raczej takie szkice, notatki, wypowiedzi – pourywane i niepełne. Ot, krótkie migawki z życia. Autorka nie przekazuje nam dokładnie historii swoich bohaterów, nie wgłębia się w ich rzeczywistość. Pozwala nam tylko spojrzeć na chwilę, trochę posłuchać. To tak jakbyśmy nagle zainteresowali się cyganką na dworcu, przystanęli przy żebrzącym na ulicy i posłuchali  tego, co oni mają do powiedzenia. Język, jak wymaga tego ta forma, jest bardzo zróżnicowany. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marta Szarejko zwraca uwagę na problem, ale nie moralizuje, nie wskazuje rozwiązania. Po prostu pokazuje rzeczywistość i robi to brutalnie szczerze. Ciężko ugryźć tę książkę – przez bardzo trudny temat, przez niezwykłą i niespójną formę. Czytając „Nie ma o czym mówić” można się poczuć atakowanym przez różne głosy ze wszystkich stron. Każdy domaga się wysłuchania. Całość celowo sprawia chaotyczne wrażenie. Taka forma sprawia, że nie zapamiętam z tej książki niczego konkretnego, a tylko ogólne mocne wrażenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno wczuć się w sytuację ludzi takich jak bohaterowie. Trudno też tę książkę jednoznacznie ocenić. Choć niełatwa w odbiorze, na pewno jest  mocna, nieszablonowa, odważna. A Marcie Szarejko dobrze wychodzi obserwacja i odwzorowywanie życia – utrwalanie go w kilku zdaniach.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-4565807040514673124?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/4565807040514673124/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/08/nie-ma-o-czym-mowic-marta-szarejko.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4565807040514673124'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4565807040514673124'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/08/nie-ma-o-czym-mowic-marta-szarejko.html' title='&quot;Nie ma o czym mówić&quot; Marta Szarejko'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5855345971544372041</id><published>2011-08-23T15:16:00.000+02:00</published><updated>2011-08-23T15:16:20.263+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stosiki'/><title type='text'>Stosik z taniej książki</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-MMuOxtSiT-s/TlOfl5ryyJI/AAAAAAAAAe0/IyCRFp8FO7Q/s1600/P1080045.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="300" width="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-MMuOxtSiT-s/TlOfl5ryyJI/AAAAAAAAAe0/IyCRFp8FO7Q/s400/P1080045.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Od góry (kupione w taniej książce):&lt;br /&gt;"Zaułek łgarza" - Robert McLiam Wilson&lt;br /&gt;"Córka nastawiacza kości" - Amy Tan&lt;br /&gt;"O krok" - Henning Mankell&lt;br /&gt;"Psy z Rygi" - Henning Mankell&lt;br /&gt;"Przepiórki w płatkach róży" - Laura Esquivel&lt;br /&gt;"Póki rekin śpi" - Milena Agus&lt;br /&gt;"Pies i klecha. Tancerz" - Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniak&lt;br /&gt;"Pieśń łuków. Azincourt" - Bernard Cornwell&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na samym dole "Raki pustelniki" Anne B. Ragde od wydawnictwa Smak Słowa. Hmm... Nie zamawiałam tej książki, więc wczorajsza paczka była dla mnie zupełną niespodzianką. I teraz nie wiem czy cieszyć się z niej, czy nie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo, jak pewnie widać, mam zastój blogowy. Czytelniczy zresztą też, ale w znacznie mniejszym stopniu. A poza tym to chyba były (jeszcze są, jeszcze są!) najgorsze wakacje w moim życiu, ale i tak nie chcę żeby się kończyły. Ma ktoś urządzenie, które pozwoli mi cofnąć czas do czerwca? Wszystko oddam za coś takiego. No, może poza moimi książkami. :D &lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5855345971544372041?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5855345971544372041/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/08/stosik-z-taniej-ksiazki.html#comment-form' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5855345971544372041'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5855345971544372041'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/08/stosik-z-taniej-ksiazki.html' title='Stosik z taniej książki'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-MMuOxtSiT-s/TlOfl5ryyJI/AAAAAAAAAe0/IyCRFp8FO7Q/s72-c/P1080045.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-1383571880781375984</id><published>2011-08-22T21:42:00.001+02:00</published><updated>2011-08-22T21:45:22.803+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='David C. Downing'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z historią w tle'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>"W poszukiwaniu króla.  Powieść o Inklingach" David C. Downing</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://maestermaks.files.wordpress.com/2011/06/w_poszukiwaniu_krola.jpg?w=210&amp;h=300" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="299" width="210" src="http://maestermaks.files.wordpress.com/2011/06/w_poszukiwaniu_krola.jpg?w=210&amp;h=300" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Interesuje mnie prawie wszystko, co jest związane z legendami arturiańskimi.  Lewisa oraz Tolkiena cenię i podziwiam. Nic więc dziwnego, że „W poszukiwaniu króla” mnie nieco zaintrygowało. Natomiast książki przygodowe czy sensacyjne to raczej nie mój gatunek... Ale nawet taka powieść mogła mnie bez problemu kupić, skoro zawiera w sobie to, co mnie naprawdę interesuje. Tylko że mnie nie kupiła. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek II wojny światowej. Amerykanin Tom szuka w Wielkiej Brytanii dowodów na istnienie króla Artura. Przy okazji spotyka swoją rodaczkę, Laurę. Dziewczyna  chce poznać znaczenie swoich tajemniczych snów, które nie chcą jej opuścić. Obydwoje mają szansę znalezienia pomocy u oksfordzkich wykładowców i znanych pisarzy – Tolkiena, Lewisa i Williamsa. Bo też przy okazji wpadają na trop Włóczni Przeznaczenia, którą miał być przebity Jezus, wiszący na krzyżu. Krążą o niej legendy – podobno ten, kto ją znajdzie, zdobędzie władzę nad światem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znów poszukiwanie mistycznego przedmiotu – to w końcu bardzo ciekawy temat. Świętego Graal a poszukiwali rycerze króla Artura, a potem wielu innych. Włócznia Przeznaczenia nie jest aż tak znana, ale jako temat książki nadaje się równie dobrze. Tylko... Czy mnie chce się czytać takie bajeczki? Już „Kod Leonarda da Vinci” uznałam za niewarty uwagi. „W poszukiwaniu króla” niczym się nie wybija. Na szczęście nie ma tu taniej sensacji, która ma tylko zaszokować czytelnika, jak u Browna i to jest na plus (a raczej nie jest na minus). Książka została napisana bardzo prosto, widać brak wprawy autora. Wszystko jest trochę sztuczne i naciągane. Czytało się bardzo dobrze, owszem, ale sama zagadka nie okazała się dla mnie szczególnie intrygująca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sprawie mają też udział Inklingowie – grupa wykładowców z Oxfordu, która spotykała się w pubach w latach 30. i 40. XX wieku. Dyskutowali na różne tematy, czytali własne utwory. Wśród nich byli właśnie Tolkien, Lewis i Charles Williams (w Polsce prawie nieznany) , którzy są także bohaterami „W poszukiwaniu króla”.  David C. Downing jest znawcą Inklingów i to akurat widać. Wypowiedzi Tolkiena, Lewisa czy Williamsa są w większości oparte na ich prawdziwych stwierdzeniach – z listów, książek. Tak, autor zna się na rzeczy – to, co się w książce dzieje, ma pewne podstawy naukowe, a wszystko jest ładnie rozpisane z tyłu książki w „Materiałach źródłowych”.  Jednak nie rekompensuje to niedoskonałości warsztatowych książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wątpię, że „W poszukiwaniu króla” znajdzie swoich czytelników (bo widać to nawet na portalach książkowych, gdzie powieść zbiera zaskakująco dla mnie dobre oceny). Przeczytać można – bo to książka lekka i dostarczająca nieco rozrywki. Ale poza tym? Szybko przeczytałam i szybko zapomnę.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-------------------------------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od wydawnictwa eSPe.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-1383571880781375984?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/1383571880781375984/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/08/w-poszukiwaniu-krola-powiesc-o.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1383571880781375984'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1383571880781375984'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/08/w-poszukiwaniu-krola-powiesc-o.html' title='&quot;W poszukiwaniu króla.  Powieść o Inklingach&quot; David C. Downing'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-8818363708577754225</id><published>2011-08-12T20:12:00.000+02:00</published><updated>2011-08-12T20:12:54.488+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura chilijska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z historią w tle'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Isabel Allende'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzotycznie'/><title type='text'>"Podmorska wyspa" Isabel Allende</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://mlodapisarkaczyta.blox.pl/resource/podmorska_wyspa.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="336" width="220" src="http://mlodapisarkaczyta.blox.pl/resource/podmorska_wyspa.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nie pierwszy raz przekonuję się, że Allende ma niezwykły dar opowiadania, przekazywania w interesujący i piękny sposób barwnych historii. Znowu dałam się ponieść z prądem jej opowieści, znowu pozwoliłam, by słowa niosły mnie coraz dalej, aż do końca książki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Podmorska wyspa” to niezwykła historia, której akcja toczy się w egzotycznym klimacie Saint-Domingue, a potem w Nowym Orleanie. Dziewięcioletnia mulatka, Zarite, częściej zwana Tete, zostaje kupiona przez pana Valmoraina, bogatego plantatora trzciny cukrowej. Dziewczynka ma być służącą jego nowo poślubionej żony. Wciąż jednak pragnie wolności, a życie jej jest nadzwyczaj trudne– nie tylko ciężko pracuje, ale jest też regularnie gwałcona przez swojego pana. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Allende pisze naprawdę pięknie i tworzy powieść pełną, bogatą, wywołującą wiele emocji, a do tego wciągającą. Z rozmachem i znawstwem tworzy obraz plantacji z końca XVIII wieku, przedstawia z bolesną szczerością sytuację niewolników. Autorka pisze pięknym,  trochę poetyckim stylem, ale nie unika przy tym tematów trudnych, wstydliwych, przykrych. Opowieść swą zaludnia ciekawymi, barwnymi postaciami z różnych warstw społecznych – oprócz wspomnianych Zarite i Toulouse’a Valmoraina, znajdzie się też miejsce dla pięknej i popularnej kurtyzany imieniem Violette, nieśmiałego syna Valmoraina Maurice’a, czy Gambo – kochanka Tete i uczestnika buntów niewolników. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czymże jest sama podmorska wyspa? Tam według wyznawców vodou mieszkają bóstwa. I tam podobno trafia dusza człowieka pod postacią morskiego stworzenia lub owada. Piękne i ciekawe w powieści Allende są właśnie elementy egzotycznej kultury, w tym wierzenia i liczne obrzędy wyznawców vodou – nocne tańce przy bębnach, czyli calenda, „dosiadanie”, czyli opętanie przez bóstwo. Główna bohaterka natomiast bardzo często wzywa na pomoc Erzulie – bóstwo miłości i piękna. To wszystko tworzy egzotykę i klimat książki, dodaje jej wiarygodności i jeszcze bardziej zaciekawia.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy z nas chce być wolny, każdy chce być (w miarę możliwości) panem swojego losu.  „Podmorska wyspa” mówi o tym, gdy jeden człowiek jest własnością drugiego. O tym, jak wielkim jest to złem. I o wiecznym, naturalnym pragnieniu wolności – które dla niektórych spełnia się tylko w tańcu. To bardzo dobra książka, na tyle dobra, że niemożliwym wydaje mi się wytknięcie jakiejkolwiek, choćby drobnej wady. Można tylko podziwiać dokładność w przedstawieniu tamtejszej rzeczywistości, świetne zarysowanie tła historycznego, stworzenie żywych, prawdziwych postaci. Allende po raz kolejny pokazuje swoje zdolności pisarskie, znów tworzy książkę piękną i pełną emocji. Serdecznie wszystkim polecam nie tylko „Podmorską wyspę”, ale też inne powieści tej chilijskiej pisarki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----------------------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od wydawnictwa MUZA. &lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-8818363708577754225?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/8818363708577754225/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/08/podmorska-wyspa-isabel-allende.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/8818363708577754225'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/8818363708577754225'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/08/podmorska-wyspa-isabel-allende.html' title='&quot;Podmorska wyspa&quot; Isabel Allende'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-1498946771135838410</id><published>2011-07-29T18:24:00.000+02:00</published><updated>2011-07-29T18:24:20.839+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura meksykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sabina Berman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zrozumieć odmienność'/><title type='text'>"Dziewczyna, która pływała z delfinami" Sabina Berman</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Yiyoefu0_j8/TfZZUA9vhLI/AAAAAAAAAGs/uX0hMgeUWGc/s1600/124240_dziewczyna-ktora-plywala-z-delfinami_200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="302" width="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-Yiyoefu0_j8/TfZZUA9vhLI/AAAAAAAAAGs/uX0hMgeUWGc/s1600/124240_dziewczyna-ktora-plywala-z-delfinami_200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nie tak dawno oglądałam dobry film, który tematyką bardzo przypominał właśnie „Dziewczynę, która pływała z delfinami”. Jego tytuł to „Temple Grandin”, a główną bohaterkę, chorą na autyzm dziewczynę zagrała (świetnie!) Claire Danes. W pewnym momencie poważnie zastanawiałam się, czy to na pewno jest przypadek, że ten film i ta książka są do siebie tak podobne. Ale chyba jednak tak, chociaż  Temple i Karen faktycznie wiele łączy – obie są autystyczne, ale obie też wykazują nieprzeciętne zdolności w niektórych dziedzinach i poświęcają się zwierzętom. Temple bydłu, a Karen tuńczykom (nie, wcale nie delfinom!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dziewczyna, która pływała z delfinami” ma więc o wiele więcej wspólnego z opisanym wyżej filmem niż ze sławnym „Forrestem Gumpem”, do którego powieść Sabiny Berman jest porównana na okładce. Na Forreście przecież nie kończą się dzieła kultury, które mówią o ludziach niepełnosprawnych umysłowo. Ale tak czy inaczej cel jest faktycznie podobny: ukazanie świata z perspektywy takiej osoby. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karen to „dzikie” dziecko, wychowuje się samotnie. Do czasu gdy pieczę nad nią przejmuje jej ciotka, która za wszelką cenę stara się otworzyć dziewczynkę na świat. Karen stopniowo uczy się takich słów jak „ja” i „ty”, a potem także „dom” czy „krzesło”.  Nauka postępuje powoli, ale gdy Karen dorasta, okazuje się, że opóźnienie w niektórych dziedzinach jest niejako rekompensowane innymi niezwykłymi zdolnościami. Karen uczy się żyć w społeczeństwie i doceniać swoją inność, a nawet znajduje sobie miejsce w biznesie.  Sprawia, że tuńczyk produkowany w jej przetwórni staje się najdroższym i najbardziej luksusowym na świecie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na okładce naklejka: „czytanie wolne od stresu”. Gdy zabierałam się za „Dziewczynę” tego właśnie było mi trzeba, moje zszargane nerwy potrzebowały odpoczynku. I owszem, jest w tej książce spokój, wytchnienie, relaks i szum morza. Świat w powieści nie jest jednak rajem, bo głównej bohaterce nieraz przyjdzie się zmierzyć ze rzeczywistością, która nie jest aż tak miła i spokojna. Autorce udało się dobrze wyważyć  smutek i radość. Chociaż w książce nie zawsze jest wesoło, to jednak podczas czytania, na twarzy często gości uśmiech. „Dziewczyna, która pływała z delfinami” to powieść w gruncie rzeczy optymistyczna, urocza w swej prostocie, ale też niepozbawiona nutki goryczy. Nie moralizuje, a za główny cel stawia sobie pokazanie świata z perspektywy Karen.  Aby zrozumieć, aby wczuć się w jej skórę.  Bo przecież ona postrzega rzeczywistość  inaczej, może prościej i prawdziwiej, bo przecież nie hamują jej społeczne bariery, przyjęte wzorce myślenia i zachowań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sabina Berman sprawnie posługuje się językiem i mimo nieprostej tematyki tworzy powieść lekką, jedną z tych, które można szybko pochłonąć.  „Dziewczyna, która pływała z delfinami” to powieść, która wywołać na naszej twarzy uśmiech. I kolejny udany apel o zrozumienie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-1498946771135838410?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/1498946771135838410/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/07/dziewczyna-ktora-pywaa-z-delfinami.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1498946771135838410'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1498946771135838410'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/07/dziewczyna-ktora-pywaa-z-delfinami.html' title='&quot;Dziewczyna, która pływała z delfinami&quot; Sabina Berman'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Yiyoefu0_j8/TfZZUA9vhLI/AAAAAAAAAGs/uX0hMgeUWGc/s72-c/124240_dziewczyna-ktora-plywala-z-delfinami_200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-7584703977605014812</id><published>2011-07-27T23:12:00.001+02:00</published><updated>2011-07-27T23:20:17.425+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różności'/><title type='text'>One Lovely Blog Award</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-v16B1ai7R5c/Ti8DDPGtwtI/AAAAAAAAAD0/5LeItIY61Os/s1600/pobrane.png" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-v16B1ai7R5c/Ti8DDPGtwtI/AAAAAAAAAD0/5LeItIY61Os/s1600/pobrane.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio mało mnie w blogosferze. Czasu mam pełno (wakacje, oby trwały wiecznie!), ale sił mi jakoś brak. Wiele innych rzeczy mnie absorbuje i jakoś "wybiłam się z rytmu" pisania recenzji. Ale w sierpniu muszę, po prostu muszę ruszyć pełną parą!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostałam nominowana do nagrody przez &lt;a href="http://magiczna-ksiazka.blogspot.com/"&gt;Dominikę Annę&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://ksiazkizmojejpolki.blox.pl/htmlhttp://"&gt;Karolinę&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://winchester-bros.blogspot.com/"&gt;wendigo&lt;/a&gt;. Dziękuję. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie nie lubię łańcuszków, ale nie zaszkodzi mi wywiązać się z tego zadania. A przynajmniej z połowy, bo nie zamierzam nominować szesnastu kolejnych blogów. Większość z Was zapewne i tak już brała udział w zabawie. A poza tym szesnaście to dziwna liczba. Za dużo na moje ulubione blogi, zdecydowanie za mało na wszystkie te, które lubię. Siedem moich sekretów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Mieszkam na wsi, blisko Krakowa. I kocham ten stan rzeczy, chociaż zobaczymy, co powiem, gdy od września będę musiała codziennie dojeżdżać do szkoły. Ale na razie jest świetnie - mam niedaleko do dużego miasta, więc nie jestem odcięta od świata. I nie gnieżdżę się w małym mieszkaniu na jakimś blokowisku, chyba bym tego nie wytrzymała. Dookoła trawa, drzewa, ptaki. &lt;br /&gt;2. Czytać lubiłam właściwie od zawsze, to znaczy odkąd nauczyłam się tej czynności, co stało się mniej więcej w wieku pięciu lat. Podobno raz, gdy byłam mała, moja babcia zauważyła, że gorzko płaczę. Okazało się, że to dlatego, że nie umiem czytać. :D Już wtedy wiedziałam, co tracę. Wkrótce potem składałam literki. &lt;br /&gt;3. Kocham kolczyki! Mam na ich punkcie lekkiego fioła. Zdarza mi się nosić bransoletki, a czasem naszyjniki lub korale, ale kolczyki to zdecydowanie moja ulubiona część biżuterii. Porządne, srebrne (absolutnie nie złote) noszę bardzo rzadko, najczęściej takie tanie, kolorowe. Mam przeróżne. Najbardziej lubię te najdziwniejsze - zasuszone pomarańcze, uchwyty od zamka błyskawicznego, telefony. I sama zrobiłam sobie takie w kształcie książek! :)&lt;br /&gt;4.Straszna ze mnie niezdara. Generalnie wszyscy w domu wiedzą, że lepiej nie dawać mi do ręki tacy z naczyniami, bo istnieje spore prawdopodobieństwo, że stłukę...&lt;br /&gt;5.Poza książkami lubię też oczywiście oglądać filmy. Najlepiej w towarzystwie mojej siostry. Tak właściwie bez siostry to już nie to samo...&lt;br /&gt;6. Lubię herbatę. Może to już jakiś nałóg? Ostatnio za to popijam sobie melisę. Na uspokojenie. ;)&lt;br /&gt;7. To może niektórzy wiedzą, ale mam szesnaście lat. I we wrześniu idę do liceum. Przy tej okazji odkryłam w sobie wiele negatywnych cech, które wcześniej pozostawały ukryte. Więc straszna ze mnie panikara, pesymistka, nerwuska (to akurat wiedziałam zawsze). I być może mam problemy psychiczne. :P Źle ze mną, bo strasznie się boję nowej szkoły, która wydaje mi się zbyt dobra... Ach, niezdecydowana też jestem. Bardzo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I mam problem z wymyśleniem siedmiu ciekawostek na swój temat. :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-7584703977605014812?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/7584703977605014812/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/07/one-lovely-blog-award.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7584703977605014812'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7584703977605014812'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/07/one-lovely-blog-award.html' title='One Lovely Blog Award'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-v16B1ai7R5c/Ti8DDPGtwtI/AAAAAAAAAD0/5LeItIY61Os/s72-c/pobrane.png' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5705038250905558008</id><published>2011-06-27T17:49:00.000+02:00</published><updated>2011-06-27T17:49:44.174+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Izabela Szolc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Naga" Izabela Szolc</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://empikmedia.pl/c/naga-bprod54370193.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="326" width="210" src="http://empikmedia.pl/c/naga-bprod54370193.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W tym zbiorze opowiadań kobieta zostaje obnażona, obdarta z pozorów i złudzeń. Tak, niekiedy obdarta też z ubrania, ale przede wszystkim chodzi tu jednak o nagość duchową. Izabela Szolc stawiła sobie za zadanie dotarcie do ciemnej strony kobiecej psychiki, odkrycie wszelkich bolączek, lęków, obsesji. Autorka pokazując je, zdaje się mówić: oto kobieta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naga, Kochanka, Mama, Wdowa, Zgwałcona, Samotna. Te słowa to tytuły opowiadań. Szolc definiuje je na nowo, do każdego z nich dopisuje, nierzadko zaskakującą, historię kobiety. Jest więc zdradzona żona, lesbijka, zgwałcona studentka, narkomanka czy kobieta w ciele mężczyzny. „Pępek” to bolesna opowieść o toksycznych stosunkach matki i córki, z kolei „Wdowa” jest tekstem pisanym z perspektywy Marii Skłodowskiej-Curie tuż po stracie męża. Autorka zresztą bardzo chętnie sięga do znanych postaci, często cytuje przeróżne książki, odwołuje się do Sylvii Plath, Marilyn Monroe „Alicji w Krainie Czarów”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szolc podgląda swoje bohaterki w momentach najbardziej intymnych, nierzadko wstydliwych. W tych opowiadaniach nie ma tematów tabu, jest za to wprost brutalny naturalizm. Znajdą się tu nie tylko sceny seksu, ale też wizyta u ginekologa czy poród. Wszystko to opisane bez pardonu, bez owijania w bawełnę. W „Nagiej” cielesność miesza się z duchowością. Z jednej strony bezpośrednie opisy fizjologii, wyciąganie na wierzch tego, co zazwyczaj chowa się w ukryciu, o czym woli się nie mówić głośno. Z drugiej wejrzenie w najpoważniejsze kobiece problemy, grzebanie w depresjach, obawach, bólu. Izabela Szolc odważnie mówi o ciele, ale tak naprawdę chodzi jej o dotarcie do kobiecego wnętrza. Z bolesną szczerością opowiada o obawie przed śmiercią ukochanej osoby i o cierpieniu po stracie męża, o bezdzietności i o niechęci do noszonego w brzuchu dziecka, o trudnych uczuciach do matki i o gwałcie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To różne aspekty kobiecości, obraz kobiety ukazany z wielu stron. Trudno jest jednak mówić o ciekawych kreacjach bohaterek a nawet o psychologicznej głębi. Chociaż każde opowiadanie traktuje o innej postaci, chociaż każda z bohaterek boryka się z innymi problemami, to jednak trudno mi je rozróżnić, jakiś czas po przeczytaniu właściwie zlewają się w jedno. Ciężko wykazać ich cechy charakteru, podać coś co je wyróżnia. One wszystkie są do siebie podobne, nawet myślą podobnie, chociaż w jednym opowiadaniu Izabela Szolc potrafi pisać brutalnie i chaotycznie, by w następnym zmienić styl na spokojny i niemal poetycki. Mogę się tu pokusić o stwierdzenie, że ten zbiór opowiadań ma tylko jedną bohaterkę: kobietę. Nie konkretną osobę, ale kobietę ogółem. „Naga” to próba dotarcia do kobiecej natury i ukazania jej bez zakłamań, bez zahamowań. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Naga” zrobiła na mnie dość mocne wrażenie – to książka odważna, szczera do bólu, naładowana emocjami. Izabela Szolc została obdarzona wrażliwością i zmysłem obserwacji. Chciałabym przeczytać jej powieść, nabrałam na to apetytu, bo opowiadania, choćby dobre, mają to do siebie, że bardzo szybko wylatują mi z głowy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-------------------------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od Wydawnictwa AMEA.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5705038250905558008?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5705038250905558008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/06/naga-izabela-szolc.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5705038250905558008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5705038250905558008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/06/naga-izabela-szolc.html' title='&quot;Naga&quot; Izabela Szolc'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-8852861791048586854</id><published>2011-05-31T17:32:00.000+02:00</published><updated>2011-05-31T17:32:18.193+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marina Mayoral'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z historią w tle'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura hiszpańska'/><title type='text'>"Kto zabił Inmaculadę de Silva?" Marina Mayoral</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://esensja.pl/obrazki/okladkiks/119480_kto-zabil-immaculade-de-silva_200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="315" width="200" src="http://esensja.pl/obrazki/okladkiks/119480_kto-zabil-immaculade-de-silva_200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Taki tytuł powinien jednoznacznie wskazywać na kryminał. Ale tym razem czytelnik zostaje wprowadzony w błąd. „Kto zabił Inmaculadę de Silva?” może i pewne cechy kryminału ma, ale to bardziej opowieść o dorastaniu, wariacja na temat literatury i, pokuszę się o to stwierdzenie, podwójny romans z hiszpańską historią w tle. A to wszystko na jedynie stu sześćdziesięciu stronach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Etel ma szesnaście lat i ważny cel w życiu: zostać pisarką. Wcześniej marzyła o karierze baletnicy, trochę później chciała być pianistką, ale tamte pomysły okazały się zupełnie chybione. Teraz jednak Etel jest całkowicie pewna, że praca pisarki to jej przeznaczenie. A, jak wiadomo, żeby napisać książkę potrzebny jest dobry temat. Ten jakby tylko czeka na Etel. Dziewczyna postanawia rozwikłać rodzinną zagadkę. Pomaga jej w tym kuzynka Catara i Juancho – chłopak ze szkoły, w którym Etel kocha się ze wzajemnością. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To wszystko stanowi, w sumie nie mniej ważną niż reszta, otoczkę. Motorem fabuły jest jednak niezwykła historia sprzed lat. Piękna ciotka Etel, dziewczyna z bogatej rodziny, Inmaculada de Silva ginie w tajemniczych okolicznościach na werandzie swojego domu razem z Antonem de Canote, partyzantem walczącym w hiszpańskiej wojnie domowej, powszechnie uznawanym za bohatera. Dlaczego zginęli razem? Co mogło ich łączyć? Kto oddał zabójcze strzały? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Etel dąży do poznania prawdy, więc stara się wydobyć informacje od tych, którzy mogą coś wiedzieć. Historia jednak była od początku niejasna, a czas zdążył już zatrzeć ślady. Przy tak sprzecznych wersjach i kłócących się ze sobą informacjach, zarówno bohaterom książki jak i czytelnikom pozostaje wyobraźnia. Wszystko więc zależy od naszego widzimisię. Wolimy, żeby historia Inmaculady i Antona opowiadała o gorącej miłości czy o zemście? Etel, Catara i Juancho prześcigają się w kolejnych pomysłach, starają się zrekonstruować wydarzenia i uzgodnić najbardziej prawdopodobną wersję. Przypomina to jednak trochę szukanie po omacku. Marina Mayoral nie daje nam gotowej odpowiedzi, nie rozwikłuje zagadki. Za to pozwala czytelnikowi na zabawę historią, dołożenie własnego elementu układanki, zbudowanie z tych klocków własnej konstrukcji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kto zabił Inmaculadę de Silva?” zostało napisane stylem Etel – może i całkiem wyrobionym, ale wciąż trochę dziecinnym. Sama Etelvina jest na swój sposób urocza z tą swoją naiwnością, niepewnością i radością. Duża część książki opowiada o jej miłości do Juancha, które to uczucie dziewczyna w pełni odkrywa w miarę poznawania prawdopodobnych kontaktów Inmaculady i de Canote. Wszystko to sprawia, że książka stylem i tematyką przypomina bardziej pozycję dla młodzieży. Tylko nie wiem, jak wiele nastolatek pokusi się o jej przeczytanie i czy dojrzałe kobiety nie będą znużone młodzieżowym stylem książki. „Kto zabił Inmaculadę de Silva?” pozostaje więc trochę w zawieszeniu - Marina Mayoral nie wybrała docelowego czytelnika. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy całym swej sympatii dla tej książeczki, muszę jednak przyznać, że czegoś w tym wszystkim brakuje, a lektura prawdopodobnie dość szybko wyleci mi z głowy. Autorka wychodzi od bardzo ciekawego pomysłu. Chyba jednak chciała zbyt wiele w tej powieści pomieścić. I trochę nie wyszło, bo jednak sto sześćdziesiąt stron to naprawdę bardzo mało. Prosiłoby się tu o rozbudowanie akcji, tła historycznego. Ale z drugiej strony może to miała być właśnie taka książka? Krótka, urocza, pomysłowa, przepełniona uczuciami i po prostu bardzo przyjemna. Czasem przecież tego właśnie od powieści oczekujemy, czyż nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-------------------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od Wydawnictwa MUZA.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-8852861791048586854?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/8852861791048586854/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/05/kto-zabi-inmaculade-de-silva-marina.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/8852861791048586854'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/8852861791048586854'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/05/kto-zabi-inmaculade-de-silva-marina.html' title='&quot;Kto zabił Inmaculadę de Silva?&quot; Marina Mayoral'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-1241148858288042843</id><published>2011-05-16T20:45:00.001+02:00</published><updated>2011-05-16T20:53:40.081+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura kanadyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='młodzieżowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Alan Bradley'/><title type='text'>"Zatrute ciasteczko" Alan Bradley</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://beatrix73.files.wordpress.com/2010/09/zatrute-ciasteczko_alan-bradleyimages_big21978-83-61524-82-3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="410" width="277" src="http://beatrix73.files.wordpress.com/2010/09/zatrute-ciasteczko_alan-bradleyimages_big21978-83-61524-82-3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Panie i panowie, poznajcie dziewczynkę pod każdym względem niezwykłą. Mimo że liczy sobie dopiero jedenaście lat, inteligencją i rozumem dorównuje najbystrzejszym dorosłym. Jej największą pasją jest chemia, którą ma w małym paluszku. W swoich błyskotliwych wypowiedziach często nawiązuje do światowej literatury i różnych dziedzin nauki. I prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa z takim powodzeniem, że spokojnie można ją nazwać Sherlockiem Holmesem w spódnicy lub kolejnym wcieleniem panny Marple. Oto i ona, Flawia de Luce!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic więc dziwnego, że gdy tak rezolutna dziewczynka znajdzie w ogrodzie swojego domu konającego nieznajomego, od razu wkroczy do akcji, by rozwikłać zagadkę i wykryć mordercę. Sprawa stanie się jeszcze poważniejsza, gdy o zabójstwo zostanie oskarżony jej ojciec – spokojny filatelista, który przez większość czasu nie wychyla nosa ze swojego pokoju. To ona musi działać, bo jej dwie starsze siostry w tej trudnej sytuacji potrafią tylko rozpaczać, a w przerwach zerkać w lusterko (Ofelia) lub czytać Dickensa (Dafne). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To bardzo ogólny zarys wydarzeń, bo w „Zatrutym ciasteczku” wciąż dzieje się coś ciekawego. Już na samym początku biedna Flawia musi wydostać się z szafy, w której została uwięziona przez swoje niezbyt sympatyczne siostry. Wkrótce potem przed domem zostaje znaleziony martwy ptak ze znaczkiem na dziobie. To nieprzyjemne wydarzenie niemal doprowadza do zawału ojca Flawii, ale potem oczywiście jest jeszcze gorzej, bo w ogrodzie pojawia się wspomniany trup. I karuzela się rozkręca. Flawia poruszając się na swoim rowerze Gladys i pytając oraz myszkując to tu, to tam, dogrzebuje się do tajemniczej historii z przeszłości, w której jest miejsce i na cenne znaczki, i na magiczne iluzje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli tak smakują zatrute ciasteczka, to ja poproszę o dokładkę. Zaczarowała mnie już świetna, stylowa okładka, która doskonale oddaje klimat tej książki. A zawartość... Wierzcie mi, jest równie, a może jeszcze bardziej, smakowita. Sama zagadka została wprawdzie poprowadzona zgrabnie, ale prosto i nieszczególnie zaskakująco. Ale, ale! Co to ma do rzeczy, gdy czytanie książki sprawia prawdziwą czytelniczą rozkosz? „Zatrute ciasteczko” jest przede wszystkim genialnie napisane. Alan Bradley pisze językiem błyskotliwym, ironicznym, a doprawia do smaku specyficznym humorem. Pełno tutaj wtrąceń dotyczących historii, sztuki, polityki, nauki czy kultury. Te często fascynujące anegdotki pojawiają się bardzo często, ale pasują tam jak ulał, nie odwracają uwagi od głównego wątku i jeszcze dodają smaczku powieści. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak przede wszystkim ta książka ma w sobie owo magiczne „coś”, które potrafi oczarować czytelnika. Coś, co sprawia, że książka się wyróżnia, a przygody Flawii zyskują wielu miłośników. No bo jak można dać się oprzeć takiej historii - mrocznej i ciepłej, cynicznej i humorystycznej zarazem? Jak można pozostać obojętnym na tak wyrazistą bohaterkę? Jak nie dać się od razu wciągnąć, a potem namówić na zwiedzanie zamożnej posiadłości Buckshaw i słuchanie opowieści o dawno zmarłych de Luce’ach? Jak nie poczuć dreszczyku podniecenia, gdy najpierw pojawia się nieżywy ptak, a wkrótce zabity w ogródku człowiek?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-1241148858288042843?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/1241148858288042843/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/05/zaczarowane-ciasteczko-alan-bradley.html#comment-form' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1241148858288042843'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1241148858288042843'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/05/zaczarowane-ciasteczko-alan-bradley.html' title='&quot;Zatrute ciasteczko&quot; Alan Bradley'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-3969505276827060347</id><published>2011-05-09T20:36:00.000+02:00</published><updated>2011-05-09T20:36:30.656+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Simonetta Agnello Hornby'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura włoska'/><title type='text'>"Zawierucha" Simonetta Agnello Hornby</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-dYmHD9rsev4/TZbzuOOjEQI/AAAAAAAADfA/8xpJJTxfmLw/s320/Zawierucha_Simonetta-Agnello-Hornby%252Cimages_big%252C3%252C978-83-7495-940-7.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="226" src="http://4.bp.blogspot.com/-dYmHD9rsev4/TZbzuOOjEQI/AAAAAAAADfA/8xpJJTxfmLw/s320/Zawierucha_Simonetta-Agnello-Hornby%252Cimages_big%252C3%252C978-83-7495-940-7.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;„Zawierucha” to taka książka, która wywołuje bardzo silne emocje. W moim przypadku to była złość. Złościłam się na ludzi, którzy wtrącają się tam gdzie nie trzeba, nie potrafią przyznać się do błędu, przeinaczają fakty, wszystko widzą po swojemu, a ich punkt widzenia jest tym jedynym słusznym. To właśnie oni (a może powinnam napisać „one”) wywołują tytułową zawieruchę. Przez takich ludzi, choć pewnie także przez nieudany system opieki społecznej, pewna rodzina zostaje poddana bardzo ciężkiej próbie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jenny i Mike Pitt mają dwie córki: siedmioletnią Amy i czteroletnią Lucy. Są dobrze sytuowani, mają świetne prace. Mieszkają w Londynie i niedawno kupili nowy, luksusowy dom. Wszystko wskazuje na to, że są szczęśliwą, kochającą się rodziną. I nagle przedszkolanka Lucy oskarża Mike’a o molestowanie seksualne dziewczynki. Powodem są rysunki Lucy – kobieta twierdzi, że pojawiające się na nich podłużne kształty nasuwają jednoznaczne skojarzenia... Wkrótce rozpoczyna się postępowanie prawne, a Pittowie opłacają psychiatrę dziecięcego, która potwierdza przypuszczenia przedszkolanki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo że są momenty, w których można w to zwątpić, generalnie byłam przekonana o niewinności Mike’a. Podobnie jak jego żona, która nie wierzy, by mąż mógł skrzywdzić Lucy. Pittowie postanawiają więc zażarcie walczyć o swoje dzieci. Oskarżenia opieki społecznej są jednak jak burza, która sieje wokół spustoszenie. Jenny nie przestaje wierzyć w niewinność Mike’a, a jednak trudna sytuacja stwarza między małżeństwem poważne spięcia. Nie powiem czy Mike jest winny, czy też faktycznie nie. Ale załóżmy drugą opcję. W takim wypadku rodzi się tu pewien paradoks. Opieka społeczna zamiast pomagać, może zniszczyć, zburzyć szczęście rodziny.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Simonetta Agnello Hornby napisała tę powieść opierając się na swoim doświadczeniu w pracy prawnika. Pozwala to przypuszczać, że obraz przedstawiony w „Zawierusze” dobrze przedstawia pracę opieki społecznej w Wielkiej Brytanii oraz okoliczności postępowania prawnego w przypadku molestowania nieletnich. Sama powieść została napisana dokładnym, rzetelnym stylem, momentami wręcz przywodzącymi na myśl raport. Nie zrozumcie mnie źle, akcja „Zawieruchy” zdecydowanie wykracza poza rozprawy sądowe i rozmowy Pittów z pracownikami opieki społecznej oraz ich adwokatem, zaś Simonetta Agnello Hornby stara się pogłębiać psychologię postaci i z dokładnością przedstawia uczucia najbardziej zainteresowanych. Całość mocno trzyma w napięciu. Autorka rozwija też wątki poboczne – śledzimy na przykład życie kancelarii adwokackiej Wizens i sprawy ich klientów. Agnello Hornby nie chciała zapewne ograniczać książki tylko do sprawy Pittów i  jej celem było pokazanie takich problemów jak molestowanie seksualne czy maltretowanie w o wiele szerszej perspektywie.  Nie wiem jednak, czy przy okazji nie rozmieniła się za bardzo na drobne. Mocny wątek Pittów i tak przysłania sprawy Mrs Oboe czy piętnastoletniej Kahin, które zdają się być przyczepione do reszty trochę na siłę. Trudno mówić o dłużyznach w książce napisanej w ten sposób, że można ją wprost połknąć. Ale prawda jest taka, że do tego stopnia absorbująca czytelnika sprawa Pittów jest trochę hamowana przez bardzo liczne wątki poboczne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak czy owak „Zawierucha” jest dobrą książką - porządnie napisaną, trzymającą w napięciu, dającą do myślenia, z całą szczerością ukazującą brytyjskie prawo o ochronie nieletnich. I taką książkę przeczytać na pewno warto. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--------------------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od Wydawnictwa MUZA.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-3969505276827060347?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/3969505276827060347/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/05/zawierucha-simonetta-agnello-hornby.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3969505276827060347'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3969505276827060347'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/05/zawierucha-simonetta-agnello-hornby.html' title='&quot;Zawierucha&quot; Simonetta Agnello Hornby'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-dYmHD9rsev4/TZbzuOOjEQI/AAAAAAAADfA/8xpJJTxfmLw/s72-c/Zawierucha_Simonetta-Agnello-Hornby%252Cimages_big%252C3%252C978-83-7495-940-7.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-3080810833752384522</id><published>2011-05-05T22:41:00.000+02:00</published><updated>2011-05-05T22:41:43.935+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Diana Wynne Jones'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dla dzieci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='baśń'/><title type='text'>"Ruchomy zamek Hauru" Diana Wynne Jones</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-6BFdH7DmL6I/TcMKVOBAUdI/AAAAAAAAAdw/dWGVzl2Zk0g/s1600/hauruok%25C5%2582adka.bmp" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="313" width="202" src="http://2.bp.blogspot.com/-6BFdH7DmL6I/TcMKVOBAUdI/AAAAAAAAAdw/dWGVzl2Zk0g/s400/hauruok%25C5%2582adka.bmp" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nieważne ile masz lat – osiem, szesnaście, czterdzieści czy siedemdziesiąt. Tak urocza baśń może zaczarować czytelnika w każdym wieku. Najpierw zakochałam się w pięknej animacji Miyazakiego, a teraz w tej czarującej książce. Film od powieści różni się naprawdę znacznie, ale i pierwowzór, i adaptacja są naprawdę świetne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sophie mieszka w małym miasteczku o nazwie Market Chipping w Ingorii. Wyrabia kapelusze (z którymi lubi sobie porozmawiać) sprzedawane w rodzinnym sklepie. Ma pecha, bo jest najstarszą z sióstr, więc wiadomo, że w jej przypadku nawet nie warto wyruszać na poszukiwanie szczęścia – i tak się nie uda. Nie pytajcie mnie, dlaczego w Ingarii panuje takie przekonanie – w każdym razie mnie, też najstarszej, nie napawa to zbytnim optymizmem. A raczej nie napawałoby, gdyby nie to, że Sophie, oczywiście, będzie musiała wyruszyć na poszukiwanie szczęścia i oczywiście je znajdzie (co daje mi pewną nadzieję). Bo oto niespodziewanie zjawia się Wiedźma z Pustkowia, która z niezrozumiałych początkowo względów rzuca na Sophie czar. I nasza młodziutka bohaterka zamienia się w starowinkę! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-XHoQz2GGEOo/TcMIh4VWoeI/AAAAAAAAAdg/i4aDKd2Xz9c/s1600/haurusophie.bmp" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="216" width="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-XHoQz2GGEOo/TcMIh4VWoeI/AAAAAAAAAdg/i4aDKd2Xz9c/s400/haurusophie.bmp" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;To zastanawiające jak rzucone zaklęcie zmienia osobowość Sophie. Może się przygarbiła, może potrzebuje laski, może dokucza jej reumatyzm, może jej twarz pokryła się zmarszczkami. Ale psychicznie Sophie jakby odżywa. Przed przemianą była nieśmiała, wycofana, wątpiła w swoje możliwości. Zamieniona w staruszkę musi wziąć sprawy w swoje ręce, walczyć o swoje. Sophie niespodziewanie staje się odważna, wygadana i nieco wścibska. I mamy już jeden, typowy dla baśni morał – zawsze walcz o marzenia, szukaj szczęścia, tobie także może się udać. Punkt wyjścia też jest bardzo schematyczny: ktoś zostaje zaczarowany i wyrusza w podróż, by odczynić zaklęcie. Diana Wynne Jones w wielu kwestiach nie sili się na oryginalność i w gruncie rzeczy przedstawia nam tradycyjną baśń. Siła książki tkwi jednak w szczegółach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sophie trafia bowiem do ruchomego zamku – siedziby czarnoksiężnika Hauru. A tam spotyka wiele bardzo ciekawych postaci. Sam Hauru ma w Market Chipping bardzo złą sławę – ponoć łapie młode dziewczęta i zjada ich serca. Plotki są jednak mocno przesadzone, bo Hauru co najwyżej serca łamie. Rozkochuje w sobie kolejne dziewczyny, które bardzo szybko rzuca. Poza tym jednak nie jest taki zły – za to nieco rozkapryszony i próżny. No i przed wyjściem spędza w łazience dwie godziny... Jest też jego uczeń, nastoletni Michael i oczywiście Kalcyfer – ogniowy demon, z którym Hauru zawarł pewien kontrakt. Sophie ma pomóc Kalcyferowi go przerwać i zostaje w ruchomym zamku pod pretekstem zrobienia tam generalnych porządków. Ale na tym przygody oczywiście się nie kończą, bo Hauru przy okazji umyka przed złą Wiedźmą z Pustkowia, a także musi odszukać zaginionego księcia Justyna. &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-l2RlWk_NeH8/TcMIv7l357I/AAAAAAAAAdo/uITLbqxp8x8/s1600/hauruzamek.bmp" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="203" width="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-l2RlWk_NeH8/TcMIv7l357I/AAAAAAAAAdo/uITLbqxp8x8/s400/hauruzamek.bmp" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;To nie koniec atrakcji, bo w „Ruchomym zamku Hauru” pełno jest czarów, magicznych przedmiotów, niezwykłych postaci. To idealna książka, żeby oderwać się od rzeczywistości, z powrotem nabrać cichutkiej nadziei, że siedmiomilowe buty czy peleryny zmieniające twój wygląd, naprawdę istnieją. „Ruchomy zamek Hauru” czaruje swoim niezwykłym urokiem, śmieszy zabawnymi scenami. I przenosi do świata wyobraźni, czystej fantazji, pięknego zmyślenia. Język jest prosty, jak na książkę dla dzieci (ale nie tylko!) przystało, dialogi zabawne. Czyta się bardzo szybko, z przyjemnością i szerokim uśmiechem na ustach. Polecam Wam bardzo serdecznie i gorąco zapraszam do ruchomego zamku Hauru, gdzie niemal wszystko jest możliwe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A okładka polskiego wydania jest o k r o p n a! Czy nie można było przedstawić ruchomy zamek z wersji Miyazakiego w całej okazałości, zamiast go rozmazywać i pokrywać napisami?  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obrazy pochodzą z filmu Hayao Miyazakiego pt. "Ruchomy zamek Hauru".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-3080810833752384522?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/3080810833752384522/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/05/ruchomy-zamek-hauru-diana-wynne-jones.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3080810833752384522'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3080810833752384522'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/05/ruchomy-zamek-hauru-diana-wynne-jones.html' title='&quot;Ruchomy zamek Hauru&quot; Diana Wynne Jones'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-6BFdH7DmL6I/TcMKVOBAUdI/AAAAAAAAAdw/dWGVzl2Zk0g/s72-c/hauruok%25C5%2582adka.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-3602164638647405250</id><published>2011-04-26T15:42:00.001+02:00</published><updated>2011-04-26T20:48:20.409+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cyberpunk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='William Gibson'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dystopia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><title type='text'>"Neuromancer" William Gibson</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://p.alejka.pl/i2/p_new/27/20/neuromancer-william-gibson-dla-klientow-inbook-pl-mozliwa-dostawa-w-24h-gratis_0_b.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="319" width="200" src="http://p.alejka.pl/i2/p_new/27/20/neuromancer-william-gibson-dla-klientow-inbook-pl-mozliwa-dostawa-w-24h-gratis_0_b.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wydany w 1984 roku „Neuromancer” zapoczątkował cyberpunk – jeden z najważniejszych podgatunków science fiction. Cyberpunk szybko zagrzał miejsce w literaturze, filmie („Matrix”!), a także muzyce i grach komputerowych. To właśnie William Gibson stworzył pojęcie „cyberprzestrzeni” w czasach, gdy technologia komputerowa jeszcze raczkowała, a o Internecie nikt nawet nie śnił. To pod pewnymi względami powieść kultowa – ktoś, kto choć trochę interesuje się SF, powinien przeczytać, by zobaczyć, jak rodził się nowy gatunek. A czy się spodoba?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Niebo nad portem miało barwę ekranu monitora nastrojonego na nieistniejący kanał.&lt;/i&gt;[1]&lt;br /&gt;Pierwsze zdanie książki dobrze obrazuje specyfikę „Neuromancera” i gatunku w ogóle. Powieść Gibsona jest zdominowana przez technologię, autor rozwija w niej dalekobieżne wizje rzeczywistości wirtualnej czy sztucznej inteligencji. Czytanie powieści science fiction wydanej przed ponad ćwierćwieczem raczej nie zaskakuje nowatorstwem pomysłów autora, daje jednak czytelnikowi inną sposobność: obserwacji, w jakim stopniu pisarzowi udało się przewidzieć przyszłość, a na ile się pomylił. Zazwyczaj o wiele więcej jest tych pomyłek, ale nierzadko twórcom science-fiction udaje się nieźle oddać to czy owo. Także i tutaj: rzeczywistość wirtualna, cyberprzestrzeń opisana przez Gibsona przecież bardzo  przypomina nasz Internet! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat cyberpunku jest przesiąknięty techniką – ludzie są połączeni z maszynami, są uzależnieni od technologii. W „Neuromancerze” na porządku dziennym jest na przykład wszczepianie w ciała sztucznych narządów. Akcja rozgrywa się w nowoczesnych, przeludnionych i tętniących życiem miastach. Ludzie faszerują się narkotykami, modyfikują swoje ciała. Działa niebezpieczna mafia, wszechwładne korporacje. Główny bohater, Case, był nadzwyczaj zdolnym kowbojem cyberprzestrzeni (czyli po prostu hakerem), jednak za nieuczciwość został ukarany przez pracodawców – wstrzyknięto mu mykotoksynę, która spowodowała, że nie może już podłączyć się do Sieci, a tym samym wykonywać swojego zawodu. Szuka możliwości leczenia w japońskiej Chibie i gdy już traci nadzieję spotyka Armitage’a – tajemniczego człowieka, od którego ma dostać pomoc w zamian za wykonanie niebezpiecznych zadań. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gibson nie stroni od technicznego żargonu i tworzy liczne nowe słowa, odnoszące się do osiągnięć technologii, ale jego język jest w gruncie rzeczy prosty. Nie uświadczymy tu też długich opisów technicznych. Można odnieść wrażenie, że brak na to czasu – w tak zawrotnym tempie akcja gna do przodu. „Neuromancer” to sensacyjna powieść akcji. Do smaczku mamy jeszcze specyficzny, jakby narkotyczny klimat. Tylko że dla mnie w tej powieści jest pewien chaos. Gibson co chwilę przerywa, stosuje skróty myślowe i wciąż szaleńczo pędzi dalej. W niektórych momentach zadawałam już sobie pytanie: „o co tu właściwie chodzi?”. Być może niektóre rzeczy po prostu nie mieszczą się w mojej, zamkniętej na technikę, głowie. Tak czy inaczej miałam ochotę się zatrzymać, chciałam otrzymać sensowne wytłumaczenie, ale nie dano mi okazji. Sama książka nie jest trudna, czyta się lekko i szybko, ale w odbiorze może być trochę ciężka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wszystko, czy trzeba rekomendować, gdy chodzi o książkę tak uznaną (Gibson dostał za nią i Hugo, i Nebulę), tak kultową? Każdy fan SF znajdzie tu coś dla siebie. A może także inni nabiorą ochoty na narkotyczną podróż przez cyberprzestrzeń? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Neuromancer, William Gibson, Wydawnictwo „Książnica”, Katowice 2011, str. 7 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-------------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od wydawnictwa "Książnica".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-3602164638647405250?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/3602164638647405250/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/04/neuromancer-william-gibson.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3602164638647405250'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3602164638647405250'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/04/neuromancer-william-gibson.html' title='&quot;Neuromancer&quot; William Gibson'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-3917172569535191589</id><published>2011-04-14T15:59:00.000+02:00</published><updated>2011-04-14T15:59:06.186+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konkurs'/><title type='text'>Wyniki losowania</title><content type='html'>Losowanie odbyło się drogą tradycyjną - wypisałam Wasze nicki na karteczkach, a w roli maszyny losującej wystąpił mój mały brat.&lt;br /&gt;Zdjęcia są niestety okropne i bardzo niewyraźne. Może to też dlatego, że się spieszyłam, bo chciałam zdążyć zanim rozładuje mi się aparat. ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przebieg losowania:&lt;br /&gt;Miski z losami. Po lewej "Mechanizm serca", po prawej "Tysiąc drzewek pomarańczowych".&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/--k7iF_7CScc/Tab5cH_b63I/AAAAAAAAAcg/yrok9K7hVRM/s1600/P1070700.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="300" width="400" src="http://4.bp.blogspot.com/--k7iF_7CScc/Tab5cH_b63I/AAAAAAAAAcg/yrok9K7hVRM/s400/P1070700.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Najpierw "Mechanizm serca", który otrzyma...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/--w6ruFq7x2Q/Tab5-klJv4I/AAAAAAAAAco/vomtgxlgkpA/s1600/P1070701.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="300" width="400" src="http://4.bp.blogspot.com/--w6ruFq7x2Q/Tab5-klJv4I/AAAAAAAAAco/vomtgxlgkpA/s400/P1070701.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Viconia! &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-zCYE0bixaOU/Tab6nAzgVrI/AAAAAAAAAc4/5yNVxEF98lg/s1600/losowanieviconia.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="181" width="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-zCYE0bixaOU/Tab6nAzgVrI/AAAAAAAAAc4/5yNVxEF98lg/s400/losowanieviconia.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A "Tysiąc drzewek pomarańczowych" trafia do...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-LY1mZtBbdqA/Tab7TbpRRLI/AAAAAAAAAdA/6J_5WQ_rm1Y/s1600/P1070705.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="300" width="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-LY1mZtBbdqA/Tab7TbpRRLI/AAAAAAAAAdA/6J_5WQ_rm1Y/s400/P1070705.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Nadine!&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-6CG5QiLLesc/Tab7u6SHlKI/AAAAAAAAAdI/ATUoCQ6DEYg/s1600/losowanienadine.bmp" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="181" width="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-6CG5QiLLesc/Tab7u6SHlKI/AAAAAAAAAdI/ATUoCQ6DEYg/s400/losowanienadine.bmp" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Przepraszam, że tak niewyraźnie. Chyba musicie uwierzyć mi na słowo. ;)&lt;br /&gt;Viconię i Nadine proszę o kontakt.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-3917172569535191589?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/3917172569535191589/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/04/wyniki-losowania.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3917172569535191589'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3917172569535191589'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/04/wyniki-losowania.html' title='Wyniki losowania'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/--k7iF_7CScc/Tab5cH_b63I/AAAAAAAAAcg/yrok9K7hVRM/s72-c/P1070700.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-868594024753885589</id><published>2011-04-12T14:17:00.001+02:00</published><updated>2011-04-12T14:19:22.720+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konkurs'/><title type='text'>Książki do rozdania! :)</title><content type='html'>Wiecie, że dzisiaj mijają cztery lata odkąd założyłam bloga o książkach? Było to na Onecie, a o moich pierwszych wpisach wolałabym zapomnieć. Ale fakt faktem - to już cztery lata. Na blogspocie jestem niecały rok. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I postanowiłam Wam podarować książki. Dwie. Pierwsza z nich to "Mechanizm serca" Mathiasa Malzieu, druga to "Tysiąc drzewek pomarańczowych" Kathryn Harrison. &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/100451_mechanizm-serca_200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="318" width="200" src="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/100451_mechanizm-serca_200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_MgSkgVX06nM/SgsidyFxTVI/AAAAAAAAADI/zsGGw-EZwWw/s320/91f47bb3a3c168f596118a66c5987989.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="202" src="http://2.bp.blogspot.com/_MgSkgVX06nM/SgsidyFxTVI/AAAAAAAAADI/zsGGw-EZwWw/s320/91f47bb3a3c168f596118a66c5987989.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wystarczy zgłosić w komentarzu chęć posiadania jednej lub obu książek. Czekam do czwartku do godziny 15:00. Potem urządzę losowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anonimów nie będę brała pod uwagę. Jeśli nie jesteś zarejestrowany/a na bloggerze, zostaw imię lub nick i adres e-mail.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-868594024753885589?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/868594024753885589/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/04/ksiazki-do-rozdania.html#comment-form' title='Komentarze (77)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/868594024753885589'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/868594024753885589'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/04/ksiazki-do-rozdania.html' title='Książki do rozdania! :)'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_MgSkgVX06nM/SgsidyFxTVI/AAAAAAAAADI/zsGGw-EZwWw/s72-c/91f47bb3a3c168f596118a66c5987989.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>77</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-3812450374293268079</id><published>2011-04-11T20:26:00.002+02:00</published><updated>2011-04-11T21:50:25.163+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura rosyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tatiana Tołstoj'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='antyutopia'/><title type='text'>"Kyś" Tatiana Tołstoj</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://owarinaiyume.files.wordpress.com/2010/09/kys.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="296" width="200" src="http://owarinaiyume.files.wordpress.com/2010/09/kys.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;To jest dopiero książka! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastąpił Wybuch. Nie wiemy dokładnie, na czym polegał, co było jego przyczyną. Nieważne. Wiemy za to, jak wygląda rzeczywistość jakieś dwieście lat po katastrofie. Ludzkość bardzo znacznie cofnęła się w rozwoju. Na miejscu Moskwy znajduje się duża, prymitywna osada. Ludzie mają różnorakie effekty – jednemu przypadły ogromne pazury u nóg, inny ma trochę za dużo palców u rąk, ktoś jest cały pokryty kogucimi grzebieniami, inszy z kolei posiada ogon. Wśród nich żyją Dawni – ludzie, którzy urodzili się jeszcze przed Wybuchem. Ich effektem jest to, że się nie starzeją. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i szerzy się zabobon, a zacofanie daje o sobie znać na każdym kroku. Życie jest niebezpieczne – wszystko uległo promieniowaniu. Czasem jednak nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać. Na przykład gdy kura zniosła normalne, zdrowe jaja, wszystkie zniszczono, kurę zabito i odprawiono zaklęcia, by plugastwo się nie rozprzestrzeniło. Poza tym ludzie święcie wierzą w Kysia – stwora żyjącego w lesie. Kogo wybierze sobie na ofiarę, dla tego już nie ma ratunku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kyś” nie jest wbrew pozorom powieścią katastroficzną, ostrzeżeniem przed wybuchem nuklearnym. Myślę, że spokojnie można przypiąć tej książce łatkę antyutopii, ale mimo to jest ona przede wszystkim satyrą na Rosję i rozliczeniem się z jej historią. Społeczeństwo żyje tu pod jarzmem dyktatora – Fiodora Kuźmicza, niech się sławi imię jego, oby żył długo. Ludziom wmawia się, że jest on największym bohaterem ludzkości. Ludzie są okłamywani, utrzymywani w niewiedzy, w zacofaniu. Jest też inteligencja reprezentowana przez Dawnych, ale woli się nie wychylać. Natomiast Fiodor Kuźmicz odcina kupony od osiągnięć ludzkości przed Wybuchem. To on jest między innymi odkrywcą koła i podaje się za autora wszystkich wierszy i książek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo tak, proszę państwa, w tym zacofanym świecie są też książki. Przetrwały Wybuch. I nimi zajmuje się główny bohater „Kysia”, Benedikt. Pracuje przepisując książki, rzekome dzieła Fiodora Kuźmicza, niech się sławi imię jego. Książki stanowią jednak prawdziwy skarb, bo choć niektórzy mają egzemplarze z czasów przed Wybuchem, to nieuświadomieni ludzie robią z nich zgoła nieliteracki użytek. Albo palą, by nie napytały im jakiejś biedy. Nasz Benedikt trafia jednak do sporej biblioteki, a tym samym odkrywa w sobie ogromną namiętność do czytania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Książek starodawnych teść ma cały skład. Kiedy Benedikt tam się dostał – jejkuuu! Oczy mu się rozbiegły, nogi ugięły, ręce zatrzęsły, a w głowie pomrok zrobiła. Izba taka przestronna, na najwyższym piętrze i z oknami, a wzdłuż ścian cięgiem książki; półki, półki, a na półkach jeno książki, książki, książki! I duże, i małe, i wszelakie. Niektóre całkiem jak rączka, a bukwy w nich wielgie. A insze duże, bukwy zasię małe. W niektórych książkach są obraziki, i to nie zwyczajne, ale kolorowe! Jak Boga kocham, kolorowe!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Benedikt jest jednak, powiedzmy sobie szczerze, dość tępy. Czyta książki tonami, ale ich nie rozumie. I nawet nie chce zrozumieć. Książki są towarem deficytowym i chęć ich zdobycia pchnie go do różnych, niekoniecznie chwalebnych czynów. Benedikta lektura nic jednak nie nauczy. Jego miłość do literatury niezbyt odróżnia go od reszty prymitywnej społeczności. Porządki w księgozbiorze też są godne pożałowania: Marinina na zasadzie dziwnych skojarzeń może stanąć tuż obok przepisów na marynaty. Co nieco Benedikt też po swojemu poprawi:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ale taka „Sztuka”, cóż to za „Sztuka”? W środku baby gołe. Pewnikiem to błąd, powinny być „Sztuki”. Teresio nazywa tak napotkane dziewczyny. Benedikt atrament z rdzy sporządził, patyczek zastrugał, zrobił porządek, wszystko poprawił.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powagę książki autorka świetnie rozładowuje genialnym humorem. Wszystko tu jest trochę komiczne, absurdalne. Niejednokrotnie śmiałam się w głos. No i jeszcze styl! Wprost genialny, pełen archaizmów i neologizmów. Autorka wykazała się przy jego tworzeniu ogromną kreatywnością i sprawnością językową. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tatiana Tołstoj (czyż to nazwisko nie zobowiązuje?) rozłożyła mnie na łopatki. "Kyś" stanowi bardzo szerokie pole do interpretacji, jest pełen aluzji i metafor. Rewelacyjna powieść.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-3812450374293268079?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/3812450374293268079/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/04/kys-tatiana-tostoj.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3812450374293268079'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3812450374293268079'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/04/kys-tatiana-tostoj.html' title='&quot;Kyś&quot; Tatiana Tołstoj'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-7338383888678153792</id><published>2011-04-06T22:12:00.002+02:00</published><updated>2011-04-26T20:47:57.152+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ursula K. Le Guin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Opowieści z Ziemiomorza" Ursula K. Le Guin</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/111665_opowiesci-z-ziemiomorza_2011_200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="322" width="200" src="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/111665_opowiesci-z-ziemiomorza_2011_200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Gdy czytam Ursulę K. Le Guin, mam wrażenie, jakby ktoś opowiadał mi piękną, niezwykłą historię. Le Guin to nadzwyczaj zdolna gawędziarka – jej opowieści wciągają, dosłownie. Jej książki mają w sobie coś takiego, że czuję jakbym całkowicie weszła do ich świata, zanurzyła się w nim. Potrafię niemal zupełnie zapomnieć o mojej rzeczywistości. Ale potem książka-opowieść się kończy i trzeba wrócić na ziemię. Szkoda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Opowieści z Ziemiomorza” to zbiór opowiadań i uzupełnienie cyklu, który rozpoczyna się od „Czarnoksiężnika z Archipelagu”. Nie jest to książka dla tych, którzy jeszcze nie zaczęli przygody z „Ziemiomorzem”. Nie, ta pozycja może się przede wszystkim spodobać tym, którzy prozę Le Guin dobrze znają, którzy czytali cały cykl, darzą go sympatią i mają ochotę na więcej. Ktoś taki nie powinien się zawieść. „Opowieści z Ziemiomorza” trzymają poziom, są pięknie napisane i czyta się je bardzo miło. Chociaż są tylko dopełnieniem, „odpadkiem” od całości i nie stanowią już tak wspaniałej i fascynującej lektury jak choćby „Czarnoksiężnik z Archipelagu”, to jednak przeczytać jest oczywiście bardzo przyjemnie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo całe „Ziemiomorze” jest po prostu piękne. Le Guin mistrzowsko kreuje fantastyczny świat i wykazuje się niezwykłą maestrią językową. Nic dziwnego – autorka jest powszechnie zaliczana do najważniejszych twórców fantastyki, wielokrotnie otrzymywała  najważniejsze nagrody w tej dziedzinie literatury. „Ziemiomorze” to świat magii, dobrej i złej. Jednak czarując, trzeba uważać, by nie naruszyć równowagi. Każdy ma tu dwa imiona – użytkowe i prawdziwe. Poznanie tego drugiego daje człowiekowi władzę nad jego nosicielem. W szkole czarnoksiężników na Roke włada arcymag wraz z dziewięcioma mistrzami. Tylko tutaj można tak naprawdę zgłębić magię. Samo Ziemiomorze to ogromny archipelag większych i mniejszych wysp. Mieszkają tutaj zwyczajni ludzie. I są też smoki. Istnieje legenda, według której one i ludzie byli kiedyś jednym ludem, ale się pokłócili. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Opowieści z Ziemiomorza” składają się z dłuższych i krótszych opowiadań, bardzo różnie umiejscowionych w czasie. Jest tu historia o zamierzchłych wiekach, kiedy to założono szkołę czarnoksiężników na Roke. Dość znamienne, że ogromny wkład miały w to kobiety – w „Ziemiomorzu” prawo do „prawdziwej” magii mają tylko mężczyźni. Kobiety nie mogą się kształcić w tym kierunku, chociaż wiele z nich jest obdarzonych talentem, a magia kobieca jest powszechnie pogardzana. Równouprawnienie pod względem magicznym jest wątkiem często pojawiającym się w całym „Ziemiomorzu”. Kolejna historia opowiada o chłopaku, który rzuca magię dla ukochanej dziewczyny i muzyki. Jednym z bohaterów następnej jest znany już czytelnikom Le Guin Ogion. Główną rolę pełni jednak jego mistrz, który powstrzymuje ogromne trzęsienie ziemi. Potem niespodzianka – w „Historii z górskich moczarów” Ged pojawia się osobiście. „Ważka” to opowiadanie z czasów, gdy Roke pozbawione jest arcymaga. Pojawia się tu schemat wykorzystany już w „Tehanu” – dziewczyna zmieniająca się w smoka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Opowieści z Ziemiomorza” to godne uzupełnienie cyklu. Może nie wyróżniają się niczym szczególnym, ale mnie Le Guin zawsze potrafi oczarować. Jej książki mają w sobie magię, klimat i ten spokojny, ale zarazem hipnotyzujący rytm. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smutno. Ostatecznie skończyłam „Ziemiomorze”. Tęsknię za bohaterami. Muszę sobie wkrótce powtórzyć całą serię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--------------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od Grupy Wydawniczej Publicat.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-7338383888678153792?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/7338383888678153792/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/04/opowiesci-z-ziemiomorza-ursula-k-le.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7338383888678153792'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7338383888678153792'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/04/opowiesci-z-ziemiomorza-ursula-k-le.html' title='&quot;Opowieści z Ziemiomorza&quot; Ursula K. Le Guin'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-7318742788689601696</id><published>2011-03-28T22:00:00.000+02:00</published><updated>2011-03-28T22:00:11.198+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Anja Snellman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura fińska'/><title type='text'>"Dziewczynki ze Świata Maskotek" Anja Snellman</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/111931_dziewczynki-ze-swiata-maskotek_200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="200" src="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/111931_dziewczynki-ze-swiata-maskotek_200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;„Dziewczynki ze Świata Maskotek” to książka-ostrzeżenie. Dziewczyno, uważaj w co się pakujesz, bo potem nie będzie odwrotu! Matko, sprawdzaj, co robi twoja córka! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To przerażające. Zastanawiam się, gdzie jest ten świat? Świat, w którym nastolatki (także z „dobrego” domu) handlują swoim ciałem? Ta książka uświadamia, że blisko, że być może taki seksbiznes rozwija się tuż pod moim nosem. Może na moich oczach, a ja patrzę, ale nie widzę. Tak było ze Światem Maskotek – na oko zupełnie zwyczajny sklep zoologiczny. A tak naprawdę miejsce, gdzie młode dziewczyny oferowały swoje usługi dojrzałym mężczyznom. Dziewczęta przychodziły do pracy przy zwierzętach, a potem pracowały już na zapleczu, za większe pieniądze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jasmin była całkiem zwyczajną czternastolatką. Jeździła konno, uprawiała cheerleading. To wszystko zaczęło jakoś jej się nudzić. Tym bardziej, że w szkole pojawiła się nowa koleżanka. Piękna, przebojowa, opalona na brąz (słońcem Miami) Linda Rossi. Można powiedzieć, że Jasmin „wpadła w złe towarzystwo”. Z Lindą można spróbować wszystkiego. A nawet trzeba, bo przecież Linda jest taka niezwykła, wspaniała i doświadczona, że Jasmin czuje się przy niej jak szara myszka. I to właśnie ta fascynacja nową przyjaciółką zaprowadza Jasmin w pułapkę – razem trafiają do Świata Maskotek. Jasmin pragnie czegoś nowego, odjazdowego, cool. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Dzień dobry, Jasmino Martin, dzień dobry bardzo! Masz na imię Jasmin. Metr sześćdziesiąt dziewięć. Czterdzieści pięć kilo. Wkrótce skończysz piętnaście lat. Szkoła, konie, cheerleading, lekcje gry na fortepianie. Coś nowego? Nowe makijaże, nowe ubrania, nowe ulubione słowa, może jakaś nowa przyjaciółka? Coś NAPRAWDĘ nowego? &lt;/i&gt;[1]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jasmin właściwie niczego nie brakuje. Ma pieniądze na swoje potrzeby, ma kochającą matkę, ma koleżanki. Pochodzi wprawdzie z rozbitej rodziny – jej rodzice się rozwiedli, a ojczym zmarł przed rokiem – ale nic nie wskazuje na to, by ta sytuacja była ponad jej siły. Nie kupczy swoim ciałem z konieczności, z rozpaczy, nie jest do prostytucji zmuszana. A więc dlaczego? Prowadzi ją do tego poczucie własnej przeciętności. Jasmin uważa się za szarą, nudną i zupełnie przeciętną nastolatkę, które to wrażenie potęguje spotkanie z Lindą. I dziewczyna oczywiście chce coś zmienić, chce nowych doświadczeń, chce spróbować wszystkiego. A Linda otwiera przed nią na oścież drzwi do nowego świata. Ale wejście tam prowadzi do tragedii i Jasmin nagle znika z dojrzałym mężczyną (który swoją drogą jest znanym intelektualistą). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anja Snellman nie ocenia, nie oskarża. Nie wskazuje winnego, nie potępia samej Jasmin. Książkę cechuje zaskakujący wręcz obiektywizm. Tutaj wszyscy są po trochu winnymi i ofiarami. Nawet porywacz i pedofil ma swoje ludzkie cechy. Rodzicielka Jasmin nie jest wcale wyrodną matką. Opiekuje się swoją córka i kocha ją, ale jest pochłonięta pracą – w końcu musi zarabiać na utrzymanie. W dodatku niedawno straciła ukochanego męża, co niemal doprowadziło ją do depresji. Pracuje jako ginekolog – widzi niejedno, poznaje przeróżne kobiece losy. A jednak nie widzi, w co pakuje się jej córka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku książki panuje chaos. Jesteśmy bombardowani przeróżnymi informacjami, imionami, a szczegółów możemy się na razie tylko domyślać. Potem jednak wszystko się po kolei klaruje, a historia zaczyna mieć ręce i nogi. Zamieszanie powoduje w dużej mierze wielogłosowość i różnorodność formy tej powieści. „Dziewczynki” składają się z opowiadania dwudziestokilkuletniej Jasmin, relacji matki z dnia zaginięcia córki, historii imigrantów, którzy pracowali w Świecie Maskotek. Autorka kończy w bardzo rzetelny sposób, dodając krótki i interesujący zarys historii prostytucji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takie książki oczywiście powinny powstawać, nawet jeśli nic nie zmienią. Nie można jednak powiedzieć, że czytanie „Dziewczynek ze Świata Maskotek” sprawia przyjemność, chociaż to lektura szybka i lekka. Anja Snellman odważnie porusza bolesny temat i robi to bez zahamowań. Subiektywnie to nie jest „moja” książka, ale trudno mi odmówić jej niewątpliwych zalet. To ważny głos. To krzyk rozpaczy i przerażenia.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Dziewczynki ze świata maskotek, Anja Snellman, Świat Książki, Warszawa 2011, str. 66&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-------------------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od portalu &lt;a href="http://granice.pl"&gt;Granice&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-7318742788689601696?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/7318742788689601696/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/03/dziewczynki-ze-swiata-maskotek-anja.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7318742788689601696'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7318742788689601696'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/03/dziewczynki-ze-swiata-maskotek-anja.html' title='&quot;Dziewczynki ze Świata Maskotek&quot; Anja Snellman'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5058725188176119886</id><published>2011-03-24T15:55:00.001+01:00</published><updated>2011-03-24T18:02:15.993+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stosiki'/><title type='text'>Stosik, czyli życie jest piękne. :)</title><content type='html'>Wiosna przyszła już chyba na dobre, słońce świeci, a ja zebrałam ostatnio całkiem sporo książek. Tak więc wesoło mi. ;)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-_Y5mh7N6x3Q/TYtXy-T2JKI/AAAAAAAAAac/573cIXlzvSU/s1600/P1070625.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="400" width="285" src="http://3.bp.blogspot.com/-_Y5mh7N6x3Q/TYtXy-T2JKI/AAAAAAAAAac/573cIXlzvSU/s400/P1070625.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Mariola, moje krople..."&lt;/b&gt; Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk wygrałam u Engi. &lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Opowieści z Ziemiomorza"&lt;/b&gt; Le Guin i &lt;b&gt;"Neuromancer"&lt;/b&gt; Williama Gibsona dostałam do recenzji.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Hańba"&lt;/b&gt; Coetzee i &lt;b&gt;"Życie Pi" &lt;/b&gt;Martela to efekt wymiany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A pozostałe książki zamówiłam przez Internet lub dostałam na urodziny:&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Chłopiec z latawcem"&lt;/b&gt; - Khaled Hosseini&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Dożywocie"&lt;/b&gt; - Marta Kisiel&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Trzech panów w łódce nie licząc psa"&lt;/b&gt; - Jerome K. Jerome&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Miasto cudów"&lt;/b&gt; - Eduardo Mendoza&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Zatrute ciasteczko" &lt;/b&gt;- Alan Bradley&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Zimowy monarcha"&lt;/b&gt; - Bernard Cornwell&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Kwietniowa czarownica" &lt;/b&gt;- Majgull Axelsson&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Jak zmieniałam zdanie"&lt;/b&gt; - Zadie Smith&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Balladyny i romanse"&lt;/b&gt; - Ignacy Karpowicz&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5058725188176119886?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5058725188176119886/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/03/stosik-czyli-zycie-jest-piekne.html#comment-form' title='Komentarze (42)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5058725188176119886'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5058725188176119886'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/03/stosik-czyli-zycie-jest-piekne.html' title='Stosik, czyli życie jest piękne. :)'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-_Y5mh7N6x3Q/TYtXy-T2JKI/AAAAAAAAAac/573cIXlzvSU/s72-c/P1070625.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>42</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-3414908731147470760</id><published>2011-03-21T17:14:00.003+01:00</published><updated>2011-03-21T19:46:09.434+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lauren Liebenberg'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziecko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzotycznie'/><title type='text'>"Smak dżemu i masła orzechowego" Lauren Liebenberg</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-_3G7nhiV170/TYd4_378CgI/AAAAAAAAAaM/Rwyx30V3rpY/s1600/Smak-dzemu-i-masla-orzechowego_Lauren-Liebenberg%252Cimages_big%252C25%252C978-83-928234-5-2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="226" src="http://1.bp.blogspot.com/-_3G7nhiV170/TYd4_378CgI/AAAAAAAAAaM/Rwyx30V3rpY/s320/Smak-dzemu-i-masla-orzechowego_Lauren-Liebenberg%252Cimages_big%252C25%252C978-83-928234-5-2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ośmioletnia Nyree i siedmioletnia Cia O’Callohan dorastają na farmie w Rodezji. Są lata siedemdziesiąte XX w. Sytuacja polityczna i ekonomiczna Rodezji jest niespokojna, trwa wojna domowa. Ojciec dziewczynek walczy z Terrami i tylko raz na jakiś czas wraca do domu. Te problemy zdają się jednak nie dotykać Nyree i Cii. Siostry żyją sobie szczęśliwie i radośnie, a ich czas upływa na zabawach i psotach. Chodzą do pobliskiej szkoły. Jedzą kanapki z dżemem i masłem orzechowym. Wysłuchują cynicznych, błyskotliwych i nieraz zabawnych uwag Oupa (czyli dziadka), który przesiaduje na werandzie. Siostry łączy niezwykła więź, czują się nierozłączne, są niemal jednym. Sielanka. Dziecięcy świat Nyree i Cii zdaje się sam w sobie doskonały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nagle wkrada się do niego zło. Uosabia je kuzyn Ronin, który ma zamieszkać z rodziną O’Callohan w wakacje. Czternastoletni chłopiec skutecznie terroryzuje dziewczynki i na zawsze zmienia życie na farmie. Nyree i Cia wiedzą, że dzieje źle, ale nie potrafią temu zaradzić. Pozwalają sobą poniewierać. W ich życie wkrada się przejmujący strach. Nie wiedzą, do czego Ronin jest zdolny. Boją się, bo czują się bezsilne. Ich raj został ostatecznie zniszczony. Wdarło się do niego zło i dokonało prawdziwego spustoszenia. Oprócz dziewczynek zauważa to jeszcze ich dziadek, ale on swoją jawnie okazywaną Roninowi nienawiścią jeszcze pogarsza sprawę. Matka pozostaje na wszystko ślepa – chłopak łaknie jej miłości i w jej obecności zachowuje się nienagannie. To niemal desperackie pragnienie miłości jest chyba jedyną ludzką cechą Ronina, ucieleśnienia zła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydarzenia obserwujemy oczami Nyree. Autorce udaje się genialnie pokazać świat dziecka. Widoczne są różnice w rozumowaniu, postrzeganiu rzeczywistości. Zderzają się tu dwa, nieprzystające do siebie światy – dziecięcy i dorosły. Jak w obliczu pojawienia się zła – Ronina zachowają się małe siostry a jak dorośli? Dziewczynki doskonale znają sytuację, zauważają nikczemność Ronina. A jednak, zastraszone przez chłopca, żyją w zgubnym przekonaniu, że nic się nie da zrobić. To zastanawiające i przerażające – ze strachu przed kuzynem dziewczynki właściwie się poddają. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czuć w tej książce Afrykę. Panuje w niej duszna, gorąca atmosfera. Język Nyree jest pełen słów z różnych języków i slangów. W tekście roi się od obcych wyrazów wytłumaczonych w słowniczku na końcu książki. Sam styl jest jednak prosty – w końcu to język ośmioletniej Nyree. Świat z książki jest zlepkiem różnych kultur. Są tu przecież wpływy europejskie, murzyńskie, afrykanerskie. Biblia miesza się z wierzeniami murzyńskimi, a rzeczywistość w oczach dziewczynek wciąż jest pełna czarów i magii rodem z baśni braci Grimm. To nie jest łatwa książka. Jednak nawet jeśli, tak jak upał, spowoduje chwilowe zmęczenie, to zapewniam, że zakończenie zelektryzuje i pobudzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Smak dżemu i masła orzechowego” działa na zmysły i bardzo porusza umysł. Lauren Liebenberg ukazując sielankę stopniowo zmieniającą się w piekło i zależność ofiara-gnębiciel, daje dodatkowo sposobność do zastanowienia się nad winą i tym, kto ją ponosi. To naprawdę dobra proza – mocna, klimatyczna, sugestywna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od wydawnictwa Smak Słowa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-3414908731147470760?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/3414908731147470760/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/03/smak-dzemu-i-masa-orzechowego-lauren.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3414908731147470760'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3414908731147470760'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/03/smak-dzemu-i-masa-orzechowego-lauren.html' title='&quot;Smak dżemu i masła orzechowego&quot; Lauren Liebenberg'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-_3G7nhiV170/TYd4_378CgI/AAAAAAAAAaM/Rwyx30V3rpY/s72-c/Smak-dzemu-i-masla-orzechowego_Lauren-Liebenberg%252Cimages_big%252C25%252C978-83-928234-5-2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5374269329890911543</id><published>2011-03-14T23:36:00.001+01:00</published><updated>2011-03-15T16:38:36.871+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='realizm magiczny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura japońska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Haruki Murakami'/><title type='text'>"1Q84" (tom pierwszy i drugi) - Haruki Murakami</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://smietankaliteracka.blox.pl/resource/1Q84_HarukiMurakamiimages_product39788374958660.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="280" width="202" src="http://smietankaliteracka.blox.pl/resource/1Q84_HarukiMurakamiimages_product39788374958660.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Bo wiesz, ja wśród powieści najbardziej cenię te, których nie mogę do końca zrozumieć. To, co potrafię zrozumieć, ani trochę mnie nie interesuje. To oczywiste, nie? &lt;/i&gt;[1]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Murakami najwyraźniej twierdzi tak samo jak Komatsu, bohater powieści, który wypowiada powyższe zdanie. „1Q84” jest pełne niejasności, roi się w nim od tajemnic i niezrozumiałych zdarzeń. Japoński autor jest prawdziwym czarodziejem – rzuca na czytelnika zaklęcia, które całkowicie wciągają go do powieściowego świata. Świata, w którym na niebie widnieją dwa księżyce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczyna się dość zwyczajnie. Dwoje ludzi, mieszkańców Tokio. Kobieta i mężczyzna. Aomame tkwi w korku na autostradzie. Siedząc w taksówce słucha „Sinfonietty” Janáčka. Spieszy jej się – musi wykonać swoją pracę (to akurat od początku jest nietypowe – ta praca to morderstwo). Za radą taksówkarza postanawia zejść z autostrady schodami awaryjnymi. Ten moment odmienia jej świat. Tengo jest nauczycielem matematyki, pracuje także w redakcji wydawnictwa. Pisze też powieści, ale jak dotąd, żadna nie została wydana. Właśnie omawia z redaktorem Komatsu sprawę „Powietrznej poczwarki” – świetnej i niezwykłej, ale fatalnie napisanej historii. Komatsu proponuje, aby Tengo poprawił tę powieść. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohaterowie zupełnie nieświadomie wkraczają do roku 1Q84. Pętla tajemnic i niebezpieczeństw zaciska się wokół nich coraz mocniej. Powieści niemal nigdy nie opuszcza niezwykła, magiczna atmosfera, a typowe dla niej napięcie momentami staje się wprost nieznośne. „1Q84” to historia wręcz sensacyjna, z ciekawymi zwrotami akcji i fantastyczną fabułą. A do tego, jest to książka strasznie wciągająca. Wszystko kręci się wokół tajemniczych Little People, odizolowanej sekty Sakigake i autorki „Powietrznej poczwarki” – dziwnej i niezwykłej siedemnastolatki imieniem Fukaeri. Choćby powierzchowne tłumaczenie, kim są Little People i o co w tym wszystkim chodzi, nie ma najmniejszego sensu. Przecież największą przyjemność daje zgłębianie tych wszystkich zagadek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://static.polter.pl/sub/1Q84-tom-drugi-bn30099.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="283" width="200" src="http://static.polter.pl/sub/1Q84-tom-drugi-bn30099.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Właściwie to zastanawiające, że książka z tak leniwie płynącą akcją, może wciągnąć do tego stopnia. Wszystko zapewne dzięki tajemnicy, pomieszaniu światów i licznych fascynujących niewiadomych. Pożerałam „1Q84” w nadziei, że poznam nowe szczegóły, że co nieco się wyjaśni. Ale Murakami przez całe dwa tomy trzyma czytelnika w niepewności, mnoży zagadki, a ujawnia niewiele. Frustrujące? Nawet nie, tylko pod tym względem, że muszę trochę poczekać na trzeci tom. Nie mogę się doczekać rozwiązania tej opowieści i kolejnej porcji niewysłowionej przyjemności. Tym bardziej, że Murakami zastosował prosty chwyt na wzmożenie fascynacji i niecierpliwości wśród czytelników – końcówka drugiego tomu zostawia wielki pytajnik w głowie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jeżeli uda się pokochać choć jedną osobę, to życie ma sens. Nawet jeśli nie można być z tym człowiekiem. &lt;/i&gt;[2]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytelnika nurtuje też inne pytanie. Czy Aomame i Tengo się wreszcie spotkają? Ich losy splotły się w dzieciństwie, jednak nie widzieli się od wielu lat. Teraz znów połączyły ich niezwykłe wydarzenia, ale wciąż się mijają. Murakami w tle sensacyjnej fabuły opowiada o sprawach bardziej codziennych, tych typowych raczej dla roku 1984 niż 1Q84. To między innymi poszukiwanie miłości, bezkarne bicie kobiet przez mężów, okrutne praktyki w sektach religijnych (jak gwałcenie małych dziewczynek). Sam tytuł nawiązuje oczywiście do „Roku 1984”. Trudno jednak doszukiwać się w „1Q84” rozbudowanych analogii do powieści Orwella. Murakamiemu zdarzy się do niego kilka razy odwołać, ale czyni podobnie także z innymi dziełami literatury (kilka razy wspominany jest na przykład Czechow) czy muzyki (jak choćby pojawiająca się wielokrotnie „Sinfonietta” Janáčka). Autor posługuje się mnóstwem aluzji, odniesień, czerpie inspirację z bardzo różnych źródeł, miesza gatunki literackie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Murakami zgrabnie balansuje między światami, tworząc powieść absolutnie niezwykłą. I jaką on ma władzę nad biednym czytelnikiem! Przyznam się, że po raz pierwszy Murakamim się naprawdę zachwyciłam. Zatraciłam się w tej książce, w obu pierwszych tomach. Nie chciałam opuszczać jej świata, z bijącym sercem i przyspieszonym oddechem obserwowałam dalszy rozwój wydarzeń. A teraz mogę tylko zachwalać. I namawiać wszystkich do przeczytania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] 1Q84, Haruki Murakami, Wydawnictwo MUZA, Warszawa 2010, str. 34&lt;br /&gt;[2] Tamże, str. 299&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;------------------------&lt;br /&gt;Drugi tom otrzymałam od wydawnictwa MUZA.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5374269329890911543?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5374269329890911543/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/03/1q84-tom-pierwszy-i-drugi-haruki.html#comment-form' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5374269329890911543'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5374269329890911543'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/03/1q84-tom-pierwszy-i-drugi-haruki.html' title='&quot;1Q84&quot; (tom pierwszy i drugi) - Haruki Murakami'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-7696446420553615005</id><published>2011-03-07T23:13:00.002+01:00</published><updated>2011-03-07T23:17:43.621+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sarah Waters'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura angielska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powrót do przeszłości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobiety dla kobiet'/><title type='text'>"Złodziejka" Sarah Waters</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://historyczneczytanie.blox.pl/resource/waters_zlodziejka_300x300.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 192px; height: 300px;" src="http://historyczneczytanie.blox.pl/resource/waters_zlodziejka_300x300.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Czyż czasy wiktoriańskie nie są wdzięcznym tematem? Nawet jeśli współczesny pisarz nie może się mierzyć z Dickensem, to przecież nie stawia go to na przegranej pozycji. Wszakże może obnażyć to, o czym wtedy zazwyczaj się nie pisało, a pod płaszczykiem powieści wzorowanej na dziewiętnastowieczną ukryć całkiem współczesną myśl. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W złodziejskiej dziupli w Londynie wychowuje się Sue Trinder. Jej matka została powieszona za morderstwo, wychowała ją pani Sucksby, która kocha ją jak własne dziecko. Gdy Sue ma siedemnaście lat, ich dom odwiedza Dżentelmen (vel Richard Rivers), który ma dla dziewczyny propozycję nie do odrzucenia. Susan ma mu pomóc w uwiedzeniu dziedziczki dużego majątku. Panna, której dotyczy plan, nazywa się Maud Lilly, jest sierotą i mieszka razem z uczonym wujem. Sue ma zostać jej pokojówką, po cichu zezwalać na schadzki z Dżentelmenem i wpłynąć na dziewczę tak, by nie wahało się uciec od wuja i jego zakurzonych ksiąg. Gdy Richard już poślubi Maud i zagarnie jej majątek, umieści ją w zakładzie dla obłąkanych. Susan za swoją pracę ma otrzymać trzy tysiące funtów. Prawda, że całkiem ciekawa intryga? Ależ mili państwo, to dopiero początek! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo, jak się można w miarę lektury przekonać, największą ofiarą intrygi jest sam czytelnik. Sarah Waters bawi się z nim w kotka i myszkę. Kilka razy podczas czytania musiałam przyznać, że autorka sprytnie zagrała mi na nosie. Pozostawało mi tylko szeroko wytrzeszczyć oczy i czytać dalej – aż do następnego zwrotu akcji, po którym moje oczy były chyba jeszcze większe. „Złodziejka” niejednokrotnie zaskakuje i przy tym szalenie wciąga. Zwroty akcji, które ujawniają nam drugą stronę medalu, czynią powieść niejednoznaczną. Zastanowiłabym się jednak poważnie, czy jednak nie sprawiają także tego, że książka zmierza nieznacznie w kierunku telenoweli. Intryga, choć mistrzowsko przemyślana, zdaje się być nieco nierealna. Dodajmy, że po tych wszystkich szokujących i raczej niemiłych wydarzeniach, wszystko zmierza ku szczęśliwemu, wręcz tandetnemu zakończeniu. Muszę trochę sobie ponarzekać, żebym miała czyste sumienie. Bo szczerze mówiąc zupełnie nie dbam o te wady – „Złodziejka” bardzo mi się spodobała i dostarczyła mi tyle przyjemności, że wszelkie jej niedoskonałości z łatwością puszczę w niepamięć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść opowiada o kobietach, które szukają swojego miejsca na świecie wbrew mężczyznom. Pozytywnych bohaterów przynależnych do tej płci, można by tu ze świecą szukać. Oszust, złoczyńca, zboczeniec, tchórz – proszę bardzo. Sarah Waters nie pozostawia na swoich postaciach płci męskiej suchej nitki. Kobiety muszą sobie radzić same i wzajemnie się wspierać. Wątek miłosny (wszakże niemal nieodzowny w tego typu powieści) także dotyczy dwóch kobiet. A więc to powieść feministyczna? Jak najbardziej. Szczerze jednak przyznam, że w książce najbardziej absorbująca jest sama intryga. Wszelkie interpretacje automatycznie odłożyłam na bok, zainteresowana rozwojem akcji. I właściwie na boku bym je zostawiła. W przypadku dobrych czytadeł ewentualna interpretacja często gubi się wśród innych, atrakcyjnych dla przeciętnego czytelnika zalet. A w tym wypadku przecież jest ich sporo - błyskotliwa intryga, wciągająca fabuła, świetne dialogi czy interesujące psychologicznie postacie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stylizacja na powieść dziewiętnastowieczną i odwzorowanie tamtejszych realiów wychodzi autorce nawet nieźle. Miejsca akcji są bardzo różnorodne – od złodziejskiej dziupli w Londynie przez zakład dla obłąkanych kobiet aż po bogatą posiadłość Briar. Wydaje mi się jednak, że trochę zaszwankował język, a raczej brak stylistycznego zróżnicowania. Wychowywana wśród złodziei Sue, która na dodatek jest analfabetką, wyraża się naprawdę podobnie do Maud, panny, jakby nie było, wykształconej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytanie „Złodziejki” sprawiało mi prawdziwą czytelniczą frajdę. Nie jest to w żadnej mierze powieść wybitna, raczej po prostu czytadło. I chociaż niezupełnie wolne od wad, to jednak według mnie czytadło z górnej półki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-7696446420553615005?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/7696446420553615005/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/03/zodziejka-sarah-waters.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7696446420553615005'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7696446420553615005'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/03/zodziejka-sarah-waters.html' title='&quot;Złodziejka&quot; Sarah Waters'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-7088804202391905786</id><published>2011-03-02T22:41:00.002+01:00</published><updated>2011-03-02T22:47:39.307+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szara rzeczywistość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Shirley Abbott'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>"Jutrzejsza miłość" Shirley Abbott</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.lideria.pl/img_big/266435.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 282px; height: 400px;" src="http://www.lideria.pl/img_big/266435.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;„Jutrzejsza miłość” to kolejna powieść, która opisuje zwykłych ludzi i stara się odpowiedzieć na pytanie jak żyć. Zapowiada się dobrze. A potem pozostaje tylko żałować, że autorce nie udało się wybić ponad przeciętność. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shirley Abbott obrała sobie za temat codzienność, w której gubią się jej postacie. Po prostu życie – miłość, małżeństwo, praca, pieniądze, choroba. W „Jutrzejszej miłości” splatają się historie kilku bohaterów, których coś niecoś łączy. Mamy więc małżeństwo przeżywające kryzys – Marka i Maggie. On nie może znaleźć nowej pracy i ma kochankę – przedszkolankę ich czteroletniej córeczki. Antonia, matka Maggie, jest bardzo szczęśliwa z Samem. Z tym, że on ma żonę Edith, z którą nie chce się rozwieść (to groziłoby utratą posiadłości). Alison (wnuczka Sama i Edith) i Candace zamierzają wziąć wystawny ślub. I nie zważają na to, jak zostanie odebrany fakt, że obie panny młode wystąpią w długich, białych sukniach. Greg właśnie dowiaduje się, że może być chory na raka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przykro to mówić, ale w tej książce coś się zepsuło, coś nie wyszło. Może to dlatego, że autorka bawi się w szczegóły, dokładnie opisuje najzwyklejsze czynności. Powieść staje się rozwlekła, a przez to po prostu nudna. Czego brakuje tej książce? Polotu, iskry. Przez większość czasu akcja stoi w miejscu, prawie nie ma tu ciekawszych, ożywczych momentów, wszystko to zdaje się nijakie i... nieważne. Czytelnik (a przynajmniej ja) się nudzi, a przez to losy bohaterów zupełnie przestają go obchodzić. Ba, ich problemy zaczynają wydawać się miałkie i wydumane. Pewnie wcale tak nie jest, bo przecież jest tu chory na raka, jest para lesbijek, która walczy o akceptację, jest przeżywające głęboki kryzys małżeństwo. Tylko że w tej książce to zupełnie nie rusza. Shirley Abbott niby ma jakieś ambicje, chce pokazać skomplikowane życie współczesnych nowojorczyków. Ale „Jutrzejsza miłość” jest zupełnie jałowa, nieciekawa, a do tego nie przekazuje niczego nowego. Nie wciąga, nie wybija się tematyką ani stylem. Przyznam otwarcie, że wymęczyłam tę książkę. I to nie dlatego, że jest ciężka, czy trudna. Absolutnie nie. Jest zwyczajnie nudna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć to może dziwnie brzmieć, zamach na World Trade Center wydaje się prawdziwym wybawieniem z tej nudy i szarzyzny. Akcja przyspiesza. Nareszcie dzieje się coś, co potrafi przykuć uwagę i sprawia, że zainteresowanie książką gwałtownie wzrasta. Szkoda, że trwa to tak krótko. Wkrótce wszystko wraca do normy, a bohaterowie do swojej codzienności. Ochłonięcie po tych przerażających wydarzeniach zajmie im jeszcze trochę czasu. Generalnie jednak zmienia się niewiele. Wydarzenia z 11 września skłaniają bohaterów do przemyśleń, na pewno tak. Jednak życie toczy się dalej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jutrzejsza miłość” ma pewien potencjał. Obiektywnie to nawet niezła książka. Przecież jest dobrze napisana, porusza ważne i aktualne tematy, bohaterowie są dobrze skonstruowani, ciekawi i różnorodni. Ale nie mogę jej polubić, nie mogę w sobie wykrzesać żadnych cieplejszych uczuć do niej. Autorka miała ambicje, jak najlepsze chęci i wcale niezły pomysł – ale w jej prozie zabrakło „tego czegoś”. W konsekwencji „Jutrzejsza miłość” jest po prostu nudna i zdaje się być wręcz o niczym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od wydawnictwa MUZA.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-7088804202391905786?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/7088804202391905786/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/03/jutrzejsza-miosc-shirley-abbott.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7088804202391905786'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7088804202391905786'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/03/jutrzejsza-miosc-shirley-abbott.html' title='&quot;Jutrzejsza miłość&quot; Shirley Abbott'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-6509805090010055029</id><published>2011-02-22T21:53:00.004+01:00</published><updated>2011-02-22T22:08:35.016+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura egipska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Salwa Bakr'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzotycznie'/><title type='text'>"Złoty rydwan" Salwa Bakr</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://ir.i.wp.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAwL0UwLzAwMDBFMEVFX29yaWdpbmFsX0Y1ODJDQzlBODJCOUM5QzEuanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ==.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 304px;" src="http://ir.i.wp.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAwL0UwLzAwMDBFMEVFX29yaWdpbmFsX0Y1ODJDQzlBODJCOUM5QzEuanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ==.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wszędzie na świecie ludzie marzą o lepszym życiu. Może czasem tylko marzenia i nadzieja pozwalają przetrwać. Gdy sytuacja jest już beznadziejna, często stają się one coraz bardziej oderwane od rzeczywistości.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic więc dziwnego, że marzenia Azizy, więźniarki kairskiego więzienia, są tak piękne i zarazem nierealne. Kobieta wierzy, że pewnego dnia ona i wybrane przez nią kobiety z więzienia wsiądą do złotego rydwanu, który zabierze je wprost do nieba. To byłoby w pełni zasłużone wynagrodzenie. Po tym co przeszły, niebo wydaje się miejscem nie tylko upragnionym, ale też ze wszech miar dla nich słusznych. Bo przecież na ziemi musiały przeżywać niemal piekło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aziza ocenia swoje współwięźniarki i zastanawia się, czy zasłużyły, by wsiąść do złotego rydwanu. I raczej zasłużyły, bo choć niektóre odsiadują karę nawet za morderstwo, to przecież to nie są złe kobiety. Zresztą w dobrej książce takich postaci być nie powinno. Bohaterki „Złotego rydwanu” mają na swoim koncie poważne przestępstwa, ale czytelnik instynktownie czuje do nich sympatię. Te kobiety są winne tylko po części. Równie poważnie zawiniły schematy, w które są wtłaczane, uprzywilejowanie mężczyzny w ich społeczeństwie, prawa islamu. Większość z nich tkwiło w więzieniu jeszcze przed zapadnięciem wyroku. Tym więzieniem mogło być nieudane małżeństwo, miłość do nieodpowiedniego człowieka, brak szans na jakiekolwiek zmiany na lepsze w życiu.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aziza rozmyślając o kobietach z jej więzienia, snuje bardzo ciekawe opowieści o ich życiu. Dostajemy więc mnóstwo barwnych historii – o miłości, małżeństwie, macierzyństwie, namiętnościach, ograniczeniach narzucanych kobiecie przez islam i o mężczyznach, oczywiście. W Egipcie kobiecie nie jest lekko. Ileż się o tym nie słyszało? Że w islamie kobiety są traktowane jak służące, maszyny do rodzenia dzieci, niewolnice? Sporo. Salwa Bakr zna ten problem zapewne od podszewki – sama jest przecież Egipcjanką.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umm Radżab siedzi za drobne kradzieże i bardzo cierpi z powodu córki, która zmarła tragicznie, osierocając dwie córki. Hanna przez całe życie musiała być na każde zawołanie męża, który, mimo postępującego wieku, wciąż był niezaspokojony seksualnie. Mąż A’idy znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie. Zajnab zabiła szwagra, który chciał jej odebrać prawo do opieki nad dziećmi. Sama Aziza już jako podlotek była nieodwołalnie zakochana w swoim ojczymie. To przykłady, bo kobiet w tym kairskim więzieniu jest znacznie więcej, a są to zawsze sylwetki barwne i nietuzinkowe. Trzeba jednak zaznaczyć, że autorka nie oskarża religii, nie oskarża mężczyzn, którzy w większości przypadków są faktycznymi sprawcami nieszczęść bohaterek. To pełna bólu i cierpienia opowieść o kobiecych losach, tak. Ale nie ma tu użalania się nad sobą, ciskania gromów na sytuację kobiet w Egipcie. Jest za to pogodzenie się z losem. Bohaterki nie walczą o zmiany w pozycji kobiety – one raczej przyjmują stan rzeczy do wiadomości. Tylko że czasem już nie wytrzymują i biorą sprawy (albo nóż) w swoje ręce...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Salwa Bakr świetnie pisze – jej powieść jest barwna, żywa i nietuzinkowa. Na swoje bohaterki patrzy z łagodnością, ale też leciutkim humorem. Po historii jednej kobiety zaraz następuje następna. Te opowieści płyną i splatają się ze sobą, tworząc niezwykłą mozaikę kobiecych losów. „Złoty rydwan” jest niezwykle piękny, ale przede wszystkim straszny. Czytając, bohaterkom można tylko współczuć. I życzyć im z całego serca, aby faktycznie przybył złoty rydwan, który zabierze je do lepszego życia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-------------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od wydawnictwa Smak Słowa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-6509805090010055029?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/6509805090010055029/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/02/zoty-rydwan-salwa-bakr.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/6509805090010055029'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/6509805090010055029'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/02/zoty-rydwan-salwa-bakr.html' title='&quot;Złoty rydwan&quot; Salwa Bakr'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-8973613353425704086</id><published>2011-02-18T18:43:00.003+01:00</published><updated>2011-02-18T18:57:24.056+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hubert Klimko-Dobrzaniecki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina'/><title type='text'>"Bornholm, Bornholm" Hubert Klimko-Dobrzaniecki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-yAMjH3Ixqw4/TV6ykszZheI/AAAAAAAAAZI/tlO0C0FrDJs/s1600/KlimkoDobrzaniecki_Bornholm_front_500pcx.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 217px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-yAMjH3Ixqw4/TV6ykszZheI/AAAAAAAAAZI/tlO0C0FrDJs/s320/KlimkoDobrzaniecki_Bornholm_front_500pcx.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5575089732303029730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;„Bornholm, Bornholm” sprawia wrażenie powieści surowej, wręcz chłodnej. Równocześnie jednak niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny. Może właśnie dzięki tej surowości autorowi udaje się obnażyć problem, opowiedzieć historię z dogłębną szczerością, bez żadnego upiększania. Może dlatego ta książka tak siedzi w głowie - pozostawia po sobie trwały ślad i pewien niepokój. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hubert Klimko-Dobrzaniecki pisze o zmaganiu się z trudną rzeczywistością, własnymi słabościami, niespełnionymi marzeniami, Autor unika jednak sentymentalizmu, zachowuje do sytuacji zdrowy dystans, a jednocześnie potrafi ugodzić czytelnika w serce i umysł. Nie używa wielkich, pięknych słów. Mówi wprost i mówi bardzo trafnie. Głównymi bohaterami są mężczyźni, jednak kobiety nie zostały zupełnie zepchnięte na dalszy plan. W „Bornholm, Bornholm” to zazwyczaj osoby toksyczne i zaborcze. Zresztą postacie, które tworzy Klimko-Dobrzaniecki są naprawdę świetne, niebanalne, pełne większych i mniejszych przywar. Niełatwo je polubić, ale łatwo zrozumieć. Autor ujawnia nam ich wszelkie słabości, wszystkie złe myśli. Ze swoimi wadami bohaterowie „Bornholm, Bornholm” są bardzo ludzcy i prawdziwi. Życie przynosi im ciągłe rozczarowania. Rozpaczliwie szukają miłości, ale sami sobie w tym przeszkadzają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeplatają się tu dwie opowieści. Łączy je Bornholm. Czy coś jeszcze? Autor nie daje jednoznacznej odpowiedzi, zostawia jednak spore pole do domysłów. Jeden z głównych bohaterów wraca z Wielkiej Brytanii na rodzinny Bornholm. Codziennie odwiedza w szpitalu swoją pogrążoną w śpiączce matkę. Chce opowiedzieć jej swoje życie. Teraz może to zrobić szczerze, może pozwolić sobie na długo skrywane wyrzuty. Matka kochała go miłością zaborczą, chciała go mieć tylko dla siebie. Mężczyzna kocha ją i nienawidzi, matczyna miłość zostawiła na nim trwałą skazę. Kilkadziesiąt lat wcześniej, Horst Bartlik, niemiecki nauczyciel biologii, czuje się głęboko nieszczęśliwy ze swoją żoną. Ma wrażenie, że kobieta go ogranicza, wie, że obydwoje bardzo się od siebie oddalili. Horst nie widzi możliwości poprawy sytuacji. Wkrótce otrzymuje wezwanie do wojska i zostaje wysłany do bazy wojskowej na Bornholmie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bornholm, Bornholm” to dla mnie przede wszystkim szczery i sugestywny obraz rodzin. Rodzin, w których trudno żyć, które ograniczają, nie dopuszczają powietrza. Które zamiast być wsparciem i podporą, stają się ciężarem. Horst i jego żona coraz bardziej oddalają się od siebie. Miłość wygasła. A może nigdy jej nie było? Łączą ich właściwie tylko dzieci. Narasta między nimi taki mur pretensji, niezrozumienia, żalu i bólu, że nawet patrzą na siebie z niechęcią, momentami wręcz odrazą. Nie kłócą się jednak gwałtownie, nie żyją w separacji. Ktoś z boku mógłby nie zauważyć tak głębokiego rozłamu małżeństwa. Jednak tu już nie ma miłości. A co jeśli jest jej z kolei za dużo? Bo przecież tak jest w drugiej historii, ukazującej toksyczną matkę. W życiu bohatera były także dwa nieudane małżeństwa, jednak tym razem ważniejsza jest relacja matka-syn. Kobieta wychowuje syna samotnie i przelewa na niego wszystkie swoje uczucia. Ale jest w nich zaborcza i egoistyczna. Nie może zrozumieć, że syn chce mieć swoje życie, być może z dala od niej. Bohaterowie mają problem z wyzwoleniem się ze złego wpływu swoich rodzin. Trwają przy nich, nie potrafią jednak naprawić sytuacji i coraz bardziej oddalają się od siebie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To naprawdę świetna proza. Klimko-Dobrzaniecki z wyczuciem ukazuje w swojej powieści ludzi zagubionych, szukających szczęścia, akceptacji, bezpieczeństwa i miłości. „Bornholm, Bornholm” jest napisany z wielką dbałością, a autor nie idzie na skróty, nie osądza, nie szufladkuje. Bo przecież wszyscy popełniamy w życiu błędy, czasem niszcząc siebie i innych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-8973613353425704086?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/8973613353425704086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/02/bornholm-bornholm-hubert-klimko.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/8973613353425704086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/8973613353425704086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/02/bornholm-bornholm-hubert-klimko.html' title='&quot;Bornholm, Bornholm&quot; Hubert Klimko-Dobrzaniecki'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-yAMjH3Ixqw4/TV6ykszZheI/AAAAAAAAAZI/tlO0C0FrDJs/s72-c/KlimkoDobrzaniecki_Bornholm_front_500pcx.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5517220734682027430</id><published>2011-02-11T16:32:00.005+01:00</published><updated>2011-02-11T16:50:50.601+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura angielska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='II Wojna Światowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść epistolarna'/><title type='text'>"Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek" - Mary Ann Shaffer i Annie Barrows</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-d4Uj4jj1jR8/TVVY8hJedNI/AAAAAAAAAZA/MTdGeBKyj34/s1600/kartoflaneobierki.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 199px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-d4Uj4jj1jR8/TVVY8hJedNI/AAAAAAAAAZA/MTdGeBKyj34/s320/kartoflaneobierki.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5572457910654366930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chyba się zakochałam. Bardzo możliwe, że to uczucie niestałe – chwilowe, choć mocne zadurzenie. Ale nie ulega wątpliwości, że krótko po lekturze, tej książki jestem nią całkowicie oczarowana. I w tej chwili nawet nie przeszkadza mi, że to powiastka słodka jak lukier, tak radosna i piękna, że pewnie oderwana od rzeczywistości, a bohaterowie zostali wyidealizowani. Podobno kocha się nie za co, a mimo co. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powyższy akapit napisałam w niedzielę. Teraz już piątek (jak widać zdarza mi się pisanie recenzji rozkładać w czasie) i emocje faktycznie opadły. Cóż, chyba jestem niestała w uczuciach (przynajmniej jeśli chodzi o książki). Ale myślę, że ja i „Stowarzyszenie” możemy zostać dobrymi przyjaciółmi. ;)  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak na pewno łatwo się zakochać w Guernsey – ta wyspa jawi się jako raj na ziemi. Wiem, wiem, jak to raj na ziemi? Książka opowiada w dużej mierze o czasach II wojny światowej, a Guernsey było wtedy pod okupacją niemiecką (chociaż ludzie z wyspy byli i tak traktowani stosunkowo łagodnie). Mimo to Guernsey sprawia wrażenie oazy spokoju, gdzie ludzie są sympatyczni (z wyjątkiem Adelajdy Addison, oczywiście), a życie piękne. Być może takie miejsca istnieją tylko w książkach. Pewnie tak. Ale czasem po prostu dobrze o tym poczytać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Styczeń 1946 roku. Juliet w czasie wojny pisała humorystyczne teksty do gazety, które właśnie zostały wydane i odniosły duży sukces. Teraz szuka nowego pomysłu na książkę. Niespodziewanie dostaje list od nieznanego jej mężczyzny – pisze on o Stowarzyszeniu Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. Organizacja ta powstała zupełnie przypadkowo na Guernsey – jednej z Wysp Normandzkich, które w czasie wojny były pod okupacją niemiecką. Stowarzyszenie pomagało tym ludziom przetrwać – literatura i przyjaźń były dla nich źródłem siły.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść jest napisana w formie listów. Tak w końcu zaczęła się znajomość Juliet i ludzi ze Stowarzyszenia. Główna bohaterka czyta listy od nich (urocze, zabawne, mądre i czasami wzruszające) i dzięki temu nawiązuje z nimi przyjaźń, znajduje pomysł na książkę, a przy okazji się zakochuje (oczywiście!). Wątek miłosny nie jest jednak za bardzo przewidywalny i chwała za to autorkom. Bo gdyby było zbyt banalnie, chyba nie pozwoliłabym sobie na oczarowanie tą książką. Ale banalnie w gruncie rzeczy nie jest. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka gra na emocjach – będzie smutno i będzie wesoło. Mimo wszystko o wiele więcej tu radości i optymizmu. Jest piekło wojny, piekło obozów koncentracyjnych. Ale jest też radość życia i dużo, bardzo dużo humoru. I są też ludzie, którzy zaludniają tę powieść, którzy stają się bliscy czytelnikowi. Poznajcie Dawseya, Amelię, Isolę, Ebena czy Bookera (o kimś na pewno zapomniałam). I Elizabeth McKenna, od której wszystko się zaczęło i wokół której niemal wszystko się kręci, chociaż Juliet dowiaduje się, że została wysłana do obozu i jeszcze nie wróciła. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wolałabym jednak, gdyby takie postacie jak Juliet czy Elizabeth miały jakieś wady...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiecie, co jest piękne w tej książce? Miłość do literatury, którą czuć niemal na każdej stronie. To byłby błąd powiedzieć, że tych ludzi połączyły książki. Nie, połączyła ich okupacja. Potrzeba bycia razem w tych trudnych chwilach. Stowarzyszenie miało uratować przed aresztowaniem – i swoje zadanie spełniło. A bohaterowie zaczęli się spotykać, zaczęli się przyjaźnić. I to jest przyjaźń na dobre i złe. Dla mnie członkowie Stowarzyszenia stanowią jakby jedną wielką i szczęśliwą rodzinę. Zresztą nawet wspólnie wychowują dziecko – małą Kit, córeczkę Elizabeth. Ci ludzie (niektórzy zupełnie niewykształceni) postanowili przeczytać jakąś książkę. Na początek tylko jedną. I każdy odkrył coś dla siebie. Isola uwielbia czytać o wielkich miłościach (takich jak w „Wichrowych wzgórzach” i „Dumie i uprzedzeniu”), Booker czyta w kółko tę samą książkę – „Listy Seneki”, a Dawsey jest wielkim fanem Charlesa Lamba. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Serdecznie polecam „Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek”. Książka jest ciepła, urocza, świetnie napisana i skrząca się humorem. To jest czytadło, nie będę się oszukiwać, że jest inaczej. Ale dobre czytadło – błyskotliwe i czarujące. Z drugiej strony muszę przyznać, że ta książka pewnie jeszcze straci w moich oczach. Świetnie się ją czyta, połknęłam ją właściwie na „raz”. Jednak za jakiś czas być może stwierdzę, że to było zbyt słodkie, że bohaterowie byli zbyt idealni. Ale jak na razie stoję przy tym, że ogromnie mi się podobało.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5517220734682027430?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5517220734682027430/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/02/stowarzyszenie-miosnikow-literatury-i.html#comment-form' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5517220734682027430'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5517220734682027430'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/02/stowarzyszenie-miosnikow-literatury-i.html' title='&quot;Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek&quot; - Mary Ann Shaffer i Annie Barrows'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-d4Uj4jj1jR8/TVVY8hJedNI/AAAAAAAAAZA/MTdGeBKyj34/s72-c/kartoflaneobierki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-1006843144461964463</id><published>2011-02-10T14:37:00.006+01:00</published><updated>2011-02-10T14:53:57.404+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stosiki'/><title type='text'>Dwa stosiki</title><content type='html'>Książki, które uzbierałam ostatnio. Niektóre już zresztą przeczytałam:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-fXAYwIlxL_8/TVPqlnK-NJI/AAAAAAAAAYw/vdoOHz1Ooes/s1600/P1070479.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-fXAYwIlxL_8/TVPqlnK-NJI/AAAAAAAAAYw/vdoOHz1Ooes/s400/P1070479.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5572055095878497426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek" kupiłam w księgarni Świata Książki za 10 zł.&lt;br /&gt;"Smak dżemu i masła orzechowego" oraz "Złoty rydwan" do recenzji od wydawnictwa Smak Słowa.&lt;br /&gt;"Jutrzejsza miłość" i "1Q84" od wydawnictwa MUZA. Swoją drogą dostałam drugi tom "1Q84" do recenzji, a nie mam i nie czytałam pierwszego. ;) Muszę szybko skombinować.&lt;br /&gt;"Bornholm, Bornholm" od wydawnictwa Znak.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/02/kobieta-z-wydm-kobo-abe.html"&gt;"Kobieta z wydm"&lt;/a&gt; od portalu Lubimy czytać.&lt;br /&gt;"Aztekowie" i ten wielki "Sherlock Holmes" z taniej książki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tutaj stosik z książkami z biblioteki: &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-xYviERcT1Uo/TVPsOLlwW0I/AAAAAAAAAY4/gEAQhD1walE/s1600/P1070488.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-xYviERcT1Uo/TVPsOLlwW0I/AAAAAAAAAY4/gEAQhD1walE/s400/P1070488.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5572056892360907586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chyba wszystko widać. Zdziwiłam się, że w mojej małej wiejskiej bibliotece (w której dawno nie byłam, bo stwierdziłam, że nie warto) jest teraz nawet sporo nowości. Może zacznę tam częściej bywać?  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Buuu! A ferie mi się kończą!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-1006843144461964463?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/1006843144461964463/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/02/dwa-stosiki.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1006843144461964463'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1006843144461964463'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/02/dwa-stosiki.html' title='Dwa stosiki'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-fXAYwIlxL_8/TVPqlnK-NJI/AAAAAAAAAYw/vdoOHz1Ooes/s72-c/P1070479.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-272542904978317120</id><published>2011-02-08T21:19:00.004+01:00</published><updated>2011-02-08T21:32:55.414+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura japońska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kōbō Abe'/><title type='text'>"Kobieta z wydm" Kōbō Abe</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TVGng73jBII/AAAAAAAAAYg/6Pnum78s058/s1600/kobietazwydm.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 312px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TVGng73jBII/AAAAAAAAAYg/6Pnum78s058/s320/kobietazwydm.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5571418398302340226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Piasek, piasek, pełno piasku. Wedrze się wszędzie. Może zniszczyć, może zakopać, może pogrzebać. I może uwięzić. To wizja jak z koszmaru: codzienna walka z niepokonanym żywiołem bez możliwości ucieczki. Japoński pisarz potrafi zawładnąć zmysłami. Piasek podczas lektury stał się dla mnie czymś namacalnym, realnym. I niebezpiecznym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nauczyciel i zarazem entomolog bierze trochę urlopu, by wybrać się nad morze i tam poszukać nieznanych odmian piaskowych chrząszczy. Trafia do małej wioski, gdzie prosi o nocleg. Niczego nie podejrzewając, zostaje ulokowany u pewnej kobiety. Szybko odkrywa, że coś tu jest nie tak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku w książce jest wyczuwalne niezwykłe napięcie. Czytelnik wie tyle, co bohater, więc prawie nic. Razem z nim trafiamy do domu tajemniczej kobiety. I stopniowo odkrywamy, o co w tym wszystkim chodzi. Rozmowy z kobietą przez długi czas nie dostarczają żadnych informacji, a tylko rozbudzają ciekawość. A potem, gdy wiemy już wszystko albo prawie wszystko, napięcie znika. Mężczyzna uwięziony wśród wydm ma wiele czasu na rozmyślania. I od tego momentu dzieło Kōbō Abe zaczyna być monotonne, niczym otaczający dom piasek. Otrzymujemy bowiem długie rozważania filozoficzne. Rzecz w tym, że ta książka doskonale broniłaby się bez nich. Wciąż pozostałaby doskonałą, ambitną i wieloznaczną powieścią. „Kobieta z wydm” jest gęsta od symboli i bardzo ciekawa w interpretacji. Ale najbardziej interesujące jest drugie dno piaskowego więzienia mężczyzny, jego zachowanie w tej sytuacji, a także skomplikowane kontakty z kobietą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat w „Kobiecie z wydm” jest nierealny, wręcz absurdalny. To rzeczywistość wyjęta wprost z sennego koszmaru albo strasznej historii. Główny bohater znajduje się w pułapce, z której nie ma wyjścia. Ucieczka jest niemożliwa. Chce wrócić do swojego życia, ale to już niemożliwe. Został niewolnikiem. Co noc musi walczyć z piaskiem. Ta praca nigdy się nie skończy. Ale przecież „Kobieta z wydm” wcale nie ma nas przestraszyć. Autor wprawdzie świetnie buduje napięcie i wzbudza w czytelniku nutkę niepokoju, a jednak ma całkiem inne cele. Bo wyobraźmy sobie, że ten koszmar to metafora naszego życia. Czyż to nie jest trochę tak? Pracujemy, pracujemy, pracujemy. Wciąż robimy to samo, powtarzamy te same czynności, stopniowo popadamy w rutynę. I co? Do czego to ma prowadzić? Przecież to błędne koło! Sytuacja bez wyjścia! Ale czy coś z tym robimy? Czasem nawet trafia się okazja, by wyrwać się z tej szarzyzny, by coś zmienić. Większość z nas się wycofuje. Wolimy nie ryzykować, wolimy mieć spokój. I to jest chyba najbardziej przerażające. Największe wrażenie robi wizja człowieka, który całkowicie pochłonięty rzeczywistością przestaje dążyć do swojego celu. Rezygnuje z niego, a przynajmniej odkłada jego realizację na później. Czy codzienność rzeczywiście potrafi nas tak okraść z osobowości, z dążeń i ideałów? „Kobieta z wydm” jest niewątpliwie książką o ograniczeniach narzucanych człowiekowi i potrzebie wolności. A co jeśli człowiek odrzuca wolność? Może wykonując codziennie te same czynności zapominamy po prostu żyć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kobieta z wydm” wprost zmusza do zadawania sobie pytań – czasami nawet prostych, ale zawsze bardzo ważnych. Nieskomplikowana fabuła pozwala na zadziwiającą mnogość interpretacji. To powieść uniwersalna. Może i czasami monotonna, ale piękna, niezwykła i zmuszająca do myślenia – po prostu świetna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------------&lt;br /&gt;Recenzja dla portalu &lt;a href="http://lubimyczytac.pl"&gt;Lubimy czytać&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-272542904978317120?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/272542904978317120/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/02/kobieta-z-wydm-kobo-abe.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/272542904978317120'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/272542904978317120'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/02/kobieta-z-wydm-kobo-abe.html' title='&quot;Kobieta z wydm&quot; Kōbō Abe'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TVGng73jBII/AAAAAAAAAYg/6Pnum78s058/s72-c/kobietazwydm.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-1170352503023034577</id><published>2011-02-02T19:29:00.002+01:00</published><updated>2011-02-02T19:36:21.547+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Robert McLiam Wilson'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='humorystycznie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura irlandzka'/><title type='text'>"Ulica marzycieli" Robert McLiam Wilson</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TUmkAX2LQbI/AAAAAAAAAYI/vJzLAvv8nSk/s1600/75408.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 199px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TUmkAX2LQbI/AAAAAAAAAYI/vJzLAvv8nSk/s320/75408.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5569162740528529842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zdarza się tak, że miejsce akcji w książce przestaje być tylko tłem, a zaczyna pełnić rolę niemal równorzędną z głównymi bohaterami. Tak jest i w „Ulicy marzycieli” – duszą tej powieści jest Belfast. Tutaj, w niebezpiecznej stolicy Irlandii Północnej, bohaterowie przeżywają swoje barwne, głównie miłosne, perypetie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wszystkie opowiadania traktują w gruncie rzeczy o miłości”. Tak właśnie brzmi pierwsze zdanie i niewątpliwie jest w nim trochę prawdy. „Ulica marzycieli” nie jest jednak romansem w klasycznym tego słowa znaczeniu. To opowieść o ludziach i o życiu. Przez pryzmat codziennych doświadczeń bohaterów widzimy problemy na o wiele większą skalę. Mija pół roku odkąd Jake rozstał się ze swoją dziewczyną Sarą i jakoś do tej pory nie może się pozbierać. Tym bardziej, że podrywanie mu nie idzie, wszystkie dziewczyny jakoś szybko się do niego zrażają. Do tego pracuje w firmie windykacyjnej i wprost nie znosi swojej roboty. Doskonale natomiast zaczyna się powodzić jego najlepszemu przyjacielowi Miśkowi. Nie tylko nagle odkrywa w sobie nadzwyczajną smykałkę do interesów, co pozwala mu szybko zbić duże pieniądze, ale poznaje też piękną i inteligentną Amerykankę, która, o dziwo, jest zainteresowana grubym i niepozornym Irlandczykiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak za tą rozrywkową fabułą kryją się tematy o wiele poważniejsze. Belfastem, jak i całą Irlandią Północną trzęsą poważne konflikty. Zamieszki, strzelaniny, wybuchy bombowe – według narratora, Jake’a, wszystko to jest tutaj na porządku dziennym. I chociaż sugeruje, że nikogo to nie dziwi, że wszyscy mieszkańcy są do tego przyzwyczajeni, że każdy zdaje sobie sprawę, iż może się znaleźć w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie, to jednak trudno pozostać obojętnym, gdy na ulicy giną niewinni ludzie. Opis wybuchu bombowego jest świetny – nie tylko obrazowy, sugestywny i przerażający. Ten wątek jest jakby boczną, ślepą uliczką – bo nie ginie w nim żaden bohater książki, bo wybuch nie ma większego znaczenia dla fabuły. A jednak autor czyni go poruszającym, bo w pełni uświadamia bezsens tych śmierci, bo przybliża nam historie ludzi, których życie zostało tak brutalnie przerwane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo to „Ulicę marzycieli” polecam na poprawę humoru. Myślę, że to idealne lekarstwo na wszelkie chandry, smutki i smuteczki. Książka nie karmi nas tanim optymizmem, a jednak wywołuje na twarzy mimowolny uśmiech. Jest śmieszna i poważna równocześnie. Czasem ironiczna lub absurdalna, czasem brutalna, a nieraz romantyczna i trochę sentymentalna. Wilson wrzucił do swej powieści tak wiele, że trudno uwierzyć, że udało mu się to wszystko idealnie wyważyć. Wspomniany wybuch bombowy może przerażać swoim tragizmem, ale zapewniam, że czytelnik szybko ma okazję, by pękać ze śmiechu. Mogła wyjść z tego banalna książka o perypetiach miłosnych. Mogła. Ale Wilsonowi udało się stworzyć coś naprawdę dobrego i wartościowego. I nawet można mu wybaczyć, że wszystko kończy się troszkę jak w komedii romantycznej. Co tam! Ważna jest niekwestionowana przyjemność czytania. „Ulica marzycieli” to powieść inteligentna, błyskotliwa i ciepła.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udają się też autorowi sylwetki bohaterów, którzy nie są idealni i cukierkowi, ale dają się lubić. Jake to taki wrażliwy twardziel – potrafi przyłożyć, potrafi wyzwać od najgorszych. Ale gdy trzeba, sprzeda telewizor, wieżę i radio, by kupić łóżko dla obcej, chorej kobiety. Albo pojedzie kilkadziesiąt mil, by przeprosić. A opisany trochę kpiąco Misiek? To też ciekawa postać, która jednak przede wszystkim śmieszy (można tu wspomnieć choćby jego perypetie z papieżem). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ulica marzycieli” jest o zwykłych ludziach, o zwykłym życiu. Ale Wilson pisze o tym barwnie, nietuzinkowo, z pomysłem, mądrością i wielkim humorem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-1170352503023034577?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/1170352503023034577/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/02/ulica-marzycieli-robert-mcliam-wilson.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1170352503023034577'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1170352503023034577'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/02/ulica-marzycieli-robert-mcliam-wilson.html' title='&quot;Ulica marzycieli&quot; Robert McLiam Wilson'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TUmkAX2LQbI/AAAAAAAAAYI/vJzLAvv8nSk/s72-c/75408.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-1615270607660882837</id><published>2011-01-28T21:38:00.003+01:00</published><updated>2011-04-26T20:47:33.627+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stanisław Lem'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zrozumieć odmienność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><title type='text'>"Wizja lokalna" Stanisław Lem</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lc-upload.s3-external-3.amazonaws.com/books/51000/51689/352x500.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 312px;" src="http://lc-upload.s3-external-3.amazonaws.com/books/51000/51689/352x500.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wiecie, czym są sepulki? Cóż, ja też nie. I pewnie nikt się już nie dowie (chyba, że chodzi o skamieliny mezozoicznych owadów nazwane tak na cześć Lema). Te tajemnicze obiekty pojawiły się w „Dziennikach gwiazdowych” i są wspominane także w „Wizji lokalnej”. A ja po raz kolejny czytam Lema i znów jestem pełna podziwu. Pal sześć te sepulki. Bo choć kwestia ich przeznaczenia może być bardzo intrygująca, to jednak „Wizja lokalna” daje nam okazję do o wiele głębszych rozważań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ijon Tichy wybiera się na planetę Encję, by zbadać zwyczaje jej mieszkańców. Wszystko dlatego, że niespodziewanie okazuje się, że podczas podróży XIV popełnił fatalną pomyłkę. Nie wylądował na właściwej planecie, tylko na jej satelicie. Na tytułową wizję lokalną musimy jednak trochę poczekać. Książka składa się bowiem z trzech części. Pierwsza opisuje zmagania Ijona z pokrętnym ziemskim prawem. Bohater daje się wplątać w sporą aferę, przyjmując w darze zamek w Szwajcarii. Potem trafia do Instytutu Maszyn Dziejowych, gdzie oddaje się głębokim studiom nad dziejami Encji. Dopiero po takim przygotowaniu Ijon Tichy wyrusza na tę zagadkową planetę, by przekazać Ziemianom prawdziwy obraz Encjan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytanie części drugiej może okazać się zadaniem karkołomnym, lecz na pewno satysfakcjonującym. Lem opisuje Encję z niezwykłą dokładnością. A jest to zadanie trudne, bo ta planeta jawi się bardzo niejednoznacznie. Wszystko zależy od tego, z jakich źródeł pochodzą dokumenty i prace naukowe. Są pisane przez naukowców z Luzanii czy Kurdlandii? Te dwa skłócone państwa kierują się zupełnie innym światopoglądem, a ich historycy naginają historię na swoją korzyść. To prawdziwy gąszcz sprzecznych pojęć, myśli, twierdzeń. Na czytelnika czyhają dodatkowo inne pułapki, jak nieznane i dziwaczne słownictwo. I jak się w tym wszystkim połapać? Ijon Tichy jedzie więc na Encję. Ale czy łatwo jest rozstrzygnąć i ocenić? No i czy ktoś tak obcy, przybysz z innej planety, może zrozumieć istoty zupełnie różne od nas? W końcu Ziemian i Encjan różni niemal wszystko – poczynając na światopoglądzie, a kończąc na sposobie rozmnażania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy więc dwa skrajnie różne, wrogo do siebie nastawione państwa (można się tu dopatrywać odniesienia do podziału na ziemskie kraje kapitalistyczne i totalitarne). Kurdlandia jest zacofana, a jej obywatele są podporządkowani państwowej ideologii i zamieszkują gigantyczne kurdle (zwierzęta!). Luzania jest z kolei na bardzo wysokim poziomie rozwoju. Technologia pozwoliła na stworzenie etykosfery – systemu, który dba o szczęście, zdrowie i bezpieczeństwo mieszkańców. Oba te państwa są zniewolone na swój sposób. Mieszkańcy Kurdlandii są oczywiście podporządkowani ideologii totalitarnego państwa. A Luzanie? Czyż nie powinni być zadowoleni? Przecież etykosfera zrobi wszystko, by ich uszczęśliwić. Przecież nie muszą się obawiać, że spadną ze schodów, utopią się w basenie albo skaleczą się nożem. To wszystko jest zupełnie niemożliwe, chronią ich bystry. Ale równocześnie ich ograniczają. Obejście tego systemu jest niemal niemożliwe. Etykosfera ich zniewoliła, bystry objęły rządy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wizja lokalna” jest naprawdę świetna. Zabawna i humorystyczna (szczególnie bardzo groteskowa część pierwsza), momentami absurdalna. Ale za cienką przykrywką humoru kryją się bardzo poważne treści. Lem zadaje ważne pytania natury filozoficznej. „Wizja lokalna” łączy wszystko, co u niego najlepsze. Jaka wyobraźnia, pomysłowość, głębia, mądrość, humor! Po prostu geniusz!  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-------&lt;br /&gt;A przy okazji. Może lubicie? ;) &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.facebook.com/pages/Kochajmy-ksiazki/177509525623508"&gt;Kochajmy książki na Facebooku&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-1615270607660882837?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/1615270607660882837/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/01/wizja-lokalna-stanisaw-lem.html#comment-form' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1615270607660882837'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1615270607660882837'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/01/wizja-lokalna-stanisaw-lem.html' title='&quot;Wizja lokalna&quot; Stanisław Lem'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-6343838498131502183</id><published>2011-01-21T22:11:00.002+01:00</published><updated>2011-01-21T22:25:09.659+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura rosyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Aleksandra Marinina'/><title type='text'>"Śmierć i trochę miłości" Aleksandra Marinina</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.ok.brzeszcze.pl/fotki/o2850d.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 247px; height: 410px;" src="http://www.ok.brzeszcze.pl/fotki/o2850d.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kiedy ja ostatnio przeczytałam jakiś kryminał? Hmm... nie wiem, ale na pewno dawno. Trafiały się książki, które można by podpiąć pod ten gatunek, ale trzeba przyznać, że od co najmniej półtora roku do kryminałów mnie w ogóle nie ciągnęło. A to dlaczego? Wcześniej przecież trochę czytałam. I co? Znudziły mi się? Stwierdziłam, że to jednak nie mój typ literatury? A może uznałam, że szkoda czasu? Szczerze mówiąc, sama nie wiem. Ale wreszcie się przełamałam i kryminał przeczytałam – dość typowy, ale na pewno bardzo dobry. I dochodzę do wniosku, że muszę się jednak przeprosić z tym gatunkiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główna bohaterka i pracownica moskiewskiej milicji, Anastazja Kamieńska dzień przed swoim ślubem otrzymuje anonimowy list: „Nie rób tego, bo pożałujesz”. Jest przekonana, że ma to związek z poprzednią sprawą – właśnie przez przypadek odkryła, że alibi człowieka oskarżanego o gwałt jest nieprawdziwe. Ale niespodziewanie w urzędzie stanu cywilnego przytrafia się tragedia – zostaje zastrzelona panna młoda. Wkrótce okazuje się, że to samo stało się w innym miejskim urzędzie. A Anastazja nie była jedyną kobietą, która przed ślubem otrzymała taki anonim... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze lubiłam poszukiwanie zabójcy, to najważniejsze pytanie: „kto zabił?”. A najbardziej chyba lubiłam końcowe zaskoczenie. To, że nie zgadłam było nieważne, bo przez to frajda czytania była jeszcze większa. Jeśli autor, jak zwykle, wywiódł mnie w pole, to końcówka i rozwiązanie zagadki były niesamowicie ekscytujące. I trochę żałuję, że tym razem tego mi zabrakło. Chociaż Marinina dość zgrabnie myli tropy i wprowadza coraz to nowe postacie, które teoretycznie mogłyby zabić, to tym razem nie dałam się zwieść. Podejrzenie wpadło mi do głowy wkrótce po zabójstwie, a w miarę rozwoju akcji systematycznie się w nim utwierdzałam. To nie jest przecież wielki błąd. Ale jak to tak? Przejrzałam książkę już na pięćdziesiątej stronie? Fakt, oczywiście nie całkiem, ale zabójcy się domyślałam, a potem byłam niemal pewna. To trochę tak jakby ktoś mi przedwcześnie zepsuł dobrą zabawę. Ale nie, to nie do końca prawda. Przecież, tak czy owak, przy książce Marininy bawiłam się świetnie. „Śmierć i trochę miłości” czyta się we wprost zawrotnym tempie i z niemałą przyjemnością. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym bardziej, że autorka nie ogranicza się tylko do zagadki i rozwija także wątki poboczne. Bez przesady i z umiarem (tak, że absolutnie nie hamuje akcji) opisuje niemal każdą postać, która pojawia się podczas śledztwa. Dobrze znamy ich charaktery, motywacje, historie życiowe. Marinina, choć skupia się na zagadce, idzie też bocznymi torami, co wychodzi książce na dobre. Troszkę tu obserwacji społecznych, nieco poplątanych i często nieszczęśliwych ludzkich losów. „Śmierć i trochę miłości” nie kończy się różowo, bo „zły” morderca został ujęty. Tutaj zabójcy możemy nie tylko współczuć, ale też go niejako polubić i zrozumieć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To zgrabnie poprowadzona i napisana powieść. Nada się świetnie, jeśli macie ochotę na wciągającą i niezbyt wymagającą, a przy tym dobrą i niegłupią książkę. A ja? Chyba rozejrzę się za jakimś kolejnym kryminałem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-6343838498131502183?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/6343838498131502183/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/01/smierc-i-troche-miosci-aleksandra.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/6343838498131502183'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/6343838498131502183'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/01/smierc-i-troche-miosci-aleksandra.html' title='&quot;Śmierć i trochę miłości&quot; Aleksandra Marinina'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-3888291664195644314</id><published>2011-01-16T21:50:00.003+01:00</published><updated>2011-01-16T21:55:55.183+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Shan Sa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura chińska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Cztery życia wierzby" Shan Sa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TTNaw_zp0GI/AAAAAAAAAX0/PRkSJbUPocU/s1600/40638.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 201px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TTNaw_zp0GI/AAAAAAAAAX0/PRkSJbUPocU/s320/40638.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5562889762540998754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Cztery oblicza Chin: cztery różne rzeczywistości, cztery różne okresy w historii. W tej niewielkiej książce wiele je łączy: naznaczeni smutkiem i samotnością bohaterowie, którzy poszukują się nawzajem po omacku, śmierć i reinkarnacja, piękno słów, którymi opowiada autorka. I jeden ważny symbol – wierzba. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka jest podróżą przez Chiny. Każde opowiadanie mówi o ludziach, żyjących w innych czasach. Zaczynamy od Czong Yanga, który w XV wieku marzy o zdaniu cesarskiego egzaminu, zdobyciu zaszczytnego tytułu i wyjściu z nędzy. Potem wędrujemy przez Chiny, na które coraz większy wpływ ma kultura zachodnia. Przez nie poprowadzi nas dziewczynka, a później kobieta (ze skrępowanymi stopami, oczywiście), która ma porywczego brata bliźniaka i ojca - palacza opium. Następna podróż będzie najstraszniejsza – trafimy w sam środek rewolucji kulturalnej. I na koniec krótka wizyta w Chinach współczesnych. Mimo tych ściśle wyznaczonych ram historycznych, opowiadania zdają się jakby zawieszone w czasie. Autorka opowiada przede wszystkim o dwóch zagubionych duszach, które spotykają się i rozmijają, i nie mogą być razem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Marzenie spełnione to marzenie, którego już nie ma.&lt;/span&gt;[1]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż bohaterowie żyją w wyznaczonym czasie i miejscu i chociaż bywają boleśnie naznaczeni przez historię, to jednak dla mnie te opowieści to swego rodzaju baśnie. Shan Sa wplata w nie nitkę magii. Opowiadania są pełne specyficznego smutku, raczej nie kończą się dobrze, ale mają w sobie coś niezwykłego, co po części odrywa je od rzeczywistości. Tak jak została od niej oderwana bohaterka ostatniego opowiadania – młoda, nowoczesna i niezależna kobieta. Podczas podróży samolotem ma dziwny, cudowny sen, w którym przenosi się do niezwykłego świata, przypominającego dawne Chiny. Cała książka ma w sobie taki niepowtarzalny, baśniowy klimat. Język autorki jest bardzo prosty, a zarazem piękny. Spokojny, pełen smutku, wyciszający umysł, czarujący czytelnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wierzba w Chinach symbolizuje śmierć i odrodzenie. W pierwszym opowiadaniu główny bohater, gdy odchodzi, by zdobyć urząd mandaryna, namawia swoją żonę do złożenia przysięgi. Obiecują sobie, że jeśli jemu przydarzy się jakieś nieszczęście, to spotkają się na początku następnego życia. Będą nierozłącznymi bliźniakami. Świadkiem przysięgi jest stara wierzba. I faktycznie, możemy podejrzewać, że dusze Czong Yanga i Liu Yi żyją w bohaterach kolejnych opowiadań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czuję pewien niedosyt. Nie to, żebym mogła zarzucić coś konkretnego tej książce. Chciałabym więcej. „Cztery życia wierzby” są po prostu dobre. I pozostawiają wrażenie, że autorka może stworzyć coś jeszcze lepszego, a ten zbiorek opowiadań to próbka, odprysk. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I takie ciekawe książki można kupić w Matrasie za niecałe 5 zł! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Cztery życia wierzby, Shan Sa, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2004, str. 26&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-3888291664195644314?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/3888291664195644314/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/01/cztery-zycia-wierzby-shan-sa.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3888291664195644314'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3888291664195644314'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/01/cztery-zycia-wierzby-shan-sa.html' title='&quot;Cztery życia wierzby&quot; Shan Sa'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TTNaw_zp0GI/AAAAAAAAAX0/PRkSJbUPocU/s72-c/40638.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-7275578158872339673</id><published>2011-01-13T20:07:00.003+01:00</published><updated>2011-01-13T20:35:14.266+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różności'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyzwania'/><title type='text'>Wyzwania, wyzwania...</title><content type='html'>Ostatnio pojawiło się tyle wyzwań literackich, że biedny bloger może się poczuć zagubiony. Które wybrać, żeby nie przesadzić i móc wszystkim podołać? Zgłosiłam się do trzech. Odpuściłam sobie &lt;a href="http://nocne-lektury.blox.pl"&gt;"Od zmierzchu do świtu"&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://papierowyzwierzyniec.blogspot.com"&gt;"Papierowy zwierzyniec"&lt;/a&gt; (bo ani na półce, ani na liście nie mam zbyt wielu pasujących książek), a także jeszcze bardziej kuszące &lt;a href="http://reportazliteraturafaktu.blogspot.com"&gt;"Reporterskim okiem"&lt;/a&gt;. O ile chętnie czytałabym więcej reportaży, to wiem, że gorzej byłoby z recenzjami. Po prostu wolę pisać o literaturze pięknej. Natomiast przystąpiłam do:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;a href="http://haruki-murakami-wyzwanie.blogspot.com/"&gt;Haruki Murakami&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Może to mnie zmobilizuje i wreszcie przeczytam "Kronikę ptaka nakręcacza"?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;a href="http://braciesiostro.blogspot.com/"&gt;Bracie, siostro, rodzino...&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Czytamy rodzinnie. Temat ciekawy, w dodatku popularny. &lt;br /&gt;Moja wstępna wyzwaniowa lista:&lt;br /&gt;"Bracia Karamazow" Fiodor Dostojewski&lt;br /&gt;"Na wschód od Edenu" John Steinbeck&lt;br /&gt;"Dziewczęta z Szanghaju" Lisa See&lt;br /&gt;"Kwietniowa czarownica" Majgull Axelsson&lt;br /&gt;"Małe kobietki" Louisa May Allcot&lt;br /&gt;"Buddenbrockowie" Thomas Mann&lt;br /&gt;"Moje drzewko pomarańczowe" Jose M. de Vasconcelos&lt;br /&gt;"Wojna i pokój" Lew Tołstoj&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://t2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcR5eI_Qcww7sfhOd4BxuRgE0L1M_DW5Ul7djeY8UJ32NsTrcpNw"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 194px; height: 260px;" src="http://t2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcR5eI_Qcww7sfhOd4BxuRgE0L1M_DW5Ul7djeY8UJ32NsTrcpNw" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;3. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;a href="http://literaturajaponska.wordpress.com/"&gt;Literatura japońska&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;O, to wyzwanie szalenie mi się spodobało. Bo kultura japońska bardzo mnie intryguje, a, wręcz wstyd powiedzieć, z literatury tego kraju czytałam tylko Murakamiego (wyzwania mi się połączą!). Rozpoczynamy 1 lutego. Należy przeczytać po jednej książce z trzech przedziałów czasowych: do 1868, 1868-1980 i od 1980. Wyzwaniem będzie już zdobycie jakiejś książki z czasów feudalnych. ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-7275578158872339673?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/7275578158872339673/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/01/wyzwania-wyzwania.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7275578158872339673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7275578158872339673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/01/wyzwania-wyzwania.html' title='Wyzwania, wyzwania...'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-7012097908065824803</id><published>2011-01-08T12:35:00.003+01:00</published><updated>2011-01-08T12:44:35.575+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='młodzieżowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Carlos Ruiz Zafón'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura hiszpańska'/><title type='text'>"Książę mgły" Carlos Ruiz Zafón</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TShN2u2IG9I/AAAAAAAAAXE/0BjVmM-AyBU/s1600/104536_ksiaze-mgly_200.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 313px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TShN2u2IG9I/AAAAAAAAAXE/0BjVmM-AyBU/s320/104536_ksiaze-mgly_200.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5559779342672206802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zafón wypracował już sobie taką pozycję, że każda książka podpisana jego nazwiskiem, cokolwiek by to nie było, sprzeda się jak świeże bułeczki. Nie jestem jego fanką – „Cień wiatru” mi się po prostu podobał, nic więcej. „Księcia mgły” czyta się, by znowu poczuć tę cudowną atmosferę, w nadziei ponownego zanurzenia się w onirycznym świecie prozy hiszpańskiego pisarza. Czy debiutancka powieść Zafóna spełni te oczekiwania? Pod pewnymi względami na pewno tak, bo ta książeczka ma w sobie specyficzny klimat, a magia dość zgrabnie przenika w niej do codzienności. A jednak „Książę mgły” jest po prostu dość nijaki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko od początku zapowiada zbliżającą się przygodę. Maximilian Carver nagle oznajmia swojej rodzinie, że przeprowadzają się do odległego miasteczka nad Atlantykiem. Głównego bohatera, Maxa, decyzja ojca niezbyt cieszy. Jednak nowe miejsce zamieszkania niesie ze sobą wiele niespodzianek. Już sam dom ma swoją tragiczną historię. Podobnie jak wrak statku zatopionego wiele lat temu w pobliżu miasteczka. Rodzeństwo szybko też znajduje sobie towarzysza – Rolanda, który jest przybranym wnukiem starego latarnika. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zafón pisze we wstępie, że chciał napisać powieść, która spodoba się czytelnikowi w każdym wieku. Trochę się przeliczył. „Książę mgły” jest książką z gruntu młodzieżową i to przeznaczoną raczej dla młodzieży młodszej. Pomysł zły nie jest. Tajemnica może się wydać całkiem intrygująca, a mroczny doktor Kain, który żąda strasznej zapłaty za spełnione życzenie, jest postacią ciekawą i nawet trochę przerażającą. Ale swego czasu naczytałam się już aż nadto tego typu opowieści. Z tym pomysłem (właściwie też niezbyt oryginalnym) dało się zrobić coś niezłego. Tymczasem „Książę mgły” niczym się nie wybija. Może tylko zakończeniem. Nie ma tu typowego dla takich historyjek happy endu. Książka kończy się raczej słodko-gorzko. I za to mogę postawić plusa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najciekawsze były historie latarnika, Victora Kraya. W nich ujawniał się cały potencjał tej powieści – magia, tajemnica, intrygująca i tragiczna przeszłość. Ale gdy tylko wracałam do Maxa, Alicji i Rolanda, nie mogłam zapomnieć, jakie to wszystko naiwne i proste, jak płascy są bohaterowie, jak zwyczajny i wręcz nieciekawy jest język. Niemal każdy element tej książki ma coś wspólnego z zagadką, która pochłania głównych bohaterów. To upraszcza fabułę, książka staje się wręcz banalna. Natomiast jest w niej wiele niesamowitych, działających na wyobraźnię obrazów. Zafón faktycznie potrafi stworzyć niezwykłą, nieco mroczną atmosferę („mgła” w tytule, jak i okładka są bardzo odpowiednie). Jeśli coś zostanie w mojej pamięci po tej lekturze, to może takie pojedyncze obrazki: ogród pełen ruchomych posągów, straszna twarz klauna, wrak statku zatopiony w głębinach morza, czy cmentarz w miasteczku wraz z pewnym pustym grobowcem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, nie twierdzę, że „Książę mgły” to książka zła. Jest poprawna. Nie zgrzytałam przy niej zębami, a nawet dostałam od niej trochę przyjemności. Ale to była lekturka na jeden raz. Przeczytałam szybko, a jeszcze szybciej zapomnę. Czyta się to bardzo przyjemnie, byłam nawet zainteresowana historią i rozwojem wydarzeń. Ale to mało, bo „Książę mgły” jest po prostu do bólu przeciętny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Muza.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-7012097908065824803?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/7012097908065824803/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/01/ksiaze-mgy-carlos-ruiz-zafon.html#comment-form' title='Komentarze (31)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7012097908065824803'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7012097908065824803'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/01/ksiaze-mgy-carlos-ruiz-zafon.html' title='&quot;Książę mgły&quot; Carlos Ruiz Zafón'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TShN2u2IG9I/AAAAAAAAAXE/0BjVmM-AyBU/s72-c/104536_ksiaze-mgly_200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>31</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5574323753728638846</id><published>2011-01-01T14:30:00.004+01:00</published><updated>2011-01-01T15:58:43.805+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różności'/><title type='text'>Książkowe podsumowanie roku</title><content type='html'>Miniony rok był z pewnością udany pod względem czytelniczym. Świetną decyzją było przeniesienie się z Onetu na Bloggera. Tutaj mam zdecydowanie więcej możliwości, a mój blog na pewno odżył - piszę znacznie więcej recenzji niż na początku roku, chociaż to wciąż mało w porównaniu z liczbą przeczytanych książek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Przeczytałam 124 książki&lt;/span&gt; (w tym cztery powtórki), z czego &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;zrecenzowałam 45&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdecydowanie największą popularnością cieszy się recenzja "Dziewczynki w czerwonym płaszczyku". Następnie (daleko w tyle) jest "Oddział chorych na raka", a za nim "Dom duchów".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sięgałam po bardzo różnych autorów. Najczęściej, bo trzy razy, czytałam: &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Margaret Atwood&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jacka Dukaja&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ryszarda Kapuścińskiego&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ursulę K. Le Guin&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Olgę Tokarczuk&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Virginię Woolf&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30 razy sięgałam po literaturę ze Stanów Zjednoczonych, 27 razy czytałam polskich autorów, a 21 razy angielskich. Następna jest literatura francuska (8 razy), rosyjska (5), niemiecka (3), australijska (3), izraelska (3) i kanadyjska (3). Literackie podróże zawiodły mnie też do Kolumbii, Chile, Norwegii, Portugalii, Japonii, Chorwacji, Irlandii, Czech, Finlandii, Argentyny, Turcji, Danii, Hiszpanii, Szwecji oraz na Kubę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepsza książka? Wybór jest trudny, wręcz niemożliwy. Ale chcę wyróżnić przede wszystkim &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Oczyszczenie" Sofi Oksanen&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Oddział chorych na raka" Aleksandra Sołżenicyna&lt;/span&gt;. Poza tym ogromne wrażenie zrobiły na mnie: &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Opowieść podręcznej" Margaret Atwood&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Dopóki mamy twarze" C.S. Lewisa&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Nieznośna lekkość bytu" Milana Kundery&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Opętanie" A.S. Byatt&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzę Wam wszystkim, aby rok 2011 był udany i szczęśliwy. Abyście trafiali na świetne książki, aby Wasze regały uginały się pod nowymi nabytkami. :) Zdrowia, pomyślności i spełnienia marzeń!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5574323753728638846?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5574323753728638846/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/01/ksiazkowe-podsumowanie-roku.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5574323753728638846'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5574323753728638846'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2011/01/ksiazkowe-podsumowanie-roku.html' title='Książkowe podsumowanie roku'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-7675141376739619982</id><published>2010-12-30T20:58:00.005+01:00</published><updated>2011-04-26T20:47:03.157+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='George R.R. Martin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>"Gra o tron" George R.R. Martin</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TRzl3UfdT3I/AAAAAAAAAW8/wFMbp9AY7pE/s1600/Trailer-Gry-o-Tron-bw43015.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 314px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TRzl3UfdT3I/AAAAAAAAAW8/wFMbp9AY7pE/s320/Trailer-Gry-o-Tron-bw43015.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556568778824568690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ta książka zbiera wśród czytelników zaskakująco wysokie oceny. Wystarczy wspomnieć, że cykl, który rozpoczyna „Gra o tron” całkowicie zawojował czołówkę rankingu książek na BiblioNETce. Polowałam na tę powieść od dłuższego czasu. I już się przekonałam, już dałam się jej porwać. Co w niej jest takiego? Stwierdziłam, że nie ma geniuszu, ani wielkich ambicji. Nie jest to bynajmniej coś na miarę Tokiena. Ale jest w niej magnes, po prostu „to coś”. Na pewno każdy czytelnik zna to uczucie, gdy książka całkowicie wciąga go w swój świat. Gdy najważniejsze jest, by dowiedzieć się, jak dalej potoczą się losy bohaterów. Napięcie, które stwarza Martin w „Grze o tron” staje się wręcz nieznośne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmach tej powieści jest niesamowity. Chociaż zaczyna się stosunkowo spokojnie, a czytelnik zostanie rzucony w wir wydarzeń dopiero później, to już od pierwszych stron autor bombarduje nas licznymi imionami i nazwami miejsc. Sama się sobie dziwię, że się w tym wszystkim nie pogubiłam. Chyba to dlatego, że cały czas czytałam bardzo uważnie, co nie było wcale trudne, skoro wydarzenia absorbowały mnie do tego stopnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy rozdział został przypisany jednemu bohaterowi. Narracja jest trzecioosobowa, ale zawsze znamy myśli i uczucia tylko postaci „prowadzącej”.  Pomysł jest dobry i udany, ale czasem mnie to irytowało. Rozdziały są raczej krótkie i nieraz ledwie dany wątek mnie naprawdę zainteresował, już autor przeskakiwał do zupełnie innego bohatera. A jednak, niemal zawsze okazywało się, że następny epizod jest równie wciągający jak poprzedni. Zresztą „Grę o tron” generalnie świetnie się czyta. Strony mijają w zawrotnym tempie i te 770 stron można pochłonąć naprawdę szybko. Przy okazji nie brakuje też opisów, które jednak nigdy nie hamują akcji. A dzięki nim wszystkie miejsca, postaci i wydarzenia, stawały mi przed oczami jak żywe. Martinowi udało się utrzymać w tej mierze doskonałą równowagę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednych bohaterów polubimy, innych może nawet znienawidzimy. Zapewne każdy, kto czyta „Grę o tron” znajdzie sobie swoich faworytów, którym będzie kibicował. Mogą pochodzić nawet z wrogich obozów. Polubiłam Neda Starka, jego córkę Aryę, czy syna-bękarta Jona, ale równocześnie miałam wiele sympatii dla Tyriona Lannistera. A żadnemu z nich nie było łatwo. Bo świat z „Gry o tron” jest bezwzględny i okrutny. Osią fabuły jest walka o władzę i wpływy i trzeba mieć szczęście nie tylko, żeby wygrać, ale aby w ogóle przeżyć. To nie jest jedna z tych książek, w których po licznych perypetiach i ogromnych niebezpieczeństwach, wszystko kończy się szczęśliwie, a bohaterowie wychodzą cało nawet z najgorszych opresji. Po przeczytaniu „Gry o tron” jestem pewna, że Martin nie będzie oszczędzał swoich bohaterów także w następnych tomach. Śmierć skrada się za bohaterami jak cień. Nikt nie jest bezpieczny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla każdego coś dobrego: są skomplikowane intrygi polityczne, świetne opisy bitew, romanse. Tylko magii jest niewiele: mamy jedynie Mur, za którym znajduje się mroczny las wraz z tajemniczymi Innymi. Wszystko jednak wskazuje na to, że ten wątek zostanie rozwinięty w kolejnych tomach. Gdy myślę o tym, że następna część liczy sobie 920 stron, ogarnia mnie lekkie przerażenie (zazwyczaj boję się sięgać po tak wielkie książki), ale jestem pewna, że będę mężnie czytać dalej. W końcu muszę się dowiedzieć, jak potoczą się losy bohaterów. I Wy także – czytajcie śmiało!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadchodzi zima!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-7675141376739619982?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/7675141376739619982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/12/gra-o-tron-george-rr-martin.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7675141376739619982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7675141376739619982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/12/gra-o-tron-george-rr-martin.html' title='&quot;Gra o tron&quot; George R.R. Martin'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TRzl3UfdT3I/AAAAAAAAAW8/wFMbp9AY7pE/s72-c/Trailer-Gry-o-Tron-bw43015.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-4780361942937523290</id><published>2010-12-27T12:10:00.005+01:00</published><updated>2011-01-03T17:46:19.686+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura żydowska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='realizm magiczny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Meir Shalev'/><title type='text'>"Rosyjski romans" Meir Shalev</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TRh1YGMvpuI/AAAAAAAAAWQ/u8YAbDLMmvo/s1600/rosrom.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 220px; height: 310px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TRh1YGMvpuI/AAAAAAAAAWQ/u8YAbDLMmvo/s320/rosrom.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5555319197202884322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;“Rosyjski romans” jest jak jedna wielka opowieść. Albo nie: jak setka opowieści. Jedna w drugiej, po pierwszej następna. W dodatku snuje je zdolny gawędziarz, który doskonale zna się na rzeczy. Wie, jak zaciekawić słuchających, jak przykuć ich do foteli, jak stworzyć odpowiedni klimat. Wystarczy się tylko dobrze wsłuchać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka mówi o niewielkiej wiosce w Izraelu. Ta rolnicza osada została założona przez pionierów, którzy przybyli do Palestyny na początku XX w. Wśród nich był dziadek narratora Barucha – Mirkin. I cóż tu więcej pisać? Nakreślenie zarysu fabuły byłoby chyba zadaniem ponad moje siły. Trudno byłoby wyróżnić główny wątek. W „Rosyjskim romansie” nie ma początku ani końca opowieści. Tak jak w życiu. Jest to po prostu książka o ludziach, o mieszkańcach tej rolniczej osady. O ich wzlotach i upadkach, słabościach, upodobaniach, pragnieniach, miłościach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;-Ziemia Izraela – powiedział do mnie. – Nie uda Ci się tu nigdy cisnąć kamieniem, żebyś nie trafił albo w święte miejsce, albo w szaleńca.&lt;/span&gt;[1]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieściowa wioska jest zaludniona naprawdę ciekawymi postaciami. Shalev w kreowaniu swoich bohaterów okazał się mistrzem. Znajdziemy tu bardzo wiele niezwykłych osobowości, które książkę ubarwiają i ożywiają. Na „szaleńców” też trafimy, prawie każdy ma tu swoje dziwactwa. Jak Meszulam, który postanowił stworzyć muzeum osadnictwa i kolekcjonuje nietypowe eksponaty. Jak staruszka Tonia, która wciąż przesiaduje przy grobie swojego zmarłego ukochanego. Jak Efraim, który nosił na ramionach swego najwierniejszego przyjaciela – wielkiego byka Jeana Valjeana. Każdy z nich ma barwny charakter i swoją własną historię, którą poznajemy zazwyczaj stopniowo, w odstępach, dopiero po pewnym czasie wgłębiając się w szczegóły.  Losy niektórych śledzimy od urodzenia lub młodości aż do starości i śmierci. Bo przecież także tutaj wszystko przemija, czas nieubłaganie mknie do przodu, a kolejne osoby odchodzą na zawsze z tego świata. Znamiennym elementem powieści jest Miejsce Spoczynku Chaluców, cmentarz, gdzie jako pierwszy został pochowany Mirkin. Teraz Baruch czerpie spore zyski, chowając Ojców Założycieli, a wielu mieszkańców patrzy na to ze złością.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Powiedział mi kiedyś Meszulam, że do wszystkiego co się zdarzyło w Dolinie, istnieje więcej wersji, niż było osób działających. &lt;/span&gt;[2]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydarzenia  w „Rosyjskim romansie” płyną powoli, niespiesznie, jakby niósł je łagodny strumień. Wystarczy dać mu się unieść, popłynąć z prądem tej, zdawałoby się, nieskończonej opowieści. Pamięć ludzka płata jednak figle i czasami, gdy każdy mówi coś innego, trudno się rozeznać, co  jest prawdą. Ale wcale nie jest to potrzebne. Wiele wersji czyni historię jeszcze ciekawszą. Zbędna okazuje się też chronologia, bo „Rosyjski romans” czyta się, jakby słuchało się opowieści wielu osób. Każdy może dopowiedzieć coś ciekawego, kolejne osoby dodadzą smakowite szczegóły. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomniany już Efraim bez wysiłku dźwiga ogromnego byka, Daniel Lieberson jako niemowlak zakochuje się w Ester Mirkin, a kot Bułhakow wykazuje się niemałą złośliwością. Książkę przyprawiono do smaku małą szczyptą fantazji. Elementy magiczne nie wysuwają się na pierwszy plan, pozostają z tyłu i generalnie nie robią zamieszania. Ale są. I to one tworzą klimat „Rosyjskiego romansu”. Chociaż powieść Meira Shaleva jest swego rodzaju kroniką, czyli formą z gruntu realistyczną, to jednak momentami przypomina baśń. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciepła i barwna opowieść. Czuję ogromną sympatię do bohaterów, do tego miejsca, do autora, który swoimi słowami zabrał mnie w cudowną podróż i pokazał mi tę baśniową, choć czasami trudną, rzeczywistość. „Rosyjski romans” jest wart przeczytania, wart zaczytania się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Rosyjski romans, Meir Shalev, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2010, str. 59&lt;br /&gt;[2] str. 177&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Muza.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-4780361942937523290?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/4780361942937523290/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/12/rosyjski-romans-meir-shalev.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4780361942937523290'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4780361942937523290'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/12/rosyjski-romans-meir-shalev.html' title='&quot;Rosyjski romans&quot; Meir Shalev'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TRh1YGMvpuI/AAAAAAAAAWQ/u8YAbDLMmvo/s72-c/rosrom.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-187104392501762939</id><published>2010-12-13T21:39:00.005+01:00</published><updated>2011-01-03T17:46:40.984+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pierre de Laclos'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść epistolarna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura francuska'/><title type='text'>"Niebezpieczne związki" Pierre Choderlos de Laclos</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TQaFwUtg7bI/AAAAAAAAAVw/rBHFRs3rlRg/s1600/10391696.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 194px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TQaFwUtg7bI/AAAAAAAAAVw/rBHFRs3rlRg/s320/10391696.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5550270656020540850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;„Niebezpieczne związki” po swojej pierwszej publikacji w 1782 wywołały prawdziwy skandal (a przy tym oczywiście świetnie się sprzedawały). Trudno się dziwić. Powieść ukazuje arystokrację francuską bez ogródek - wraz z jej rozwiązłością seksualną i brakiem zasad moralnych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodziutka Cecylia de Volanges właśnie opuściła klasztor, w którym się kształciła i wkrótce ma wyjść za mąż. Narzeczony (którego dziewczyna nawet na oczy nie widziała) jest wrogiem pięknej i bezwzględnej markizy de Merteuil. Ta w ramach zemsty postanawia zdeprawować jego przyszłą żonę, zanim dojdzie do małżeństwa. Dlatego stara się namówić wicehrabiego de Valmont, aby uwiódł Cecylię. Ale Valmont, który lubuje się w gubieniu kobiet, znalazł już sobie inną ofiarę. Jest nią bogobojna i cnotliwa prezydentowa de Tourvel. Tymczasem panna de Volanges zakochuje się ze wzajemnością w kawalerze Dancenym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieczęsto miałam styczność z powieścią epistolarną. Dwa, trzy razy? Może wolę zwykłą powieść, ale listy w „Niebezpiecznych związkach” sprawdzają się świetnie i wcale nie psują przyjemności czytania. Nie jest to bynajmniej szczegółowy opis tamtejszego społeczeństwa i jego obyczajów.  Nie uświadczysz tu opisów miejsc, wyglądu postaci, czy krajobrazu. I to chyba dobrze. Bohaterowie piszą o sobie i o swoich uczuciach – czyli o tym, co przecież w „Niebezpiecznych związkach” jest naprawdę ważne. Zastosowanie tej formy przez autora daje nam jeszcze jedną dogodną sposobność – szybko przeskakujemy od listu do listu, od bohatera do bohatera i dzięki temu od razu poznajemy jedno wydarzenie z wielu perspektyw. Czasami trzeba się jednak przedrzeć przez pierwszą, wierzchnią warstwę – pięknego języka, pochlebstw, zawoalowanych informacji, by dopiero odkryć głęboko ukrytą prawdę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Laclos potępia? Zgadza się z postępowaniem bohaterów? A może zachowuje dystans? Trudno powiedzieć. Wprawdzie intrygi markizy i wicehrabiego zostaną w końcu ukarane, ale los nie oszczędzi także pozostałych. Rozstrzygnięcie tej kwestii utrudniają dodatkowo przedmowy nakładcy i redaktora, które są w istocie mistyfikacjami – napisał je sam Laclos. I choć bohaterowie są tam wyraźnie krytykowani, to czuć w tym jakiś fałsz, zwykłą zabawę z czytelnikiem.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Intryga jest zaiste niezwykle zajmująca i „Niebezpieczne związki” potrafią dostarczyć sporo rozrywki. Są w nich momenty, które wywołują dreszczyk emocji i sprawiają, że w głowie czytelnika kołacze się uporczywe pytanie: „co będzie dalej?”. Kilka razy wydarzenia gwałtownie wstrząsną losami bohaterów i sytuacja, już na początku dość poplątana, stanie się wyjątkowo skomplikowana i niejednoznaczna. Zresztą to, co najważniejsze odbywa się w  bardzo małym kółku. W gronie najważniejszych bohaterów jest pięć osób: markiza Merteuil, Valmont, madame Trouvel, Cecylia Volanges i Danceny. To między nimi będą odbywać się wszelkie gry miłosne, reszta postaci to jakby dodatki do całości. Nie można mówić o jakiejkolwiek jednoznaczności - związki między bohaterami są tak zagmatwane, a bohaterowie tak nieprzewidywalni. Można by powiedzieć, że mamy dwóch „złych”: markizę i wicehrabiego. Ale pozostali aniołami też nie są. W końcu tylko madame de Trouvel przez całą książkę wytrwa w wiernej miłości do jednego człowieka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i trzeba powiedzieć, że sylwetki postaci są nakreślone wprost genialnie. Szczególnie trzy: przebiegła intrygantka markiza, uwodziciel Valmont i pozornie niewinna Cecylia, którą można bardzo łatwo manipulować. Markiza de Merteuil jest ciekawa głównie ze względu na swoją niezwykłą zdolność do gry, snucia wymyślnych i skomplikowanych intryg, tworzenia pozorów. Valmont i Cecylia mogą z kolei zaskoczyć czytelnika. Bo tak jak związki między bohaterami, skomplikowane są też ich charaktery. Pierre de Laclos nie szufladkuje z góry i z całą mocą pokazuje niejednoznaczność każdej postaci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj „Niebezpieczne związki” zapewne nie gorszą już tak jak dawniej, ale wciąż potrafią wywołać wiele emocji. Warto. Bo historia jest intrygująca. Bo ciekawa jest moralna niejednoznaczność tej książki. Bo to absolutna klasyka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-187104392501762939?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/187104392501762939/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/12/niebezpieczne-zwiazki-pierre-choderlos.html#comment-form' title='Komentarze (32)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/187104392501762939'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/187104392501762939'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/12/niebezpieczne-zwiazki-pierre-choderlos.html' title='&quot;Niebezpieczne związki&quot; Pierre Choderlos de Laclos'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TQaFwUtg7bI/AAAAAAAAAVw/rBHFRs3rlRg/s72-c/10391696.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>32</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-1679054059785394794</id><published>2010-12-10T21:50:00.004+01:00</published><updated>2011-01-03T17:46:57.132+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Toni Morrison'/><title type='text'>"Miłość" Toni Morrison</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TQKUGvlITLI/AAAAAAAAAUs/XhKBUXN56LQ/s1600/morrison.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TQKUGvlITLI/AAAAAAAAAUs/XhKBUXN56LQ/s320/morrison.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5549160534446197938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nienawiść, tak jak przyjaźń, wymaga czegoś więcej niż fizycznej obecności; wymaga inwencji i usilnych starań, inaczej zwiędnie. &lt;/span&gt;[1]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Często mówi się, że między miłością a nienawiścią jest bardzo cienka granica. I właśnie przede wszystkim o tym jest ta książka, która nosi tak prosty tytuł. Nie warto się więc nim zrażać – może od razu kojarzy się z romansidłem, ale do powieści Toni Morrison to określenie zupełnie nie pasuje. „Miłość” jest bardzo dobrym i wnikliwym studium ludzkich zachowań i różnorakich uczuć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdę zgłębiamy stopniowo. Opowieść wraca do przeszłości i krok po kroku odkrywamy kolejne karty. Raz za razem poznajemy następne smakowite szczegóły. Toni Morrison serwuje wiadomości bez pośpiechu, ale z wyczuciem. To intryguje czytelnika. Co mogło się wydarzyć? Dlaczego tyle tu nienawiści? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zaczynamy w tym miejscu: małe miasteczko Silk. Dawniej sławny kurort, w którym mieścił się luksusowy hotel Billa Coseya. Tutaj właśnie, w wielkim domu, mieszkają dwie stare kobiety: Heed i Christine. Żywią do siebie bezgraniczną nienawiść, chociaż tak wiele je łączy, w tym właśnie osoba Coseya. Jedna z nich była jego żoną, druga wnuczką. Od dawna są zmuszone mieszkać razem i każda czeka na śmierć tej drugiej. W tę niemal hermetycznie zamkniętą przestrzeń (z wyjątkiem młodego chłopaka, który wykonuje w domu drobne prace) wkracza Juniorka – młoda, wyzywająca dziewczyna, która niedawno opuściła poprawczak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To kobiety grają tu pierwsze skrzypce. To kobiety opowiadają o wydarzeniach. To między kobietami dzieje się najważniejsze. Heed, Christine, Juniorka, May czy L – one tworzą tę opowieść. A jednak wszystkie kręcą się wokół mężczyzny, Billa Coseya, który odgrywa tu najprzeróżniejsze role. W tym chyba najważniejszą – jest cieniem, który nawet po śmierci ma zgubny wpływ na życie bohaterek. Także Juniorka, która przecież nie mogła go znać, czuje jego obecność, ma wrażenie, że mężczyzna patrzy na nią z portretu zawieszonego w domu dwóch kobiet. W końcu to właśnie on sprawił, że między przyjaciółkami, pojawiła się tak wielka nienawiść. Bardzo podoba mi się wielogłosowość tej powieści. Na sytuację spoglądamy z perspektywy różnych osób. A to pokazuje, że trudno o jednoznaczność. Jeszcze lepiej widzimy, jak to wszystko jest skomplikowane i że ciężko nam kogokolwiek oceniać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Miejsce początkowych ukłuć winy, gniewu, zmęczenia, rozpaczy zajmuje nienawiść, tak czysta, tak naga, że zdaje się piękna, niemal święta. &lt;/span&gt;[2]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zazdrość, gniew, niezrozumienie. W „Miłości”, jakby wbrew tytułowi, najwięcej jest negatywnych uczuć. W tym to najważniejsze, najmocniejsze – nienawiść. Dopiero po przeczytaniu całości, możemy stwierdzić, że miłość też tu była. Być może została z niej tylko maleńka, ledwie tląca się iskierka. Ale była. Morrison pisze po prostu o ludziach, o uczuciach, które nimi targają. Prowadzi czytelnika przez burzę – burzę nienawiści, złości, skrywanych żalów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Miłość, Toni Morrison, Świat książki, Warszawa 2005, str. 86&lt;br /&gt;[2] str. 205&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-1679054059785394794?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/1679054059785394794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/12/miosc-toni-morrison.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1679054059785394794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1679054059785394794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/12/miosc-toni-morrison.html' title='&quot;Miłość&quot; Toni Morrison'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TQKUGvlITLI/AAAAAAAAAUs/XhKBUXN56LQ/s72-c/morrison.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-1271636643237641659</id><published>2010-12-08T20:43:00.007+01:00</published><updated>2010-12-08T20:49:02.441+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konkurs'/><title type='text'>Wyniki losowania</title><content type='html'>I pierwszy konkurs na moim blogu rozwiązany. Zgłosiło się 50 osób! W roli maszyny losującej wystąpiła moja siostra. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TP_gT7lFTyI/AAAAAAAAAUU/s6jJYHZ07gA/s1600/P1070172.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TP_gT7lFTyI/AAAAAAAAAUU/s6jJYHZ07gA/s320/P1070172.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5548399898959105826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TP_gop4F09I/AAAAAAAAAUk/t7ff0J1-_nE/s1600/losowanie.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 195px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TP_gop4F09I/AAAAAAAAAUk/t7ff0J1-_nE/s320/losowanie.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5548400254984246226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TP_gdDBXn1I/AAAAAAAAAUc/fIGFGT0nQ7w/s1600/P1070176.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TP_gdDBXn1I/AAAAAAAAAUc/fIGFGT0nQ7w/s320/P1070176.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5548400055575617362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak więc "Pijąc kawę gdzie indziej" wędruje do &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;zaksiążkowanej&lt;/span&gt;! Proszę o kontakt mailowy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-1271636643237641659?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/1271636643237641659/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/12/wyniki-losowania.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1271636643237641659'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/1271636643237641659'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/12/wyniki-losowania.html' title='Wyniki losowania'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TP_gT7lFTyI/AAAAAAAAAUU/s6jJYHZ07gA/s72-c/P1070172.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-3448635682906712644</id><published>2010-12-06T19:51:00.004+01:00</published><updated>2010-12-06T20:03:45.673+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konkurs'/><title type='text'>Kto chce książkę? :)</title><content type='html'>U mnie Mikołaj już był i przyniósł "Grę o tron" Georga R.R. Martina. Ja także zapragnęłam kogoś obdarować prezentem. I mam dla Was książkę! &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.wab.com.pl/images/cache/aa9f10e40b940e45ad27808cec8cfd28.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 192px; height: 314px;" src="http://www.wab.com.pl/images/cache/aa9f10e40b940e45ad27808cec8cfd28.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po zastanowieniu wybrałam z mojej biblioteczki "Pijąc kawę gdzie indziej" ZZ Packer. Jest to zbiór ośmiu opowiadań afroamerykańskiej autorki, które traktują przede wszystkim o inności i wyobcowaniu. Książka należy do ciekawej i cieszącej się sympatią serii "z miotłą". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aby wziąć udział w losowaniu, wystarczy wyrazić chęć przygarnięcia książki w komentarzu. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Na zgłoszenia czekam do środy do godziny 20:00.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-3448635682906712644?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/3448635682906712644/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/12/kto-chce-ksiazke.html#comment-form' title='Komentarze (56)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3448635682906712644'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3448635682906712644'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/12/kto-chce-ksiazke.html' title='Kto chce książkę? :)'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>56</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-7958865014047914308</id><published>2010-12-02T19:40:00.004+01:00</published><updated>2010-12-02T22:48:36.105+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Junot Díaz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzotycznie'/><title type='text'>"Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao" Junot Díaz</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TPfq55Op5MI/AAAAAAAAAUE/fj33wR7EhjA/s1600/kr%25C3%25B3tki%25C5%25BCywot.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 314px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TPfq55Op5MI/AAAAAAAAAUE/fj33wR7EhjA/s320/kr%25C3%25B3tki%25C5%25BCywot.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5546159746465785026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Fukú&lt;/span&gt;!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli sprowadziłeś na siebie tę klątwę, to możesz spodziewać się najgorszego. Życie na pewno nie będzie Cię oszczędzać, o nie. Wpadłeś na amen. I tylko zafa może cię uratować, odczynić zaklęcie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oscar to typowy nieudacznik. Dziwoląg. Dominikańczyk, który w żadnym stopniu nie przypomina normalnego Dominikańczyka. W końcu tam prym wiedzie typ &lt;span style="font-style:italic;"&gt;macho&lt;/span&gt;, a Oscar jest jego całkowitym przeciwieństwem. Gruby i nieatrakcyjny, żyje sobie gdzieś na uboczu całkowicie pochłonięty przez wszystko, co związane z fantastyką. Trudno się dziwić, że podrywanie dziewczyn mu, delikatnie mówiąc, nie wychodzi. A to stanowi poważny problem dla kogoś, kto jest niezwykle kochliwy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To taka powieść, która wspaniale rozgrzewa. Aż czuć ten egzotyczny klimat Santo Domingo. Smaczku dodają bardzo częste wtrącenia hiszpańskie. Zresztą język generalnie zasługuje na szczególną uwagę. Bo to dzięki niemu książka jest tak świeża, pełna energii i kolorytu. Junot Díaz pisze własnym, niepowtarzalnym stylem – barwnym, dosadnym, bogatym w wulgaryzmy. Książka jest pełna słońca, pełna wigoru. Nie brak też w tym wszystkim szczypty czarnego humoru. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę jednak przyznać, że rzetelna ocena tej powieści (zresztą nagrodzonej Pulitzerem w 2008 roku) sprawia mi niejaki problem. Bo nie mam żadnych wątpliwości, że jest to książka dobra lub bardzo dobra. Ale... Ale równocześnie „Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao” jest raczej nie w moim guście. Język z jednej strony naprawdę świetny, na początku bardzo hamował moje tempo czytania. Wulgaryzmy, które w literaturze bez problemu toleruję, tutaj pojawiały się w takiej ilości, że na początku naprawdę mnie to drażniło, a sama powieść momentami (może krótkimi, ale jednak) zdawała mi się ciężkostrawnym bełkotem. Musiałam się dopiero wgryźć, zasmakować, żeby zacząć czerpać z lektury jakąś przyjemność i zauważać w tym wszystkim sens. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo sens w tym rzeczywiście jest, a książkę dość szybko przestałam uważać li i jedynie za bezceremonialną opowieść o Oscarze, którego nie chce żadna dziewczyna. Z czasem historia nabiera cech sagi rodzinnej, a czytelnik poznaje losy przodków Oscara. I okazuje się, że cały ten pech, przeklęte fukú jest bezpośrednio związane z dyktaturą na Dominikanie Rafaela Leonidasa Trujilla, który dzierżył tam w latach 1930-1961 władzę absolutną, uzurpując sobie prawo do wszystkiego. Dokładnie w s z y s t k i e g o. Nagle więc „Krótki i niezwykły żywot” okazał się oryginalnym spojrzeniem na jarzmo dyktatury, które może odciskać swoje piętno nawet na kolejnych pokoleniach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Oscar? Czy do końca zostanie takim nieudacznikiem? Jak myślicie? Cóż, przecież jest to też powieść o tym, że każdy może coś osiągnąć. I każdy może spełnić to, o czym od dawna marzył, nawet jeśli wydaje się to niewykonalne. Przecież to, że jego żywot będzie krótki, nie musi oznaczać, że okaże się kompletną porażką. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zafa&lt;/span&gt;!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-7958865014047914308?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/7958865014047914308/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/12/krotki-i-niezwyky-zywot-oscara-wao.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7958865014047914308'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7958865014047914308'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/12/krotki-i-niezwyky-zywot-oscara-wao.html' title='&quot;Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao&quot; Junot Díaz'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TPfq55Op5MI/AAAAAAAAAUE/fj33wR7EhjA/s72-c/kr%25C3%25B3tki%25C5%25BCywot.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-67846076473062840</id><published>2010-11-26T23:12:00.003+01:00</published><updated>2010-11-27T11:57:41.528+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura rosyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z historią w tle'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Borys Pasternak'/><title type='text'>"Doktor Żywago" Borys Pasternak</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://ir.i.wp.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAwLzdDLzAwMDA3QzdGX29yaWdpbmFsXzY0QzhFRDlGRDcxMUExRTYuanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ==.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 324px;" src="http://ir.i.wp.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAwLzdDLzAwMDA3QzdGX29yaWdpbmFsXzY0QzhFRDlGRDcxMUExRTYuanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ==.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Są historie, które się chyba nigdy nie znudzą. Dla mnie jedną z nich jest „Doktor Żywago”. Widziałam wcześniej dwie ekranizacje (starszą z Omarem Sharifem i Julie Christie naprawdę niedawno), a teraz przeczytałam książkę. I za każdym razem losy Jurija Żywago tak samo mnie porywały i wzruszały. Z wielką chęcią i ciekawością brnęłam przez to opasłe tomisko, liczące sobie ponad siedemset stron, a mojego zapału wcale nie ostudzał fakt, że wiedziałam, co będzie dalej. A jednak myślę, że żaden film nie da rady w pełni oddać charakteru tej epickiej powieści. Burzliwe losy bohaterów zajmują już aż nadto czasu ekranowego, więc tak ważna w „Doktorze Żywago” rosyjska historia, pewnie z konieczności, zostaje gdzieś z tyłu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przecież w książce bolszewizm, rewolucja październikowa i wszelkie jej następstwa nie są tylko tłem. Można powiedzieć, że wysuwają się na prowadzenie, dominują nad całą historią. Niewątpliwie losy doktora Żywago potoczyłyby się zupełnie inaczej, gdyby żył w innych, spokojniejszych czasach. Tymczasem bieg historii jest bezlitosny, a Jurij, Lara, czy Tonia muszą mu się poddać. Losy bohaterów plączą się coraz bardziej i poruszają swoją tragicznością. Co jednak ciekawe, Pasternak wcale nie potępia komunizmu. W „Doktorze Żywago” tym gigantycznym, historycznym pejzażu, przytacza różne opinie, pokazuje też jak zmienia się stosunek do rewolucji Jurija Andriejewicza. Pasternak nie udziela jednoznacznej odpowiedzi, daje czytelnikowi wolność wyboru. Przedstawia sprawę w sposób obiektywny i uznaje racje rewolucjonistów. Warto tu wspomnieć, że Borys Pasternak w Rosji padł ofiarą publicznej nagonki i został zmuszony do odmówienia odebrania Literackiej Nagrody Nobla, którą przyznano mu w 1958 roku. Wszystko dlatego, że „Doktor Żywago” został uznany za powieść antyradziecką. Napiętnowany autor zmarł w 1960 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to dzieło wielkie, wprost monumentalne. Autor kreśli pełny, bogaty obraz tamtejszej Rosji. Oddaje ówczesne nastroje i poglądy, przybliża nam postawy mnóstwa ludzi. Przez całą książkę przewijają się niezliczone rzesze bohaterów drugoplanowych, którzy książkę ożywiają, „zaludniają”, czynią bardziej prawdziwą i różnorodną. Wszystko to sprawia, że, choć losy głównych bohaterów poruszają i fascynują, to są one nieco przygniecione przez monumentalność i barwność obrazu tamtejszej Rosji. Pasternak stworzył go z ogromną dokładnością oraz pietyzmem i uzupełnił je rozważaniami filozoficznymi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proza Pasternaka nie jest trudna, ale wymaga pewnego skupienia i uwagi. Może nie ma w niej nic szczególnego, ale mimo to jest po prostu piękna. Dałam się ponieść nurtowi tej opowieści, czytanie sprawiało mi nadzwyczajną przyjemność. Akcja nie toczy się szybko, ale powieść została podzielona na naprawdę krótkie rozdziały - dość często przechodzimy od bohatera do bohatera, co nadaje „Doktorowi Żywago” pewnej dynamiczności.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż więcej rzec? Piękna historia i wspaniałe wykonanie. Dzieło Pasternaka daje czytelnikowi długie godziny przyjemności, wynikające z obcowania ze świetną literaturą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-67846076473062840?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/67846076473062840/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/11/doktor-zywago-borys-pasternak.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/67846076473062840'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/67846076473062840'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/11/doktor-zywago-borys-pasternak.html' title='&quot;Doktor Żywago&quot; Borys Pasternak'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-6009812136744331136</id><published>2010-11-21T18:18:00.002+01:00</published><updated>2010-11-21T18:24:16.661+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura kanadyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Margaret Atwood'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='eseje'/><title type='text'>"Dług. Rozrachunek z ciemną stroną bogactwa" Margaret Atwood</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://static.polter.pl/sub/Dlug-Rozrachunek-z-ciemna-strona-bogactwa-Margaret-Atwood-bc22271.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 325px;" src="http://static.polter.pl/sub/Dlug-Rozrachunek-z-ciemna-strona-bogactwa-Margaret-Atwood-bc22271.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W pięciu esejach Atwood, w dużej mierze zainspirowana zastraszającymi wiadomościami o światowym kryzysie, stara się szczegółowo omówić pojęcie długu i odpowiedzieć na wiele ciekawych pytań, dotyczących tego zagadnienia. Zastanawia się, czy branie i udzielanie kredytów jest grzechem. Przypomina, że każdy dług (a wcale nie musi chodzić o pieniądze!) ma wyznaczony termin spłaty. Rozważa znaczenie odkupienia i odpłaty, a także przywołuje dzieła literackie związane z długiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczera prawda jest taka, że od początku myślałam, że to nie mój temat. Dług? Zagadnienia ekonomiczne zupełnie mnie nie interesują. Toteż prawdziwym dla mnie błogosławieństwem okazał się fakt, że Atwood rozpatruje tę kwestię z przeróżnych stron. Dług nie został tutaj sprowadzony jedynie do niespłaconej pożyczki. Równie ważny jest w książce dług moralny, czy dług wobec naszej planety, Ziemi. Autorka szuka odniesień w przeróżnych dziedzinach. Ekonomia jest tylko jedną z nich, równie ważna okazuje się literatura, mitologia, religia, historia, czy biologia. Nie brak też własnych doświadczeń życiowych autorki. Powstaje z tego dość ciekawy miszmasz, raz udany mniej, raz bardziej. W wielu przypadkach spostrzeżenia są interesujące, trafne i wnikliwe, a sama autorka daje popis swojej erudycji i udowadnia, że naprawdę wgłębiła się w temat. Czasem jednak zastanawiałam się, czy Atwood nie drąży tam, gdzie akurat drążyć nie trzeba. Niektóre wnioski zdawały mi się zbyt daleko posunięte i zbudowane w sposób uproszczony, przytoczone przykłady nie do końca związane z tematem. Trzeba jednak Atwood przyznać, że jej rozpatrzenie pojęcia długu jest szczegółowe, barwne i ciekawe. Są to teksty na wskroś współczesne i bardzo aktualne. A wszechstronne spojrzenie na tytułowe zagadnienie bardzo urozmaica lekturę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atwood kończy w bardzo pomysłowy sposób. Przenosi dickensowskiego Ebenezera Scrooge’a do współczesności. Nowsza wersja książkowego sknery i tym razem spotyka się z trzema duchami, które mają zmienić jego postrzeganie świata. Tym razem na pierwszy plan wysuwa się ekologia, czemu w sumie trudno się dziwić. Wszak Atwood bierze aktywny udział w ochronie naszej planety. Ekologia i dług z pozoru niewiele mają wspólnego, więc na początku zdawało mi się, że autorka chce ten temat wepchnąć trochę na siłę, odbiegając równocześnie od głównej myśli. Ale Atwood zgrabnie konkluduje, że zaciągnęliśmy poważny dług u naszej planety. I nadejdzie czas, kiedy trzeba będzie go spłacić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze jedna sprawa. Może to drobnostka, ale naprawdę irytująca. Książka powstała jako ciąg wykładów, a autorka pisząc ją, miała przede wszystkim na uwadze słuchaczy. Z tego więc zapewne wynika niekończące powtarzanie się treści, wspominanie wcześniejszych tematów. Pod koniec każdego eseju Atwood informuje nas, czym zajmie się w kolejnym, na początku nowego zawsze przypomina, o czym pisała w poprzednim, a w ostatnim krótko streszcza wszystkie wcześniejsze. Dla czytelnika jest to po prostu męczące i denerwujące. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie powiedziałabym o tych esejach więcej niż „niezłe”, ale jest to z pewnością ciekawa, dająca do myślenia lektura. Atwood odważnie pokazuje, że każdy z nas ma długi do spłacenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----------&lt;br /&gt;Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Znak.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-6009812136744331136?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/6009812136744331136/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/11/dug-rozrachunek-z-ciemna-strona.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/6009812136744331136'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/6009812136744331136'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/11/dug-rozrachunek-z-ciemna-strona.html' title='&quot;Dług. Rozrachunek z ciemną stroną bogactwa&quot; Margaret Atwood'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-8638909000841805321</id><published>2010-11-15T22:40:00.005+01:00</published><updated>2011-04-26T20:46:35.200+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Robert M. Wegner'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - południe" Robert M. Wegner</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://ir.i.wp.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAwLzJGLzAwMDAyRkI2X29yaWdpbmFsXzUxNzhGOENCMTMxODIxOUMuanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ==.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 332px;" src="http://ir.i.wp.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAwLzJGLzAwMDAyRkI2X29yaWdpbmFsXzUxNzhGOENCMTMxODIxOUMuanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ==.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W księgarniach pojawił się już drugi tom „Opowieści z meekhańskiego pogranicza”. Ja natomiast nadrabiam zaległości i chwyciłam się za książkowy debiut Wegnera, który zawiera uhonorowane Zajdlem opowiadanie „Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami”. Gdy trafiam na takie książki, zaczynam się naprawdę poważnie zastanawiać, dlaczego czytam tak mało fantastyki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowiadania Wegnera są dopracowane w każdym szczególe. To po prostu kawał dobrego fantasy. Wegner nie musi być nowatorski, nie musi sypać nowymi, zaskakującymi pomysłami, by znaleźć dla siebie godne miejsce w polskiej fantastyce. „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” to klasyczne fantasy, solidne i bardzo starannie napisane.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akcja toczy się w wielkim imperium meekhańskim, na dwóch jego krańcach. Mniej więcej w połowie jesteśmy więc przerzuceni z północnych i zimnych gór na południowe pustynie. Zmienia się nie tylko krajobraz i bohaterowie, ale też w pewnym sensie typ opowiadań, sposób prowadzenia historii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W części północnej żadna szczególna postać nie wysuwa się na pierwszy plan, najważniejszy jest bohater zbiorowy: Szósta Kompania Górskiej Straży. Wydarzenia mają przede wszystkim charakter militarny. I tak wspomniane „Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami” jest epickim, rozbudowanym opisem wielkiej bitwy. Ale na takich bitewnych scenach nie koniec, bo mimo wszystko opowiadania są dość zróżnicowane tematycznie. „Szkarłat na płaszczu” jest zgrabną intrygą dyplomatyczną, w „Krwi naszych ojców” spotkamy się z fabułą rodem z horroru. Wegnerowi udało się stworzyć pewien klimat – czytelnik z łatwością wczuwa się w atmosferę zimnych, niedostępnych gór. Przygody oddziału Kennetha-lyw-Darawyta są opisane interesująco, z wyczuciem i znawstwem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak gdybym musiała wybierać, przyznałabym, że bardziej podobało mi się „Południe”. Tutaj autor pokusił się o większą głębię psychologiczną i emocjonalną, a nawet wziął na warsztat tak ważkie tematy jak zbrodnia i kara, poczucie przynależności narodowej, czy niezrozumienie różnic kulturowych. Głównym bohaterem jest Yatech, młody Issaram. Jest to lud wojowników, żyjących na pustyni. Jego członków obowiązuje szereg ortodoksyjnych praw w tym najważniejsze – nikt obcy nie może zobaczyć ich twarzy. Jeśli tak się stanie ktoś musi zginąć – Issaram lub człowiek, który ujrzał jego oblicze. &lt;br /&gt;Najbardziej moją uwagę przykuło opowiadanie „Gdybym miała brata”. Podczas burzliwej wymiany poglądów między zrozpaczonym śmiercią córki Meekhańczykiem a młodą kobietą Issaram, poznajemy dalsze losy Yatecha i przede wszystkim wgłębiamy się w ciekawą kulturę pustynnego ludu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szalenie przypadła mi do gustu konstrukcja tej książki. To oczywiście opowiadania, ale nie powinno to robić różnicy nawet komuś, kto tej formy nie lubi. Opowieści splatają się ze sobą, tworząc dwie spójne całości – północną i południową. Równocześnie większość z nich mogłaby spokojnie funkcjonować w oderwaniu od reszty, szczególnie jeśli chodzi o część północną. Opowiadania południowe są skrawkami jednej historii, pierwsze wpływa na drugie. Radzę więc jednak czytać po kolei. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ilość opisów jest dobrze wyważona – nie hamują akcji, a równocześnie oddają istotę sytuacji i barwnie oraz szczegółowo odmalowują rzeczywistość z książki. Wegnerowi udało się dobrze i ciekawie wykreować swój świat. Zabrał się do tego przedsięwzięcia z rozmachem i wszystko wskazuje na to, że „Północ – południe” są dopiero początkiem. Początkiem niezwykle udanym, stanowiącym doskonałe podwaliny dla ciągnięcia serii. Teraz tylko wypada zaopatrzyć się we „Wschód – zachód”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-8638909000841805321?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/8638909000841805321/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/11/opowiesci-z-meekhanskiego-pogranicza.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/8638909000841805321'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/8638909000841805321'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/11/opowiesci-z-meekhanskiego-pogranicza.html' title='&quot;Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - południe&quot; Robert M. Wegner'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-7415091020317077156</id><published>2010-11-09T22:12:00.002+01:00</published><updated>2010-11-09T22:19:24.672+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura angielska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powrót do przeszłości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='A.S.Byatt'/><title type='text'>"Opętanie" A.S.Byatt</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.proszynski.pl/includes/modules/thumb/phpThumb.php?src=../../../images/media/products//opetanie_nowa.jpg&amp;w=200"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 314px;" src="http://www.proszynski.pl/includes/modules/thumb/phpThumb.php?src=../../../images/media/products//opetanie_nowa.jpg&amp;w=200" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jeśli fabuła opiera się na tym, że obcy sobie mężczyzna i kobieta są nagle zmuszeni współpracować, by rozwiązać zagadkę z przeszłości, to oczywiście każdy od razu zgadnie, że między parą nawiąże się romans. I bez obaw można by się po tym spodziewać banalnej historyjki. Ale nie, tym razem każdy, kto tak myśli, srogo się myli! Bo Byatt napisała książkę nie tylko bardzo dobrą, ale zdradzającą dużo ambicji. A od banałów, wierzcie mi, trzyma się z daleka.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Roland Mitchell, biedny i niedoceniany badacz twórczości XIX-wiecznego poety Randolpha Henry’ego Asha, przypadkowo znajduje rękopisy dwóch listów pisanych do pewnej kobiety. Dość szybko odkrywa, że ich adresatką była Christabel LaMotte, mało znana poetka. Zaintrygowany całą sprawą, nie mówi o tym nikomu, ale wybiera się do Maud Bailey, znawczyni LaMotte, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej na temat kontaktów, łączących dwójkę pisarzy. Niedługo potem odkrywają cały zbiór listów miłosnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Największa siła tkwi w języku Byatt – pięknym, wysmakowanym, różnorodnym. Autorka pokazuje w „Opętaniu” prawdziwy kunszt. To nie jest zwykła powieść, bo otrzymujemy w niej niewiarygodną różnorodność formy. Składa się z listów, dzienników, współczesnych prac naukowych, a także wierszy, poematów, bajek. Jestem pełna podziwu dla autorki za takie wielkie przedsięwzięcie, za taki ogrom pracy. Dzięki temu zabiegowi, czytelnikowi trudniej jest uwierzyć, że Randolph Henry Ash i Christabel LaMotte to jedynie bohaterowie tej książki, fikcyjne postaci, żyjące jedynie na kartach „Opętania”. W końcu tutaj jest wszystko – ich listy, ich twórczość. I oczywiście każde z nich ma swój własny styl. Antonii Susan Byatt należą się oklaski i głębokie ukłony za jej ogromną erudycję, bogate słownictwo, głęboką wiedzę i piękny język. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fakt, to oczywiście romans, więcej, to romans podwójny. Mamy bowiem dwie pary i dwie historie miłosne, jedną rozgrywającą się współcześnie, a drugą w XIX w. Rolanda i Maud wiele łączy z Randolphem i Christabel, ale chyba jeszcze więcej dzieli. Żyją w zupełnie różnych czasach, ich zachowania są kształtowane przez współczesne im obyczaje. I tak zupełnie inaczej będzie rozwijał się wątek dwójki badaczy literatury, a inaczej ten rodem z wiktoriańskiej Anglii, w której panowały sztywne obyczaje, konwenanse i ściśle określone normy obyczajowości. Byatt udaje się umiejętnie łączyć gatunki - oprócz romansu, jest to także powieść detektywistyczna. Maud i Roland chcą odkryć tajemnicę poetów, co przecież już samo w sobie jest bardzo zajmujące, a po drodze ich tropem zaczną podążać inni, równie zainteresowani tajemniczą korespondencją. Pod koniec robi się więc naprawdę gorąco, bo przecież bezcenne listy nie mogą wpaść w niepowołane ręce... Jest to też łagodna satyra na środowisko akademickie. W tle mamy kilka związanych z nim ciekawych postaci, może troszkę przerysowanych i schematycznych, ale na pewno barwnych i znamiennych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Opętanie” jest piękne i subtelne. Autorka z wdziękiem prowadzi czytelnika od Anglii współczesnej do wiktoriańskiej, opisując wszystko cudownym, barwnym językiem. Dla każdego, kto dobrze czuje się w takich klimatach, ta powieść powinna się okazać  prawdziwą ucztą. Tytuł oznacza przede wszystkim opętanie literaturą, chęć odkrycia prawdy, zgłębienia tajemnic przeszłości. I tak właśnie opętała mnie ta powieść. Gdy musiałam przerwać, miałam ochotę krzyczeć „jeszcze!”, a podczas czytania jak zaklęta chłonęłam kolejne słowa. Zostałam opętana, zaczarowana, wciągnięta w wiry przeszłości, omotana przez słowa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-7415091020317077156?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/7415091020317077156/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/11/opetanie-asbyatt.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7415091020317077156'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7415091020317077156'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/11/opetanie-asbyatt.html' title='&quot;Opętanie&quot; A.S.Byatt'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-414488508284876416</id><published>2010-11-07T14:35:00.011+01:00</published><updated>2010-11-07T15:24:50.457+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różności'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='targi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stosiki'/><title type='text'>Targi książki w Krakowie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TNa1i5K7vUI/AAAAAAAAAS8/3Z2MiNAXIZc/s1600/999.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 129px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TNa1i5K7vUI/AAAAAAAAAS8/3Z2MiNAXIZc/s200/999.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5536812402965462338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jak było na targach? Duszno. Tłoczno. Ciasno. Głośno. Wróciłam zmęczona, ale zadowolona. Żadnych zdjęć niestety nie będzie, bo aparat mi nawalił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Targową atmosferę czuć było już w tramwaju, którym jechałam. Był bardzo zatłoczony, a znaczna część pasażerów zmierzała właśnie tam, gdzie ja ;) A poza tym rozdawano w nim ulotki, dzięki którym można było kupić książki na stosiku Znak o 30% taniej. Z tej okazji akurat nie skorzystałam, ale każdy, kto miał przy sobie książkę (a miałam oczywiście), &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TNa1qD3-GNI/AAAAAAAAATE/uAQQBUDIw-k/s1600/Untitled+3.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 127px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TNa1qD3-GNI/AAAAAAAAATE/uAQQBUDIw-k/s200/Untitled+3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5536812526097799378" /&gt;&lt;/a&gt;dostawał dodatkowo kartkę, upoważniającą do odebrania darmowej książki niespodzianki. I tak weszłam w posiadanie "Krótkiego i niezwykłego żywotu Oscara Wao" Junota Diaza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejka do kas nie była jeszcze taka wielka. Chociaż miałam darmową wejściówkę od &lt;a href="http://moje-czytanie.blogspot.com"&gt;Edith&lt;/a&gt; (jeszcze raz bardzo dziękuję!), i tak musiałam odstać swoje, czekając na siostrę. Później przedzierałyśmy się razem przez tłumy ludzi. Kupiłam "Cukiernię pod amorem. Cieślakowie", zdobyłam autograf Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, a także poczęstowałam się jej ciastkami ;) &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TNa1ynN-KgI/AAAAAAAAATM/Hz9cEjywmmA/s1600/104058_1248049711_d40a_p.jpeg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 137px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TNa1ynN-KgI/AAAAAAAAATM/Hz9cEjywmmA/s200/104058_1248049711_d40a_p.jpeg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5536812673024272898" /&gt;&lt;/a&gt;Moim następnym i ostatnim już nabytkiem (akurat nie jestem przy kasie) są "Opowieści z meekhańskiego pogranicza" Roberta M. Wegnera. Później stałyśmy ponad pół godziny w dłuuugiej kolejce do Cejrowskiego, ale autograf w końcu zdobyłam. I to by było właściwie na tyle. Chciałam jeszcze poczekać na spotkanie z Jackiem Dukajem (nawet dźwigałam na targi mój egzemplarz "Innych pieśni" do podpisu), ale po namyśle wróciłyśmy wcześniej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na spotkaniu bloggerek nie byłam. Pomijając moje wcześniejsze wątpliwości, byłoby to nawet trudne do zrealizowania ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-414488508284876416?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/414488508284876416/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/11/targi-ksiazki-w-krakowie.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/414488508284876416'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/414488508284876416'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/11/targi-ksiazki-w-krakowie.html' title='Targi książki w Krakowie'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TNa1i5K7vUI/AAAAAAAAAS8/3Z2MiNAXIZc/s72-c/999.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-2645107217694807155</id><published>2010-11-02T21:36:00.006+01:00</published><updated>2011-04-26T20:46:10.975+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marion Zimmer Bradley'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powrót do przeszłości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>"Mgły Avalonu" Marion Zimmer Bradley</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://ir.i.wp.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAxL0IwLzAwMDFCMDg0X29yaWdpbmFsXzcyMUVCMDk0NjAzNTY1ODUuanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ==.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 315px;" src="http://ir.i.wp.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAxL0IwLzAwMDFCMDg0X29yaWdpbmFsXzcyMUVCMDk0NjAzNTY1ODUuanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ==.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Okropnie niewygodnie czytało się tę książkę. W końcu powieść liczy sobie prawie 1350 stron, a została wydana w twardej oprawce, na idealnie białym papierze. A więc ciężkie to, nieporęczne, od dłuższego trzymania ręka boli. Lepiej nigdzie nie zabierać. Dźwiganie takiego ciężaru mogłoby jeszcze bardziej skrzywić mój kręgosłup. Ale co tam. Wszystko przetrzymałam, wszystko zniosłam. Bo „Mgły Avalonu” są wprost niesłychanie wciągające i mimo ogromnej objętości wcale się nie dłużą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To chyba jedna z najbardziej znanych interpretacji legend arturiańskich. Któż nie słyszał o królu Arturze, jego wiernych rycerzach, Merlinie, okrągłym stole, czy świętym Graalu? Ale tym razem oddajemy głos kobietom – Igrianie, Morgianie i Gwenifer. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Był taki czas, kiedy wędrowiec, jeśli miał ochotę i znał choćby kilka tajemnic, mógł wypłynąć łodzią na Morze Lata i dotrzeć nie do Glastonbury pełnego mnichów, lecz do Świętej Wyspy Avalon, gdyż w tamtych czasach wrota łączące światy unosiły się we mgle i otwierały się wedle woli i myśli wędrowca. To właśnie jest wielka tajemnica, którą znali wszyscy światli ludzie w naszych czasach: tym, co człowiek myśli, stwarza wokół siebie świat, codziennie na nowo. &lt;/span&gt;[1]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O „Mgłach Avalonu” pisze się głównie w superlatywach. Ostrzegam od razu. Według mnie monumentalna powieść Marion Zimmer Bradley arcydziełem bynajmniej nie jest. Ba! Sądzę, że nawet określenie „bardzo dobra” to trochę za dużo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno tkwi w tej książce magia. Chociaż przenika całą opowieść, to nieco szkoda, że znalazła się raczej na drugim planie. Podobny zresztą los spotkał rycerzy okrągłego stołu, walki i poszukiwanie świętego Graala. Na sam przód wysunęły się natomiast intrygi dworskie i liczne romanse. I zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że to wszystko jest na podstawie legend arturiańskich. Uświadamiam sobie, że Bradley nie wymyśliła sobie tego sama. Tak, wiem, wiem. Ale nagromadzenie intryg i wątków romansowych, a także ich charakter sprawił, że czasem zdawało mi się, iż czytam coś na kształt telenoweli. Może przyczyniła się do tego lekka forma? „Mgły Avalonu” prawie się „same czytają”. A wierzcie mi, romans goni za romansem. Telenowela czy nie, muszę się przyznać, że czytałam z ogromnym zainteresowaniem. Tylko że, skoro to już fantasy, chciałam w zamian za to więcej Avalonu. Więcej magicznych obrządków, czarów, kultu Bogini. Właśnie to te elementy były iście niezwykłe, magiczne i cudowne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głównym tematem książki jest konflikt chrześcijaństwa i religii pogańskich. Zdawałoby się, że to świetnie, zobaczymy co też Bradley ma do powiedzenia. Nie mam nic przeciwko krytyce księży, czy chrześcijaństwa. Łatwo mi zrozumieć oburzenie Morgiany, kapłanki Avalonu, jej niechęć do nowej wiary, która wyplenia jej własną religię. Można się było jednak zdobyć na przedstawienie sprawy w sposób w miarę obiektywny i sprawiedliwy. A w „Mgłach Avalonu” wszystko to wygląda czarno-biało. Bradley opisuje sytuację tendencyjnie i jednostronnie. Działa prosta zasada: wszystko, co ma związek z chrześcijaństwem jest głupie, bezmyślne, nieprawdziwe. Ot, taki przykład: wszyscy księża, bez wyjątku, to nie tylko fanatycy, ale też głupcy. W przeciwieństwie do druidów i kapłanek Avalonu – bo to są z kolei osoby światłe i wykształcone. Argumentacja przeciw chrześcijaństwu jest czasami wręcz śmieszna. Natomiast Morgiana jest do tego stopnia zacietrzewiona w walce przeciwko wyznawcom Chrystusa, że choć w całej książce piętnuje się zaślepienie chrześcijan, to słowo to idealnie pasuje także do głównej bohaterki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Język jest raczej prosty. Taki, że gładko pcha akcję do przodu, a strony mijają wprost niepostrzeżenie. A to, że czasem trafi się na niezgrabne powtórzenie lub jakąś nieścisłość, można nawet wybaczyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, ale. Już dość narzekania. Teraz będę tylko chwalić, bo „Mgły Avalonu” w gruncie rzeczy naprawdę mi się podobały. A godne uwagi i podziwu są na przykład postacie kobiece. W końcu naprawdę ich tu sporo. Też można by zarzucić pewną tendencyjność i zbyt proste podziały (kapłanki Avalonu są inteligentne, dwórki Gwenifer to idiotki), ale główne bohaterki są naprawdę ciekawie wykreowane, w szczególności Morgiana i Gwenifer. Bradley udało się stworzyć postacie barwne, ciekawe i wielostronne. Na polu interpretacji legend arturiańskich, „Mgły Avalonu” to też wręcz mistrzostwo. Już sam pomysł jest bardzo ciekawy i wart uwagi, a Bradley wszystko zgrabnie łączy i snuje opowieść umiejętnie i z wdziękiem. Szczerze mówiąc do tej pory, nie znałam legend arturiańskich prawie w ogóle (a to wielki błąd!), ale w trakcie czytania z ciekawości się dokształcałam, bo opowieści te zdały mi się niezwykle interesujące i magiczne, a więc na pewno warte dalszego zgłębiania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec muszę trochę podważyć moje wcześniejsze słowa krytyki. Bo mimo wszystko jestem pod urokiem „Mgieł Avalonu”. Starałam się pisać trzeźwo, starałam się, aby moje uwagi nie zostały przyćmione przez czar, jaki rzuca ta książka na czytelnika. Bo prawda jest taka, że dałam się ponieść opowieści Bradley i z wielką przyjemnością odwiedziłam Kamelot, spotkałam Morgianę, Igrianę, Gwenifer, Vivianę, Artura i Lancelota. Z zachwytem przechodziłam przez mgły, by dotrzeć do zaczarowanej wyspy Avalon. Czytajcie śmiało, jeśli tylko macie ochotę wstąpić do wspaniałego, magicznego świata. Świata, którego już nie ma. To taka książka, przy której zapomina się o wszystkim innym i chce się tylko czytać, czytać i czytać.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Mgły Avalonu, Marion Zimmer Bradley, Zysk i S-ka 2010, str. 7&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-2645107217694807155?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/2645107217694807155/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/11/mgy-avalonu-marion-zimmer-bradley.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/2645107217694807155'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/2645107217694807155'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/11/mgy-avalonu-marion-zimmer-bradley.html' title='&quot;Mgły Avalonu&quot; Marion Zimmer Bradley'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-378164896969688805</id><published>2010-10-24T21:01:00.003+02:00</published><updated>2010-10-24T21:08:42.696+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lukas Bärfuss'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura szwajcarska'/><title type='text'>"Sto dni" Lukas Bärfuss</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.ha.art.pl/sklep/galerie/3f95e438070cbfa35930db55a4b2916c25631.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 337px;" src="http://www.ha.art.pl/sklep/galerie/3f95e438070cbfa35930db55a4b2916c25631.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Rwanda – malutki, górzysty kraj w środkowo-wschodniej Afryce. Od zawsze społeczeństwo dzieliło się tu na Tutsi (pasterzy) i Hutu (rolników). Tutsi będący w zdecydowanej mniejszości przez długi czas byli klasą rządzącą. Aż do osiągnięcia przez Rwandę niepodległości w 1962, kiedy to Hutu wygrali w wyborach. Między dwoma plemionami narastały od dawien dawna konflikty, co dało swój pełny upust w 1994 roku. W ciągu zaledwie stu dni Hutu zabili ponad 800 000 Tutsi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie bez przesady Rwanda została nazwana Szwajcarią Afryki. Bo wszystko działa tu jak w zegarku, także mechanizm zabijania. Witajcie w piekle. Prawdziwe piekło musi być dobrze zorganizowane. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szwajcar David Hohl pracuje w stolicy Rwandy w organizacji humanitarnej. Wikła się tam w romans z Rwandyjką imieniem Agathe. Gdy rozpoczyna się rzeź Tutsi, David jako jedyny Europejczyk zostaje w Kigali. Udaje mu się przeżyć i obserwuje z bliska masakrę. Jest samotny, a widząc ogrom cierpienia sam cierpi i rozmyśla. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba było wiele talentu, żeby napisać powieść, która uniesie ciężar tej historii i powie czystą prawdę o wydarzeniach w Rwandzie. Bez koloryzacji, zbytniego patosu, oskarżania jednej lub drugiej strony. Bärfussowi się udaje. Wiemy, że to tylko powieść, że historia Davida jest jedynie fikcją osadzoną na tle tragicznych wydarzeń. I mimo to wierzymy w niemal każde słowo. A jest to naprawdę wielka sztuka, którą autorowi udało się osiągnąć dzięki dokładnemu, spokojnemu opisowi sytuacji, oddającemu równocześnie ogrom dramatu. Bärfuss wprowadza czytelników w sytuację w Rwandzie, szczegółowo przedstawia zróżnicowanie etniczne tego kraju, dogłębnie opisuje podłoże konfliktu. Dzięki temu książka zdaje się być momentami dobrym reportażem, a historia Davida jedynie ciekawym dodatkiem do opisu ludobójstwa i poprzedzających je wydarzeń. Ale jest to stwierdzenie mylące, bo przecież dobrze poznajemy losy i wszystkie uczucia Davida, bo wgłębiamy się w ważny dla fabuły wątek miłosny. A do tego autor ustami głównego bohatera zadaje wiele pytań, które mogą gryźć sumienie Europejczyka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo w końcu, czy my też nie powinniśmy się czuć winni tragedii w Rwandzie? Europejczycy jako kolonizatorzy wprowadzili sztywny podział na Tutsi i Hutu (wcześniej była to granica płynna, każdy mógł „awansować”), co zburzyło odwieczne prawa i wywołało nienawiść Hutu do wyżej postawionych Tutsi. Przed ludobójstwem istniało w Rwandzie wiele europejskich organizacji, mających na celu pomoc w budowie kraju. A gdy zaczął się zbiorowy mord, wszyscy uciekli, wynieśli się do bezpiecznej Europy. ONZ nie potrafiło nic zdziałać, nie mogło powstrzymać rzezi. Kto jest naprawdę winny? Czy można kogokolwiek oskarżać? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc „Sto dni” jest też powieścią o winie. O tej ogromnej, której czasem sobie nie uświadamiamy, ale też o poczuciu winy za sprawy błahe. Piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami – wspaniałomyślne intencje mogą nic nie znaczyć, mogą nawet zgubić. Gdzie kończy się pomoc, a rozpoczyna zwyczajne wtykanie nosa w nie swoje sprawy? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Sto dni” to książka odważna, niepokojąca i prawdziwa. Bärfuss nie boi się stawiania trudnych pytań i kłujących czytelnika tez. Ludobójstwo w Rwandzie jest ukazane obiektywnie, z dokładnością i szczerością, a równocześnie staje się pretekstem do refleksji. Po prostu – naprawdę dobra, wartościowa literatura.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Recenzja dla portalu &lt;a href="http://lubimyczytac.pl"&gt;Lubimy czytać&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-378164896969688805?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/378164896969688805/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/10/sto-dni-lukas-barfuss.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/378164896969688805'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/378164896969688805'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/10/sto-dni-lukas-barfuss.html' title='&quot;Sto dni&quot; Lukas Bärfuss'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5984425644420117772</id><published>2010-10-18T17:22:00.003+02:00</published><updated>2010-10-18T17:26:51.495+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura angielska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Thomas Hardy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyka'/><title type='text'>"Tessa d'Urberville" Thomas Hardy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.swiatksiazki.pl/wcsstore/SwiatKsiazki/images/okladki/d6764.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 165px; height: 261px;" src="http://www.swiatksiazki.pl/wcsstore/SwiatKsiazki/images/okladki/d6764.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Powieść Thomasa Hardy’ego należy do klasyki literatury angielskiej i opowiada historię pięknej Tessy. Do książki z pewnością pasuje miano romansu, ale nie znajdziemy w niej wielkiej miłości, która wszystko przetrwa i wszystko wybaczy. Nie będzie żadnego pana Darcy’ego (w to miejsce każda czytelniczka może wpisać swojego faworyta ;)). Nie oczekujmy szczęśliwego zakończenia, na przykład w postaci ślubu lub zaręczyn. Co to, to nie. Dawno nie czytałam powieści tak przygnębiającej i pełnej tragizmu. Losy Tessy są wyjątkowo fatalne już od samego początku, a czytelnik instynktownie czuje, że dalej może być tylko gorzej.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;John Durbeyfield, zwykły wieśniak, dowiaduje się, że pochodzi w prostej linii od wielkiego, wygasłego rodu d’Urberville. W swej lekkomyślności wraz z żoną wysyła najstarszą córkę Tessę do mieszkających w pobliżu bogatych ludzi nazwiskiem d’Urberville, rzekomych krewnych. Tessa dostaje tam pracę, głównie dlatego, że wpada w oko tamtejszemu paniczowi. Dziewczyna opiera się jego zalotom, w końcu jednak Alec ją wykorzystuje, a nasza bohaterka zostaje pohańbiona nieślubną ciążą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka ta porządnie nadszarpnęła moje nerwy. Bo jak tu się nie oburzać, gdy widzi się taką niesprawiedliwość? Tessa jest uczciwą, dobrą, w pełni moralną dziewczyną. To wszystko nie ma jednak żadnego znaczenia w oczach wiktoriańskiego społeczeństwa. W niczym nie zawiniła, ale to ona jest nieczysta, to ona musi płacić. Świetnie widać w „Tessie” hipokryzję tego świata i to, jak mężczyzna był uprzywilejowany, a kobieta dyskryminowana. Jest jedna szczególna scena, w której najbardziej rzuca się to w oczy - wszystkie grzeszki mężczyzny zostaną bez problemu wybaczone, ale Tessa, jako kobieta, musi cierpieć, nawet jeśli nie ma w niej winy. „Hańba” ciągnie się za nią wszędzie i nie pozwoli jej doznać szczęścia. Doprawdy, Hardy ze swoimi bohaterami obchodzi się strasznie brutalnie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tessa może denerwować swoją rolą męczennicy i dość bierną postawą wobec nieszczęść. I jest możliwe, że zostałaby w moich oczach taką dobrą, uczciwą dziewczyną, postacią bardzo jednostronną, którą Hardy skonstruował w ten sposób, aby uwydatnić ogrom i niesprawiedliwość, spadających na nią nieszczęść. Ale wszystko zmienia świetne, tragiczne zakończenie, które nadaje jej charakterowi szczególną rysę. Wtedy jeden, jedyny raz Tessa zbuntuje się przeciwko losowi. I to zakończenie sprawia, że główna bohaterka wydaje się nader ciekawą kreacją kobiecą. A zresztą żadna postać nie wzbudza specjalnej sympatii. Alec d’Urberville to bohater z gruntu zły i takim pozostanie, nawet jeśli w pewnym momencie rzekomo zmienia się na lepsze. Angel na początku może wydawać się w porządku. Później jednak rozczarowanie nim jest tak wielkie, że pozostaje już tylko niepowstrzymana antypatia i gwałtowna ochota przemówienia mu do rozumu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo moich pierwotnych obaw, czyta się „Tessę” dość dobrze, a losy tej nieszczęśnicy nawet wciągają. Gdyby jeszcze nie liczne opisy dziewiętnastowiecznej wsi angielskiej (praca na roli, dojenie krów...), to byłabym naprawdę szczęśliwa. Poza tym, czego należy oczekiwać, sporo też tu opisów uczuć. Hardy położył duży nacisk na stronę psychologiczną książki, co akurat wychodzi jej na dobre. Powieść niesie ze sobą wielki ładunek emocjonalny, a w tym wypadku, uczucia bohaterów zdają się bardziej warte uwagi, niż obraz życia na prowincji. No i chwali się Hardy’emu (w końcu mężczyźnie), że ukazał z całą dokładnością i szczerością ten problem społeczny, w tamtych czasach wciąż bardzo kontrowersyjny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba najbardziej pamiętamy te książki, które wzbudziły w nas duże emocje: podekscytowanie, zachwyt, czy radość. I w tym wypadku nie ma żadnego znaczenia, że „Tessa d’Urberville” mnie przede wszystkim wzburzyła i zirytowała. Przeczytałam, a teraz z całym przekonaniem mówię: warto!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5984425644420117772?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5984425644420117772/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/10/tessa-durberville.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5984425644420117772'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5984425644420117772'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/10/tessa-durberville.html' title='&quot;Tessa d&apos;Urberville&quot; Thomas Hardy'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5122828505051302019</id><published>2010-10-12T20:43:00.006+02:00</published><updated>2011-04-26T20:45:46.037+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Neil Gaiman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura angielska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='humorystycznie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><title type='text'>"Chłopaki Anansiego" Neil Gaiman</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.film.gildia.pl/_n_/literatura/tworcy/neil_gaiman/chlopaki_anansiego/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 311px;" src="http://www.film.gildia.pl/_n_/literatura/tworcy/neil_gaiman/chlopaki_anansiego/okladka-200.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Anansi to afrykański bóg, przedstawiany jako pająk.  Jest doskonałym oszustem. Potrafi odnieść zwycięstwo nawet nad najgroźniejszym przeciwnikiem, dzięki swojemu sprytowi. Symbolizuje zdolność człowieka do pokonywania przeszkód.&lt;br /&gt;Anansi jest władcą wszystkich opowieści. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gruby Charlie swojego ojca najchętniej wyrzuciłby z pamięci. Zawsze przynosił mu wstyd. Wtedy, gdy go oszukał i Charlie przyszedł do nowej szkoły, przebrany za jednego z prezydentów Stanów Zjednoczonych, oczekując w nagrodę torebki pełnej słodyczy, a w zamian został wyśmiany przez pozostałych uczniów. A także wtedy, gdy ojciec wkroczył do szpitala, w którym umierała matka Charliego na czele grupy muzykantów, grających „Yellow Bird”. Nie, zdecydowanie Gruby Charlie nie przepadał za swoim rodzicielem. Ale mimo wszystko wypada zaprosić ojca na własny ślub. Wtedy okazuje się, że ten nie żyje. I dopiero teraz się zaczyna. Bo oto dowiadujemy się, że pan Nancy był bogiem. Był Anansim. A do tego, że Gruby Charlie ma brata, o którym zupełnie nic nie wiedział, a który odziedziczył wszystkie boskie moce. Wkrótce Charlie nieopatrznie go przyzywa, co sprowadza na jego głowę wiele kłopotów... Łącznie z utratą pracy, narzeczonej, aresztowaniem i ściągnięciem na siebie całej masy ptaków, które, cóż, nie zachowują się do końca normalnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minęło już jakieś półtora roku od mojego szału na Gaimana. I oto znowu nabrałam ochoty na szaloną przygodę, jaką jest czytanie jego książek. Tym razem również świetnie się bawiłam. Bo Gaiman jak zwykle jest oryginalny, zaskakujący, sypie kolejnymi wspaniałymi pomysłami jak z rękawa, a jego wyobraźnia zdaje się nie mieć granic. W „Chłopakach Anansiego” wykorzystuje pomysł z „Amerykańskich bogów”. Jak dla mnie historia Grubego Charliego stoi niżej niż ta powieść (zresztą jest to chyba moja ulubiona książka Gaimana), ale to nadal świetna rozrywka. „Chłopaki Anansiego” wciągają. Wciągają okropnie i nieodwołalnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy morał: możesz pokonać nieśmiałość, możesz zmienić swoje życie, możesz dokonać wielu rzeczy, o które się w ogóle nie podejrzewasz. Nawet jeśli jesteś największym nieudacznikiem. W tobie też tkwi bóg, możesz odnaleźć w sobie Anansiego. Niezbyt to oryginalne, owszem. A fabuła w ogólnym zarysie też może się wydać dość schematyczna. To chyba największa (a może raczej jedyna) wada powieści. Ale ta wada niknie, kiedy zestawi się z nią wielką pomysłowość poszczególnych scen, czy bardzo błyskotliwe i zabawne teksty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomysł zdegradowanych bogów, przywleczonych do Ameryki przez przybywających tam wyznawców w „Chłopakach Anasiego” nie został rozwinięty. To po prostu wykorzystanie poprzedniej konwencji na cele kolejnej powieści. Ale, jak to na Gaimana przystało, świat boski jest naprawdę ciekawie przedstawiony. Za to niezbyt przyjazny dla głównego bohatera, bowiem jego ojciec wszystkim tam porządnie zalazł za skórę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i do tego dochodzi świetny humor (trochę jakby „pratchettowski”). Gaiman zawsze bawił, zawsze pozostawiał w głowie czytelnika mętlik i zaskakiwał szalonymi pomysłami. Ale dotąd chyba żadna z jego książek, nie wydała mi się tak śmieszna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy kto ma ochotę na dobrą, współczesną fantastykę i niebanalną rozrywkę, może śmiało zajrzeć do „Chłopaków Anansiego”. Gwarantuję, że znajdzie tu ciekawy pomysł, wciągającą przygodę, humor i grozę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5122828505051302019?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5122828505051302019/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/10/chopaki-anansiego-neil-gaiman.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5122828505051302019'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5122828505051302019'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/10/chopaki-anansiego-neil-gaiman.html' title='&quot;Chłopaki Anansiego&quot; Neil Gaiman'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-8810941689723358486</id><published>2010-10-10T20:20:00.004+02:00</published><updated>2010-10-17T14:49:33.457+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura kanadyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Margaret Atwood'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dystopia'/><title type='text'>"Rok potopu" Margaret Atwood</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.estilopress.com/upload/obrazki//okladki_ksiazek/Atwood_Rok_potopu_front.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 366px;" src="http://www.estilopress.com/upload/obrazki//okladki_ksiazek/Atwood_Rok_potopu_front.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W jakim kierunku zmierza współczesny świat? Będziemy wzrastać w dobrobycie, czy upadać, pogrążeni w zgubnych wartościach? Chociaż większość z nas uważa sensacyjne doniesienia o końcu świata w roku 2012 za śmieszne, absurdalne i niewarte uwagi, to czy możemy mieć pewność, że zagłada nigdy nie nadejdzie? Być może w końcu zniszczymy się sami w ten, czy inny sposób. Czy także w realnym świecie sprawdzi się przepowiednia powieściowych Bożych Ogrodników o Bezwodnym Potopie? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dążąc do przekroczenia samych siebie, upadliśmy nisko i nieustannie spadamy, albowiem tak jak Dzieło Stworzenia, również Upadek trwa nieustannie. Nasz Upadek jest upadkiem w chciwość: jakim prawem uważamy, że wszystko, co jest na Ziemi, należy do nas, gdy w rzeczywistości to my należymy do Wszystkiego? Zdradziliśmy zaufanie Zwierząt, zbezcześciliśmy naszą świętą funkcję szafarzy. Boże polecenie byśmy wypełnili Ziemię, nie znaczyło, że mamy ją zapełnić ludźmi po same brzegi, unicestwiając wszystko pozostałe. &lt;/span&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Światem rządzą wielkie korporacje. Ich członkowie żyją w dobrobycie. Mieszkają w zamkniętej, bezpiecznej strefie, chadzają na zabiegi odmładzające do NowyTy. Reszta bieduje, zamieszkując nędzne Plebsopolie. Tego porządku strzeże KorpuSOkorp. Gdzieś na uboczu rozrasta się ekologiczna sekta Bożych Ogrodników. Żyją w zgodzie z wymierającą naturą, są wegetarianami, buntują się przeciw zabijaniu kolejnych gatunków. To dobrze zorganizowana grupa, które przewodniczy Adam Pierwszy. Ich religia obejmuje liczne święta, obrzędy i szeroko zakrojoną działalność ekologiczną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nadchodzi kres. Ludzkość ginie w wielkiej epidemii. Świat jest spustoszony. Toby i Ren przetrwały. Nie wiedzą jednak o sobie nawzajem. Czy oprócz nich przeżył ktoś jeszcze? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyszłość według Margaret Atwood niewiele się różni od współczesnego świata. Wszystko jest tu jednak przejaskrawione, uwypuklone. „Rok potopu” pokazuje w ten sposób, do czego możemy dojść, jeśli nic się nie zmieni. Wiele wartych uwagi spraw z naszej codzienności staje się wyraźniejsza dzięki prozie Atwood. Autorka bierze na warsztat obecne, często drobne problemy, które teraz mogą wydawać się niegroźne i pokazuje, jak mogą się zmienić, zwyrodnieć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atwood już swoją „Opowieścią podręcznej” przekonała mnie, że potrafi tworzyć przekonujące i przerażające wizje przyszłości. „Rok potopu” tę tezę potwierdza. To powieść odważna, niepokojąca, zmuszająca do przemyślenia wielu ważnych kwestii, do ponownego zastanowienia się nad słusznością swoich poglądów. Atwood nas przestrzega. Nie daje jednak jednoznacznych odpowiedzi, a zakończenie pozostawia otwarte, stwarzając wiele dalszych możliwości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto zwrócić też uwagę na to, że „Rok potopu” jest świetnie napisany i mistrzowsko skonstruowany. W powieści przeplatają się historie Toby i Ren. Poszczególne części są poprzedzone przemowami Adama Pierwszego i pieśniami Ogrodników. Atwood zgrabnie buduje fabułę. Stopniowo rozgałęzia opowieść i dokłada nowe cegiełki – w odpowiednim czasie poznajemy osobiste przeżycia dwóch głównych bohaterek i wiadomości o ich życiu sprzed potopu. Dowiadujemy się wiele o społeczności Bożych Ogrodników, odkrywamy okoliczności zagłady ludzkości oraz losy Toby i Ren po epidemii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Rok potopu” to po prostu kawał dobrej literatury. Wywołuje niezłe zamieszanie w umyśle, dotyka ważnych tematów, zachwyca doskonałością formy i daje sporo przyjemności. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;*Rok potopu, Margaret Atwood, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010, str. 65&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-8810941689723358486?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/8810941689723358486/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/10/rok-potopu-margaret-atwood.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/8810941689723358486'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/8810941689723358486'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/10/rok-potopu-margaret-atwood.html' title='&quot;Rok potopu&quot; Margaret Atwood'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5055975897434794995</id><published>2010-10-04T22:50:00.003+02:00</published><updated>2010-10-17T14:49:16.989+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Daphne du Maurier'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z dreszczykiem'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura angielska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klimatycznie'/><title type='text'>"Rebeka" Daphne du Maurier</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://ir.i.wp.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAwLzM5LzAwMDAzOTkyX29yaWdpbmFsX0Y4OEJDM0RBNTVEQjQ3QjAuanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ==.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 300px;" src="http://ir.i.wp.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAwLzM5LzAwMDAzOTkyX29yaWdpbmFsX0Y4OEJDM0RBNTVEQjQ3QjAuanBnO3FeMC45O21eZmFsc2U7Y15mYWxzZTt0XmpwZztzXmtzaWF6a2k7ZnReMQ==.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie jest horror. Ale „Rebekę” najlepiej czytałoby się po zmroku, w czasie burzy lub zawieruchy, gdy wiatr szumi za oknem i szarpie gałęzie drzew. Takie okoliczności wspaniale spotęgowałyby niezwykły nastrój typowy dla tej powieści. Daphne du Maurier umiejętnie buduje napięcie i sprawia, że czytelnikowi przebiega po plecach lekki dreszczyk. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przecież zaczyna się jak w bajce, jak w „Kopciuszku”. Otóż i mamy główną bohaterkę, a zarazem narratorkę (nawet nie znamy jej imienia) – zahukane, nieśmiałe i ciche dziewczątko, w dodatku biedne jak mysz kościelna. By zarobić na swoje utrzymanie, pracuje jako „dama do towarzystwa” u nieprzyjemnej pani van Hopper. Przebywają właśnie w Monte Carlo, gdy spotykają dużo starszego od naszej narratorki, bogatego i przystojnego pana de Wintera, właściciela pięknej posiadłości Manderley. Wkrótce prosi on główną bohaterkę o rękę, a ta, zakochana w nim po uszy, oczywiście się zgadza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to jeszcze nie koniec baśni. Narratorka przybywa do Manderley. Nie dość, że jest zupełnie nieobyta i nie radzi sobie z prowadzeniem domu oraz ze spotkaniami towarzyskimi, to jeszcze musi znosić demoniczną panią Danvers, ochmistrzynię, która wyraźnie nie znosi nowej pani de Winter. W całym domu snuje się cień Rebeki – poprzedniej żony Maxima de Wintera, która zginęła tragicznie podczas rejsu jachtem. W istocie Rebeka, która zmarła jakieś dziesięć miesięcy przed wydarzeniami rozpoczynającymi książkę, całkowicie monopolizuje całą historię. Nie tylko główna bohaterka ma wrażenie, że Rebeka ją osacza, ale także czytelnik wciąż odczuwa, że jej wspomnienie atakuje ze wszystkich stron. Rebeka była olśniewająco piękna, inteligentna, niezwykła, od razu zjednywała sobie serca wszystkich. I chociaż czasem ma się ochotę powiedzieć do słuchu drugiej pani de Winter, krzyknąć na nią, żeby się wreszcie wzięła w garść, to w sumie, czy można się dziwić, że biedaczka zaczyna się porównywać do Rebeki, a to imię (tak często wspominane) zatruwa jej myśli?  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Rebeka” jest bardzo udaną mieszaniną kilku gatunków: romansu, powieści grozy i kryminału. Prawda jednak jest taka, że pierwszą połowę czytałam z pewnym znużeniem i myślą o tym, by jak najszybciej dotrzeć dalej. Ale akcja w końcu zaczęła się mocno zagęszczać, a ja zauważyłam, że „Rebeka” naprawdę mnie wciągnęła. Tak, dałam się w końcu porwać tej tajemniczej i niesamowitej historii, chociaż przecież znałam zakończenie. (Przy okazji – film Hitchcocka mocno traci po przeczytaniu książki.) „Rebeka” jest pełnokrwista, mroczna, a jej bohaterowie skrywają wiele sekretów... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Śniło mi się tej nocy, że znowu byłam w Manderley&lt;/span&gt;* – takimi słowami zaczyna się „Rebeka”. I cała książka jest trochę jak sen – tajemniczy, niezwykły i zaskakujący. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*Rebeka, Daphne du Maurier, Iskry 1991, str. 7&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5055975897434794995?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5055975897434794995/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/10/rebeka-daphne-du-maurier.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5055975897434794995'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5055975897434794995'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/10/rebeka-daphne-du-maurier.html' title='&quot;Rebeka&quot; Daphne du Maurier'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5346179176466641953</id><published>2010-09-26T19:10:00.004+02:00</published><updated>2011-04-26T20:45:11.057+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura angielska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='antyutopia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Aldous Huxley'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><title type='text'>"Nowy wspaniały świat" Aldous Huxley</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/97182_nowy-wspanialy-swiat_200.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 305px;" src="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/97182_nowy-wspanialy-swiat_200.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Któż nie chciałby żyć w świecie, w którym każdy jest szczęśliwy i zadowolony, w którym wszystko jest banalnie proste, a ludzie nie mają żadnych problemów? &lt;br /&gt;Prawdopodobnie każdy, kto czytał tę książkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ludzie są produkowani w butlach. Od razu dzieli się ich na kasty. Powstaje wiele kopii identycznych osobników.  Słowo „matka” jest nieprzyzwoite. Podobnie jak wszelkie uczucia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat z powieści Aldousa Huxleya jest jak świetnie skonstruowany mechanizm. Wszystko tu działa jak w zegarku. Każdy szczegół został dokładnie przemyślany, na każdą możliwość jest gotowe rozwiązanie. Nie grozi mu żadna awaria i nietrudno sobie wyobrazić, że będzie działał jeszcze przez całe wieki. Ale to tylko maszyna. A maszyna nie potrafi żywić wyższych uczuć. Jest pozbawiona duszy i nie wyznaje żadnych wartości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;To świat seksu („Każdy należy do każdego”) i narkotyków. Smutek i przygnębienie nie występują, bo od razu można sobie zaaplikować odpowiednią dawkę somy. Nie ma czasu na myślenie i zastanowienie&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię antyutopie. Ciągnie mnie do nich. Na to hasło szykuję się na świetną lekturę.   Może dlatego, że mam same wspaniałe doświadczenia z tym gatunkiem, jak chociażby „Rok 1984” Georga Orwella, czy „Opowieść Podręcznej” Margaret Atwood. Nieprzyjemne wizje przyszłych społeczeństw niezmiennie mnie przerażają i robią na mnie duże wrażenie. Jeszcze na długo po przeczytaniu pamiętam okropieństwa, z którymi na co dzień styka się w nich ludzkość. Ale „Nowy wspaniały świat” jest nieco inny. Tu prawie nie spotyka się niezadowolonych obywateli. Nie ma na co narzekać. Jest idealnie. Panuje powszechna szczęśliwość. Dlaczego więc czytelnik uznaje tę wizję za przerażającą? Dlaczego słowo „wspaniały” w tytule można uznać za użyte przewrotnie? Huxley stawia tezę, że można osiągnąć idealne szczęście. Ale idealnej społeczności nigdy nie będzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Każdy jest od początku odpowiednio uwarunkowany. W najmłodszych latach wmawia się wszystkim dziecinne rymowanki („Cywilizacja to sterylizacja”), które już na zawsze stają się prawdami absolutnymi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;-Inaczej mówiąc – stwierdził Mustafa Mond – domaga się pan prawa do bycia nieszczęśliwym.&lt;/span&gt;*&lt;br /&gt;Jak w tym społeczeństwie poradzi sobie ktoś z zewnątrz? Urodzony i wychowany w wiosce „dzikusów” John, który nie ma kontaktu z cywilizowanymi ludźmi, trafia na stary komplet dzieł Szekspira i tworzy swój światopogląd w oparciu o wielkie uczucia, dramaty i namiętności opisywane przez tego wielkiego twórcę. Czy będzie potrafił znaleźć swoje miejsce w nowym, wspaniałym świecie? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Panuje konsumpcja na gigantyczną skalę. Wszystko jest nastawione na to, aby ludzie potrzebowali jak najwięcej przedmiotów&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Huxley może i tworzy dość abstrakcyjną wizję przyszłości, ale przy okazji ostrzega przed problemami znanymi już dzisiaj – brakiem indywidualności, bezmyślnością, nadmierną konsumpcją... To niby science-fiction, ale technologia nie jest zbyt zaawansowana jak na tak daleką przyszłość, czemu nie należy się szczególnie dziwić, biorąc pod uwagę, że powieść powstała w 1932 roku. Jest natomiast wciąż bardzo aktualna i warta zastanowienia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Nastąpił całkowity zanik sztuki i kultury. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*Nowy wspaniały świat, Aldous Huxley, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA 2010, str. 232&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5346179176466641953?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5346179176466641953/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/09/nowy-wspaniay-swiat-aldous-huxley.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5346179176466641953'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5346179176466641953'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/09/nowy-wspaniay-swiat-aldous-huxley.html' title='&quot;Nowy wspaniały świat&quot; Aldous Huxley'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-3956863998495372207</id><published>2010-09-20T16:40:00.004+02:00</published><updated>2010-10-17T14:48:46.695+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura angielska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='George Eliot'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyka'/><title type='text'>"Miasteczko Middlemarch" George Eliot</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TJd1yk26k6I/AAAAAAAAAPc/MNvaVCcSb8A/s1600/1746.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 227px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TJd1yk26k6I/AAAAAAAAAPc/MNvaVCcSb8A/s320/1746.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5519009380113748898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;„Miasteczko Middlemarch” dość długo czekało na mojej półce, jako jedna z tych książek, które zamierzam przeczytać, ale dopiero „kiedyś”. Dobrze zrobiłam, że się w końcu przemogłam i rzuciłam wyzwanie sporej objętości (prawie 1000 stron). Czytanie tej książki było bardzo miłym i przyjemnym doświadczeniem. Przy „Miasteczku Middlemarch” śmiałam się, przeżywałam duże emocje razem z bohaterami, ze zniecierpliwieniem czekałam na dalszy rozwój akcji, a nieraz bardzo żałowałam, że muszę przerwać czytanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno sprecyzować z czego to wynika, jednak od klasyki polskiej wolę się trzymać z daleka. Ale obca, ze szczególnym uwzględnieniem angielskiej? Tak, tak, bardzo chętnie, choć sięgam po nią tylko raz na jakiś czas. Właśnie nadszedł taki okres, więc oprócz „Miasteczka Middlemarch” mam jeszcze kolejne czytelnicze plany. Znów myślami jestem o dwieście lat wcześniej, kiedy panie chodziły w pięknych sukniach i czesały włosy w koki, kiedy jeżdżono powozami zaprzężonymi  konie, urządzano bale, a nad wszystkim królowały sztywne maniery i konwenanse. W szczególności te ostatnie sprawiają, że cieszę się z tego, iż żyję w XXI wieku. Ale przecież wspaniale jest móc przenieść się od czasu do czasu w tę dystyngowaną, uroczą przeszłość. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;George Eliot (dla niezorientowanych – jest to męski pseudonim, a pisarka w rzeczywistości nazywała się Mary Ann Evans) z wdziękiem i rozmachem snuje tę wielowątkową opowieść. Można wyróżnić dwa lub trzy główne wątki, które jednak splatają się ze sobą, tworząc jedną całość. Młoda Dorotea Brooke szuka godnego celu w życiu. Jest mądra, dobra i dość naiwna. Decyduje się na małżeństwo z o wiele starszym od niej panem Casaubonem, który całkowicie poświęca się pracy naukowej. W tym miejscu należy jeszcze wspomnieć, że pan Casaubon ma młodego i biednego kuzyna pana Ladislawa (wnuka polskiego emigranta!). Tymczasem do Middlemarch przybywa nowy, młody i zdolny lekarz, pan Lydgate, który dość szybko zawiązuje głębszą znajomość z miejscową pięknością Rozamundą Vincy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Losy bohaterów zostały rozrysowane na niezwykle szerokim i dokładnym tle angielskiej prowincji w okresie licznych przemian. Poznajemy ludzi o bardzo różnych pozycjach społecznych, zamieszkujących to małe, ale tak bardzo żywotne i różnorodne miasteczko. Otrzymujemy więc świetną okazję do obserwacji życia ludzi w pierwszej połowie XIX w., a także mamy wgląd na wydarzenia polityczne w ówczesnej Anglii. Wszystko to można uznać za bardzo ciekawe, ale muszę przyznać, że mnie i tak zdecydowanie bardziej ciągnęło do losów głównych bohaterów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to już zazwyczaj jest w dziewiętnastowiecznych powieściach – akcja posuwa się do przodu leniwie, autorka opisuje wszystko z wielką dokładnością. Ale przecież to wcale nie musi przeszkadzać w czytaniu. Owszem, zdarzały się nudniejsze momenty, które chętnie bym „przeskoczyła”, aby jak najszybciej dowiedzieć się, co będzie dalej. Mimo to „Miasteczko Middlemarch” generalnie czyta się znakomicie. George Eliot tworzy bardzo wiele barwnych i różnorodnych postaci, a o ich perypetiach pisze z wdziękiem i ciepłym humorem. Świetna lektura dla każdego, komu niestraszna angielska klasyka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-3956863998495372207?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/3956863998495372207/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/09/miasteczko-middlemarch-george-eliot.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3956863998495372207'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3956863998495372207'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/09/miasteczko-middlemarch-george-eliot.html' title='&quot;Miasteczko Middlemarch&quot; George Eliot'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TJd1yk26k6I/AAAAAAAAAPc/MNvaVCcSb8A/s72-c/1746.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-8440248451625159241</id><published>2010-09-12T19:37:00.005+02:00</published><updated>2011-01-03T17:47:20.142+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szara rzeczywistość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Joanna Bator'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Piaskowa góra" Joanna Bator</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.culture.pl/pl/culture/fo_bator_piaskowa_gora__w210"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 329px;" src="http://www.culture.pl/pl/culture/fo_bator_piaskowa_gora__w210" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Piaskowa góra”... ten tytuł brzmi ładnie, zachęcająco i nawet trochę intrygująco. Cóż może się kryć za tą nazwą? Otóż Piaskowa Góra to komunistyczne osiedle w górniczym Wałbrzychu. Zwykłe, szare blokowisko. I właśnie tutaj, w miejscu dla mnie tak całkowicie odpychającym, toczą się losy bohaterów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młoda Jadzia za zachętą wuja przyjeżdża z rodzinnej wsi do Wałbrzycha. Jak chyba każdy marzy o lepszej przyszłości. A tę nieodmiennie kojarzy ze swoim ideałem mężczyzny – przystojnym, dystyngowanym cudzoziemcem, człowiekiem, który przypominałby ordynata Michorowskiego z jej ukochanej „Trędowatej”. Tymczasem już na dworcu potyka się i wpada wprost w ramiona Stefana Chmury, prostego górnika. Wkrótce wychodzi za niego za mąż. Młode małżeństwo dostaje mieszkanie w nowo wybudowanym bloku, co wydaje się szczytem marzeń. Mrzonki o bogatym i przystojnym cudzoziemcu przenosi na córkę, Dominikę, dla której Jadzi marzy się mąż z Enerefu. Ale Dominika zupełnie nie przystaje do reszty rodziny. Nie dość, że dziwnie ciemna i z burzą czarnych włosów na głowie, to jeszcze zadaje się z nieodpowiednimi osobami i liczy jak kalkulator. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To po części powieść o polskiej rzeczywistości, chociaż trudno jest określić ramy czasowe. Niewiele tu ważnych wydarzeń, dat nie ma prawie w ogóle, a wydarzenia w książce nie są poukładane chronologicznie. Ale cóż z tego? Nie tyle chodzi tutaj o historię, co o życie zwykłych ludzi, szarą, brudną rzeczywistość na tle komunistycznej Polski. A tę widać bardzo dobrze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można by pomyśleć, że to po prostu kolejna rodzinna saga (których przecież jest sporo) i czytając znów będziemy mieć okazję poznania losów członków jednej rodziny na przestrzeni wielu lat. Tak, na pewno tak, ale mimo wszystko buntuję się przeciwko wpychaniu książki Joanny Bator w jakiekolwiek schematy. „Piaskowa góra” tchnie oryginalnością, w czym ogromna jest zasługa języka. Autorka pisze soczyście i potoczyście, bez zahamowań, używając całego mnóstwa kolokwializmów. I dzięki językowi ta książka żyje, staje się jeszcze bardziej prawdziwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To opowieść o zwykłych, przeciętnych i bardzo prostych ludziach. O życiu w komunistycznym bloku, gdzie ujawnia się ogromny brak zrozumienia, ksenofobia i zaściankowość. Wszystko tu jest takie – brudne, nieciekawe, odpychające. A ludzie, jak zawsze, marzą o lepszym jutrze, choćby były to marzenia nieskończenie naiwne i krótkowzroczne. Trudno jest powiedzieć, czy autorka swoim bohaterom bardziej współczuje, czy raczej z nich drwi i ich piętnuje. Ale jedno jest pewne – udało jej się stworzyć ciekawe sylwetki postaci, prawdziwe i bez żadnego przesładzania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Piaskowa góra” nie jest powieścią lekką i przyjemną, a raczej taką, przez którą trzeba się przebijać. Ale to przebijanie niesie ze sobą ogromną przyjemność i satysfakcję. &lt;br /&gt;Przy okazji – wielka szkoda, że nie trafiła do finału Nike. Ale z nominowanej dwudziestki czytałam jeszcze tylko „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, więc nie mnie oceniać słuszność decyzji jury.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-8440248451625159241?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/8440248451625159241/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/09/piaskowa-gora-joanna-bator.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/8440248451625159241'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/8440248451625159241'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/09/piaskowa-gora-joanna-bator.html' title='&quot;Piaskowa góra&quot; Joanna Bator'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-4397682557998488594</id><published>2010-09-10T17:55:00.004+02:00</published><updated>2010-09-10T18:28:19.564+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różności'/><title type='text'>10 rzeczy, które lubię</title><content type='html'>W końcu i na mnie trafiło. Zaprosiła mnie Lilithin. To trudne - wybrać tylko 10 rzeczy. W dodatku muszę je jakoś uporządkować. W każdym razie postaram się. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię:&lt;br /&gt;1. bliskie mi osoby. Nie będę wymieniać z imienia ;)&lt;br /&gt;2. czytać, oczywiście. A z tą przyjemnością łączą się kolejne: kupowanie książek, patrzenie na coraz bardziej zapełnione regały, pisanie bloga. &lt;br /&gt;3. mieć wolne. Jestem strasznym leniem.&lt;br /&gt;4. internet. &lt;br /&gt;5. oglądać filmy, chociaż i tak czytanie jest dla mnie ważniejsze.&lt;br /&gt;6. kolczyki, szczególnie ostatnio. Długie, czy krótkie, nie ma to znaczenia.&lt;br /&gt;7. intensywne kolory. Pasteli nie lubię ;) &lt;br /&gt;8. fantastykę, mimo że ostatnio czytam jej o wiele mniej.&lt;br /&gt;9. czekoladę i inne smakołyki. Moja siostra jest prawdziwą mistrzynią w kuchni, więc mam zapewnione liczne pyszności. Choć to z drugiej strony niezbyt dobrze...&lt;br /&gt;10. hmm... muzykę. Głównie rock, ale ostatnio na przykład mam fioła na punkcie Ewy Demarczyk. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikogo nie wywołuję. Jeśli ktoś chce, niech odpowie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-4397682557998488594?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/4397682557998488594/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/09/10-rzeczy-ktore-lubie.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4397682557998488594'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4397682557998488594'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/09/10-rzeczy-ktore-lubie.html' title='10 rzeczy, które lubię'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-6603116729123823604</id><published>2010-09-05T22:21:00.003+02:00</published><updated>2010-10-17T14:48:12.511+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura angielska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Virginia Woolf'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='strumień świadomości'/><title type='text'>"Do latarni morskiej" Virginia Woolf</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.film.gildia.pl/_n_/literatura/tworcy/virginia_woolf/do-latarni-morskiej/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 325px;" src="http://www.film.gildia.pl/_n_/literatura/tworcy/virginia_woolf/do-latarni-morskiej/okladka-200.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Któż potrafi tak jak Virginia Woolf opisać szczegółowo i prawdziwie każdą najprostszą chwilę i tak niesamowicie wgłębić się w psychikę, uczucia i myśli swoich bohaterów? „Do latarni morskiej” może nie jest najłatwiejszą pozycją, ale to istny majstersztyk. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbyt wiele się tu nie dzieje, a fabuła jest nad wyraz prosta: cała rodzina Ramsayów przebywa nad morzem wraz z kilkoma znajomymi. Najmłodszy z dzieci, James, marzy o wyprawie do latarni morskiej, czemu niestety może przeszkodzić zła pogoda. &lt;br /&gt;I to na początek byłoby na tyle. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Virginia Woolf z powodzeniem stosuje strumień świadomości. Dzięki temu poznajemy wszystkie myśli, uczucia i chwilowe wrażenia bohaterów. A to czyni tę książkę prawdziwą. Autorce udało się uchwycić chwilę i uchwycić życie, podobnie jak w „Pani Dalloway”. Po przeczytaniu tych dwóch książek wiem, że warto czytać dalej - trudno mi z czymkolwiek porównać pisarstwo Woolf. Nie ma w „Do latarni morskiej” fascynujących wydarzeń czy nagłych zwrotów akcji. Jest natomiast łagodna gra na emocjach, jest spojrzenie na życie przez pryzmat chwili. Angielska pisarka osiągnęła w tym mistrzostwo. Udało się jej też na kartach tej powieści stworzyć prawdziwe, realistyczne postacie, ludzi z krwi i kości. W żadnym stopniu nie są, jak to często w powieściach bywa, zbiorem tych, czy innych cech. Dzięki temu, że poznajemy nie tylko ich najdrobniejsze myśli, ale także opinie o nich innych, stają się wielowymiarowi i niejednoznaczni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Do latarni morskiej” zostało podzielone na trzy części. Środkowa to niejaki przerywnik - jest pisana innym stylem, niż pozostałe i stanowi przede wszystkim refleksję nad mijającym czasem, nad nieuchronnością śmierci. Podział jest prosty, ale nadzwyczaj trafny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To taka książka, w której jest tyle myśli, tyle spostrzeżeń, że można z niej czerpać pełnymi garściami. I wydaje mi się, że główne przesłanie można odbierać różnie, w zależności od punktu widzenia. Po pierwsze – panią Ramsay z powodzeniem można uznać właśnie za „latarnię”. Wskazuje drogę, prowadzi przez życie całą swoją rodzinę, wszystkie liczne dzieci. Jest drogowskazem i oparciem. Ale co się stanie, jeśli latarnia nagle zgaśnie? Jak poradzą sobie ci, którzy w dotychczasowym życiu kierowali się naprzód dzięki jej światłu? Poza tym, o czym wspomniałam już wcześniej, „Do latarni morskiej” jest rozmyślaniem nad mijającym czasem, nad przemijaniem. Bo w końcu czas biegnie tak szybko, że nie wiadomo, czy uda nam się osiągnąć swoje cele, dotrzeć do latarni morskiej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dochodzę do wniosku, że Virginia Woolf była osobą genialną. Jaką musiała być niezwykłą i wnikliwą obserwatorką! Jakżeż wrażliwą na każde doznanie, każdą chwilę i każdą, nawet pozornie nieistotną myśl pisarką! Całe szczęście, że pozostały nam odpryski tego geniuszu w postaci jej powieści.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-6603116729123823604?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/6603116729123823604/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/09/do-latarni-morskiej-virginia-woolf.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/6603116729123823604'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/6603116729123823604'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/09/do-latarni-morskiej-virginia-woolf.html' title='&quot;Do latarni morskiej&quot; Virginia Woolf'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-6751004513799640890</id><published>2010-09-03T20:12:00.004+02:00</published><updated>2010-09-03T20:33:54.917+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stosiki'/><title type='text'>Stosik na pocieszenie</title><content type='html'>Wakacje się skończyły, co mi się zdecydowanie nie podoba. A zakupy książkowe to w moim przypadku świetny sposób na poprawę nastroju. Więc sprawiłam sobie kilka nowych książek. Większość z nich to świeżutkie nabytki, dzisiaj kupione. Wyjątek stanowią "Marzenia Sukuba" i "Tysiąc drzewek pomarańczowych", które w mojej biblioteczce pojawiły się trochę wcześniej, ale z przyjemnością dorzuciłam je do stosiku. Za pierwszą książkę jeszcze raz bardzo dziękuję &lt;a href="http://slowoczytane.blogspot.com"&gt;Skarletce&lt;/a&gt;, drugą znalazłam w taniej książce. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TIE8F88FfRI/AAAAAAAAANE/F3tpyRZhIis/s1600/stosik!.bmp"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 331px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TIE8F88FfRI/AAAAAAAAANE/F3tpyRZhIis/s400/stosik!.bmp" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512753491833355538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Można powiększyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od dołu:&lt;br /&gt;1."Mgły Avalonu" - Marion Zimmer Bradley &lt;br /&gt;Mam! Mam strasznie upragnione, a do niedawna jeszcze nie do zdobycia "Mgły Avalonu"!&lt;br /&gt;2."Ogród wiecznej wiosny" - Christina Lopez Barrio&lt;br /&gt;3."Marzenia Sukuba" - Richelle Mead&lt;br /&gt;4."Mechanizm serca" - Mathieu Malzieu&lt;br /&gt;5."Piaskowa góra" - Joanna Bator&lt;br /&gt;6."Moralny nieład" - Margaret Atwood&lt;br /&gt;7."Nowy wspaniały świat" - Aldous Huxley&lt;br /&gt;8."Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" - Lisa See&lt;br /&gt;9."Tysiąc drzewek pomarańczowych" - Kathryn Harrison&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-6751004513799640890?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/6751004513799640890/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/09/stosik-na-pocieszenie.html#comment-form' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/6751004513799640890'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/6751004513799640890'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/09/stosik-na-pocieszenie.html' title='Stosik na pocieszenie'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TIE8F88FfRI/AAAAAAAAANE/F3tpyRZhIis/s72-c/stosik!.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-7996651925054233958</id><published>2010-08-31T20:19:00.004+02:00</published><updated>2010-08-31T21:33:09.467+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Karen Blixen'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biografia/wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura duńska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzotycznie'/><title type='text'>"Pożegnanie z Afryką" Karen Blixen</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.film.gildia.pl/_n_/literatura/tworcy/karen-blixen/pozegnanie-z-afryka/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 305px;" src="http://www.film.gildia.pl/_n_/literatura/tworcy/karen-blixen/pozegnanie-z-afryka/okladka-200.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Film dopiero przede mną, a ekranizacja „Pożegnania z Afryką” jest powszechnie określana mianem melodramatu. I zastanawiam się właśnie, ile może ona mieć wspólnego z książką. Bo ta, uprzedzam od razu, nie ma w sobie zupełnie nic z romansu.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karen Blixen, duńska baronowa, w Kenii przebywała w latach 1914-1931. Prowadziła farmę i plantację kawy u stóp gór Ngong. Możliwe, że jej obraz Afryki już się zdezaktualizował. W końcu przez tyle lat wiele musiało się zmienić, w końcu Kenia nie jest już kolonią brytyjską. Ale „Pożegnanie z Afryką” to dla mnie przede wszystkim opowieść o tamtejszych ludziach, ich zwyczajach i mentalności. Karen Blixen odnosi się do nich z wielką przyjaźnią, co jest naprawdę miłą odmianą po przerażającym obrazie nietolerancji w powieści Lessing „Trawa śpiewa”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim podoba mi się jak Karen Blixen pisze – gawędziarskim, cudownym stylem. Stworzyła taki ciepły, przyjemny klimat. Sprawiła, że jej farma wydaje mi się rajem i czuję wiele sympatii do opisywanych tu ludzi. Nie przez przesłodzenie, absolutnie nie, ale właśnie dzięki ciepłu, jakie bije z „Pożegnania z Afryką” i miłości autorki do tego swojego utraconego skrawka Afryki. Blixen podzieliła swoje dzieło na kilka części, których rozdziały są ze sobą powiązane tematycznie. Tylko część „Z pamiętnika emigranta” składa się z bardzo krótkich, oderwanych od siebie wspomnień. Niektóre z nich to prawdziwe perełki – niedługie, ale mądre, interesujące i zapadające w pamięć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo że autorka opisywała własne życie na farmie, wahałabym się przed nazwaniem tej książki autobiograficzną. Karen Blixen do Kenii przybyła z mężem i przez parę lat na farmie urzędowali razem. Dopiero w 1921 roku nastąpiła separacja, a ona zaczęłam prowadzić plantację sama. Mimo to autorka w książce o mężu w ogóle nie wspomina (choć to pewnie ma związek z tym, że książka została najpierw wydana pod męskim pseudonimem), a faktów z jej życia poznajemy niewiele. Dla mnie jest to więc książka nawet nie o Blixen, ale nade wszystko o Afryce. Tak, tak, a czytając czujemy się tak, jakbyśmy tam byli. To wspaniała, barwna i fascynująca podróż na ten gorący i egzotyczny dla nas, Europejczyków kontynent.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach, i czuję jeszcze ogromną sympatię do samej autorki. To nie tylko osoba silna i odważna, która przez wiele lat samotnie prowadziła farmę w sercu Afryki, a później robiła wszystko by ją uratować (niestety leżała zbyt wysoko, jak na plantację kawy i w końcu upadła). Nie tylko inteligentna i oczytana.  Przede wszystkim Karen Blixen zrobiła na mnie wrażenie kogoś, kto ma w sobie ogromne pokłady ciepła i życzliwości. Kogoś, kto z łatwością obdarowuje ludzi przyjaźnią, kto potrafił tak niesamowicie zżyć się z Afryką i z tamtejszymi ludźmi.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miło było przeczytać i myślę, że też miło będę tę książkę wspominać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-7996651925054233958?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/7996651925054233958/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/08/pozegnanie-z-afryka-karen-blixen.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7996651925054233958'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7996651925054233958'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/08/pozegnanie-z-afryka-karen-blixen.html' title='&quot;Pożegnanie z Afryką&quot; Karen Blixen'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-4249192808815656370</id><published>2010-08-24T21:59:00.004+02:00</published><updated>2010-10-17T14:47:55.823+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura rosyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='choroba i śmierć'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Aleksander Sołżenicyn'/><title type='text'>"Oddział chorych na raka" Aleksander Sołżenicyn</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://ir.i.wp.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvP2E9NjU0OTU2OTMmZj0wMC8wMS83NC8wMDAxNzQwQ19vcmlnaW5hbF84QTdDMDYxQTk3REQ2RDQ3LmpwZztxXjAuOTttXmZhbHNlO2NeZmFsc2U7c15rc2lhemtp.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 321px;" src="http://ir.i.wp.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvP2E9NjU0OTU2OTMmZj0wMC8wMS83NC8wMDAxNzQwQ19vcmlnaW5hbF84QTdDMDYxQTk3REQ2RDQ3LmpwZztxXjAuOTttXmZhbHNlO2NeZmFsc2U7c15rc2lhemtp.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;„Oddział chorych na raka” należy do takich książek, które naprawdę warto czytać. A może nawet czytać trzeba. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sołżenicyn przedstawia nam całą gamę bohaterów, których spotkało ogromne nieszczęście – rak, bezwzględna, okrutną choroba, mogąca dotknąć każdego. Obserwujemy ich zmagania z tą sytuacją. Widzimy jak się zachowują, co myślą i czują, mając nad sobą widmo śmierci. Znajdą się tacy, którzy uważają się za „niezniszczalnych” i są całkowicie pewni, że wyzdrowieją. Są i pogodzeni z losem, którzy wolą nie karmić się złudną nadzieją. Jest szesnastoletni Diomka, któremu życie może uratować amputowanie nogi. Jest młody geolog Wadim, który zdaje sobie sprawę z wyroku, jaki na niego zapadł i chce wykorzystać ostatnie miesiące życia na opracowanie teorii naukowej, dzięki której zostałby zapamiętany. W końcu jednak przestaje mu to sprawiać satysfakcję i zaczyna łapać się każdej, nawet najbardziej płonnej nadziei na wyzdrowienie. Jest wywyższający się nad innych Rusanow, który najpierw jest przerażony sporym guzem, ale później ślepo wierzy w wyleczenie i nie dopuszcza do siebie myśli o przerzutach. Jest i Oleg Kostogłotow (alter ego samego Sołżenicyna), który wbrew własnym oczekiwaniom dostaje szansę na wyzdrowienie, ale nie wie, czy po leczeniu życie będzie miało sens...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale przecież to nie tylko książka o różnych postawach ludzi wobec choroby. To także świetny obraz państwa totalitarnego. Sam szpital można odczytywać jako jego alegorię. Polityka i sposób działania systemu socjalistycznego pojawiają się może trochę mimochodem, ale na każdym kroku. Włączają się w to także liczne dyskusje pacjentów – często właśnie o poglądach politycznych. W końcu w jednej sali znajdują się ludzie bardzo różni - na sąsiednich łóżkach leży aktywny działacz partyjny Rusanow i więzień łagru Kostogłotow. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszędzie można przeczytać, jak to „Oddział chorych na raka” ukazuje okrutną bezduszność szpitala i jego personelu, dla którego liczy się nie zdrowie pacjenta, ale dobra statystyka. Ośmielę się zaprotestować. Szpital jak szpital. Wiadomo – miejsce skrajnie nieprzyjemne. Ale nie wydaje mi się, żeby Sołżenicyn miał na celu ukazanie obojętności i bezduszności lekarzy. Owszem, statystyka się tu liczy. Tak, zarząd placówki też został pokazany w niekorzystnym świetle. A jednak przedstawienie tego szpitala jako miejsca, w którym pacjentów nie traktuje się jak ludzi, to uproszczenie i przesada. W końcu najważniejsi w książce lekarze, Wiera Ganhart, Ludmiła Doncowa, czy Lew Leonidowicz to postacie z pewnością pozytywne i wzbudzające sporo sympatii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka może i jest naładowana bólem i cierpieniem. Może i wymowa jest ciężka, ale to nie jest powieść pesymistyczna, odbierająca nadzieję. Jest też tu, szczególnie na końcu, pewien optymizm. Nie taki bajkowy, cudowny i nierealistyczny, ale chyba prawdziwie życiowy – zaprawiona goryczą wiara w lepsze jutro. Znajdzie się nawet miejsce na zgrabnie poprowadzony, raczej gorzki wątek miłosny. Czyta się wspaniale, historia jest prosta, akcja nieskomplikowana, ale książka niesie w sobie tyle myśli, taką głębię! „Oddział chorych na raka” daje do myślenia, wzrusza i urzeka. To nie jest powieść, o której można łatwo zapomnieć. To jedna z tych, które zostawiają po sobie trwały ślad. Powieść Sołżenicyna daje nie tylko ogromną satysfakcję i przyjemność, ale znacznie, znacznie więcej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-4249192808815656370?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/4249192808815656370/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/08/oddzia-chorych-na-raka-aleksander.html#comment-form' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4249192808815656370'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4249192808815656370'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/08/oddzia-chorych-na-raka-aleksander.html' title='&quot;Oddział chorych na raka&quot; Aleksander Sołżenicyn'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5739550813718651260</id><published>2010-08-17T19:12:00.004+02:00</published><updated>2010-10-17T14:47:37.174+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Patrick Suskind'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z dreszczykiem'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klimatycznie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura niemiecka'/><title type='text'>"Pachnidło. Historia pewnego mordercy" Patrick Süskind</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lc-upload.s3-external-3.amazonaws.com/books/25000/25976/352x500.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 318px;" src="http://lc-upload.s3-external-3.amazonaws.com/books/25000/25976/352x500.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;„Pachnidło” jest oryginalne. Jest zaskakujące. Jest na swój sposób wyjątkowe. Bywa odpychające. Tak, na pewno. Jednak przede wszystkim ta książka wprost pachnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jan Baptysta Grenouille jest obdarzony węchem doskonałym. Dokładnie wyczuwa takie zapachy, o jakich przeciętnemu człowiekowi się nawet nie śniło. Jest sierotą i pracuje u garbarza, ale po pewnym czasie udaje mu się trafić do perfumerii. Sam nie posiada w ogóle zapachu, a to odstrasza od niego ludzi, choć nie potrafią podać prawidłowej przyczyny. Ma swoją obsesję: stworzyć pachnidło idealne i najwspanialsze, pachnidło z dziewiczego ciała. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opinie są różnorodne, ale i tak odniosłam wrażenie, że przeważają peany pochwalne. Trochę się od tego uchylę, bo w gruncie rzeczy nic w tej powieści wybitnego nie widzę. Wcale nie dziwi, że trafiła na szczyty list bestsellerów, że cały czas jest popularna, że nakręcono kasową ekranizację. Bo to czytadło, które oczywiście można łatwo i z przyjemnością pochłonąć, a przy tym czytadło pomysłowe, niebanalne i dobrze napisane. Jednak nie uwiodła mnie ta książka, nie zaczarowała, a zostawiła z mieszanymi uczuciami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak łatwo się domyślić, pełno tu zapachów, a w ich opisywaniu Süskind osiągnął mistrzostwo. Świat niezwykłych aromatów wydaje się piękny i cudowny. Ale nie dajmy się zwieść. W „Pachnidle” więcej rzeczy śmierdzi niż pachnie:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;W epoce, o której mowa, miasta wypełniał wprost niewyobrażalny dla nas, ludzi nowoczesnych, smród. Ulice śmierdziały łajnem, podwórza śmierdziały uryną, klatki schodowe śmierdziały przegniłym drewnem i odchodami szczurów, kuchnie – skisłą kapustą i baranim łojem; w nie wietrzonych izbach śmierdziało zastarzałym kurzem, w sypialniach – nieświeżymi prześcieradłami, zawilgłymi pierzynami i ostrym, słodkawym odorem nocników. (...) I, rzecz jasna, najbardziej śmierdziało w Paryżu.&lt;/span&gt; [1]&lt;br /&gt;Za to w perfumerii oczywiście poznajemy zapachy lawendy, cynamonu, jaśminu, kwiatu pomarańczy, piżma... I tak jest przez całą książkę, nie tylko jeśli chodzi o zapachy: to, co piękne, cudowne, ulotne miesza się z tym, co odpychające, paskudne i odrażające. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pachnidło” poza tym ukazuje też trochę osiemnastowiecznego społeczeństwa. Robi to jednak w sposób niemal groteskowy, prześmiewczy, a Süskind do tego opowiada mocno i brutalnie. Cała książka bywa zresztą do tego stopnia absurdalna i dziwna, że doprawdy nie wiem, na ile można to brać za prawdziwy obraz. Fakt, że to rzeczywistość nieprzyjemna, bo opowiedziana głównie z perspektywy francuskiej biedoty. To zresztą jest dość interesujące – mam wrażenie, że większość takich książek „z epoki” traktuje o wyższych sferach. Wielu z nas niewątpliwie lubi czasem o tym poczytać lub pooglądać w filmie piękne suknie i wytworne bale. A co mamy tutaj? Mówiąc w skrócie - brud, smród i ubóstwo. To czasami odpychało, a czasami czyniło książkę bardziej interesującą. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;(...)kobieta jeszcze młoda, ledwo dwudziestopięcioletnia, która całkiem ładnie jeszcze wyglądała, miała w ustach jeszcze prawie wszystkie zęby, a na głowie jeszcze nieco włosów, zaś poza podagrą, syfilisem i lekkimi suchotami nie cierpiała na żadną poważniejszą chorobę; która miała nadzieję żyć jeszcze długo, może pięć albo dziesięć lat(..&lt;/span&gt;.)[2]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, jak mam się odnieść do zakończenia. Raz wydaje mi się zupełnie idiotyczne, kiedy indziej w tej idiotyczności genialne. Ale chyba dodaje smaczku całej opowieści (zdałam sobie teraz sprawę, że w tym kontekście to zabrzmiało makabrycznie). Jest przewrotne, zaskakujące i przerażające. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co niewątpliwie udało się Süskindowi, to język – ciekawie wystylizowany na ówczesny, choć momentami trochę bardziej dzisiejszy, misterny i budujący ciekawy klimat. Swoją drogą „Pachnidło” jest nieco niepokojące. Jak podpowiada podtytuł (którego w moim wydaniu zabrakło) to „historia pewnego mordercy”. Dodajmy, że mordercy przepełnionego dziką żądzą zapachu i całkowicie pozbawionego wyrzutów sumienia. Nie będzie zabawy w poszukiwanie zabójcy, ale autor serwuje nam trochę mroku i strachu. Pomysł jest śmiały, historia trudna do zaklasyfikowania. Najkrócej mówiąc „Pachnidło” przypomina mi makabryczną baśń, której lepiej nie opowiadać dzieciom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Pachnidło, Patrick Suskind, Zysk i S-ka 1998, str. 5-6&lt;br /&gt;[2] str. 7&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5739550813718651260?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5739550813718651260/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/08/pachnido-historia-pewnego-mordercy.html#comment-form' title='Komentarze (32)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5739550813718651260'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5739550813718651260'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/08/pachnido-historia-pewnego-mordercy.html' title='&quot;Pachnidło. Historia pewnego mordercy&quot; Patrick Süskind'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>32</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-7619843034907911126</id><published>2010-08-12T21:08:00.006+02:00</published><updated>2010-08-15T17:55:27.909+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biografia/wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura żydowska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Roma Ligocka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='II Wojna Światowa'/><title type='text'>"Dziewczynka w czerwonym płaszczyku" Roma Ligocka</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSficdEaYDaOAgO9kDkhF5Yy2uSiUkestmZWzSlZBvQfaGcSAo&amp;t=1&amp;usg=__dTX4amYELPxzvopvdXIuyyC6Yh0="&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 187px; height: 269px;" src="http://t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSficdEaYDaOAgO9kDkhF5Yy2uSiUkestmZWzSlZBvQfaGcSAo&amp;t=1&amp;usg=__dTX4amYELPxzvopvdXIuyyC6Yh0=" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W „Liście Schindlera” jest taka piękna, wzruszająca scena: podczas wysiedlania getta mała, śliczna dziewczynka w czerwonym płaszczyku idzie samotnie przez tłum ludzi, wchodzi ukradkiem do jakiegoś domu i chowa się pod łóżkiem. Wyróżnia ją właśnie ten płaszczyk – film jest czarno-biały i ta czerwień jest jedyną barwną plamą wśród szarości. Dziewczynka jest tak bezbronna i niewinna... Jakiż stanowi kontrast dla ogromu popełnianej zbrodni! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TGRIlAqGd3I/AAAAAAAAALM/6MFredEk0OA/s1600/333491221_ff71b3ff9d.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 281px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TGRIlAqGd3I/AAAAAAAAALM/6MFredEk0OA/s320/333491221_ff71b3ff9d.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5504604445222532978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Roma Ligocka oglądając „Listę Schindlera”, odnalazła siebie w tej postaci. Postanowiła, że wróci myślami do dzieciństwa w getcie i zmierzy się ze wspomnieniami, o których zawsze wolała zapomnieć. Urodziła się w 1938 roku, a więc była naprawdę mała, gdy przebywała w krakowskim getcie. To właśnie czyni tę książkę tak interesującą – holocaust oglądamy oczami dziecka. Wydawałoby się, że trzyletnia dziewczynka nie może zbyt wiele zapamiętać, ale należy wziąć pod uwagę, jak traumatyczne i przerażające na każdym kroku było jej dzieciństwo. Trzeba było ogromnego szczęścia, by mała Roma i jej mama wyszły z zagłady cało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak na wojnie książka się nie kończy. Ligocka opisuje swoje dalsze życie – dorastanie w powojennym Krakowie, perypetie w życiu osobistym, długotrwałą depresję i uzależnienie od leków. To autobiografia, ale czytałam ją po prostu dla przyjemności, a nie złakniona wiedzy o Romie Ligockiej. Jej nazwisko wprawdzie i obiło mi się o uszy, ale kojarzyło mi się głównie właśnie z „Dziewczynką w czerwonym płaszczyku”. Niemniej trzeba przyznać, że ta bardzo pięknie i zarazem prosto napisana biografia, chwyciła mnie za serce. Losy Romy Ligockiej poznawałam z ogromną przyjemnością. Podobało mi się, że autorka wykazuje na każdym kroku ogromną szczerość i opisuje wszystko bez ogródek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TGRJeHGSLEI/AAAAAAAAALU/eRNTjnEKkL8/s1600/Roma+2.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TGRJeHGSLEI/AAAAAAAAALU/eRNTjnEKkL8/s200/Roma+2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5504605426203896898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Bardzo wiele powstaje filmów i książek o holocauście. Niektórzy pytają: „po co?”, „czy już nie wystarczy?”. Ale myślę, że to forma rozliczenia lub, tak jak w tym przypadku, zmagania się z własną przeszłością. Trudno zapomnieć o tak niewyobrażalnej zbrodni, trudno też uzyskać rozgrzeszenie. Roma Ligocka musiała się zmierzyć z własnymi traumatycznymi przeżyciami, które nie pozwalały jej wyjść z depresji i prześladowały ją przez wiele lat.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydarzenia z dzieciństwa mogą determinować całe życie, zostawić w człowieku trwałą, niezniszczalną skazę. Trzeba jednak w końcu, tak jak Roma Ligocka, znaleźć sposób na poradzenie sobie z tym. A jeśli przy okazji otrzymujemy tak piękną, wzruszającą książkę, to pozostaje tylko przyklasnąć. „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku jest jedną z tych pozycji, które się wprost połyka.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;-Pamiętasz jeszcze, cośmy ci wtedy powtarzali w getcie? – mówi w końcu cicho. – Nie patrz tam! Nie odwracaj się! Nie myśl o tym...!&lt;br /&gt;Tak. Pamiętam bardzo dobrze.&lt;br /&gt;- Ale teraz nadszedł czas! – szepcze moja babcia. – Popatrz tam! Odwróć się! Pomyśl o tym! Przypomnij sobie! Opowiedz...&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-7619843034907911126?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/7619843034907911126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/08/dziewczynka-w-czerwonym-paszczyku-roma.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7619843034907911126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7619843034907911126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/08/dziewczynka-w-czerwonym-paszczyku-roma.html' title='&quot;Dziewczynka w czerwonym płaszczyku&quot; Roma Ligocka'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TGRIlAqGd3I/AAAAAAAAALM/6MFredEk0OA/s72-c/333491221_ff71b3ff9d.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-4447451668489400139</id><published>2010-08-08T18:30:00.006+02:00</published><updated>2010-10-17T14:47:19.194+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura turecka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Orhan Pamuk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zrozumieć odmienność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzotycznie'/><title type='text'>"Śnieg" Orhan Pamuk</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://literatura.dlastudenta.pl/photos/kultura/literatura2007/snieg_pamuk.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 300px;" src="http://literatura.dlastudenta.pl/photos/kultura/literatura2007/snieg_pamuk.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Noblista z 2006 roku próbuje nietuzinkowo przedstawić współczesną Turcję. Niewątpliwie bardzo się stara, ale, jak na mój gust, wychodzi średnio. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ka jest poetą, pochodzi z Turcji, ale od kilku lat przebywa w Niemczech. Przyjeżdża jednak do rodzinnego kraju na pogrzeb matki, a później wyrusza do Karsu, małego miasta na północnym wschodzie Turcji. Ma napisać artykuł o wyborach na burmistrza i licznych ostatnio samobójstwach młodych dziewcząt. Wydarzenia te są relacjonowane przez przyjaciela Ka, Orhana, który przybywa do Karsu kilka lat później. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zazwyczaj czytając „Śnieg” czułam się jakby w zawieszeniu. Panuje w tej książce specyficzny, senny nastrój. Nawet, gdy wiele się działo, miałam poczucie pewnej stateczności, niemal bezruchu. Być może ma to związek z całkowitym odizolowaniem Karsu. Miasto zaraz po przyjeździe Ka zostaje odcięte od świata przez wciąż padający śnieg. Dzięki temu autor zamyka akcję na niewielkim terenie. I chociaż dyskutuje się tu wiele o Europie, mówi się często o innych miejscach w Turcji, to czytelnik ma wrażenie, jakby świat zamykał się na Karsie. Jakby to była oddzielna rzeczywistość, z której nie ma ucieczki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;-    Czy pan nie jest ateistą?&lt;br /&gt;-    Nie wiem – powtórzył Ka.&lt;br /&gt;-    To proszę mi powiedzieć w takim razie, czy wierzy pan, że to Bóg Wszechmogący stworzył cały świat i wszystko na nim, nawet te wielkie płatki śniegu? Wierzy pan czy nie? &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedź jaka pada na takie pytanie determinuje nie tylko całą rozmowę. Wydaje się, że w Turcji pomiędzy ateistami a muzułmanami stoi wysoki mur niezrozumienia i konfliktów. Zwolenników europeizacji kraju i tych, którzy hołdują tradycjom i religii, dzieli niemal wszystko. „Śnieg” jest więc o zderzeniu dwóch światów - Europy i Turcji. Chociaż na mapie dzieli je niewiele, to niektóre różnice kulturowe wydają się wprost nie do pokonania. Czy można się jednostronnie opowiedzieć za tymi, którzy pragną postępu i zbliżenia do Zachodu, a tymi którzy chcą pozostać wierni islamowi? Jak można rozstrzygnąć spór o chusty, w których nie można uczęszczać na zajęcia szkolne, a które chcą nosić religijne dziewczęta? Czy można zakazać im działania w zgodzie ze swoją religią i ideologią? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze, gdy zima się przeciąga, już nie mogę patrzeć na zalegający wszędzie śnieg i z upragnieniem wyczekuję wiosny. I także teraz „Śniegu” miałam już naprawdę dość, bo w końcu co za dużo, to niezdrowo. Powieść Pamuka jest wprost niewiarygodnie rozwlekła. Do tego stopnia, że nie mogę się oprzeć wrażeniu, że autor specjalnie ją przeciągał. Trzy dni wydają się być co najmniej trzema tygodniami. Historia, która spokojnie mogła się zmieścić na stu stronach, ciągnie się przez pięćset pięćdziesiąt. Akcja jest tak powolna, że nawet, gdy coś zaczynało się dziać (co następowało raczej rzadko) to nie zdążyło mnie zelektryzować, a jedynie trochę rozbudzić. „Śnieg” mnie może nie tyle znudził (bo zdarzały się i momenty ciekawe, i w gruncie rzeczy nieźle mi się czytało), ale mnie porządnie wymęczył, tak że i teraz na myśl o tej książce czuję spore znużenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jakby tego było mało, bohaterowie są drewniani, a wypowiadane przez nich kwestie wyjątkowo nienaturalne. Jeśli Pamuk wziął na warsztat taki temat jak podziały we współczesnej Turcji i zderzenie Wschodu z Zachodem, to chciałabym, żeby wyglądało to prawdziwie i tak jak w życiu. A mnie bardziej przypomina to nieudolną i źle zagraną sztukę. Czuć, że to tylko przedstawienie – aktorzy odegrają swoje role i na tym się skończy. Zgodzę się, że na pewno prześwituje przez to prawda o Turcji albo to, co prawdą mi się wydaje, bo w końcu nie mnie to oceniać. Takie są też oba spektakle w „Śniegu”. Choć to po prostu przedstawienia, nadchodzą momenty, w których przenikają do rzeczywistości i okazują się nad wyraz prawdziwe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To przykład na to, jak interesujący temat można uczynić skrajnie nieinteresującym. O „Śniegu” myślę raczej z niechęcią. Nie można mu odmówić pewnego czaru i oryginalności. Myślę, że mimo wszystko będę pamiętać o tej książce. Ale to mało, Pamuk mnie zawiódł i chciałabym zobaczyć Turcję z jeszcze innej strony. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jeśli umieścisz mnie w powieści, której akcja toczyć się będzie w Karsie, mam tylko jedno życzenie. Chciałbym powiedzieć czytelnikom, żeby nie wierzyli w ani jedno słowo, jakie o nas napiszesz. Nikt nie może nas zrozumieć z oddali.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-4447451668489400139?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/4447451668489400139/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/08/snieg-orhan-pamuk.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4447451668489400139'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4447451668489400139'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/08/snieg-orhan-pamuk.html' title='&quot;Śnieg&quot; Orhan Pamuk'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-9218610343506895762</id><published>2010-08-02T13:13:00.007+02:00</published><updated>2010-11-28T13:17:36.804+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ena Lucia Portela'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seria z miotłą'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='humorystycznie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura kubańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzotycznie'/><title type='text'>"Sto butelek na ścianie" Ena Lucia Portela</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRyEMk1srQ3Jt8WkyfC1h8dxt3OQf_SLD85MdYFCgZHzvi0HUI&amp;t=1&amp;usg=__j0zk8SzxhiNenbr0wseWXBcGSTk="&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 176px; height: 286px;" src="http://t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRyEMk1srQ3Jt8WkyfC1h8dxt3OQf_SLD85MdYFCgZHzvi0HUI&amp;t=1&amp;usg=__j0zk8SzxhiNenbr0wseWXBcGSTk=" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy lato i chociaż ostatnio różnie u mnie z pogodą bywało, to „Sto butelek na ścianie” czytałam podczas największych upałów. I powieść świetnie wpisała się w ten klimat. Raczej nie mam zwyczaju dzielenia książek na pory roku. Nie trzymam się ściśle reguły, że najlepsza wakacyjna lektura to taka, która jest lekka, przyjemna i niewymagająca. A jednak mogę powiedzieć, że „Sto butelek na ścianie” z barwną, gorącą Hawaną w tle, to właśnie powieść typowo „letnia”. Choć z drugiej strony na zimę też się nada, bo na pewno skutecznie rozgrzeje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zeta ma jakieś 28 lat i od zawsze mieszka w stolicy Kuby. Gruba i wielka, uwielbia nazywać samą siebie kurtyzaną z XVIII w. Była wychowywana dość swobodnie – matka zmarła przy porodzie, a ojciec, choć ją kochał, właściwie niewiele robił sobie z ojcostwa. Zeta kocha mężczyzn, kocha seks, kocha dobre jedzenie. Tkwi w toksycznym związku z Moisesem. Jest od niego całkowicie uzależniona, chociaż ten typowy macho poniewiera nią, a od czasu do czasu pierze na kwaśne jabłko. Takim brakiem szacunku dla siebie samej, jaki wykazuje Zeta, jest szczerze zdegustowana jej najlepsza przyjaciółka Linda – intelektualistka, lesbijka, feministka i świetnie zapowiadająca się pisarka kryminałów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wiele wiecie o Kubie? Nie będę ukrywać, że moja wiedza w tym względzie jest bardzo skąpa. Nie miałam też nigdy do czynienia z książką kubańskiego autora, ani chyba nawet z traktującą o Kubie. „Sto butelek na ścianie” wprawdzie nie dostarczyło mi żadnych konkretnych wiadomości, trudno bowiem nazwać tę książkę obrazem życia w Hawanie. Trochę za mało tutaj informacji i opisów. Ale na pewno powieść Eny Lucii Porteli  pokazuje atmosferę tego miasta, jego klimat. Przez kartki czuć barwną strukturę tamtejszego społeczeństwa, upały i moskity, biedę. A sama powieść też niewątpliwie dołączy do moich nielicznych skojarzeń z Kubą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta książka wprost tchnie optymizmem. W życiu Zety zdarzają się nieszczęścia, ale ona i tak jest niepokonana – naprawdę potrafi zarażać czytelników nieposkromioną radością życia. Ena Lucia Portela napisała swoją powieść niezwykle barwnym, łobuzerskim stylem w formie nieco zwariowanej i rozbudowanej opowieści Zety. „Sto butelek na ścianie” jest pełne energii i wiary w przyszłość, pełnokrwiste i gorące, a do tego niezwykle dowcipne. Wspaniale nastroiła mnie ta książka, rozbawiła, sprawiła, że śmiałam się nawet w najbardziej nieoczekiwanych momentach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałam tylko, szczególnie na początku, wrażenie, że to taka historia bez żadnego głębszego celu. Że nic konkretnego z tego nie wynika. Ot, pisanie dla samego pisania. Wprawdzie potem ta myśl się ulotniła, a ja dałam się porwać opowieści Zety, ale gdzieś to odczucie jednak pozostało. Można doszukać się tu historii o dokonywaniu wyborów. I przede wszystkim o kobietach, kobietach bardzo różnych, tak jak Zeta i Linda. Ale mimo wszystko zaklasyfikowałabym tę książkę po prostu jako świetne czytadło – wciągające, przyjemne, wspaniale napisane, a przy tym z ikrą i niebanalne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla tej powieści niewątpliwie warto dać się porwać rytmom salsy i strumieniom rumu. Na pewno bardzo miło zapamiętam tę nieco szaloną podróż z Eną Lucią Portelą na gorącą, egzotyczną Kubę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-9218610343506895762?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/9218610343506895762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/08/sto-butelek-na-scianie-ena-lucia.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/9218610343506895762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/9218610343506895762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/08/sto-butelek-na-scianie-ena-lucia.html' title='&quot;Sto butelek na ścianie&quot; Ena Lucia Portela'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-4990967478768030125</id><published>2010-07-26T18:28:00.008+02:00</published><updated>2011-04-26T20:44:40.413+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ursula K. Le Guin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><title type='text'>"Wydziedziczeni" Ursula K. Le Guin</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://esensja.pl/obrazki/okladkiks/42623_wydziedziczeni_200.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 319px;" src="http://esensja.pl/obrazki/okladkiks/42623_wydziedziczeni_200.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin zachwyca mnie niezmiennie swoją niezwykłą umiejętnością do kreowania zdumiewających, bogatych, absolutnie niesamowitych światów. Jej książki zawsze obfitują w obce kultury, przeróżne ludy i ich zadziwiające zwyczaje. I za każdym razem jest w jej pisarstwie tolerancja i spojrzenie na dane społeczeństwo z różnych stron. Zainteresowanie różnicami kulturowymi wyniosła już ponoć z domu – jej rodzice byli antropologami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wydziedziczeni” są wprawdzie piątym tomem cyklu Hain (Ekumena), ale ten fakt wcale nie musi przeszkadzać w lekturze komuś, kto nie czytał poprzednich części. Utwory te rozgrywają się w tej samej rzeczywistości, ale nie są zbytnio powiązane fabularnie. Osobiście czytałam tom czwarty („Lewa ręka ciemności”), pierwszy („Świat Rocannona”) i właśnie piąty. W tej oto kolejności i bez żadnej szkody dla przyjemności czytania.  „Wydziedziczeni” mówią o dwóch pobliskich planetach. Chociaż Annares zostało zasiedlone 160 lat temu przez buntowników z Urras, to jednak między światami nie utrzymuje się żadnego kontaktu. Fizyk Szevek, mieszkaniec Annares, przybywa na Urras w celach naukowych. Liczy, że w nowym miejscu będzie mógł bez przeszkód opracować i opublikować swoją pracę na temat czasu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anarres jest wizją niemal doskonałego komunizmu. Wszyscy mają po równo. Nie, właściwie nikt nie ma nic. Ludzie nie posiadają domów, ubrań, jedzenia... Skrótowo mówiąc, nie posiadają kompletnie niczego. Wszystko jest wspólne, wszystkim trzeba się dzielić, niczego nie można sobie przywłaszczyć na stałe. Jedzenie otrzymuje się w stołówce, sypia się zazwyczaj w noclegowniach. W razie potrzeby możesz zostać przeniesiony w zupełnie inne miejsce pracy, w zupełnie nieznanym ci zawodzie. Cóż jeszcze ciekawego? Na przykład dzieci otrzymują imiona z komputera. Jedyne, niepowtarzalne, więc nie potrzeba już nazwisk. Odpowiada Wam taki świat? Urras o wiele bardziej przypomina naszą rzeczywistość, chociaż ludzie są tam zupełnie pozbawieni włosów, a w modzie panują dość niezwykłe trendy. Żadne z tych społeczeństw nie jest doskonałe. Annares żyje całkowicie odcięte od świata, zamknięte na wpływy, bardzo ortodoksyjne w swoich zasadach. Utrudnia rozwój każdemu wybijającemu się lub po prostu myślącemu inaczej osobnikowi, w związku z czym cała planeta stoi w miejscu. Na Urras biedni czują się uciskani przez warstwę bogaczy i marzą o życiu takim, jak na Annares. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale przecież, czy w ogóle jest możliwy świat idealny? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzeczywistość na dwóch planetach poznajemy niemal równolegle. Książka zaczyna się od przybycia Szeveka na Urras, ale rozdziały o jego pobycie tam przeplatają się z opowiadaniem o życiu na rodzimej planecie. Le Guin udaje się wykreować prawdziwych, żywych bohaterów. Akcja posuwa się do przodu raczej powoli. W końcu nie chodzi w tej powieści o pasjonującą fabułę, ale raczej o aspekty społeczne, psychologiczne i kulturowe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wydziedziczeni” otrzymali zarówno Hugo, jak i Nebulę, najważniejsze nagrody w dziedzinie fantastyki. I nie ma się co dziwić. To świetnie napisana powieść o przekraczaniu barier, o niezrozumieniu wśród własnej społeczności i walce z tym. O kontraście pomiędzy dwoma światami – Urras i Anarres to w końcu jakby dwa przeciwne bieguny. I trudno przy tym powiedzieć, który z nich jest lepszy, na którym lepiej żyć, którego zasady są słuszniejsze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A do tego wcale nie musi się „Wydziedziczonych” obawiać ktoś, kto jest na bakier z SF. To powieść nie o nowoczesnej technologii, nie o gwiezdnych przygodach, ale po prostu o ludziach, o problemach jednostki i problemach społecznych. Ursula K. Le Guin nie tylko świetnie pisze, tak że czytając jej książki odpływam do jej świata, ale też porusza kwestie zawsze ważne i aktualne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-4990967478768030125?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/4990967478768030125/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/07/wydziedziczeni-ursula-k-le-guin.html#comment-form' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4990967478768030125'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4990967478768030125'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/07/wydziedziczeni-ursula-k-le-guin.html' title='&quot;Wydziedziczeni&quot; Ursula K. Le Guin'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5862139780197235432</id><published>2010-07-23T18:40:00.004+02:00</published><updated>2010-10-17T14:45:48.641+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sofi Oksanen'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura fińska'/><title type='text'>"Oczyszczenie" Sofi Oksanen</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://merlin.pl/Oczyszczenie_Sofi-Oksanen,images_product,17,978-83-247-1535-0.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 176px; height: 280px;" src="http://merlin.pl/Oczyszczenie_Sofi-Oksanen,images_product,17,978-83-247-1535-0.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwie kobiety. I dwie splecione ze sobą, dramatyczne historie, które czytelnik odkrywa krok po kroku. Może być niemal pewien, że na długo nie dadzą mu spokoju. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stara Estonka Aliide znajduje pod domem młodą dziewczynę. Zara, bo tak jej na imię, jest ogromnie przerażona i wyczerpana, w dodatku obdarta i brudna. Twierdzi, że pobił ją mąż. Aliide jej nie ufa, ale udziela pomocy. Tak się zaczyna. I więcej zdradzać nawet nie należy, bo historia odkrywa się przed czytelnikiem stopniowo, a poznawanie przerażających tajemnic obu kobiet jest pasjonujące i intrygujące, i sprawia najwięcej przyjemności. Chociaż nie, w tym przypadku przyjemność to zdecydowanie złe słowo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic tu nie jest proste. Nic nie jest takie, jakie się może wydawać. Właściwie wiadomo od początku, że za przerażeniem Zary stoi coś więcej niż tylko pobicie przez męża. Jej historia jest naprawdę przerażająca, straszna, okropna, ale młoda Rosjanka jest bohaterką o wiele mniej interesującą niż Aliide. Ponieważ za nią kryje się znacznie więcej, niż  tylko zwykła, dobra staruszka, która, choć niechętnie, pomaga nieznanej dziewczynie. To postać wyjątkowo wielowymiarowa, która stopniowo, bardzo powoli odkrywa przed nami kolejne karty. A te za każdym razem zaskakują. O Aliide można myśleć warstwami, bo tak się jawi w oczach czytelnika – w pewnym momencie zrzuca poprzednią i ukazuje się kolejna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za tragediami w „Oczyszczeniu” w dużej mierze stoi nienawiść, czy zawiść. Ale nie tylko, bo równie dużą rolę odgrywa tu historia. Gdy Aliide znajduje Zarę jest rok 1992, więc wkrótce po rozpadzie ZSRR. Widać w książce zachodzące wtedy przemiany. Zara, mieszkająca we Władywostoku, daje się skusić możliwością wyjazdu na zachód. Daje się złapać jak na przynętę. Historia Aliide rozgrywa się podczas II wojny światowej i w czasach komunizmu. Do czynów, które wtedy popełniła skłoniła ją przede wszystkim ogromna zawiść, ale też strach. Pomógł jej, pchnął ją ustrój.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oksanen nie tylko bardzo dobrze pisze – prosto, ale tak, że potrafi z wielką łatwością powieść czytelnika przez trudną historię. Umie zaciekawić, wciągnąć i zachwycić możliwościami jej prozy. Od początku do końca buduje spore napięcie. Autorka dźwiga ciężki temat z lekkością i zgrabnością. Udaje jej się na dobre umieścić tę historię w głowie czytelnika. Bo nawet po przeczytaniu ostatniego zdania książka nie pozwala łatwo o sobie zapomnieć. Nie pozostawia w  spokoju, wierci w umyśle czytelnika. To powieść wielowymiarowa, poruszająca wiele, bardzo wiele tematów. Co ważne, przykrych i nieprzyjemnych tematów. Książka przerażająca i odstręczająca, ale też wciągająca, bo czytelnik tylko czeka na odkrycie następnych tajemnic. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdrada, chora miłość, zawiść. To wszystko jest w tej książce. Ale czy nadejdzie też oczyszczenie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-5862139780197235432?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/5862139780197235432/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/07/oczyszczenie-sofi-oksanen.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5862139780197235432'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/5862139780197235432'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/07/oczyszczenie-sofi-oksanen.html' title='&quot;Oczyszczenie&quot; Sofi Oksanen'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-7900123195397016323</id><published>2010-07-21T10:26:00.003+02:00</published><updated>2010-07-21T10:33:16.928+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stosiki'/><title type='text'>Drugi stosik wakacyjny</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TEavn-fd-UI/AAAAAAAAAEo/f5h5Au-TiDY/s1600/stosik+wakacyjny.bmp"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 224px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TEavn-fd-UI/AAAAAAAAAEo/f5h5Au-TiDY/s320/stosik+wakacyjny.bmp" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496273496577014082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Można powiększyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawie wszystko z taniej książki ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry: &lt;br /&gt;"Kroniki portowe" - Annie Proulx&lt;br /&gt;"Wielki Gatsby" - F. Scott Fitzgerald &lt;br /&gt;"Kapłanka Avalonu" - Marion Zimmer Bradley, Diana L. Paxson &lt;br /&gt;"Do latarni morskiej" - Virginia Woolf&lt;br /&gt;"Lata" - Virginia Woolf&lt;br /&gt;"Kocia kołyska" - Kurt Vonnegut&lt;br /&gt;"Waran" - Marina i Siergiej Diaczenko&lt;br /&gt;"Janis Joplin. Żywcem pogrzebana" - Myra Friedman&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-7900123195397016323?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/7900123195397016323/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/07/drugi-stosik-wakacyjny.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7900123195397016323'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7900123195397016323'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/07/drugi-stosik-wakacyjny.html' title='Drugi stosik wakacyjny'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TEavn-fd-UI/AAAAAAAAAEo/f5h5Au-TiDY/s72-c/stosik+wakacyjny.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-3977137429397732475</id><published>2010-07-20T20:47:00.003+02:00</published><updated>2010-07-20T21:23:13.015+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różności'/><title type='text'>Łańcuszek książkowy</title><content type='html'>Zostałam zaproszona do łańcuszka. Najpierw przez &lt;a href="http://tusienkablog.blogspot.com"&gt;Tusieńkę&lt;/a&gt;, a teraz jeszcze przez &lt;a href="http://wykredowana.wordpress.com"&gt;Wykredowaną&lt;/a&gt;. Miło mi i z chęcią odpowiem ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;1. Do jakiego kraju, miasta chciałabyś pojechać zainspirowana lekturą?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Tak niewiele podróżowałam, a chciałabym tyle zobaczyć! Ale postaram się coś wybrać. Mniej więcej od II klasy podstawówki, bardzo chciałabym pojechać na Wyspę Księcia Edwarda. Może w tej chwili moja miłość do książek Montgomery nieco osłabła i została troszkę zapomniana, ale to nie zmienia faktu, że wciąż bardzo je lubię i do Kanady wybrałabym się chętnie. Tym bardziej, że stoi tam nawet dom, w którym Maud się wychowywała i który jest pierwowzorem Zielonego Wzgórza. Przychodzi mi jeszcze na myśl książka Cornelii Funke "Król złodziei", którą bardzo miło wspominam. Podczas czytania strasznie zachciało mi się zwiedzić Wenecję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;2. Jakie jest Twoje ulubione miejsce do czytania na wakacje?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Tak jak zawsze najczęściej czytam na własnym łóżku, trochę na fotelu. O ile upał zbytnio nie doskwiera wykładam się na leżaku przed domem. W wakacje częściej niż zwykle czytam też w aucie, bo częściej się przemieszczam ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;3. Poleć mi jedną książkę do przeczytania na wakacje.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wakacje, czy nie, każdy lubi coś innego. Niech będzie "Cukiernia pod amorem".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;4. Jaka jest Twoja najnowsza lektura? Co zaczęłaś czytać?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;"Wydziedziczonych" Ursuli K. Le Guin. Książka czekała na półce chyba prawie rok... Sama nie rozumiem dlaczego, bardzo lubię Le Guin. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto jeszcze nie odpowiadał? Możliwe, że coś przegapiłam, ale typuję: &lt;a href="http://swiat-t.blogspot.com"&gt;Tuchę&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://book-room-yoanny.blogspot.com"&gt;Yoannę&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://alinaneumann.blogspot.com"&gt;Alinę&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://melodia-nocy.blogspot.com"&gt;Aleksandrę&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;Ach, w wakacje miałam czytać, czytać i czytać, żeby nadrabiać te wszystkie zaległości. I co? Oczywiście jakoś nie bardzo mi wychodzi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-3977137429397732475?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/3977137429397732475/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/07/ancuszek-ksiazkowy.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3977137429397732475'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3977137429397732475'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/07/ancuszek-ksiazkowy.html' title='Łańcuszek książkowy'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-6696369845827777751</id><published>2010-07-17T22:14:00.003+02:00</published><updated>2010-07-17T22:18:12.078+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biografia/wspomnienia'/><title type='text'>"Na plebanii w Haworth". Dzieje rodziny Brontë" Anna Przedpełska - Trzeciakowska</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://merlin.pl/Na-plebanii-w-Haworth_Anna-Przedpelska-Trzeciakowska,images_product,29,978-83-247-1871-9.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 196px; height: 280px;" src="http://merlin.pl/Na-plebanii-w-Haworth_Anna-Przedpelska-Trzeciakowska,images_product,29,978-83-247-1871-9.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Właściwie czytałam do tej pory tylko trzy biografie. I każdą można zaliczyć do zupełnie innej kategorii. Pierwsza („Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej” Katarzyny T. Nowak) była świetnie i interesująco napisana, czytało się ją niczym najbardziej wciągającą powieść, a przy tym przekazywała sporą ilość informacji. Druga („Maud z Wyspy Księcia Edwarda” Mollie Gillen) była wyjątkowo mało konkretna, nijaka i niezbyt ciekawa. „Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn” było właściwie niezłe, ale bez żadnej szczególnej zalety. Ani zbyt nudna, ani zbyt interesująca. Miło mi więc donieść, że „Na plebanii w Haworth” jest zdecydowanie najbliżej do pierwszego przykładu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rodzina Brontë zamieszkiwała Haworth w Yorkshire. Ojciec rodzeństwa, Patryk Brontë był pastorem. Matka zmarła wcześnie. Samotne rodzeństwo, niemal zupełnie pozbawione towarzystwa w odludnej plebanii, stworzyło własne, niezwykłe światy własnej wyobraźni, które stały się dla nich równoznaczne z rzeczywistością. Towarzyszyły im przez całe, niestety, krótkie życie. Wszystkie siostry odcisnęły swój mocny ślad w literaturze angielskiej. Emilia napisała „Wichrowe wzgórza” uznawane dziś za arcydzieło. Charlotta jest znana głównie jako autorka „Jane Eyre”. Z powodzeniem pisała także Anna, ale jej dzieła nie zostały niestety przetłumaczone na język polski. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyż już to, że wszystkie trzy siostry Brontë (Maria i Elżbieta zmarły jeszcze w dzieciństwie) odniosły wielki sukces literacki, ich dzieła należą do klasyki literatury angielskiej i są wciąż czytane na całym świecie, nie jest niezwykłym przypadkiem? Brat Branwell też pisał i trochę malował, ale nie powiodło mu się. I jeszcze dodajmy do tego ich tragiczne losy, mroczną atmosferę zamieszkiwanych przez rodzinę wrzosowisk, niesamowite umysłowości i charaktery rodzeństwa oraz ich niezwykle bujną wyobraźnię, a otrzymamy historię ogromnie interesującą i fascynującą. Losy rodziny Brontë do tej pory przyciągają swoją tragicznością, niezwykłością i mrocznością. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od razu zaznaczę, że imiona w tej recenzji podaję tak, jak występują one w książce, chociaż się z tą pisownią nie zgadzam. Denerwuje mnie spolszczanie imion w powieściach, ale teraz widzę, że to i tak niewielkie zło. Zupełnie nie mogę pojąć, dlaczego Anna Przedpełska – Trzeciakowska zmienia imiona w swojej biografii na polskie odpowiedniki. Żeby były bardziej bliskie polskiemu czytelnikowi? Ależ każdy, kto sięga po tę biografię zapewne doskonale zna pisarki jako Emily i Charlotte, bo przecież takie imiona pojawiają się na okładkach ich książek. Pozostaje dziękować, że i tak akurat spolszczenia imion najważniejszych bohaterów biografii nie różnią się bardzo drastycznie od wersji angielskiej. Można jeszcze przeboleć Emilię, Charlottę i Annę zamiast Emily, Charlotte i Anne. Ale mimo wszystko razi mnie to, tym bardziej, że wyłapałam też pewne niekonsekwencje – chociażby angielski poeta Matthew Arnold występuje w „Na plebanii w Haworth” zarówno jako Matthew i Mateusz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak jak „Wichrowe wzgórza” i „Dziwne losy Jane Eyre”, historia rodziny Brontë cechuje się mroczną atmosferą i pewną tajemniczością. Wpływ na to ma zapewne sceneria wydarzeń z biografii – surowe wrzosowiska i odludna okolica, ale też tragiczne losy rodzeństwa i ich nieposkromiona, wręcz dzika wyobraźnia, w której było miejsce na ogromne ludzkie dramaty, mroczne tajemnice i wielkie namiętności.  Biografia na szczęście także uchwyciła tę nastrojowość i specyficzny urok. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Na plebanii w Haworth” czytało mi się doskonale. To świetna biografia – dokładna, szczegółowa, dogłębna i ciekawa. Anna Przedpełska – Trzeciakowska z wielką wnikliwością opisuje zarówno życie prywatne rodzeństwa Brontë, jak i karierę literacką sióstr. W dodatku ani chwilę przy tym nie nuży. Co więcej, pisze specjalnie dla polskiego czytelnika, a więc ukazuje nam rzeczywistość z naszej perspektywy i dodatkowo wyjaśnia wiele ważnych i nieznanych nam kwestii. Tworzy świetne tło, przybliża nam czasy, w których żyło rodzeństwo, pisze także o ówczesnych pisarzach. Znajdziemy tu liczne listy, fragmenty dzienników, wiersze Emilii, recenzje książek wszystkich sióstr. Poznamy ich charaktery, towarzyszące im uczucia, utworzone w ich głowach niezwykłe światy. Jest tu wszystko, czego może oczekiwać złakniony wiedzy o rodzinie Brontë czytelnik. Siłą rzeczy najwięcej w tej książce Charlotty. Nie tylko żyła najdłużej z rodzeństwa, ale także zostawiła po sobie najwięcej materiałów źródłowych, gdyż jako jedyna prowadziła liczną korespondencję. Największą tajemnicą pozostanie natomiast Emilia - najbardziej zamknięta w sobie i samotnicza. Podsumowując, trzeba przyznać, że autorka wspaniale wywiązała się z zadania. Nie można się nudzić, czytając tę biografię. Wszak już same opisywane tu wydarzenia są niezwykle pasjonujące, a autorka opowiada je do tego interesująco i z wyczuciem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cieszę się ogromnie, że przeczytałam „Na plebanii w Haworth”, a teraz mam tę książkę na półce. Warto było przenieść się myślami na wrzosowiska i ujrzeć tam cienie Charlotty, Emilii i Anny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-6696369845827777751?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/6696369845827777751/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/07/na-plebanii-w-haworth-dzieje-rodziny.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/6696369845827777751'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/6696369845827777751'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/07/na-plebanii-w-haworth-dzieje-rodziny.html' title='&quot;Na plebanii w Haworth&quot;. Dzieje rodziny Brontë&quot; Anna Przedpełska - Trzeciakowska'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-2893625271413905452</id><published>2010-07-08T22:27:00.007+02:00</published><updated>2011-04-26T20:44:03.500+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='uczta wyobraźni'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klimatycznie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Catherynne M. Valente'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>"Opowieści sieroty. W ogrodzie nocy" Catherynne M. Valente</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/74530_opowiesci-sieroty-1_200.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 303px;" src="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/74530_opowiesci-sieroty-1_200.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nie urodziłam się z tym znakiem. Siódmego dnia siódmego miesiąca mojego życia, gdy moja matka spała w śnieżnobiałym łożu, duch stanął u mojej kołyski, dotknął mojej twarzy i zostawił na niej wiele opowieści i zaklęć, jak tatuaże żeglarzy. Wiersze i pieśni są tak liczne i ściśle napisane, że wyglądają jak nieprzerwana smuga gagatu na moich powiekach. Ale są tam słowa z rzeki i bagna, z jeziora i wiatru. Razem tworzą wielką magię, a gdy wszystkie opowieści zostaną odczytane i wysłuchane od początku do śpiewanego końca, do ostatniej sylaby, duch wróci i mnie osądzi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są takie książki, w które się trzeba po prostu zanurzyć. W których trzeba przepaść na dobre, zapomnieć o wszystkim innym, dać się ponieść słowom. „Opowieści sieroty” czyta się nie dla przesłania, nawet nie do końca dla akcji, ale bardziej dla niezliczonych cudów, które ta książka odkrywa przed czytelnikiem. Pozwala nam wejść w inny, piękny, baśniowy świat. Sprawiła, że zatopiłam się w tej wymyślonej rzeczywistości, w tych opowieściach i w tym niezwykłym, wspaniałym języku, jakim posługuje się autorka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ogrodzie sułtana żyje samotnie tajemnicza dziewczynka. Jest przez wszystkich opuszczona i odtrącona. Uważa się ją za demona, bowiem ma na powiekach dziwne, ciemne znamię. Pewnego razu spotyka ją książę. Dziewczynka zaczyna opowiadać mu niesamowite, cudowne historie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W gruncie rzeczy dziewczynka snuje tylko dwie główne opowieści, które zostały podzielone na Księgę Stepu i Księgę Morza. Ale przedziwnych historii jest tu o wiele więcej. Nawarstwiają się, mnożą i w rezultacie tworzą wspaniałą, barwną i niezwykłą mozaikę. Działa to w ten sposób: narrator danej opowieści spotyka na swojej drodze innych bohaterów, którzy także mają własną historię do opowiedzenia. Autorka buduje tyle poziomów, że zdaje się to nie mieć w ogóle końca. Opowieść w opowieści, historia w historii, a w nich niezliczone cuda i dziwy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciągnie mnie często do takich baśniowych książek. A „Opowieści sieroty” są niesamowite, klimatyczne, pełne przedziwnych stworów, niezwykłych wydarzeń i czarów. Catherynne M. Valente w swojej powieści odnosi się przede wszystkim do „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Ale nie jest to jej jedyne źródło, gdyż autorka czerpie inspirację zewsząd. Znajdzie się tu panna uwięziona w wieży, znajdzie się centaur, znajdzie się też selkie z mitologii celtyckiej. Scenerii również najbliżej do tej właściwej historii Szeherezady, ale podążając za melodyjnym głosem dziewczynki odwiedzimy także miejsca skrajnie różniące się od malowniczej, egzotycznej Arabii. Tworzy to książkę ogromnie różnorodną, bogatą i sprawia, że jest jeszcze bardziej zadziwiająca i oryginalna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak jak młody książę, czytelnik daje się prowadzić słowom, zachwycić niezwykłością i urodą opowieści. Klimat tej książki pozwala nam w pełni wczuć się w historie opowiadane przez dziewczynkę. Tę baśniową, cudowną, mistyczną atmosferę w dużej mierze można zawdzięczać wspaniałemu, pięknemu językowi autorki. Bo ten jest kwiecisty, pełen metafor i zadziwiających, złożonych porównań. Autorka musiała zapewne włożyć w dopracowanie „W ogrodzie nocy” wiele wysiłku, ale efekt robi wrażenie i zachwyca. Bardzo bogaty, ale jeszcze nie przesadzony, idealnie pasujący do opowieści. Każde słowo jest tu na swoim miejscu, jest elementem barwnej całości, wspaniałego gobelinu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewczynka opowie w „W ogrodzie nocy” dwie długie historie, ale wątek o niej samej się właściwie urywa. Żeby się dowiedzieć czegoś więcej trzeba będzie prawdopodobnie sięgnąć po tom drugi: „W miastach monet i korzeni”. Tak czy owak już teraz dostajemy magiczną, oryginalną, liryczną, pełną uroku i niezwykłej atmosfery powieść, po którą bez obaw może sięgnąć każdy, kto czasem śni na jawie i lubi odpływać w nieznane innym rzeczywistości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Opowieści sieroty. W ogrodzie nocy” może stanowić bajeczną ucieczkę od codziennego świata. Jeśli sięgniecie po tę oniryczną, cudowną powieść, gwarantuję, że czeka Was niezwykła podróż w głąb własnej wyobraźni. Ta książka stworzy w Waszych głowach barwne obrazy i zaczarowane, zadziwiające światy. Zaczaruje Was, dzięki ukrytej w niej nieskończonej magii.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-2893625271413905452?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/2893625271413905452/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/07/opowiesci-sieroty-w-ogrodzie-nocy.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/2893625271413905452'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/2893625271413905452'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/07/opowiesci-sieroty-w-ogrodzie-nocy.html' title='&quot;Opowieści sieroty. W ogrodzie nocy&quot; Catherynne M. Valente'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-4565172800207417468</id><published>2010-07-03T12:10:00.006+02:00</published><updated>2010-07-03T12:43:05.367+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stosiki'/><title type='text'>Stosik wakacyjny</title><content type='html'>&lt;a href="http://i45.tinypic.com/1zew4ex.jpg"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TC8QQOAvZfI/AAAAAAAAAEM/AUOcHvQZnHU/s1600/stosikwakacyjny1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 264px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TC8QQOAvZfI/AAAAAAAAAEM/AUOcHvQZnHU/s320/stosikwakacyjny1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5489624341613078002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Od góry: &lt;br /&gt;"Opowieści sieroty" - Catherynne M. Valente&lt;br /&gt;"Akwaforta" - K.J. Bishop&lt;br /&gt;"Oczyszczenie" - Sofi Oksanen&lt;br /&gt;"Sto butelek na ścianie" - Ena Lucia Portela&lt;br /&gt;"Pijąc kawę gdzie indziej" - Zz Packer&lt;br /&gt;"Zalotnica niebieska" - Magdalena Samozwaniec&lt;br /&gt;"Na plebanii w Haworth" - Anna Przedpełska - Trzeciakowska&lt;br /&gt;"Portret w sepii" - Isabel Allende&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku wakacji musiałam się trochę zaopatrzyć w książki. I co z tego, że już dawno skończyło mi się miejsce w regale? Trudno, książki stoją w stosikach w całym pokoju. A w dodatku ten widok sprawia mi ogromną przyjemność. &lt;br /&gt;Książki z "Serii z miotłą" kupiłam po 7,50 w mojej ulubionej taniej książce. Uwielbiam tam chodzić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-4565172800207417468?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/4565172800207417468/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/07/stosik-wakacyjny.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4565172800207417468'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4565172800207417468'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/07/stosik-wakacyjny.html' title='Stosik wakacyjny'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TC8QQOAvZfI/AAAAAAAAAEM/AUOcHvQZnHU/s72-c/stosikwakacyjny1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-8222443452437139961</id><published>2010-06-30T21:50:00.006+02:00</published><updated>2010-08-15T18:10:57.113+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biografia/wspomnienia'/><title type='text'>"Awantury na tle powszechnego ciążenia" Tomasz Lem</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.dwutygodnik.com/public/media/2009_12/image/39e9e1fc7e48a2cdab66bd6c99ab.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 356px;" src="http://www.dwutygodnik.com/public/media/2009_12/image/39e9e1fc7e48a2cdab66bd6c99ab.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sporo można rzec o Lemie. Wszak to najczęściej tłumaczony na języki obce polski pisarz. Genialny twórca science-fiction, znany i ceniony również za granicą. Autor takich książek jak „Cyberiada” (Lem uważał ją za swoje największe dzieło), „Solaris”, „Dzienniki gwiazdowe”, czy „Opowieści o pilocie Pirxie”. Człowiek niezwykle inteligentny, który treścią swoich książek potrafił zadziwić naukowców. A jaki był Lem na co dzień? Jakim Lem był człowiekiem, mężem, ojcem? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Awantury na tle powszechnego ciążenia” to wspomnienia o Lemie spisane przez jego syna. Znajdziemy tu pełno interesujących i zabawnych anegdot. Nie jest to raczej biografia w pełnym tego słowa znaczeniu. Książka nie została obciążona żadnymi datami, brak tu raczej suchych faktów, brak chronologii. I chyba to nawet dobrze, bo informacje w niej zawarte są zupełnie wystarczające, a takie wspomnienia czyta się naprawdę znakomicie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stanisław Lem to także w życiu prywatnym osoba nietuzinkowa. Miał swoje liczne słabości i dziwactwa. Chociażby kochał słodycze, był od nich wręcz uzależniony i chował je przed rodziną. Eksperymentował z jazdą samochodem, przy czym był niezłym ryzykantem. Siostrzeniec jego żony był zmuszany do pisania wyjątkowo interesujących dyktand jego autorstwa. Bywał naiwny – święcie wierzył, że Amerykanie zrzucają samolotami stonkę nad Polską, jak podawały komunistyczne media. Przykłady można mnożyć, ciekawych i zabawnych historii o Lemie w tej książce jest mnóstwo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.tersninja.com/wp-content/uploads/2009/08/stanislaw-lem.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 250px;" src="http://www.tersninja.com/wp-content/uploads/2009/08/stanislaw-lem.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A do tego Tomasz Lem pisze o ojcu ciepło, z lekkim humorem i bardzo interesująco. Bez oceniania, bez rozliczeń. Po prostu, szczerze, tak jak było. Trochę z przymrużeniem oka. Dzięki temu utworzony portret pisarza jest interesujący, prawdziwy, wielobarwny i niezwykły. A przy tym cudownie się te wspomnienia czyta – jest to lektura bardzo lekka, przyjemna i szybka. Dla mnie, dla osoby, która Lema jako pisarza lubi i bardzo ceni, to prawdziwa gratka, lektura obowiązkowa. W dodatku książka została bardzo ładnie wydana, a w środku zamieszczono mnóstwo ciekawych zdjęć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie tylko dla fanów naszego największego pisarza fantastyki. Książka, jako opowieść o niezwykłym i znanym człowieku, może zainteresować nawet tych, którzy od SF trzymają się z daleka. Bo z Lemem nie można się nudzić.  A wiecie, że wybitny amerykański pisarz SF Philip K. Dick uważał, że Lem jest w istocie tajną organizacją i pisał na niego donosy do FBI? ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze fragment na zachętę. &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"Z dzieciństwa, a zatem z czasów, kiedy matka już co najmniej od kilkunastu lat wdrażała zasady savoir-vivre’u, zapamiętałem uroczystą kolację, na której pojawił się kwiat literatury polskiej, między innymi Wisława Szymborska i Ewa Lipska. W pewnej chwili ojciec, wskazując na talerz z ciastkami z Cracovii, jednej z niewielu krakowskich cukierni, której wyroby w tamtych czasach można było podać bez niepokoju o los gości, rzekł:&lt;br /&gt;- Uważam, że do tych ciastek należałoby powtykać karteczki z cenami, żebyście panie wiedziały, jak bardzo się dla was wykosztowaliśmy! – Po czym zwracając się do żony, dodał tym samym uprzejmym tonem, niewinnie, choć z lekkim wyrzutem: - Basiu, dlaczego mnie kopiesz pod stołem?"&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-8222443452437139961?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/8222443452437139961/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/06/awantury-na-tle-powszechnego-ciazenia.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/8222443452437139961'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/8222443452437139961'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/06/awantury-na-tle-powszechnego-ciazenia.html' title='&quot;Awantury na tle powszechnego ciążenia&quot; Tomasz Lem'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-3107685873010952234</id><published>2010-06-23T22:49:00.006+02:00</published><updated>2010-10-17T14:45:18.868+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powrót do przeszłości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Małgorzata Gutowska-Adamczyk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobiety dla kobiet'/><title type='text'>"Cukiernia Pod Amorem. Zajezierscy" Małgorzata Gutowska - Adamczyk</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.pora.pl/resources/n/5/375605/robocze_big/cukiernia-pod-amorem-zajezierscy---malgorzata-gutowska-adamczyk.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 253px; height: 376px;" src="http://www.pora.pl/resources/n/5/375605/robocze_big/cukiernia-pod-amorem-zajezierscy---malgorzata-gutowska-adamczyk.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze określenie, jakie przychodzi mi do głowy, gdy myślę o „Cukierni Pod Amorem” to po prostu „przyjemna”. Tak, ta książka jest ogromnie przyjemna... I smakowita niczym serwowane w tytułowym lokalu jagodzianki. Przeczytałam ją jednym tchem, wprost pochłonęłam, zupełnie nie mogąc się oderwać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W powieści wątek współczesny przeplata się z wydarzeniami z drugiej połowy XIX w. Obie historie są ze sobą połączone głównie więzami rodzinnymi bohaterów, ale zapewne w kolejnych tomach fragmenty układanki utworzą całość. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia z XIX w. jest mocno rozbudowana i nawet nie wiem, od czego zacząć. Tym bardziej, że tutaj akcja się rozgałęzia – na wątek nieco „starszy” opowiadający przede wszystkim o Barbarze Zajezierskiej i drugi, który kręci się przede wszystkim wokół jej syna, Tomasza Zajezierskiego. Ale na pewno będą namiętności, mniej lub bardziej udane małżeństwa, zdrady. Będzie słodko, będzie gorzko. A wszystko na tle historycznej scenerii – dworki szlacheckie, folwarki, przyjęcia i suknie, polowania...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To mnie właśnie oczarowało. Ten nastrój, ten urok. Mam słabość do powieści, filmów, których akcja toczy się w przeszłości, może właśnie najlepiej w XIX w. Nie chciałabym wtedy żyć, na pewno nie. Ale lubię o tym poczytać, lubię odpłynąć w przeszłość, do czasów, kiedy wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Wątek dziewiętnastowieczny miał w sobie ogromny czar. To on przede wszystkim sprawił, że skusiłam się na „Cukiernię Pod Amorem”. W dodatku język jest po prostu bardzo ładny. Autorka zgrabnie wplata archaizmy, naprawdę dobrze udaje jej się pisać z lekka staromodnym stylem. A przy tym powieść czyta się wprost znakomicie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast w wątku współczesnym (rok 1995) Iga, córka właściciela cukierni Pod Amorem stara się rozwiązać pewną niezwykłą zagadkę. Podczas wykopalisk na rynku w Gutowie archeolodzy znajdują zabytkowy pierścień. Wiąże się nim pewna rodzinna historia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoda mi było po wyprawie do dawnych Zajezierzyc, wracać do współczesności i Igi. Zagadka pierścienia nie zaabsorbowała mnie nawet w połowie tak, jak historie z XIX w.  Czuć, że ta „nowsza” historia jest gorsza. Zwyklejsza, bardziej typowa, mniej naturalna. Brak jej właściwego reszcie książki uroku i polotu. Brak „tego czegoś”. Ot, zwykła bohaterka, która wypada dość nieciekawie w porównaniu z innymi kobietami w powieści. Ot, rozwiązywanie rodzinnej zagadki, co właściwie wydaje mi się dość schematyczne. I co w dodatku mnie niemal zupełnie nie zainteresowało i nawet nie bardzo się przejęłam, że na rozwiązanie trzeba będzie czekać do kolejnych tomów (drugi już w październiku). Te współczesne fragmenty czytałam, wciąż myśląc o czekającym mnie powrocie do historii dziewiętnastowiecznych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To książka typowo kobieca i oczywiście o kobietach. I tak mamy w niej całą galerię przeróżnych osobowości - jak silną i przedsiębiorczą Barbarę, czy delikatną Adę.  Czytamy o kobietach na przestrzeni wieków. Wątek kryminalny może być właściwie po prostu klamrą, która spina współczesną Igę z bohaterkami „dziewiętnastowiecznymi”. Pretekstem do opowiadania o kobietach kiedyś i dziś. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciepła, pełna wdzięku i uroku. Niezwykle wciągająca. Niezwykle przyjemna. Cudownie staroświecka. Barwna, szczegółowa narracja, trochę jakby klasyczna. A akcja raczej nieśpieszna. Czysta przyjemność.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-3107685873010952234?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/3107685873010952234/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/06/cukiernia-pod-amorem-zajezierscy.html#comment-form' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3107685873010952234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/3107685873010952234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/06/cukiernia-pod-amorem-zajezierscy.html' title='&quot;Cukiernia Pod Amorem. Zajezierscy&quot; Małgorzata Gutowska - Adamczyk'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-2115019650023997776</id><published>2010-06-07T23:01:00.006+02:00</published><updated>2010-10-17T14:44:56.293+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='John Irving'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>"Ostatnia noc w Twisted River" John Irving</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/93581_ostatnia-noc-w-twisted-river_200.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 309px;" src="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/93581_ostatnia-noc-w-twisted-river_200.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;John Irving zabiera nas w wieloletnią podróż razem z bohaterami książki, ojcem i synem, którzy nigdzie nie mogą zagrzać miejsca w obawie o własne życie - zostali skazani na ciągłą tułaczkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jakim stopniu jedna niefortunna pomyłka może wpłynąć na całe życie? Dominic Baciagalupo wraz ze swoim synem Danny’m mieszka w Twisted River, niewielkiej osadzie, w której ludzie trudnią się pracą w tartaku. Jest kucharzem w tamtejszej stołówce. Syna wychowuje samotnie, odkąd jego żona Rosie zmarła tragicznie. Najbliższym przyjacielem obydwojga jest Ketchum. Doświadczony flisak do końca będzie ich podporą. Pewnej nocy ma miejsce tragiczny wypadek, który na zawsze zaważy na życiu bohaterów i uczyni z nich wiecznych uciekinierów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wypadki rządzą światem” stwierdza Dominic Baciagalupo. I faktycznie – jeden wypadek zarządzi światem kucharza i jego syna. To on spowoduje, że będą musieli opuścić Twisted River i uciekać przez całe życie. Jedno niesamowite i przerażające wydarzenie, spowodowane wyobraźnią dziecka, całkowicie odmieni losy bohaterów. Odbierze im dom i spokój. Będą wciąż się tułać, wielokrotnie się przeprowadzając i zmieniając nazwiska. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że nie czytałam dotąd nic Irvinga. Nie mam więc możliwości porównania „Ostatniej nocy w Twisted River” do wcześniejszych powieści autora. Wielka szkoda, bo znalazłam informacje, iż amerykański pisarz w swej najnowszej książce wielokrotnie powtarza wykorzystane wcześniej motywy. A może to mieć zasadniczy wpływ na odbiór powieści – bo Irving pisze o pisaniu. W związku z tym powtórki z wcześniejszych powieści można uznać za swoistą zabawę z własną twórczością, za umiejętne nawiązywanie do pracy pisarza. To właśnie pisarzem jest główny bohater książki, Danny, może i w pewnym sensie, głównie pod kątem pisarskim, alter ego samego Irvinga. Proces twórczy – pisanie powieści – jest jednym z najważniejszych elementów książki. Autor na przykładzie Danny’ego pokazuje, jak to wygląda „od kuchni”. Danny’emu towarzyszymy przy pisaniu książek, szczególnie tej ostatniej. Wiemy, że zaczyna je od końca (podobnie jak Irving). Czytamy o jego pracy, o tym jak pisze, o tym jak myśli nad rozpoczęciem. A przy tym zastanawiamy się, jaki wpływ ma literatura na życie i przede wszystkim odwrotnie – życie na literaturę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tułaczka bohaterów będzie trwać jakieś pięćdziesiąt lat – przez ten czas obydwoje będą żyli w poczuciu wciąż wiszącego nad nimi zagrożenia, kilkakrotnie będą zmuszeni zmieniać miejsce zamieszkania. To daje nam doskonałą okazję do obserwacji licznych społeczności – pracowników tartaku w New Hampshire, mieszkańców włoskiej dzielnicy North End w Bostonie, studentów lub Azjatów. Irving opisuje Stany Zjednoczone przez ponad pół wieku i, jak łatwo przypuścić, w tym czasie zachodzą liczne przemiany, a my obserwujemy je z bardzo różnych perspektyw.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ostatnia noc w Twisted River” to powieść wręcz epicka. Długa, rozwinięta, bogata w smakowite szczegóły i wnikliwa. Istotny jest tu fakt, że przy tym czyta się ją znakomicie. Irving coraz to rozwija kolejne wątki i wszystkie udaje mu się zakończyć. To książka dokładnie przemyślana i po prostu dobrze napisana. Miejscami dramatyczna i przerażająca, ale także wzruszająca. Czasem nieco niepokojąca i melancholijna. A przy tym trafiają się w niej momenty niemal sensacyjne, które mocno przykuwają uwagę czytelnika. I jest w tym wszystkim też jakiś absurd, humor, autor pisze z pewnym przymrużeniem oka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie to przede wszystkim powieść o pisaniu. Ale przecież „Ostatnia noc w Twisted River” zahacza też o wiele innych tematów. Znajdziemy w niej ucieczkę, miłość ojca i syna, przyjaźń, związki z kobietami... Krótko mówiąc, dla każdego coś dobrego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-2115019650023997776?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/2115019650023997776/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/06/ostatnia-noc-w-twisted-river.html#comment-form' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/2115019650023997776'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/2115019650023997776'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/06/ostatnia-noc-w-twisted-river.html' title='&quot;Ostatnia noc w Twisted River&quot; John Irving'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-4614439127087352497</id><published>2010-06-02T22:32:00.009+02:00</published><updated>2010-10-17T14:44:28.226+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Michael Cunningham'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>"Godziny" Michael Cunningham</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://cache.wysylkowa.pl/cache.php?f=http://wysylkowa.pl/o/d2/5/719115.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 172px; height: 275px;" src="http://cache.wysylkowa.pl/cache.php?f=http://wysylkowa.pl/o/d2/5/719115.JPG" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie da się zaprzeczyć, że „Godziny” to prawdziwa gratka dla wszystkich, którym spodobała się „Pani Dalloway”. Wariacja na temat książki Virginii Woolf łączy się z opowieścią o samej autorce, tworząc bardzo przyjemną i interesującą lekturę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeplatają się tu historie trzech kobiet. Mimo, że żyją w zupełnie różnych miejscach i w różnym czasie, jest coś, co je łączy.&lt;br /&gt;Rok 1923. Virginia wraz z mężem mieszka na przedmieściach Londynu, ale dusi się tam i chce wrócić do centrum. Jest znerwicowana, cierpi na chorobę psychiczną. Obserwujemy jej dość zwyczajny dzień. Pisarka rozpoczyna pracę nad „Panią Dalloway”, kłóci się z kucharką, odwiedza ją siostra wraz z dziećmi. &lt;br /&gt;Rok 1949.  Życie Laury z pozoru może się wydawać idealne. Ma kochającego męża, małego synka o imieniu Richie i jest w ciąży z kolejnym dzieckiem. Wszystko w doskonałym porządku, brak jakichkolwiek problemów... A mimo to Laura nie jest szczęśliwa, trudno nawet wyraźnie powiedzieć z jakiego powodu. Myśli o samobójstwie, o tym jak dobrze byłoby zakończyć to wszystko... Nie może znieść, że mąż jest zawsze zadowolony. Czuje się jak w klatce, ucieka w świat książek, ucieka w świat „Pani Dalloway”. &lt;br /&gt;Koniec dwudziestego wieku. Clarissa Vaughan mieszka w Nowym Jorku, od piętnastu lat jest związana z Sally. Właśnie urządza przyjęcie na cześć chorego na AIDS przyjaciela, który otrzymał nagrodę literacką. Kupuje kwiaty w pobliskiej kwiaciarni. Czy to już czegoś nie przypomina?  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TAbC3imQhrI/AAAAAAAAAA0/R4TFzRW0f1U/s1600/2003_the_hours_003.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 169px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TAbC3imQhrI/AAAAAAAAAA0/R4TFzRW0f1U/s320/2003_the_hours_003.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5478280256178652850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No właśnie. Wszystkie historie są jakoś związane z „Panią Dalloway”, ale opowieść o Clarissie jest jej uwspółcześnionym odwzorowaniem. Wciąż trafiamy na szczegóły, które wystąpiły wcześniej w dziele Virginii Woolf. Clarissa nie tylko, tak jak jej pierwowzór, urządza przyjęcie i kupuje kwiaty. Do tego na przykład widzi na ulicy gwiazdę filmową, ale nie wie, czy to Meryl Streep, czy może Susan Sarandon (w „Pani Dalloway” bohaterka zastanawiała się, czy widziała królową, czy premiera). Ma młodą córkę, która przyjaźni się z kobietą, której Clarissa szczerze nie znosi. I tak dalej, i tak dalej. Cunningham generalnie czerpie z „Pani Dalloway” pełnymi garściami, a w dodatku zręcznie miesza to z życiorysem autorki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temat i przesłanie „Godzin” także przypominają „Panią Dalloway”. Bo obie są powieściami o codzienności. O podobnych do siebie, codziennie przemijających, kolejnych godzinach życia. Ale równocześnie za tą rutyną, zwyczajnością kryją się duże i małe tragedie, dramaty, cierpienie i szaleństwo. Schowane przed wzrokiem emocje, uczucia, myśli, wspomnienia.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cunningham stara się wzorować na Virginii Woolf nawet jeśli chodzi o język. A zadanie jest w sumie niełatwe, bo „Pani Dalloway” napisana jest specyficznie i moim zdaniem bardzo pięknie. Ale wychodzi mu mimo to całkiem nieźle. Wiadomo, wiadomo, to nie to samo. Widać różnice, ale ogólnie uważam, że wywiązał się z zadania. Dodam, że „Godziny” czytało mi się lepiej od „Pani Dalloway”. Po prostu szło jak po maśle. Wprost pochłonęłam tę książkę, sama nie zauważałam, że tak szybko mijają kolejne strony. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TAbDivoNsCI/AAAAAAAAAA8/4FE6YmXqfvc/s1600/2003_the_hours_017.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 270px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TAbDivoNsCI/AAAAAAAAAA8/4FE6YmXqfvc/s320/2003_the_hours_017.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5478280998410891298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zwykła powtórka z „Pani Dalloway”? Nie, zdecydowanie nie. „Godziny” są inne. Chwali się autorowi umiejętne splecenie trzech różnych historii. Chwali się zgrabne wykorzystanie prozy Virginii Woolf, jej udane i interesujące uwspółcześnienie. Ale to mimo wszystko książka bardzo zwyczajna, którą po prostu przeczytałam z wielką przyjemnością, która nawet może i robiła wrażenie podczas czytania, ale teraz myślę o niej bez żadnych emocji. Piszę to, gdy od jej skończenia minęło ledwie półtora tygodnia. A w głowie wciąż o wiele mocniej tkwi mi „Pani Dalloway”, którą czytałam ponad trzy miesiące temu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I muszę wspomnieć jeszcze o filmie, który też mi się podobał, a który właściwie jest powieści bardzo wierny. Chociaż preferuję inną kolejność, oglądałam go przed przeczytaniem książki, ale nie przeszkodziło mi to w odbiorze lektury. Myślę, że jest zdecydowanie warty obejrzenia. Tak jak książka – spokojny, dla wielu być może nudny, ale gdzieś w głębi pełen emocji. A do tego świetne aktorstwo. Nicole Kidman za rolę Virginii Woolf otrzymała Oscara, ale przecież Meryl Streep i Julianne Moore też spisały się bardzo dobrze.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasze życie składa się z wielu, wielu godzin. Godzin pełnych smutku i radości. Godzin, w których targają nami uczucia i emocje. Godziny, godziny, godziny. Jedna po drugiej. Na pewno nie zaszkodzi kilka z nich przeznaczyć właśnie na powieść Cunninghama.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-4614439127087352497?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/4614439127087352497/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/06/godziny-michael-cunningham.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4614439127087352497'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4614439127087352497'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/06/godziny-michael-cunningham.html' title='&quot;Godziny&quot; Michael Cunningham'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TAbC3imQhrI/AAAAAAAAAA0/R4TFzRW0f1U/s72-c/2003_the_hours_003.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-4549577581058284105</id><published>2010-05-26T15:09:00.007+02:00</published><updated>2010-10-17T14:44:11.412+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seria z miotłą'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marsha Mehran'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura irlandzka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klimatycznie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobiety dla kobiet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egzotycznie'/><title type='text'>"Zupa z granatów" Marsha Mehran</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://tylkokuchnia.blox.pl/resource/zupa.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 220px; height: 347px;" src="http://tylkokuchnia.blox.pl/resource/zupa.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zupa z granatów” Marshy Mehran jest zupełnie jak potrawa, która od początku niewyobrażalnie kusi wyglądem i aromatem. Wydaje się, że czeka nas wspaniała uczta i prawdziwe rozkosze dla podniebienia. Na początku rzeczywiście smakuje wspaniale, ale później doznajemy wrażenia, że jednak spodziewaliśmy się czegoś więcej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzy siostry Aminpur, Iranki przybywają do niewielkiego irlandzkiego miasteczka. Otwierają tam egzotyczną restaurację – Cafe Babilon. Niektórzy mieszkańcy Ballinacroagh od razu zostaną oczarowani egzotycznym miejscem i sympatycznymi siostrami. Wielu jednak pozostanie nieufnych, a wręcz wrogich ze względu na obcość i odmienność przybyszek. Thomas McGuire, właściciel wszystkich pubów w miasteczku stawia sobie za punkt honoru pozbycie się sióstr Aminpur. Pragnie założyć w miejscu Cafe Babilon dyskotekę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawno już słyszałam o tej książce. Gdy zobaczyłam w księgarni okładkę (która przy okazji bardzo mi się podoba)  nie mogłam się powstrzymać. I chyba mimo wszystko tego trochę  potrzebowałam – czegoś lekkiego, co dałoby się bardzo szybko przeczytać, a co dostarczyłoby mi nieskomplikowanej przyjemności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały urok „Zupy z granatów” polega na tym, że ta powieść wprost pachnie, wprost smakuje. Tyle w niej pysznych, egzotycznych potraw, że czytelnikowi niemal ślinka cieknie. Tyle tutaj zapachów, aromatów, że czasami czujemy jakby autorka przeniosła nas do zaczarowanej krainy. Tyle tutaj przypraw... Ach, kardamon, cynamon, kminek, szafran, czarnuszka... Tu jest słodko, gorzko, kwaśno. Jest pysznie. Aż chce się jeść, a gdybym miała trochę zacięcia kulinarnego pewnie chciałoby mi się też gotować. Sprzyja temu zamieszczenie w książce trzynastu przepisów na potrawy kuchni perskiej, pojawiające się w powieści. Marsha Mehran tworzy cudowny klimat, nieziemską atmosferę Cafe Babilon. W tym jest niezrównana. Czyż nie wspaniale jest zanurzyć się w myślach o takich pysznościach, utknąć na dobre u sióstr Aminpur i zapomnieć o całym świecie? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świeży powiew egzotyki znad Iranu spowoduje niemałe zmiany w Ballinacroagh. Mieszkańcy zareagują bardzo różnie i siostry będą musiały się zmierzyć także z zupełnym brakiem tolerancji. Ale wiadomo, tak to już niestety jest, gdy spotykamy coś lub kogoś „innego”, „dziwnego” lub „obcego”. Znajdzie się wielu sympatycznych Irlandczyków, którzy pomogą siostrom zagrzać miejsca. Jednak ze względu na tych mniej otwartych, momentami będzie ciężko i trudno. Ale Mardżan, Bahar i Lejla oczywiście nie poddadzą się łatwo i z uporem będą chciały znaleźć w irlandzkim miasteczku swoje miejsce na świecie. Wszystkie tego potrzebują, gdyż ciążą na nich straszne wspomnienia z ogarniętego rewolucją Iranu. Widmo przeszłości ciągnie się za nimi aż do spokojnego Ballinacroagh i nawet tam nie daje spokoju. Będą musiały się z nim uporać, a w szczególności wrażliwa i ciężko doświadczona Bahar. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoda, wielka szkoda, że bardzo to wszystko schematyczne i jednowymiarowe. Postaci są tylko białe lub czarne. W dodatku na przykład należący do złego obozu Thomas McGuire w swej chciwości i zawziętości jest bardzo przerysowany. No tak, jeden z bohaterów jest „czarny”, ale pod koniec dostępuje cudownej przemiany. Abstrahując już od smaków opisywanych w książce potraw, sama powieść wydaje się trochę zbyt słodka, mdła, zupełnie nieprawdziwa. Jakichkolwiek problemów nie miałyby siostry Aminpur, jakichkolwiek okropnych wspomnień z Iranu, to wszystko jest proste, wszystko zmierza ku nieuchronnemu szczęśliwemu zakończeniu. Jakżeby inaczej? Można trochę usprawiedliwić autorkę. Można wpisać „Zupę z granatów” w konwencję baśni. W baśni w końcu zawsze wszystko kończy się dobrze i po prostu nie może być inaczej. To powieść na poprawę humoru i takie na pewno też są potrzebne. Gdy wszystko idzie źle, można przeczytać „Zupę z granatów”, która być może pocieszy nas swoją wymową i dzięki niej popatrzymy na świat z większym optymizmem. Zadziała jak najlepsza komedia, jak tabliczka czekolady. Przy okazji, czy tylko mnie fabuła tak bardzo kojarzy się z „Czekoladą”? Przyznam, że nie czytałam książki Joanne Harris, ale film oglądałam kilka razy i skojarzenia jest po prostu nieuchronne. Właściwie teraz, gdy myślę o „Zupie z granatów” od razu przypomina mi się „Czekolada”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść Marshy Mehran to lektura po prostu nad wyraz przyjemna i klimatyczna. Taka, która skutecznie unormuje ilość smutków i może zostawi po sobie miłe wspomnienie o opisywanych w niej pysznościach. I właściwie na tym jej rola się kończy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-4549577581058284105?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/4549577581058284105/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/05/zupa-z-granatow-marsha-mehran.html#comment-form' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4549577581058284105'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4549577581058284105'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/05/zupa-z-granatow-marsha-mehran.html' title='&quot;Zupa z granatów&quot; Marsha Mehran'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-7433979434443326661</id><published>2010-05-21T21:24:00.004+02:00</published><updated>2010-10-17T14:43:57.035+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura angielska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Doris Lessing'/><title type='text'>"Trawa śpiewa" Doris Lessing</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/57505_trawa-spiewa_200.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 318px;" src="http://www.esensja.pl/obrazki/okladkiks/57505_trawa-spiewa_200.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż debiutancka powieść Lessing rozpoczyna się morderstwem, nie jest to w żadnym stopniu kryminał. Od początku znamy sprawcę. Ale dlaczego zabił? By dostać odpowiedź na to pytanie, będziemy musieli się wgłębić w psychologiczne portrety bohaterów i poznać cichy dramat, rozgrywający się pod gorącym słońcem Afryki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żona farmera z Afryki Południowej, Mary Turner, zostaje zamordowana na werandzie swojego domu przez Murzyna Mosesa, który służył w gospodarstwie. Sprawa jest od razu rozwiązana – Moses zostanie powieszony. Prawdziwe powody zabójstwa dla śledczych nie są właściwie ważne. „Nie lubimy, kiedy czarnuchy mordują białe kobiety” stwierdza sąsiad Turnerów. Człowieka, który chciałby rzucić na wydarzenie nowe światło, nikt nie słucha. Ale przecież tej sprawy nie da się określić czarno-biało. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo powodów tragedii można się dopatrywać w psychice i życiu Mary, w tym nawet w jej dzieciństwie. Od najmłodszych lat obserwowała nieszczęśliwy związek jej rodziców. Ojciec przepijał wszystkie pieniądze, a matka uczyniła sobie z córki powiernicę i przelewała na nią swoje żale. Później dziewczyna zaczęła pracować w biurze w mieście. Prowadziła wesołe życie, pełne zabawy i licznych przyjaciół. I była zadowolona. Gdy jednak przekroczyła trzydziestkę usłyszała przypadkiem, że jest „nie taka”. Te proste słowa sprawiły, że wszystko się odmieniło. Mary zaczęło doskwierać to, że wszystkie jej przyjaciółki założyły już rodziny, a tylko jej nie ciągnie do małżeństwa. Nie chcąc być inną, niż wszyscy, wykorzystuje właściwie pierwszą lepszą okazję – wkrótce wychodzi za mąż za farmera Dicka Turnera. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można się od początku spodziewać, że to małżeństwo nie będzie szczęśliwe. Mary przez to, że usłyszała nieprzyjemne słowa koleżanek, podejmuje bardzo nieodpowiednią decyzję. Nie wie czego chce i popełnia ogromne głupstwo. Wychodzi za mąż, bo tak „powinna”, bo nie chce, żeby inni uważali, że „czegoś jej brakuje”. Przez większą część książki obserwujemy właśnie to małżeństwo, które jest nieporozumieniem od początku do końca. Problemem był już dom, bo Mary wolała miasto, a musiała zamieszkać na niewygodnej farmie. Problemem było nieudolne prowadzenie gospodarstwa przez Dicka, które sprawiało, że zamiast się bogacić, Turnerowie pogłębiali się w coraz większej ruinie. Problemem były różne charaktery i poglądy, także na sprawę traktowania rdzennych mieszkańców Afryki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając powieść Lessing cały czas widzimy przerażające oznaki ogromnej nienawiści i pogardy żywionej przez białych do tubylców. Murzyn był dla kolonistów podgatunkiem, kimś gorszym, godnym jedynie pogardy. Po prostu bydłem, siłą roboczą, niczym więcej. Jakiekolwiek spoufalanie się z tubylcami wydawało się uwłaczające i zupełnie nie do przyjęcia. „Jak przychodzi co do czego, nie miewa się żadnych kontaktów z tubylcami poza relacją pan – sługa. Na co dzień nie zna się ich jako istot ludzkich.” Choć przecież rasizm to temat szeroko rozpowszechniany i omawiany, to w tej książce przeraża na nowo. Przeraża wstręt Mary do Murzynów. Przeraża traktowanie ich jak zwierzęta lub, jeszcze gorzej, jak przedmioty. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;W książce na pierwszy plan wysuwa się warstwa psychologiczna. Lessing świetnie konstruuje postaci bohaterów – są złożone, wielowymiarowe, prawdziwe. Autorka dociera do ciemnych głębin ludzkiego charakteru. Dotykamy dna tajemnicy życia na farmie Turnerów. W powieści „Trawa śpiewa” właśnie o to chodzi. O psychikę bohaterów, o skryte powody ich zachowań, o uczucia. O zgłębienie prawdziwej, skomplikowanej przyczyny morderstwa. Lessing stosuje interesującą kompozycję klamrową. Książka zaczyna się morderstwem, po czym cofamy się do dzieciństwa Mary i stopniowo dochodzimy znów do początkowego punktu. Pisze przy tym bardzo prostym, zwyczajnym, wręcz suchym stylem i to mi się podoba w jej prozie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Afryka z książki noblistki  jest światem strasznym, bezwzględnym, w którym nie da się uniknąć podziału na białych i czarnych. A takie myślenie wywołuje przerażające skażenie w ludzkiej psychice...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-7433979434443326661?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/7433979434443326661/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/05/trawa-spiewa-doris-lessing.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7433979434443326661'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/7433979434443326661'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/05/trawa-spiewa-doris-lessing.html' title='&quot;Trawa śpiewa&quot; Doris Lessing'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-4390348462140992933</id><published>2010-05-20T17:57:00.004+02:00</published><updated>2010-05-20T18:36:33.031+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różności'/><title type='text'>Lista książek BBC</title><content type='html'>Trochę z nudów (bo nic się tu ostatnio nie dzieje) i jako przerywnik wrzucam listę książek, które trzeba przeczytać według BBC. Rzecz jasna, należy ją potraktować z pewnym przymrużeniem oka. Wielu ważnych książek brakuje, a ja na przykład nie czuję potrzeby czytania wymienionego tutaj "Dziennika Bridget Jones". Niemniej przejrzeć można.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;pogrubione&lt;/span&gt; - przeczytane&lt;br /&gt;&lt;font color=#D2691E&gt;pomarańczowe&lt;/font&gt; - ulubione&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;kursywą&lt;/span&gt; - bardzo chcę przeczytać&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;font color=#D2691E&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;1. Duma i uprzedzenie – Jane Austen&lt;/span&gt;,&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;font color=#D2691E&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;2. Władca Pierścieni – JRR Tolkien &lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;3. Jane Eyre – Charlotte Bronte&lt;br /&gt;4. Seria o Harrym Potterze – JK Rowling&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;5. Zabić drozda – Harper Lee&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;6. Biblia&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;7. Wichrowe Wzgórza – Emily Bronte&lt;br /&gt;&lt;font color=#D2691E&gt;8. Rok 1984 – George Orwell&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;9. Mroczne materie (seria) – Philip Pullman&lt;br /&gt;10. Wielkie nadzieje – Charles Dickens&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;11. Małe kobietki – Louisa M Alcott&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;12. Tessa D’Urberville – Thomas Hardy&lt;br /&gt;13. Paragraf 22 – Joseph Heller&lt;br /&gt;14. Dzieła zebrane Szekspira&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;15. Rebeka – Daphne Du Maurier&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Hobbit – JRR Tolkien&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;17. Birdsong – Sebastian Faulks&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;18. Buszujący w zbożu – JD Salinger&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;19. Żona podróżnika w czasie – Audrey Niffenegger&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;20. Miasteczko Middlemarch – George Eliot&lt;br /&gt;21. Przeminęło z wiatrem – Margaret Mitchell&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;22. Wielki Gatsby – F Scott Fitzgerald&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;23. Samotnia – Charles Dickens&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;24. Wojna i pokój – Leo Tolstoy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;25. Autostopem przez Galaktykę – Douglas Adams&lt;br /&gt;26. Znowu w Brideshead – Evelyn Waugh&lt;br /&gt;27. Zbrodnia i kara – Fyodor Dostoyevsky&lt;br /&gt;28. Grona gniewu – John Steinbeck&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;29. Alicja w Krainie Czarów – Lewis Carroll&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;30. O czym szumią wierzby – Kenneth Grahame&lt;br /&gt;&lt;font color=#D2691E&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;31. Anna Karenina – Leo Tolstoy&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;32. David Copperfield – Charles Dickens&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;33. Opowieści z Narnii (cały cykl) – CS Lewis&lt;br /&gt;34. Emma- Jane Austen&lt;br /&gt;35. Perswazje – Jane Austen&lt;br /&gt;36. Lew, Czarwnica i Stara Szafa – CS Lewis&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;37. Chłopiec z latawcem – Khaled Hosseini&lt;br /&gt;38. Kapitan Corelli – Louis De Bernieres&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;39. Wyznania Gejszy – Arthur Golden&lt;br /&gt;40. Kubuś Puchatek – AA Milne&lt;br /&gt;41. Folwark zwierzęcy – George Orwell&lt;br /&gt;42. Kod Da Vinci – Dan Brown&lt;br /&gt;&lt;font color=#D2691E&gt;43. Sto lat samotności – Gabriel Garcia Marquez&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;44. Modlitwa za Owena – John Irving&lt;br /&gt;45. Kobieta w bieli – Wilkie Collins&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;46. Ania z Zielonego Wzgórza – LM Montgomery&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;47. Z dala od zgiełku – Thomas Hardy&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;48. Opowieść podręcznej – Margaret Atwood&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;49. Władca much – William Golding&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;50. Pokuta – Ian McEwan&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;51. Życie Pi – Yann Martel&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;52. Diuna – Frank Herbert&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;53. Cold Comfort Farm – Stella Gibbons&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;54. Rozważna i romantyczna – Jane Austen&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;55. Pretendent do ręki – Vikram Seth&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;56. Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafon&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;57. Opowieść o dwóch miastach – Charles Dickens&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;58. Nowy wspaniały świat – Aldous Huxley&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;59. Dziwny przypadek psa nocną porą – Mark Haddon&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;60. Miłość w czasach zarazy – Gabriel Garcia Marquez&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;61. Myszy i ludzie – John Steinbeck&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;62. Lolita – Vladimir Nabokov&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;63. Tajemna historia – Donna Tartt&lt;br /&gt;64. Nostalgia anioła – Alice Sebold&lt;br /&gt;&lt;font color=#D2691E&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;65. Hrabia Monte Christo – Alexandre Dumas&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;66. W drodze – Jack Kerouac&lt;br /&gt;67. Juda nieznany – Thomas Hardy&lt;br /&gt;68. Dziennik Bridget Jones – Helen Fielding &lt;br /&gt;69. Dzieci północy – Salman Rushdie&lt;br /&gt;70. Moby Dick – Herman Melville&lt;br /&gt;71. Oliver Twist – Charles Dickens&lt;br /&gt;72. Dracula – Bram Stoker&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;73. Tajemniczy ogród – Frances Hodgson Burnett&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;74. Zapiski z małej wyspy – Bill Bryson&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;75. Ulisses – James Joyce&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;76. Szklany kosz – Sylvia Plath&lt;br /&gt;77. Jaskółki i Amazonki – Arthur Ransome&lt;br /&gt;78. Germinal – Emile Zola&lt;br /&gt;79. Targowisko próżności – William Makepeace Thackeray&lt;br /&gt;80. Opętanie – AS Byatt&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;81. Opowieść wigilijna – Charles Dickens&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;82. Atlas chmur – David Mitchell&lt;br /&gt;83. Kolor purpury – Alice Walker&lt;br /&gt;84. Okruchy dnia – Kazuo Ishiguro&lt;br /&gt;85. Pani Bovary – Gustave Flaubert&lt;br /&gt;86. A Fine Balance – Rohinton Mistry&lt;br /&gt;87. Pajęczyna Szarloty – EB White&lt;br /&gt;88. Pięć osób, które spotykamy w niebie – Mitch Albom&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;89. Przygody Scherlocka Holmesa – Sir Arthur Conan Doyle&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;90. The Faraway Tree Collection – Enid Blyton&lt;br /&gt;91. Jądro ciemności – Joseph Conrad&lt;br /&gt;&lt;font color=#D2691E&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;92. Mały Książę – Antoine De Saint-Exupery&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;93. Fabryka os – Iain Banks&lt;br /&gt;94. Wodnikowe Wzgórze – Richard Adams&lt;br /&gt;95. Sprzysiężenie głupców – John Kennedy Toole&lt;br /&gt;96. Miasteczko jak Alece Springs – Nevil Shute&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;97. Trzej muszkieterowie – Alexandre Dumas&lt;br /&gt;98. Hamlet – William Shakespeare&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;99. Charlie i fabryka czekolady – Roald Dahl&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;100. Nędznicy – Victor Hugo&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6245209012606394246-4390348462140992933?l=kochajmy-ksiazki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/feeds/4390348462140992933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/05/lista-ksiazek-bbc.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4390348462140992933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6245209012606394246/posts/default/4390348462140992933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kochajmy-ksiazki.blogspot.com/2010/05/lista-ksiazek-bbc.html' title='Lista książek BBC'/><author><name>ultramaryna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10021018743689255675</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_p7ielVX-bLY/TCuUTO_MTSI/AAAAAAAAADk/5r1jaEhukG4/S220/avatarbrightstar.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6245209012606394246.post-5387015891526411126</id><published>2010-05-09T14:37:00.003+02:00</published><updated>2010-10-17T14:43:37.354+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Olga Tokarczuk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olga Tokarczuk</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.apeironmag.pl/wp-content/uploads/2009/12/tokarczuk.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 324px;" src="http://www.apeironmag.pl/wp-content/uploads/2009/12/tokarczuk.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Absolutnie nie mogę powiedzieć, że nie lubię Tokarczuk. Czytam, wytrwale czytam jej książki i pewnie będę czytać dalej. I cóż, raczej mi się podobają, a jednak nie umiem ich odebrać bezkrytycznie. Niemal zawsze mam jakieś „ale” albo raczej nawet niejedno. Chlubnym wyjątkiem jest „Prawiek i inne czasy”, który zachwycił mnie bezgranicznie. Mam też kilka zastrzeżeń do najnowszej powieści w dorobku autorki, „Prowadź swój pług przez kości umarłych” (przeraźliwie długi tytuł, ale przynajmniej charakterystyczny).  &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Po samych opisach widać już, że tym razem autorka chwyciła się czegoś innego niż chociażby w „Biegunach” lub „Dom dzienny, dom nocny”. To zwykła powieść ze spójną, tradycyjną narracją pierwszoosobową. Thriller ekologiczny lub moralny, jak jest wkoło określana. Główną bohaterką, Tokarczuk czyni ekscentryczną Janinę Duszejko, mieszkankę Kotliny Kłodzkiej. Już na początku dochodzi do śmierci – jej sąsiad udławia się kością upolowanej wcześniej sarny. Przez całą książkę trup ściele się dość gęsto, a pani Duszejko ma na ten temat pewną hipotezę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak dla mnie tym razem Tokarczuk grzeszy pewną pretensjonalnością. Odbija się to najwyraźniej w stylu. Historia jest opowiadana słowami głównej bohaterki. I na karb tego faktu możemy złożyć momentami nienaturalny język. Tokarczuk zdecydowała się pisać dość specyficznie, bo chciała ustylizować język na taki, którym mogłaby się posługiwać nieco zdziwaczała staruszka. Ale to trochę irytuje – na przykład pisanie wielu zwykłych wyrazów wielką literą. Poza tym jej wcześniejsze książki po prostu zachwycały prostym, ale wspaniałym językiem. A pod
