Na skróty. Czerwiec 2016

23:01


Sesja, sesja i znowu poległam z blogowaniem. Przeczytałam też nie za dużo. Dzisiaj mała dawka fantastyki:


Złodzieje snów, Maggie Stiefvater
Drugi tom Króla kruków - urban fantasy o grupce przyjaciół, którzy poszukują legendarnego walijskiego króla Glendowera. Lubię tę serię, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jako całość jest niesłychanie chaotyczna. Nie wiem, ale wydaje się, że Stiefvater ma jednak problem z żonglowaniem tyloma perspektywami i udźwignięciem tylu głównych bohaterów. Świat i jego magia też wydają mi się trochę niespójne, jakby ta wizja była niedokończona, nie do końca przemyślana. Momentami irytuje mnie też nieco nieoszlifowany język. Nic to, świetnie mi się Złodziei snów czytało, seria jest mimo wszystko urocza, zabawna, wciągająca. I ciągną ją przede wszystkim fajni bohaterowie. Bardzo lubię Blue i wszystkich kruczych chłopców.
Mogę narzekać, ale i tak właśnie czytam Wiedźmę z lustra.

A Darker Shade of Magic (Mroczniejszy odcień magii), V.E. Schwab
Najpierw wprowadzenie do świata, do aż trzech Londynów, szarego, czerwonego i białego. A, no i kiedyś istniał też czarny... Podróżować pomiędzy nimi (jako jeden z bardzo niewielu) może Kell, który właśnie wplątuje się w bardzo poważne kłopoty... Zaczynało się jakoś tak niemrawo, ale od razu czuć było fajną magię tego świata. Schwab bawi się wprawdzie ogranymi pomysłami, ale robi to z wdziękiem i lekkością. Mroczniejszy odcień magii ma więc urok i humor, poza tym grupkę fajnych, barwnych bohaterów. (Lila wymiata!) Będę czytać serię dalej, jestem pewna.

Mroczniejszy odcień magii w Polsce ukaże się 11 lipca.

Zabójcza sprawiedliwość, Ann Leckie
Dobra. TO BYŁO ŚWIETNE. Ann Leckie miała kilka naprawdę interesujących pomysłów. Zacznijmy od tego, że główna bohaterka jest właściwie... statkiem kosmicznym. Statkiem kosmicznym i równocześnie jego załogą, jest więc wieloma "osobami" (serwitorami) naraz. Tysiące ciał ma też Anaander Miaanai, przywódczyni imperium Radchu. W dodatku okazuje się, że Anaander Miaanai jest sama ze sobą w wewnętrznym konflikcie... Piszę "bohaterka" czy "przywódczyni", bo takie formy są używane tutaj w stosunku do prawie wszystkich, ale tak naprawdę, co ciekawe, Raadchai nie rozróżniają płci. Zabójcza sprawiedliwość to pomysłowe, inteligentne science fiction. Ann Leckie niczego nie podaje na tacy - od razu jesteśmy rzuceni w sam środek tego świata, wiele rzeczy jest niejasnych, wiele musimy wywnioskować sami. A jednak, chociaż na początku może być trochę trudno się w tym połapać, książkę czyta się naprawdę świetnie. Zabójcza sprawiedliwość wciąga, ma świetny klimat, wyraźnie zresztą przywołujący na myśl Hain Le Guin. A Le Guin to dla mnie zawsze dobre skojarzenie.
Trylogia Ann Leckie zdobyła duży rozgłos i zgarnęła mnóstwo ważnych nagród w fantastyce. Mimo to mam wrażenie, że Zabójcza sprawiedliwość jest dość kontrowersyjna i wielu czytelników jest nią rozczarowanych. Chyba warto przekonać się samemu. Mnie się bardzo, bardzo podobało. Czekam na Zabójczy miecz.


POZOSTAŁE CZERWCOWE KSIĄŻKI
Uczeń architekta, Elif Shafak (będzie recenzja!)

---------------

Polecane posty

0 komentarze

Blogi

Obserwatorzy