MISJA RETELLING. Śpiąca królewna opowiedziana na nowo

Czytanie o "pierwszych", "oryginalnych" wersjach baśni bywa szokujące. Zawsze sporo tam makabry i absurdu, znacznie więcej niż w tych opowieściach, które znamy pewnie najlepiej. Ale, zaprawdę powiadam Wam, przy Śpiącej królewnie blednie wiele innych dziwnych, starych, przerażających baśni. Za pierwszą literacką wersję uznaje się Sun, Moon and Talia z Pentameronu Giambattisty Basile'a. Tutaj królewny nie budzi pocałunek księcia. O, nie. Królewna nie budzi się też, gdy książę ją gwałci. Ani wtedy, gdy potem, w wyniku tego gwałtu, rodzi bliźniaki. Budzi się dopiero, gdy jedno z dzieci gryzie ją w palec.


No i przecież to wcale nie koniec baśni. Nie zapominajcie, że jest jeszcze druga część, którą (idąc za Grimmami) jakoś tak wycięliśmy. A tam królewnę i jej dzieci ktoś (u Basile'a żona księcia, u Perrault jego matka) chce ugotować i zjeść, ewentualnie podać do zjedzenia.

Hmm.

Trudna sztuka urządzania przyjęć


A zaczyna się przecież tak przyjemnie - od wielkiej fety. Parze królewskiej wreszcie rodzi się dziecko.
Powody, dla których zła wróżka przeklina niemowlę zwykle są nie do końca sprecyzowane. Czasem chodzi o jakąś dawną urazę do matki lub ojca dziecka, nie zawsze jej powody są jasne - wystarczy spojrzeć na Spindle's End Robin McKinley. Czasem o to i o chęć przejęcia majątku - strasznie jest to akurat naciągane w Gates of Sleep Mercedes Lackey. No ale w sumie... najbardziej idiotyczne są powody, które znajdziemy w "oryginalnej" baśni. U Perrault siedem zaproszonych wróżek dostaje przy stole sztućce ze złota wysadzane diamentami i rubinami (u Grimmów jest dwanaście talerzy ze złota). Dla ostatniej nie wystarcza już takiej zastawy. Ot, z takich powodów warto zabić dziecko.

Teraz dopiero rozumiem, jak istotną sprawą jest kompletowanie zastawy stołowej.

Czarownica, jak dobrze wiemy, chce dla królewny śmierci, ale na szczęście pozostaje jeszcze jeden dar dobrej wróżki, która łagodzi zaklęcie. Biedne dziecko oczywiście i tak trzeba ratować. Na przykład paląc wszystkie kołowrotki w królestwie. Jestem przekonana, że ich właścicielki musiały być bardzo uszczęśliwione takim rozkazem. Poza tym Królewnę bardzo często wywozi się też na jakąś głuchą wieś, odosabnia od rodziny... Rozumiem chwytanie się każdej próby ratowania dziecka, ale nie w każdej wersji to "podrzucenie" komuś księżniczki wydaje się uzasadnione, nie zawsze wiadomo, czemu rodzice nie mogli się z nią ani razu zobaczyć (Gates of Sleep). No w każdym razie takie wysłanie na wieś może też bardzo po prostu skutkować tym, że z księżniczki zrobi się... wieśniaczkę. Marina z Gates of Sleep prowadzi rzeczywiście znacznie prostsze życie niż jej rodzice, ale najlepszym przykładem jest tu Rosie ze Spindle's End, która jest zwyczajną dziewczyną, nie interesuje jej blichtr, książę na białym koniu ani mieszkanie w pałacu. Świetnie czuje się na swojej wsi wśród przybranej rodziny (ciotek-wróżek, mam wrażenie, że McKinley gra nie tylko z klasyczną wersją, ale też bezpośrednio z Disneyem) i to jasne, że na księżniczkę się nijak nie nadaje.


Te delikatne księżniczki


Bo Rosie jest twarda i praktyczna, a wszyscy wiemy, jakie delikatniusie są "prawdziwe" księżniczki. Jedna wyczuwa ziarnko grochu spod stu materaców, inna zapada w śpiączkę po ukłuciu się w palec wrzecionem! A nie zapominajmy, że to ukłucie pierwotnie miało doprowadzić do śmierci!
Oczywiście od ukłucia w palec zazwyczaj się nie umiera i nawet w baśniach chyba nie samo ukłucie jest decydujące. Królewna zasypia nie ze względu na samo wrzeciono, ale ze względu na klątwę. Wrzeciono zdaje się raczej symbolem nieuchronności losu. Nieważne, gdzie królewna się schowa, nieważne, czy król nakaże spalić wszystkie kołowrotki... Przeznaczenie i tak ją dopadnie.
Czasem jest dokładnie tak i los spotyka królewnę pod postacią niewinnej staruszki, która żyje w takim odosobnieniu, że nawet nie wie o zakazie wydanym przez króla. Czasem czarownica musi przeznaczeniu trochę pomóc - i w tych przypadkach zazwyczaj nie chodzi o samo wrzeciono. Wrzeciono wciąż może być obecne, jako symbol dopełnienia się losu, zapowiedzianego spotkania z wiedźmą.

Czy królewna jest bardzo głupiutka? Czy nikt jej nie ostrzegł? Czemu chętnie wystawia rękę i kłuje się tym wrzecionem? Czasem faktycznie nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa, czasem działa na nią większa magia - trochę tak, jakby ktoś ją zahipnotyzował, dziewczyna nie może się powstrzymać. Czasem zostaje przechytrzona. A czasem to jednak ona przechytrza zaklęcie.

Sen na wieki


W większości moich retellingów królewna jest główną bohaterką. A główna bohaterka nie może spać przez połowę książki, na pewno nie! Różnie więc to bywa - w Oczarowaniu Orsona Scotta Carda Katerina wprawdzie śpi faktycznie długo (albo i nie, jak ten czas dziwnie płynie), ale opowieść podejmujemy właściwie już w momencie, gdy się budzi. W Beauty Sheri S. Tepper i Spindle's End główne bohaterki tak naprawdę nie zapadają w sen - ciekawe, że w obu tych wersjach zaklęcie spada w zamian na przyrodnią siostrę lub przyjaciółkę. W jednym przypadku jest to wynik celowej zmyłki, próby zwiedzenia złej wiedźmy, w drugim okazuje się, że niekoniecznie to nasza bohaterka miała zasnąć, miała zasnąć po prostu "piękna córka diuka". Zamek i ludzie w nim będą więc spać, ale główna bohaterka będzie ratować sytuację. Albo spacerować przez czas, przestrzeń i przeżywać swoje życie w przyspieszonym tempie (Beauty). Co jest generalnie dla czytelnika miłą odmianą, bo jednak śpiąca księżniczka to nie jest bardzo ciekawa księżniczka.
Niemniej... jest coś czarownego w wizji zamku pogrążonego we śnie, zarośniętego cierniowymi różami, w śpiącej księżniczce wieży... Nie dziwię się, że to jeden z tych baśniowych motywów, które najmocniej wbiły się w masową świadomość, na dobre zagościły w kulturze. W prawie wszystkich retellingach wraz z księżniczką usypiają inni ludzie (a w klasycznych baśniach - u Grimmów tak, u Perrault nie), "zamek" staje się tą zaczarowaną, zaklętą w czasie (długim lub niedługim) przestrzenią. Czasem niezwykłą polaną w lesie chronioną przez Niedźwiedzia, czasem bogatym domem, czasem klasycznie pałacem. Może to trwać kilka godzin, kilka dni albo i te baśniowe sto lat. Sen może być zatrzymaniem w czasie, śpiączką albo... zatruciem gazem. Bo wizja traci zupełnie na czarowności, jeśli "zamek" to tak naprawdę obóz zagłady jak w Briar Rose Jane Yolen...

Jeszcze chwilkę...


Niektórzy książęta z retellingów być może będą się musieli natrudzić - muszą w końcu uratować księżniczkę z zamku i do tego ją obudzić (wyleczyć) lub przechytrzyć Niedźwiedzia... Ale, gdyby popatrzeć na wersję Perrault, to nie ma nic łatwiejszego niż ratowanie królewny. Książę nie musi walczyć z czarownicą, ze smokiem, nie musi przedzierać się przez ciernie - ciernie same się przed nim rozstępują, bo oto nadszedł czas. Minęło sto lat, a książę dokładnie wtedy miał się zabłąkać pod zamek - znowu, tak miało być, los się dopełnił. U Grimmów jest podobnie, książę niewiele musi robić, bo zjawia się akurat po stu latach, ale znajdzie się tu też wzmianka o nieszczęsnych śmiałkach, którzy próbowali w mniej odpowiednim momencie...
W gruncie rzeczy to całkiem zaskakujące, ale książę i królewna u Perrault nawet dostają chwilę, by się zaznajomić. Rozmawiają przez kilka godzin! Pewnie, to niewiele, by zdecydować o wspólnym przyszłym życiu, ale w gruncie rzeczy zadziwiająco dużo jak na uproszczony świat baśni, w którym miłość występuje właściwie tylko w wersji instant. A Śpiąca królewna zazwyczaj bardzo się z tą miłością instant kojarzy - Kopciuszek ze swoim księciem przynajmniej przetańczy kilka bali, śpiącą królewnę wystarczy pocałować podczas snu. I tadam, zostałaś, moja panno, pocałowana przez sen, pora wychodzić za mąż!
To w tej optymistycznej wersji - w tej pesymistycznej budzisz się i orientujesz, że przez sen ktoś cię zgwałcił i urodziłaś już bliźniaki.
Ze Śpiącą królewną wiąże się jeszcze jeden ciekawy problem i motyw do wykorzystania. Królewna (a z nią zazwyczaj cały zamek) jest uśpiona przez sto lat. Przez sto lat zmienia się bardzo wiele - jak biedna królewna poradzi sobie po pobudce, w zupełnie nowym, obcym świecie? To właśnie ze względu na nią śpi też czasem cały zamek. Ale... czy w ten sposób przez jedną dziewczynę nie cierpi cała społeczność? Jak to jest obudzić się po stu latach w zupełnie zmienionym świecie? Nawet Perrault zwraca na to w nieco humorystyczny sposób uwagę - książę taktownie nie mówi królewnie, że jej sukienka, choć może piękna, wygląda jak coś, co mogłaby nosić jego prababka.
Moje retellingi akurat tą kwestią się za bardzo nie kłopotały (trochę szkoda) - może to dlatego, że w większości z nich królewna śpi w istocie bardzo krótko, na przykład kilka dni. Pewne echa tego problemu można znaleźć w Oczarowaniu, w którym współczesny Wania znajduje "średniowieczną" królewnę. Najpierw trafiają do jej świata (i Wania jest dziwakiem), ale potem przenoszą się do współczesności i okazuje się, że Katerina tam z kolei nie radzi sobie najlepiej.

Zagubione zakończenie

A przecież zarówno Sun, Moon and Talia jak i Perrault dają odpowiedź na pytanie, co dalej. Śpiąca królewna kiedyś wcale nie kończyła się obudzeniem księżniczki. Gdzie tam, to była dopiero połowa. 
Książę żeni się z królewną, zabiera ją do swojego zamku, a tam... czeka teściowa. Teściowa, która jest ogrzycą i ludożerką i bardzo lubi jeść małe dzieci (zatrzymajmy się tu na chwilę, żeby w pełni przyswoić sobie, że książę jest pół-ogrem). Gdy więc parze rodzą się dzieci, matka króla (już króla) postanawia je połknąć na obiad. Na szczęście dobry kucharz podsuwa jej w zamian barana i kozę. Na koniec teściowa chce też zjeść naszą królewnę (już królową), ale w zamian dostaje mięso łani. Za karę kończy w wannie pełnej węży.
A u Basile'a niby podobnie, ale jeszcze ciekawiej (no, poza ogrzycą, za ogrzycę Perrault ma dodatkowe dziesięć punktów). Pamiętacie, jak księżniczka się obudziła i odkryła, że jest matką bliźniaków? No więc książę-gwałciciel-nekrofil przypomniał sobie o śpiącej dziewczynie i postanowił wrócić do zamku... Talia, nasza królewna, już nie spała i książę obiecał, że wróci jeszcze do niej i wtedy zabierze ją z dziećmi do swojego pałacu. Dżentelmen. No i pojechał sobie, na razie sam, do tego pałacu. Nie wchodząc w szczegóły, o całej sprawie dowiedziała się jego żona (a jak, miał żonę). Żona wysłała do Talii list, niby to od męża, w którym pisała, by przysłać jej dzieci. Później chciała je ugotować i... podać do zjedzenia mężowi. Ale (zgadnijcie!) kucharz uratował sytuację. Na końcu żona króla zaprosiła samą Talię - miała zamiar spalić ją żywcem. Król przejrzał intrygę i w zamian za Talię... kazał spalić żonę.

Ach, te bajkowe happy endy. 


ŚCIĄGA

Spindle's End, Robin McKinley
Robin McKinley tworzy zgrabną, uroczą i opowieść. Nie brakuje w tym wszystkim humoru, bo McKinley łagodnie wyśmiewa wiele baśniowych absurdów. Wydaje mi się, że zresztą bardzo wyraźnie odwołuje się też do animacji Disneya.
Moja ocena: 7/10

Briar Rose, Jane Yolen
Tutaj Śpiącą królewnę połączono z Holocaustem. Naprawdę. I samo połączenie wychodzi znacznie lepiej niż można by się spodziewać. Książka jednak jest jakaś taka płytka, naiwna, bylejaka. Co boli tym bardziej, że porusza tak poważne tematy.
Moja ocena: 4/10

Beauty, Sheri S. Tepper
Bardzo oryginalna wersja, w której główna bohaterka podróżuje przez czas i przestrzeń - jest zatem między innymi w quasi-średniowiecznym baśniowym świecie, dystopijnej rzeczywistości końca XXI wieku i krainie wróżek. Ciekawa, dość niezwykła książka. Nie bez wad, ale nawet z tymi wadami jest interesująca.
Moja ocena: 7/10

Oczarowanie, Orson Scott Card
A tutaj Śpiąca królewna w słowiańskich klimatach - na Ukrainie. A złą czarownicą jest Baba Jaga. To znaczy Śpiąca królewna jak Śpiąca królewna - w tej książce motywy z baśni są zdecydowanie najmniej widoczne. No ale jednak Wania budzi pocałunkiem śpiącą księżniczkę i ładuje się tym w porządne kłopoty. Jest tu parę dobrych pomysłów i mocniejszych momentów (moim faworytem jest Baba Jaga porywająca samolot), ale ogólnie Oczarowanie wypadło dla mnie jakoś nijako, trochę, hmmm, głupawo, nieciekawie.
Moja ocena: 5/10

Gates of Sleep, Mercedes Lackey
I... jakie to było nudne. Książka ma złe, dziwne tempo. Bohaterowie są papierowi i wprost koszmarnie czarno-biali. A wątek miłosny tak pospiesznie napisany i nienaturalny, że... Ech.
Moja ocena: 4/10

Ogólnie - przed czytaniem wydawało mi się, że znalazłam bardzo interesujący zestaw książek. Wyszło tak średniawo. Beauty była faktycznie interesująca, no i jeszcze Spindle's End spełniło oczekiwania. Reszta? :/

------------
http://www.surlalunefairytales.com/
Zaczęłam pisać ten tekst w kwietniu... No nic, wreszcie skończyłam. I to już zresztą siódmy post z tej serii, wyjątkowo długo w tym wytrwałam.
Plany - Mała Syrenka ;) Jak zawsze będę wdzięczna za polecenia!

Sprawdźcie też inne posty z serii MISJA RETELLING! :)

Popularne posty z tego bloga

A Court of Frost and Starlight (Dwór szronu i blasku gwiazd), Sarah J. Maas

Targowisko próżności, William Makepeace Thackeray