Na skróty. Maj 2016

10:31

Dobra, dobra, w czerwcu zabieramy się ostro do roboty... Projekty, egzaminy, życie... Najlepiej byłoby w ogóle nie czytać (niemożliwe), bo w końcu nigdy nie wiem, kiedy książka wyrwie mnie z rzeczywistości tak mocno, że NIC nie będzie mnie obchodzić. W maju mi się zdarzyło...


Nocny film, Marisha Pessl
Bardzo fajna, interesująca powieść, która gatunkowo balansuje gdzieś pomiędzy kryminałem, sensacją i horrorem. Scott zaprzepaścił swoją karierę dziennikarza śledczego, gdy został oskarżony o zniesławienie przez kultowego reżysera, Stanislasa Cordovę. Gdy jednak w tajemniczych okolicznościach ginie córka Cordovy, Scott nie może się powstrzymać i zaczyna śledztwo w tej sprawie. Nocny film doskonale zaciera granice między fikcją a rzeczywistością. Scott coraz bardziej gubi się w zakręconym świecie filmów Cordovy i szybko ani on, ani czytelnik, nie może być już pewny, co jest rzeczywistością, co przywidzeniem, a co genialną kreacją reżysera. Fabuła staje się w pewnym momencie tak dziwna i niepokojąca, że ma się poczucie, że razem z bohaterami jesteśmy tak naprawdę w jednym z tych pokręconych filmów Cordovy. Świetnie działają tu też "dodatki" - powieść wypełniona jest zdjęciami, wycinkami z gazet, notatkami, stronami internetowymi. To mogłoby być zwykłe efekciarstwo, ale w Nocnym filmie ten zabieg znowu pozwala na zatarcie granic, daje niesamowite poczucie, że powieściowa historia jest w jakiś sposób rzeczywista. Marisha Pessl daje sobie czas na dokładne rozwinięcie wszystkich wątków, powieść jest naprawdę spora (dobrze ponad 700 stron), a choć akcja może nie pędzi do przodu w zawrotnym tempie, to i tak Nocny film przez cały czas trzyma w napięciu. Naprawdę porządny, dobrze napisany kryminał. 

The Rose and the Dagger, Renee Ahdieh
The Rose and the Dagger to naprawdę udana kontynuacja The Wrath and the Dawn, w którym Renee Ahdieh reinterpretowała historię Szecherezady. The Rose and the Dagger jest znacznie bardziej dynamiczne - dzieje się dużo i ciekawie, więcej bohaterów zaczyna mieć realny wpływ na wydarzenia, a akcja toczy się już nie tylko w murach pałacu. Świat inspirowany Bliskim Wschodem jest wciąż naprawdę piękny, na tyle piękny, że potrafi wprost zaczarować czytelnika i The Rose and the Dagger ogólnie wspaniale zamyka tę historię. Niestety czasem miałam wrażenie, że niektóre sytuacje są sztucznie udramatyzowane, a momentami bohaterowie postępowali mniej lub bardziej nielogicznie (chyba po to, żeby było właśnie bardziej dramatycznie...), ale ech... Nieważne. Świetnie się bawiłam, naprawdę bardzo lubię tę historię, poza tym uwielbiam Shazi i Khalida. 

A Court of  Mist and Fury, Sarah J. Maas
Wiele razy już chyba pisałam o moim dziwnym stosunku do książek Maas, o tym, że równocześnie kocham je i nienawidzę... W każdej chwili mogę na powieści Maas ponarzekać, mogę wymienić mnóstwo rzeczy, które mnie irytują, przy A Court of Mist and Fury też bym mogła. Ale wcale, wcale nie chcę teraz marudzić. Bo... spójrzmy prawdzie w oczy.  Co ta książka ze mną zrobiła?! O. Mój. Boże. Na kilka dni dosłownie wyrwała mnie z rzeczywistości. Najpierw czytałam i czytałam (za nic nie mogłam przestać), a po skończeniu miałam kolosalnego kaca książkowego. Może jednego z największych w życiu. Naprawdę. Aż tak. A wcale się tego nie spodziewałam.
Bo Dwór cierni i róż nie był zły, ale jakoś szczególnie mnie nie ruszył, w dodatku tak naprawdę wciągnął mnie dopiero w drugiej połowie. Ale przy A Court of Mist and Fury pierwsza część wydaje się ledwie marnym wprowadzeniem. Drugi tom ma zawrotne tempo akcji, Maas trzyma w napięciu od początku do końca, wprowadza też kilku fajnych, nowych bohaterów. Świat się rozrasta (trafimy na Dwór Nocy, ale też w inne miejsca w Prythian), a historia jest bogatsza i pełniejsza. Poza tym coraz wyraźniej zauważam, że Maas naprawdę sprytnie czerpie z baśni, mitów i legend. I nie chodzi tylko o to, że ACOTAR odwoływał się do Pięknej i Bestii, a ACOMAF nawiązuje (choć chyba trochę luźniej) do Persefony i Hadesa. Nie, jeśli się temu przyjrzy, to okazuje się, że nazwisko Feyre nie jest wcale przypadkowe, że Morrigan to w irlandzkiej mitologii bogini wojny, a piosenka śpiewana przez Tkaczkę (Weaver) jest wyraźnie zainspirowana starą angielską balladą. A pewnie wielu podobnych szczegółów nie wyłapałam. No i ten wątek romantyczny... Dwór cierni i róż zostawił mnie pod tym względem zupełnie obojętną, a ACOMAF... Jestem całkowicie w tym wątku. Tak całym sercem. Będę ich shipować do końca świata i jeszcze dłużej.
To moja ulubiona książka Maas. Szklany tron może się w tej chwili dla mnie schować. Pozamiatane. Dziękuję.


Dziewczyna z rewolwerem, Amy Stewart
Pełna lekkości i uroku powieść historyczna o kobiecie, która jakoś w latach 20. wzięła sprawy w swoje ręce i obroniła siebie i swoje siostry przed pewną niebezpieczną bandą. Siostry Kopp mieszkają w położonej na uboczu farmie i po prostu muszą radzić sobie same - dobrze więc, że najstarsza z nich jest tak odważna i rozsądna. Constance Kopp to postać historyczna - pierwsza kobieta, która została szeryfem. Amy Stewart wyciąga tę zapomnianą historię i na podstawie szczątkowych materiałów, tworzy całkiem interesującą opowieść, doprawioną wdziękiem i humorem. Przy okazji Stewart kreuje naprawdę fajne postaci - każda z sióstr Kopp to barwna osobowość, a we trzy one tworzą ciekawy zespół. Nie wydaje mi się, żeby Dziewczyna z rewolwerem na długo została mi w pamięci, ale, tak czy owak, bardzo przyjemnie spędziłam z tą książką czas.

Keturah and Lord Death, Martine Leavitt
Chyba znalazłam ukryty klejnot - książkę już nie najnowszą, niezbyt znaną, nigdy niewydaną w Polsce. A tak piękną i wartościową, w dodatku taką "moją"! Katurah and Lord Death to baśniowa opowieść o śmierci. Główna bohaterka gubi się w lesie i spotyka Śmierć, udaje jej się jednak zawrzeć z nim umowę - Śmierć obiecuje, że Keturah będzie wolna, jeśli znajdzie w ciągu jednego dnia swoją prawdziwą miłość. Możecie popatrzeć na tę powieść po prostu jak na baśniowe fantasy, ale... to chyba nie do końca tak. Bo Keturah and Lord Death to przede wszystkim bardzo uniwersalna historia dziewczyny, która jest bliska śmierci i zdaje sobie z tego sprawę, uczy się więc z tą świadomością żyć i powoli godzi się z nadchodzącym końcem. To mądra opowieść o umieraniu, o żegnaniu się ze światem, o tym, co zostawiamy za sobą i o tym, co mamy przed nami. Trochę melancholijna, trochę pogodna. Piękna.


POZOSTAŁE MAJOWE KSIĄŻKI:
Prowadzący umarłych. Chiny z perspektywy nizin społecznych, Liao Yiwu
Nie mam tu po prostu za dużo do powiedzenia (albo jestem leniwa). Wywiady, pokazujące Chiny z wielu stron. Interesujące.


W MAJU NA BLOGU:

---------------

Polecane posty

0 komentarze

Blogi

Obserwatorzy