Klątwa przeznaczenia, Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka

Okładka i tytuł wydawały mi się od samego początku strasznie kiczowate i, co tu ukrywać, gdzieś tam w środeczku czułam, że to nie będzie dobra książka. Ale potem naczytałam się tylu peanów na jej cześć, że Klątwa przeznaczenia mnie jednak zaintrygowała. Zbiera zaskakująco dobre opinie. Naprawdę, bardzo dobre opinie. Autorkom udało się całkiem nieźle rozkręcić promocję - nie wykluczam, że ta popularność nie sięga daleko poza książkowy Internet, ale trzeba przyznać, na bookstagramie ta powieść ma grono oddanych fanek i robi jakiś szał. Byłam ciekawa. Podobno ciekawość to pierwszy stopień do piekła.


Tekst zawiera względne spoilery. Najbardziej spoiluję coś, co dzieje się jakoś po 100. stronie, książka ma stron ponad 800. To prawie początek, dla mnie żaden spoiler, ale ostrzegałam.

Klątwa przeznaczenia zapędza się bardzo mocno w stronę taniego harlequina, ale w gruncie rzeczy to mogłoby być nie najgorsze rozrywkowe fantasy. Gdyby. Gdyby była lepiej napisana, a dialogi nie były tak koszmarnie drętwe i sztuczne. Gdyby wyciąć wszystkie te momenty, w których kompletnie nic się nie dzieje i tym samym skrócić całość o jakąś 1/3. Gdyby nie było to wszystko tak bezmyślnie wulgarne i brutalne. Gdyby, gdyby, gdyby. Za dużo gdybania. To jest zła książka.

No i jeszcze ten gwałt.

No tak, jesteśmy w okrutnym, brutalnym świecie, którym rządzą mężczyźni, a kobiety ma się za nic. W Czarnej Twierdzy jest jeszcze gorzej. Załapałam, niech tak będzie. To rzekomy powód, dla którego książka jest wulgarna, pełna prostackich żartów i komentarzy (w ogromnej mierze ta powieść składa się z gadania o seksie - właśnie, nawet nie z samego seksu, tylko z niewybrednego gadania o nim). Ta brutalność tego świata jest zresztą doprowadzona już do jakiegoś absurdu, co dobrze pokazuje choćby ten fragment:

     Na balkonie naprzeciwko jakaś młódka pochyla się nad barierką, opierając o nią ręce i uginając się pod naporem stojącego za nią, rytmicznie poruszającego biodrami Związkowca. Mężczyzna na chwilę spotyka mój wzrok swoim i lubieżnie uśmiecha się do mnie. Dalej, w innym miejscu, jedna z adeptek z piskiem upuszcza dzban i ucieka przed grupą goniących ją, rozpinających rozporki mężczyzn. Dwóch Związkowców za filarami arkad zażyna właśnie sługę, który niewłaściwie wypełnił ich rozkaz. Świat pełen okrucieństwa. A ja za chwilę stanę się jego ofiarą.

Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka, Klątwa przeznaczenia.

Powinno być "zarzyna", a nie "zażyna", ale cytuję za książką.

No ale, proszę państwa, mamy w tym brutalnym świecie kosmiczną miłość, taką ponad czasem, ponad śmiercią, na amen, na zawsze, Los, Przeznaczenie, tralalala. No i ten wielki romans zaczyna się od gwałtu. Ależ ja wcale nie żartuję. Nie zapala Wam się w tym momencie lampka alarmowa? Bo niewiele recenzentek zdaje się w ogóle zwracać uwagę na ten drobny fakt, prawie nikomu ten gwałt na początku romansu najwyraźniej nie przeszkadza. Trudno mi to pojąć.

Naświetlę sytuację. O Arienne i prawo nazwania jej swoją Milady (czyli właściwie faworytą) walczy kilku Mistrzów. W pewnym momencie jeden rzuca "ten, kto wygra, bierze ją przy wszystkich". Wygrywa Severo. Niby nie chce tak potraktować dziewczyny, ale przecież nie może wyjść na słabego przed całym Związkiem. Czytałam w Internecie, że Severo nie jest tu winny, bo przecież musiał, nie miał wyjścia... Jakie musiał? Nie chciał stracić szacunku prymitywnych kolegów. Serio, jeśli ktoś delikwenta podjudzał do gwałtu, to on nie jest tego gwałtu winny? No więc Severo gwałci Arienne i cała Czarna Twierdza na ten gwałt patrzy. Do tego okazuje się, że Arienne jest dziewicą, a Severo całkiem zapomina o wyrzutach sumienia i jest strasznie dumny z siebie i z tego, że oto kogoś rozdziewiczył (publicznie, wszyscy widzieli, brawa dla tego pana!).

     Wykonuje jednak tylko kilka ruchów, gdyż opór, jaki czuje w środku, towarzyszący mu przepełniony cierpieniem krzyk czarodziejki, a także bolesny spazm jej ciała, wyginającego się w łuk na stole, stanowią dla niego odkrycie tak nieoczekiwane, że mężczyzna aż rozwiera szerzej ze zdumienia źrenice, w których szaleje magiczny płomień. A gdy dociera do niego prawda, brzydki uśmiech powraca na jego wargi, a twarz wykrzywia wyraz triumfu.
     Wyciąga męskość i prawą ręką przejeżdża po łonie i udach Arienne, po czym wznosi dłoń, pokazując ją zebranym wokół Mistrzom. Czerwona, świeża krew cieknie po jego długich palcach, a jej strużka po nadgarstku spływa aż za koronkowy mankiet rękawa jego kaftana.

Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka, Klątwa przeznaczenia.

Przeczytałam na Instagramie, że to nie był "brutalny akt przemocy". Widziałam, jak ktoś nazywał to "gwałtem", w cudzysłowie. Czyli to taki gwałt, ale nie do końca? Otóż, i gwałt, i okrutny akt przemocy. Dziewczyna nie chce, protestuje, próbuje się bronić, ale jej się nie udaje. Naprawdę ktoś może mieć wątpliwości, czy to jest gwałt (i to bez cudzysłowu)? W dodatku to gwałt publiczny. Można by pomyśleć, że dla wrażliwej szesnastolatki (dla każdego) to będzie BARDZO traumatyczne doświadczenie.

Eeeee tam, wcale nie.

Wiecie, sam fakt, że romans zaczyna się od gwałtu to jeszcze naprawdę pół biedy. Czujecie w ogóle jak to brzmi? Trudno mi sobie wyobrazić jakąkolwiek sytuację, w której coś takiego mogłoby dać początek udanemu związkowi i zdrowej relacji. Ale i tak najgorsze w tym jest to, jak autorki bagatelizują całe wydarzenie, to, że ono nie ma prawie żadnego wpływu na to, jak układają się później relacje Arienne i Severa.  Na zdrowy rozum - coś takiego? Brutalny, publiczny gwałt mógłby dziewczynę całkowicie zniszczyć. Mógłby ją załamać, wpędzić w poważne psychiczne problemy. A tutaj? Arienne czuje się okropnie, płacze przez jedną noc, ale następnego dnia właściwie przechodzi nad tym do porządku dziennego. Tak naprawdę w samej książce nikt nie stara się zaprzeczać temu, że Severo Arienne zgwałcił, a jednak ten gwałt nie ma prawie żadnych konsekwencji. Można by pomyśleć, że tak skrzywdzona dziewczyna będzie czuła wobec swojego oprawcy odrazę, strach, nienawiść. Nie krótkotrwałą niechęć. A tymczasem już dzień później Arienne zaczyna dostrzegać zalety Severa:

     Tymczasem jego swobodny sposób bycia – momentami zbyt prostackie i kpiarskie zachowanie – sprawiło, że w oprawcy z poprzedniego wieczora zobaczyłam zwykłego człowieka ze swoimi wadami.

Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka, Klątwa przeznaczenia.

Dwa dni później - rozmyśla nad tym, jaki to on przystojny:

     Pod względem wyglądu Anturyjczykowi nie mogę nic zarzucić. Może poza tymi brzydkimi siniakami na obliczu, ale to przecież nie z jego winy, no i chwilowe. Z jego twarzy bije w tym momencie taki błogi spokój. Niezmącony ściągniętymi w gniewie grubymi, czarnymi brwiami ani karminowym blaskiem w oczach. Poza momentami, gdy w jego źrenicach tli się złość, jego magnetyczny wzrok potrafi naprawdę zahipnotyzować i sprawić, że zapomina się o reszcie świata. I ten jego piękny profil!
     Lustruję uważnym spojrzeniem resztę jego sylwetki, aby w końcu stwierdzić, że przynajmniej w tym zakresie to, co w końcu będzie zapewne nieuniknione, nie powinno stanowić aż tak wielkiej bariery.
     Podoba mi się!

Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka, Klątwa przeznaczenia.


Naprawdę nikogo nie rażą takie fragmenty w kontekście tego, że on ją dwa dni temu (powtarzam, dwa dni temu!) publicznie zgwałcił, że te dwa dni temu ona była załamana i zrozpaczona? Nie no, po problemie. Bo pewnie jak przystojny, to może gwałcić.

Nie ma dla mnie znaczenia, że potem Severo jest dla niej miły, że stopniowo się w niej zakochuje. Nieistotne jest, że jakoś krótko przed końcem przeprasza Arienne. Jasne, bohater może się zmienić, może żałować popełnionego czynu. Ale wciąż romans w Klątwie przeznaczenia jest kompletnie niewiarygodny. Samo przekształcenie się tej relacji w wielką miłość wydaje się bardzo nieprawdopodobne, ale tempo, w jakim to się dzieje, to już jakiś niesmaczny żart. Naprawdę chcecie mi wcisnąć, że dziewczyna tak szybko przepracowuje traumę, więcej, że bardzo szybko się w gwałcicielu zakochuje? Takie rzeczy to może w jakiejś głęboko psychologicznej powieści o mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu, skrzywionej psychice, patologicznych relacjach. Ale na Boga, jak można od gwałtu zaczynać "epicki" romans? Jak można od gwałtu przechodzić do wielkiej miłości, jak można taką relację uromantyczniać? Jak można udawać, że nic się nie stało? Autorki potraktowały gwałt jak drobną przykrość. Ot, było niemiło, ale trzeba żyć dalej i cieszyć się, bo taki przystojny Mistrz się trafił na gwałciciela, pana i władcę. I nie, nie jest tu usprawiedliwieniem ogólna brutalność świata przedstawionego (czym pewnie łatwo się zasłonić), bo nie widzę problemu w samym fakcie, że w powieści pojawia się gwałt. Problemem jest to, jak jest pokazany i jak ofiara na ten gwałt reaguje.

Dla mnie to już wystarczająco, by całkowicie zdyskwalifikować tę powieść w moich oczach. Klątwa przeznaczenia jest przede wszystkim romansem, a wątek romantyczny jest tu niewiarygodny, oburzający i szkodliwy. Do tego jednak cała powieść prezentuje literacko bardzo słaby poziom. Niezrozumiała wydaje mi się decyzja, by narracja była poprowadzona równocześnie w pierwszej i trzeciej osobie. Nic tych narracji nie oddziela, jeden akapit może być napisany tak, kolejny - już inaczej. Żeby tak pisać trzeba mieć pomysł, dobry powód i pewne literackie wyczucie. Dialogi są drętwe i nienaturalne, bohaterowie nieraz wygłaszają sztucznie długie kwestie. W ogóle jest to powieść nieznośnie wprost rozwleczona i przegadana. Śmiesznie dużo jest tu komentowania związku Severa i Arienne przez inne postacie. Nie zliczę tego, ile razy ktoś myślał lub mówił coś na przykład o tym, jak to oni ładnie ze sobą wyglądają, jaka to Arienne przy nim malutka, jakie to on ma wielkie przyrodzenie (true story). Postacie, poza nielicznymi wyjątkami, wydają się sztampowe. Pojawia się sporo bohaterów epizodycznych, które zupełnie niepotrzebnie dostają swoje 5 minut w książce, bo nie wnoszą nic, a definiowane są tylko jedną cechą lub jednym pragnieniem. Jeśli to kobieta, to bardzo prawdopodobne, że pragnieniem będzie to, żeby, Severo (posługując się wyrażeniami z powieści) nadział ją na swojego olbrzyma, patrz Karla lub Shainee. To tak w ramach kolejnego zapewniania czytelniczek, jaki ten Severo oszałamiająco męski i seksowny. Arienne to koszmarnie irytująca bohaterka. Podobno ma być inteligentna, ale zadziwiająco często jest jak bezwolny baranek, a od głupoty niektórych jej komentarzy ręce opadają. 

Najwyraźniej powieść potrafi być jednak wciągająca. Przyznaję, pierwsze 30% przeczytałam bardzo szybko. Nie podobało mi się, a jednak nie potrafiłam odłożyć. Potem jednak tempo zupełnie siadło. Środkowa część powieści jest prawie o niczym. Arienne i Severo przekonują się do siebie (a tego, z powodów wyżej opisanych, nie da się czytać bez zgrzytania zębami), a wszyscy wokół komentują związek Mistrza i jego Milady. Naprawdę, książka wymagałaby znacznego przycięcia. W pewnym momencie czytanie było okrutnie męczące i skończyłam Klątwę przeznaczenia (800 stron, dajcie mi za to jakiś medal) głównie po to, bym mogła ją później z czystym sumieniem zrecenzować. W końcówce akcja na szczęście się rozkręca - coś zaczyna się dziać, poznajemy kilka mniej lub bardziej zaskakujących faktów, rozwiązują się wątki fantastyczno-polityczne. Nie ma tu nic oryginalnego, ale rozumiem, że są tu jakieś podwaliny pod niewymagające fantasy, przy którym można się dobrze bawić. Niestety autorki bardziej niż fantasy chciały napisać prymitywny harlequin. Kończy się to wszystko dość chamskim cliffhangerem, bo cliffhanger po prostu musi być, takie są prawidła gatunku. Jest jasne, że sytuacja rozwiąże się szczęśliwie, więc po co w ogóle udawać, że może być inaczej?

Klątwa przeznaczenia to zła książka. Nic nadzwyczajnego, na świecie jest mnóstwo złych książek. Ale to, że przedstawiony tu romans nie budzi żadnych wątpliwości u większości czytelniczek, wydaje mi się bardzo niepokojące. Dziewczyny, kobiety, dlaczego to sobie robimy? Dlaczego bierzemy gwałt w cudzysłów? Dlaczego czytamy takie wątki romantyczne i nie czujemy, że coś tu jest bardzo nie tak? 


-------
A na materiałach promocyjnych od wydawnictwa jest hasło "Ta książka to prezent od kobiet dla kobiet". Hahaha. No to brawo. Ja dziękuję za takie prezenty.

Popularne posty z tego bloga

MISJA RETELLING. Legendy polskie

Szukając swojej żółtej drogi - czyli o Czarnoksiężniku z Krainy Oz L. Franka Bauma i Wicked Gregory'ego Maguire'a.

Bohiń, Tadeusz Konwicki