MISJA RETELLING. Kopciuszek opowiedziany na nowo

11:57


Historie podobne do Kopciuszka są opowiadane na całym świecie od niepamiętnych czasów. Naprawdę, zadziwiające, że w każdym zakamarku świata ludzie wymyślali opowieści o szukaniu żony po bucie! A tak najwyraźniej było. Grecka kurtyzana Rhodopis poślubia egipskiego króla (I w. p.n.e.), w Chinach Ye-Xian w zdobyciu serca księcia pomaga ryba (IX w.), we włoskiej historii napisanej przez Giambattistę Basile'a ojciec Zezolli poślubia jej nauczycielkę, co jest początkiem niedoli dziewczyny (XVII w.). Kopciuszek bardzo mocno zakorzenił się w naszej kulturze. Nie zliczę dzieł kultury, które do tej baśni odnoszą się bezpośrednio, a tym bardziej tych, które tylko luźno wykorzystują motyw Kopciuszka. Popularność akurat tej baśni wydaje się dość zrozumiała. Idea tak spektakularnego awansu społecznego chyba zawsze musiała działać na wyobraźnię. Kopciuszek może popadł w niedolę, ale potem się podniósł. I to jak! Nie tylko zdobył szczęście, księcia i bogactwo, ale też utarł nosa nieznośnej macosze i jej córkom, o!


Gdy myślimy o Kopciuszku, prawdopodobnie w pierwszej chwili przychodzi nam na myśl wersja najbardziej zbliżona do tej napisanej przez Perrault. Zła macocha, złe i brzydkie siostry, okrutny los, dobra wróżka, kareta z dyni, szklane pantofelki, szukanie dziewczyny, na którą bucik będzie pasował i ślub z księciem. Doskonale to znamy. Jest słodko i uroczo, a na koniec wszyscy dostają swój happy end - nawet siostry, bo Kopciuszek wydaje je za mąż za "okazałych dworaków". Mnie akurat znacznie ciekawsza wydaje się mroczniejsza, pełna interesujących szczegółów wersja braci Grimm. Znacie? To ta, w której Kopciuszkowi zamiast wróżki pomaga duch jej zmarłej matki (w postaci drzewa na jej grobie). To ta z oddzielaniem popiołu od soczewicy, ta, w której książę smaruje pałacowe schody smołą, żeby złapać Kopciuszka. W końcu ta, w której siostry obcinają sobie po kawałku stopy (jedna palec, druga piętę), żeby pantofelek pasował. Ach, no i na końcu ptaki wydziobują siostrom za karę oczy. Zrobiło się ciekawiej, prawda?

Nie wiem, czy sam Kopciuszek jakoś szczególnie do mnie przemawia, nie pamiętam też, by należał do moich ulubionych baśni w dzieciństwie. Natomiast przyznam, że akurat wśród retellingów Kopciuszka (może przypadkowo, może nie) są dwa, które dla mnie są wyjątkowo ważne, które należą do tych moich książek najukochańszych, takich, od których robi mi się zawsze cieplej na sercu. Jestem właściwie pewna, że żadnej innej książki nie czytałam tyle razy, ile Ellę zaklętą Gail Carson Levine; pierwszy raz sięgnęłam po nią, gdy miałam dwanaście lat i to była miłość na amen, na zawsze. Leciutka, pewnie trochę dziecinna książeczka, niby nic, a jednak dla mnie coś absolutnie wyjątkowego. Może wyrosłam, ale nie tylko sentyment mnie wciąż trzyma przy Elli, wciąż mam dla tej powieści dużo miłości, zresztą mniej więcej rok temu czytałam ją znowu, może ósmy, może dziesiąty raz, z niesłabnącą przyjemnością. Drugi mój ulubiony retelling Kopciuszka to Cinder, która otwiera przecudowną, ukochaną przeze mnie Sagę księżycową. To znacznie młodsza miłość, ale myślę, że może okazać się równie trwała. Ella i Cinder, Cinder i Ella. Coś chyba jednak jest w tym Kopciuszku.

Dalej analizuję sześć retellingów. Jeśli taka ilość tekstu o Kopciuszku Was przerasta, możecie skoczyć na dół, tam znajdziecie ściągę z krótkimi opisami wszystkich książek ;)

Ta wspaniała rodzinka
Wiecie, zorientowałam się, że obejrzałam MNÓSTWO filmowych Kopciuszków. Więc tym razem, zamiast poprzestać na Disneyu, postanowiłam przy okazji zrobić krótszy przegląd filmów. (tych bardziej wartych uwagi... tak, na pewno widziałam też Kopciuszka z Hillary Duff, o i tego z Seleną Gomez...) . Na zdjęciu macocha i jej córki z Ever After, czyli naprawdę uroczej wersji z 1998 roku z Drew Barrymore jako Kopciuszkiem. 


Matka umiera, a ojciec szybko bierze sobie nową żonę - na scenę więc wstępuje macocha. I co kieruje tą straszną kobietą w Kopciuszku, co sprawia, że jest dla biednej dziewczyny taka okropna? Być może nie ma w jej postawie nic szczególnie zadziwiającego - konflikt między córką a nową żoną wydaje się dość prawdopodobny, nie dziwi, że macocha chce wygryźć dziewczynę, pokazać, że teraz rządzi tu ona i jej córki. Może zazdrości? Skoro Kopciuszek jest taki śliczny, a jej i jej córkom zupełnie brakuje urody? To akurat zależy od wersji, u Perrault siostry są brzydkie, a już u Grimm piękne, tylko "w sercach szpetne i czarne". W każdym razie to macocha robi z Kopciuszka służącą, ale siostry chętnie jej w tym sekundują.
Sprawa jest prosta - macocha i jej córki to trzy podłe zołzy.
A w retellingach? Już niekoniecznie. Ciekawie rozgrywa to przede wszystkim Gregory Maguire w Confessions of an Ugly Stepsister. Już tytuł tu wiele mówi - tak, odwracamy perspektywę, to będzie Kopciuszek z punktu widzenia "złej" siostry. Ale to nie będzie banalna przewrotka, Maguire nie odwróci wszystkiego do góry nogami, nie, on wymiesza baśniowe czarny i biały, pokaże nam szarości. Zupełnie rezygnuje z archetypicznej prostoty baśni, stara się nakreślić głębokie portrety psychologiczne swoich bohaterów. Macocha - tak, wciąż nienawidzi Kopciuszka, wiąż jest jędzą oszalałą wizją zysku. Ale zyskuje osobowość, motywacje, wiarygodną historię. Siostry? Starsza jest opóźniona w rozwoju. Historię poznajemy z perspektywy tej młodszej i jest to postać, którą zdecydowanie da się lubić.
Macocha jest zła. Jest nieczuła, zazdrosna, podła. Prawie w każdym retellingu. Nie ma powodów, żeby lubić macochę. Ale czasem rozumiemy jej złość, zazdrość, strach trochę lepiej. Za to siostry często nie okazują się wcale takie straszne! Perrault w swojej wersji stwierdza, że młodsza była "obyczajniejsza" i biorą to sobie do serca twórcy właściwie wszystkich moich retellingów. W Cinder Marissy Meyer między Cinder a Peony istnieje siostrzana więź, ale też w wielu pozostałych wersjach nasz Kopciuszek jest znacznie bliżej z młodszą siostrą.
Wiecie jednak, co mi nigdy nie dawało spokoju w Kopciuszku? O co chodzi z ojcem? Nie interesuje go los Kopciuszka? Jest taką sierotą, tak bardzo siedzi pod pantoflem żony? Naprawdę nie może pomóc swojej córce? Nie chce?! Podobno w czasach Perrault czy Grimma mogło być to zrozumiałe, sprawy rodzinne były domeną żony, czyli macochy... Ale... Do tego stopnia? Nie chce mi się wierzyć. Nikomu teraz nie chce się wierzyć, dlatego w większości współczesnych adaptacji ojciec, chociaż u Perrault i braci Grimm żył i miał się świetnie, także umiera. Żyje tylko w dwóch moich retellingach. W Confessions of an Ugly Stepsister jest przygnieciony niepowodzeniami finansowymi (zakładam, ze może mieć depresję), w Elli Zaklętej Gail Carson Levine to po prostu drań, który nie widzi nic poza pieniędzmi. Żeni się z macochą i wyjeżdża na wyprawę kupiecką na całe miesiące. Na list córki reaguje odpowiedzią w stylu "jasne, teraz nie mam czasu, poczekaj jeszcze trochę, jak wrócę, to znajdę Ci jakąś świetną partię".
Tak, tak, macochy to zawsze "te najgorsze", ale nie mam najlepszego zdania o baśniowych ojcach.


O uległości Kopciucha
Przyznam, że to jedna z niewielu klasycznych animacji Disneya, do których nie mam wcale sentymentu. Może to dlatego, że akurat nie miałam jej we wspaniałej szufladzie pełnej kaset VHS z bajkami? :D No nie wiem, może to też dlatego, że ten disneyowski Kopciuszek z 1950 jest, może niepozbawiony uroku, ale jednak nudny i do bólu poprawny.


Właśnie - wiem, że wiele osób ma z tym problem w Kopciuszku. Dlaczego on tak daje sobą poniewierać? Dlaczego się nie buntuje? Dlaczego tak biernie czeka na swojego księcia z baśni? Kopciuszek może nie wydawać się bohaterką na miarę naszych czasów. Czytałam nawet opinie, że ta baśń gloryfikuje kobiecą uległość. Czy to tak naprawdę?
Po pierwsze - biedny Kopciuszek po prostu nie ma dużego pola manewru. To macocha rządzi tym domem, ojca jej los nie obchodzi... A ona prawdopodobnie nie ma dokąd iść. Tylko że Kopciuszek Perrault (a z nim wiele filmowych Kopciuszków) rzeczywiście w tej sytuacji jest dość bierny, a przy tym irytująco doskonały. Kopciuszek bywa tak słodki, wybaczający i kochany, że w sumie... rozumiem tę niechęć. Jest w tym coś nienaturalnego, bo przecież dziewczyna ma najlepsze powody, by być zła, może sfrustrowana, by chować do macochy i sióstr urazę.
Autorzy moich retellingów też tak uważają - we wszystkich Kopciuszek mniej lub bardziej aktywnie się buntuje. Czasem otwarcie się macosze przeciwstawia, czasem stara się nie podpadać, ale chowa w sobie gniew. W niektórych wersjach uległość Kopciuszka jest dodatkowo wytłumaczona. W Elli zaklętej jest dla niej bardzo prosty powód. Ella zaraz po urodzeniu dostała od trochę szalonej wróżki dar... posłuszeństwa. Nie ma innej opcji, Ella, nieważne jak mocno w środku się buntuje, musi spełnić wszystkie wydane jej polecenia. Macocha i jej córki zauważają "dar" Elli i szybko go przeciwko niej wykorzystują. Całkiem sprytne wytłumaczenie uległości Kopciuszka, prawda? W tej wersji ważniejsze od wyzwolenia się spod władzy macochy będzie właśnie przełamanie zaklęcia.
W Gilded Ashes Rosamund Hodge Maia rzeczywiście stara się cały czas być radosna, spełnia wszystkie polecenia z uśmiechem na ustach. Ale... to dlatego, że prześladuje ją szalony duch matki. Matka na łożu śmierci obiecała, że będzie ją chronić... I chroni, aż za dobrze. Maia już zauważyła, że "duch" okrutnie ukarze każdego, przez kogo Maia zapłacze, wobec kogo będzie chowała urazę. Dziewczyna nie lubi macochy, ale nie chce nikogo skazywać na okrucieństwo swojej matki. Udaje, kłamie i jeszcze raz udaje, by chronić ludzi wokół siebie.

Matka - dobra wróżka
Kopciuszek w kinie obecny jest od zawsze. Tutaj Cendrillion Georgesa Meliesa z roku 1899. Jakie efekty specjalne! I tańczące zegary! Tylko kilka minut - do obejrzenia na przykład na youtubie. 

Zazwyczaj jednak matka to w Kopciuszku postać zdecydowanie pozytywna. Tak, niby umiera na samym początku, ale przecież w historii jest wciąż obecna. Kopciuszkowi zawsze ktoś pomaga - i zazwyczaj jest to właśnie jakaś wersja ducha jej matki. Postać dobrej wróżki podobno wprowadził (lub ewentualnie spopularyzował) Perrault. U braci Grimm Kopciuszek sadzi na grobie matki gałązkę leszczyny, którą podlewa własnymi łzami. Wyrasta z niej drzewo, na którym lubi siadać ptaszek (prawdopodobnie jakaś wersja ducha matki). Gdy Kopciuszek wypowiada życzenie, ptak je spełnia.
Dobra wróżka (a z nią dyniowe karety, piękne suknie, szklane albo złote pantofelki* i jaszczurki przemienione w lokajów) to najbardziej fantastyczny element tej historii. Nie dziwi zatem, że retellingi, które nie są osadzone w świecie fantasy niemal zupełnie z niego rezygnują. Kopciuszki mogą być na tyle zaradne, że same (albo nawet z pomocą "złej" siostry) załatwią sobie i suknię, i karetę. Tak jest w Confessions of an Ugly Stepsister i w Cinder. W Cinder ewentualnie rolę wróżki może pełnić Cress - w końcu to ona wysyła bohaterkę na bal. W Elli zaklętej wróżka to tak naprawdę główne źródło problemów Elli - szalona Lucynda sieje zamieszanie, dając ludziom okropne "dary". W Ash i Gilded Ashes pomoc "wróżki" wiąże się natomiast z pewną ceną.

*U braci Grimm złote, u Perrault te najsłynniejsze - szklane. Istnieje teoria, według której pantofelki miały być tak naprawdę ze skóry popielicy, a pomyłce winny jest język francuski (pantoufle de verre a pantoufle de vair) i błąd w druku. Ale podobno to wszystko nieprawda, nie ma na to żadnych dowodów, a pantofelki naprawdę były szklane.

Miłość od pierwszego wejrzenia?
Najnowszy Kopciuszek Disneya jest śliczny i uroczy, ale niewiele dodaje do historii. 

W baśniach to bardzo popularny motyw - insta-love, miłość od pierwszego wejrzenia. We współczesnych dziełach popkultury już raczej zdeprecjonowany. Przyjmujemy go oczywiście, gdy pozwala na to konwencja, ale poza tym... lubimy go wyśmiewać, traktujemy z lekceważeniem. Nawet współczesne baśnie się z nim rozprawiają (Zaczarowana albo Kraina lodu Disneya). A w Kopciuszku? Książę oczywiście od razu zakochuje się w naszej bohaterce, a po jednym balu (czasem są trzy) jest przekonany, że musi ją poślubić. Właściwie nie wiemy o nim prawie nic, nie dowiadujemy się też, co czuje do niego Kopciuszek. Książę w tradycyjnej baśni to raczej figura, nie postać - symbol awansu społecznego, sukcesu Kopciuszka.
We współczesnych retellingach oczywiście jest już inaczej - książę dostaje charakter i imię, a Kopciuszek poznaje go przed balem i już przed balem coś zaczyna ich łączyć. W jednym przypadku jest inaczej, ale tam ta relacja obdarta jest z romantyczności, a z epilogu dowiadujemy się, że związek okazał się nieszczęśliwy. W Ash Malindy Lo książę jest właściwie postacią epizodyczną, a jego rolę w fabule pełni królewska Łowczyni. Tak poza tym nic się nie zmienia - chociaż dostajemy romans pomiędzy dwoma kobietami - bo schemat pozostaje ten sam.
Kopciuszek zatem księcia zna już przed balem i zazwyczaj ma swoje powody, by iść na przyjęcie. Może chce go ostrzec przez zakusami królowej z Księżyca? A może chce zobaczyć go jeszcze jeden, jedyny raz, choćby z daleka? Bal w retellingach najczęściej jest maskaradą - tak najprościej wytłumaczyć fakt, że Kopciuszka nie rozpoznają ani siostry, ani macocha.
Nieważne czy Kopciuszek bawi się na balu dobrze czy źle, czy wywołał międzygwiezdny skandal, czy w pałacu właśnie wybuchł pożar... Zbliża się północ. Magia się kończy, trzeba uciekać. Tak naprawdę w moich retellingach tylko raz (w Elli zaklętej) pojawia się motyw północy, ale... ostatecznie i tak okazuje się nieistotny, bo Ella ucieka z balu nie po to, by zdążyć zniknąć zanim czar przestanie działać, ale żeby (podobnie jak Maia z Gilded Ashes) chronić księcia przed sobą i swoją klątwą.

Zamieszanie z butami
Into the Woods z opisu brzmi tak, jakby ktoś w Hollywood stwierdził: "zróbmy film dla Ultramaryny" (wiem, wiem, że wcześniej była sztuka). Baśnie i musical? W jednym? Taka obsada? Szkoda, że to aż tak dobrze dla mnie nie zagrało, nawet do końca nie wiem dlaczego. Ale czy możemy poświęcić chwilę, by zauważyć, jakie to wspaniałe, że Kopciuszek śpiewa tu na pałacowych schodach całą piosenkę i zastawia się, czy opłaca się uciekać przed księciem? Sama zostawia jednego buta jako wskazówkę - w ten sposób nie podejmuje żadnej decyzji, los zdecyduje za nią. 

Wiadomo, że baśnie są w swojej naturze absurdalne, ale pomysł, żeby szukać ukochanej dziewczyny po bucie, wydaje mi się jednym z tych najdziwniejszych. Konkluzja jest taka, że książę jest chyba ślepy, skoro najsensowniejszym sposobem na znalezienie Kopciuszka wydaje mu się przymierzanie pantofelka na stopy całego tabuna dziewczyn. W dodatku wiecie, że u braci Grimm siostry odcięły sobie po kawałku stopy (jedna palec, druga piętę), żeby wcisnąć się w tego buta? Książę jakby nigdy nic bierze po kolei każdą z sióstr do karety i dopiero ptaszki śpiewają mu, że to nie ta dziewczyna, a pantofelek jest cały zakrwawiony! A wcześniej wydawał się taki sprytny, nawet kazał posmarować pałacowe schody smołą, żeby zatrzymać Kopciuszka... Ach, pozwólcie mi przy tej okazji zacytować Carter:

Tak więc teraz Popielucha musi wsunąć stopę w ten okropny zbiornik, w tę otwartą ranę, wciąż śliską i ciepłą, nic bowiem w żadnym z licznych tekstów tej opowieści nie sugeruje, żeby królewicz mył pantofelek między próbami. (...) Jeżeli nie zagłębi się bez wstrętu w tę otwartą ranę, nie będzie się nadawała do małżeństwa.

Angela Carter, Popielucha, czyli duch matki, [w:] Czarna Wenus.

W retellingach pantofelek nie jest już raczej czymś, co identyfikuje Kopciuszka, a przynajmniej nie w takim stopniu, co w oryginalnej baśni. Przecież książę zna naszą bohaterkę, prawda? Zgubiony but może być więc tylko pretekstem. Mierzenie, jeśli się w ogóle odbywa, ma inny cel i wydźwięk. Książę przecież wie, że ta dziewczyna to jego ukochana, ale czasem zostaje wciągnięty w gierki macochy i jej córek, czasem w błąd wprowadza go sam Kopciuszek (ale robi to w dobrej wierze).
Zresztą to już wcale nie musi być but. Możemy całkowicie pominąć motyw zgubionego przedmiotu (Ash), może to być maska (Gilded Ashes), może to być zbyt mała, metalowa stopa (bo Kopciuszek jest cyborgiem - Cinder).


I wszyscy żyli długo i szczęśliwie...
Ekranizacja Elli zaklętej z 2004 roku jest trochę jak spełniony koszmar czytelnika. Oglądasz ekranizację swojej ulubionej książki i okazuje się, że wszystko jest wprost dramatycznie NIE TAK. Filmowcy zostawili sobie imiona bohaterów i baaardzo ogólny zarys fabularny. A tak poza tym? Wszystko jest inaczej. Zmieniono nie tylko ważne elementy akcji, ale cały charakter historii. Inny wydźwięk, inna stylistyka, inny typ humoru. Zresztą to zdjęcie z końcowej sceny powinno całkiem sporo powiedzieć. Mam wrażenie, że to taka Ella robiona na fali popularności Shreka. I no dobra, jest tak głupkowata, że może być aż śmieszna. Ale muszę wyraźnie napisać - książka i film drastycznie się różnią.

Niekoniecznie wszyscy. U Perrault Kopciuszek oczywiście wybacza siostrom i znajduje im mężów, ale u braci Grimm ptaki za karę wydziobują siostrom i macosze oczy. Drastycznie. Mam wrażenie, że Kopciuszek daje czytelnikowi trochę takiej złośliwej satysfakcji - cieszymy się, bo sprawiedliwości stało się zadość, Kopciuszek znalazł swoje szczęście, siostry i macocha doznały porażki. W retellingach raczej na tym się kończy - nikt nikomu nie wydłubuje oczu, ale macochę i jej córki spotyka upokorzenie. Jedynie w Gilded Ashes wyraźnie widać odwołania do tej grimmowskiej kary - jedna z sióstr traci wzrok, druga... też nie kończy najlepiej. Ale w opowiadaniu Rosamund Hodge siostry zaczynamy lubić, a nieszczęścia, które spotykają je na końcu, zdają się raczej tragiczne. Z kolei w Confessions of an Ugly Stepsister to chyba główna bohaterka, czyli jedna z sióstr, wychodzi na tym wszystkim lepiej niż Kopciuszek.
Cinder to pierwszy tom czterotomowej Sagi księżycowej i chociaż następne części skupiają się na innych baśniach, to na swego rodzaju zakończenie Kopciuszka trzeba będzie czekać aż do ostatniego rozdziału Winter. Inne Kopciuszki swój happy end dostaną znacznie wcześniej - zazwyczaj zostawiamy je zaraz po szczęśliwym rozpoznaniu lub po ślubie z księciem. Czy potem faktycznie będzie jak w bajce? Pozostaje mieć nadzieję, że pozostałe Kopciuszki będą mogły za Ellą powtórzyć:

I tak w śmiechu i miłości, żyło nam się odtąd długo i szczęśliwie.

Gail Carson Levine, Ella zaklęta, przeł. Andrzej Polkowski, s.275.


ŚCIĄGA

Ella zaklęta, Gail Carson Levine
Jedna z moich najbardziej ukochanych książek z dzieciństwa. Ella przy urodzeniu otrzymała od szalonej wróżki "dar" posłuszeństwa. Dar jest, jak łatwo się domyślić, tak naprawdę prawdziwą klątwą, a przedsiębiorcza Ella postanawia w końcu znaleźć sposób, by się jej pozbyć. Naprawdę urocza, zabawna i wciągająca wersja.
Moja ocena: 9/10

Cinder, Marissa Meyer
Pierwszy tom Sagi księżycowej, w której Meyer wpisuje baśniowe fabuły w futurystyczną rzeczywistość. Cinder mieszka w Nowym Pekinie, jest mechanikiem i cyborgiem. Wkrótce spotyka księcia. To wszystko tylko początek międzygwiezdnej przygody, która czeka Cinder i resztę bohaterów serii. Meyer doskonale wychodzi bawienie się baśniowymi motywami, ich mieszanie i łączenie, poza tym Cinder (jak cała Saga) jest wypełniona fajnymi postaciami i po prostu szalenie wciągająca.
Moja ocena: 9/10

Confessions of an Ugly Stepsister, Gregory Maguire
Maguire robi wszystko, żeby porzucić baśniową prostotę. To zdecydowanie najbardziej "realistyczny" retelling Kopciuszka - akcja rozgrywa się w Holandii w XVII wieku. Nie brak tu baśniowego uroku, ale wszystkie wydarzenia zostały podane tak, by mogły wydać się jak najbardziej prawdopodobne - żadnych wróżek, żadnych gadających ptaszków, żadnych dyni zamienionych w karety. Poza tym Maguire burzy klasyczny podział na dobrych i złych, jego bohaterowie są złożeni i nieoczywiści, a historia pod jego piórem nabiera zupełnie nowego wydźwięku.
Moja ocena: 7,5/10

Ash, Malinda Lo
Zdecydowanie mój najmniej ulubiony retelling z tej listy. To bardzo prosta wersja, Malinda Lo naprawdę niewiele dodaje od siebie, większość kopciuszkowych motywów jest tu przestawiona bardzo wprost. To nie musi być wada sama w sobie, ale według mnie Ash po prostu brakuje polotu. Zamiast księcia mamy wprawdzie Łowczynię, romans będzie więc lesbijski, ale tak naprawdę to niewiele zmienia. To nie jest zła powieść, po prostu bardzo nijaka.
Moja ocena: 5/10

Gilded Ashes, Rosamund Hodge
Gilded Ashes to opowiadanie autorki m. in. Cruel Beauty (tam było o Pięknej i Bestii). Jakoś nie oczekiwałam zbyt wiele, bo Cruel Beauty nie do końca mnie przekonało, ale... pozytywnie się zaskoczyłam! Rosamund Hodge na tak niewielu stronach świetnie udało się przetworzyć wersję braci Grimm. Bardzo pomysłowo wykorzystane są tu kopciuszkowe motywy, także te, po które nie sięgnął autor żadnego z pozostałych moich retellingów. Hodge zresztą wyraźnie skupia się na roli matki, co wydaje mi się interesujące w kontekście Kopciuszka. Poza tym to po prostu bardzo fajna, wciągająca wersja.
Moja ocena: 7,5/10

Popielucha, czyli duch matki, Angela Carter
Tekst znajdziecie w tomie Czarna Wenus. Składa się z trzech części, każda z nich podchodzi do Kopciuszka trochę inaczej. Pierwsza jest właściwie próbą literackiej analizy baśni, w następnych dwóch Carter przetwarza Kopciuszka na swój sposób. Kluczowym motywem wydaje się tu relacja z matką.
Moja ocena: Trudno jest ocenić to opowiadanie w tej samej skali, co pozostałe książki, trudno w ogóle je ocenić. Carter jakoś wymyka się klasyfikacjom. Ale jest świetna!

-------------------
Chcecie inne przykłady? To jest nie do ogarnięcia. Może po prostu odeślę Was tutaj.
Czytaliście jakieś retellingi Kopciuszka? Znacie jakieś, o których nie pisałam?
Teraz w planach mam Królewnę Śnieżkę. Sto punktów dla kogoś, kto podrzuci jakieś tytuły po polsku ;) 


Sprawdźcie też inne posty z serii MISJA RETELLING :) 

Polecane posty

0 komentarze

Blogi

Obserwatorzy