Książka w książce. O pewnej dziewczynce i jej podróży wokół Krainy Czarów na okręcie własnoręcznie wykonanym

21:23

Kto zazwyczaj trafia do Krainy Czarów? Oczywiście dzieci - dzieci z ogromną wyobraźnią, dzieci, które dużo czytają, te dzieci, którym wpadają do głowy dziwne pomysły. September ma dwanaście lat - lubi kolor pomarańczowy, czytać książki i umie zrobić herbatę. Niespodziewanie do Krainy Czarów porywa ją Zielony Wiatr - September chętnie na to przystaje, bo w domu się nudzi, szczególnie gdy jej mama jest w pracy.

Powieść Valente nie jest właściwie o książkach - jest przecież o szalonych przygodach w Krainie Czarów, jest o wiedźmach, wiwernach, krasnalach, wodnikach, o okrutnej królowej, która do Krainy wprowadza nieznośną biurokrację. Gdzie tu jeszcze miejsce na książki? Ano, mimo wszystko, jak szybko się przekonacie, książki są tu wszędzie.


No właśnie. Wiecie, wiecie na przykład, kiedy, jak i dzięki czemu dzieciom rosną serca? ;)

Wszystkie dzieci są bez serca. Nie urosło im jeszcze, dlatego mogą wspinać się na wysokie drzewa, mówić szokujące rzeczy i skakać tak wysoko, że dorosłym serca zamierają ze strachu. Serce sporo waży. To właśnie dlatego tak długo rośnie. Ale tak samo jak nauka czytania, matematyki czy rysunku, u różnych dzieci proces ten przebiega w różnym tempie (wiadomo, że nic tak nie przyspiesza rozwoju serca jak czytanie).

Catherynne M. Valente, O pewnej dziewczynce i jej podróży wokół Krainy Czarów na okręcie własnoręcznie wykonanym, s. 13.


September w Kranie Czarów przeżywa mnóstwo przygód. Potrzebuje jednak kilku przyjaciół. Na swojej drodze spotyka zatem librowernę. Tak, tak, to wiwerna, tylko taka książkowa. I ma do opowiedzenia dość niezwykłą historię swojego pochodzenia (myśli, że jej ojciec to Księgozbiór!):

Gdy zabrakło jej Opiekuna, moja matka zamieszkała w ruinach wielkiej Biblioteki, nazywanej Całościową, a była ona niezmiernie atrakcyjnym i ciekawym Księgozbiorem. Pod sczerniałymi belkami stropów, w cieniu chylących się ku ziemi ścian matka moja żyła i czytała, i marzyła, i pozwalając, by jej gorące uczucie do Księgozbioru wzrastało. Zauważała coraz wyraźniej urok i siłę jego półek, mimo ciężaru, jaki przyszło im dźwigać. Tego rodzaju siła moralna to w dzisiejszych czasach rzadkość. Wkrótce na świat przyszliśmy ja i moje rodzeństwo. Szaleliśmy po galeryjkach, ścigaliśmy się po wyszczerbionych bibliotecznych drabinach i dosłownie pochłanialiśmy encyklopedie i powieści. Wiem właściwie wszystko od litery A do L. Moja matka owdowiała po raz kolejny, kiedy zmarł jej małżonek, handlarz nieruchomościami, i nigdy nie skończyłem encyklopedii. Matka opowiedziała nam o ojcu, kiedy byliśmy zaledwie roczniakami. Pytaliśmy: "Dlaczego nie mamy Tatusia?", a ona odpowiadała: "Waszym Papą jest Biblioteka, kocha was i się wami zajmie. Nie czekajcie na przystojnego wiwernę, który przybędzie i nauczy was ziać ogniem, moje skarby. Nie przybędzie. Lecz Księgozbiór oferuje wam szeroką wiedzę w dziedzinie spalania i choć może to wyglądać osobliwie, jesteście kochani przez oboje rodziców, tak jak inne bestie".

Catherynne M. Valente, O pewnej dziewczynce i jej podróży wokół Krainy Czarów na okręcie własnoręcznie wykonanym, s. 65.


Librowerna szybko staje się bliskim przyjacielem September. Nic w tym dziwnego, skoro wszyscy chyba zgodzimy się z tym stwierdzeniem:

Kojarzy mi się z kimś, kto spędza dużo czasu w bibliotekach, a to są najlepsze osoby na świecie.

Catherynne M. Valente, O pewnej dziewczynce i jej podróży wokół Krainy Czarów na okręcie własnoręcznie wykonanym, s. 81.


Ale książki w O pewnej dziewczynce i jej podróży wokół Krainy Czarów na okręcie własnoręcznie wykonanym są obecne także... trochę mniej dosłownie. Książka Valente w inteligentny sposób odwołuje się do klasyki literatury dziecięcej. Autorka bardzo sprytnie gra ze schematami - dla dziecka być może będzie to tylko wciągająca, przygodowa lektura. Ale ktoś starszy i trochę oczytany w dziecięcych klasykach dostrzeże mnóstwo sprytnych literackich odniesień. Valente, grając konwencją, cały czas puszcza do czytelnika oko. Znajdziecie tu odwołania do Narnii, do Czarnoksiężnika z Krainy Oz czy Alicji w Krainie Czarów.

Oczywiście, że nie. Nikt nie zostaje wybrańcem. Nigdy. Chyba tylko w książkach. Ty sama decydujesz się wyjść przez okno i wsiąść na grzbiet geparda. Ty postanawiasz przynieść wiedźmie Warząchew i zaprzyjaźnić się z wiwerną. Ty oddajesz cień w zamian za życie dziecka. To ty nie godzisz się na to, by Markiza skrzywdziła twoich przyjaciół. Ty rozbijasz klatkę! Ty idziesz na spotkanie z własną śmiercią, nie cofasz się przed samotną żeglugą bez statku. A teraz już drugi raz postanowiłaś nie wrócić do domu, choć mogłaś, bo nie chcesz opuścić przyjaciół w potrzebie. Nie jesteś wybrańcem, September. Kraina Czarów cię nie wybrała. Ty sama wybrałaś siebie.

Catherynne M. Valente, O pewnej dziewczynce i jej podróży wokół Krainy Czarów na okręcie własnoręcznie wykonanym, s. 285.


Ktoś mógłby pomyśleć, że taka prosta baśń dla dzieci niczym nie może zaskoczyć. A jednak Valente udaje się poprowadzić tę historię w nieoczywisty sposób. O pewnej dziewczynce to śliczna układanka z motywów literatury dziecięcej, piękna literacka gra i wciągająca, mądra powieść dla dzieci.
I tyle w niej książek!

Polecane posty

0 komentarze

Blogi

Obserwatorzy