Na skróty. Luty 2016

20:11

Napisałam w tym miesiącu pięć postów, w tym trzy recenzje - to naprawdę dobrze jak na mnie. A jednak wychodzi na to, że i tak nie wyrabiam (najwyraźniej za dużo czytam! :D), bo okazuje się, że zabrakło miejsca i czasu dla jeszcze siedmiu książek. Tak wielu, że piszę to "Na skróty" już trzeci dzień...



Stacja Jedenaście, Emily St. John Mandel
Piękna opowieść o końcu naszego świata. Stacja Jedenaście opowiada o upadku naszej cywilizacji - ludzkość w ciągu kilku tygodni wymarła na nową, wyjątkowo szybką i niebezpieczną, odmianę grypy. Ostali się nieliczni, na tyle nieliczni, że cała infrastruktura, niemal wszystkie zdobycze ludzkiej techniki zostały utracone. Nie ma Internetu, nie ma elektryczności, nie ma bieżącej wody, nie ma telefonów. Stacja Jedenaście jest trochę jak piękne epitafium dla naszego świata - troszkę melancholijna opowieść o naszej rzeczywistości, w której niektóre rzeczy wydają się tak oczywiste, że ich nie doceniamy. Ale przecież nie tylko, bo to też subtelna i mądra opowieść o ludziach - Emily St. John Mandel bardzo umiejętnie splata w jedno historie wielu bohaterów. Miesza przy tym plany czasowe, zmienia miejsca akcji - pisze o katastrofie, o tym co przed nią i o tym, co po niej. Wszystkie te wątki mają jednak wspólne punkty, wszystkie się łączą, zbiegają się w coś większego. Mandel pyta też o rolę sztuki, w końcu "samo przetrwanie nie wystarczy". Wyjątkowa, mądra powieść.

Cruel Beauty, Rosamund Hodge
Planuję jakiś większy post o Pięknej i Bestii (a w przyszłości może o innych baśniach) i jej retellingach, więc pewnie będę jeszcze o Cruel Beauty pisać. Cruel Beauty właściwie ma wszystko, by być świetnym retellingiem i ciekawą historią. Rosamund Hodge fajnie i twórczo wykorzystuje motywy z Pięknej i Bestii, tworząc przy okazji swoją własną, zupełnie nową opowieść. A baśń została wpisana w rzeczywistość, w której bardzo wyraźnie czuć nawiązania do Antyku, do wierzeń starożytnych Greków - i to bardzo ciekawie się łączy. No ale mam z tą książką problem. Bo ona ma wszystko, żebym ją lubiła, a jednak... a jednak zupełnie nic mi nie robi. Nie jest nudna, nie, po prostu trochę nijaka. Nie porwała mnie i w rezultacie okazała się rozczarowaniem - częściowo też dlatego, że naprawdę czułam, że powinnam ją polubić bardziej. No i jak ocenić powieść, która właściwie jako całość nie podoba mi się za bardzo, a równocześnie podobało mi się w niej niemal wszystko?

Dwór cierni i róż, Sarah J. Maas
No to od razu Piękna i Bestia numer dwa. Z Sarą J. Maas mam tak, że nie potrafię przestać jej czytać i nie potrafię przestać się czepiać. To niezłe wprowadzenie do serii - świat jest bogaty, mroczny, Sarah J. Maas wyraźnie ma sporo niezłych pomysłów i fajnie wykorzystuje motywy Pięknej i Bestii. I dzięki, dzięki Bogu, Feyre nie jest taką Mary Sue jak Celaena ze Szklanego tronu, to znacznie lepsza, bardziej wiarygodna postać. Przyznam, że, jak zwykle z Maas, po prostu świetnie się bawiłam, szczególnie w drugiej połowie. Tylko że Dwór cierni i róż to tak naprawdę takie romansidło pod warstwą fantasy - a że ten romans jakoś nieszczególnie mnie ruszył, to dla mnie momentami było za dużo, za bardzo... Mam tu zresztą zagwozdkę. Dwór cierni i róż teoretycznie stawia podwaliny pod trójkąt miłosny w następnych tomach. I ja z jednej strony tego trójkąta nie chcę, bo nie chcę, żeby zrobiło się zbyt tanio (a przecież trochę już jest...), a z drugiej, nie ma co się oszukiwać, ja jestem sercem za tym drugim panem. W sumie norma, u Maas wokół głównej bohaterki zawsze musi się kręcić kilku nieziemsko przystojnych facetów. Nie ma innej opcji. Ogólnie - mogę mieć o książkach Maas nie najlepsze zdanie, ale to zawsze jest po prostu kupa radochy.

Piękna i Bestia to jedno, ale słyszeliście o Tam Linie? ;)
Dwór cierni i róż po polsku wychodzi 13 kwietnia.

Inna dusza, Łukasz Orbitowski
Mocna, prawdziwie porażająca książka. Inna dusza rekonstruuje morderstwa, które miały miejsce w Bydgoszczy mniej więcej dwadzieścia lat temu. Orbitowski świetnie odmalowuje rzeczywistość lat 90. i na jej tle tworzy przenikliwy portret mordercy. To powieść, zatem część wydarzeń oraz postaci jest zmyślona, ale jest w stylu Orbitowskiego jakaś niemal reporterska precyzja, ma się mocne wrażenie autentyczności tego, co czytamy. Najbardziej szokujące jest to, że właściwie nie da się tu wskazać motywów zabójstw - morderca zabija chyba jedynie z powodu jakiejś silnej, wewnętrznej potrzeby (tkwiącej w nim innej duszy?). Przeczytanie książki nie da nam więc odpowiedzi na pytanie, dlaczego doszło do tych wydarzeń, dlaczego ktoś zabił. Nie, ale niełatwo będzie wymazać z pamięci ten obrazu zbrodni. Inna dusza wstrząsa, boli i przeraża. Świetna proza.

Podróż, Ida Fink
Podróż to chyba autobiograficzna powieść o dwóch siostrach, Żydówkach, które podczas II wojny światowej, starając się uratować, jako ochotniczki jadą na aryjskich papierach na roboty do Rzeszy. Tak zaczyna się ich wędrówka od jednej "kryjówki" do drugiej, wędrówka pełna paraliżującego strachu i ciągłej walki o życie. Powieść Idy Fink to piękne świadectwo napisane bardzo prostą, krystalicznie czystą prozą - i może tak o Holocauście opowiadać najlepiej. Ida Fink nie stara się na siłę wzruszać, pisze zwyczajnie, prosto, bo tak było. A jednak Podroż łapie za serce i trzyma, trzyma do ostatniej strony.

Przepaść czasu, Jeanette Winterson
Przepaść czasu to pierwsza pozycja, która pojawiła się w ramach Projektu Szekspir. Znani autorzy piszą książki, które rekonstruują poszczególne dramaty Szekspira - Jeanette Winterson wzięła na warsztat Zimową opowieść. Podoba mi się, że Przepaść czasu (a z nią, mam nadzieję, kolejne pozycje z Projektu Szekspir) pokazuje, jak bardzo te historie są uniwersalne, jak niewiele się zestarzały przez kilka wieków. Oto i dramatyczne losy dwóch królewskich rodów bardzo naturalnie przekształcają się w całkiem współczesny dramat rodzinny. Tak, w realistycznej, dzisiejszej aranżacji niektóre wydarzenia mogą się wydawać trochę naciągane, ale Winterson dobrze sobie radzi z przeniesieniem tej opowieści do naszych czasów - niektóre postaci zyskują nowe motywacje, niektóre wydarzenia wydają się bardziej zrozumiałe. Fabularnie Przepaść czasu dość ściśle trzyma się Zimowej opowieści, Winterson właściwie niczym nie zaskakuje, a ja może nie zdołałam się jej reinterpretacją Szekspira zachwycić, ale doceniam ją i jestem ciekawa, co dalej przyniesie Projekt Szekspir.

Łuska w cieniu, Rachel Hartman
Łuska w cieniu to kontynuacja Serafiny, mądrego, pięknego fantasy, którym zachwycałam się ostatnio (tutaj recenzja!). Drugi tom bardzo ciekawie rozwija historię - razem z Serafiną dowiadujemy się coraz więcej o świecie, coraz mocniej wikłamy się w polityczną grę i przede wszystkim poznajemy kolejne półsmoki. Hartman nie spieszy się z fabułą, daje sobie czas na porządne wykreowanie tego wszystkiego, na głębsze nakreślenie charakteru Serafiny i pozostałych bohaterów - Łuskę w cieniu czytałam z pewnym rozleniwieniem, ale i z czystą przyjemnością. Drugi tom ma urok, humor i mądrość Serafiny, i przez większość lektury nie mogłam zrozumieć, dlaczego zbiera wyraźnie gorsze oceny niż pierwsza część. Ale chyba zrozumiałam - o ile cała książka ma tempo wręcz leniwe, to zakończenie okazuje się niemal zbyt szybkie, niewystarczające No i niektóre wątki zakończyły się trochę schematycznie, a niektóre aż zbyt niekonwencjonalnie. Serio, nie wierzę, że to piszę, ale pod niektórymi względami chciałabym, żeby wszystko było tak, jak być powinno w zakończeniu młodzieżowej serii fantasy. Albo żeby ktoś mi lepiej wytłumaczył tę sytuację, zamiast tak szybko pędzić do ostatniej strony. Nie zrozumcie mnie źle - Serafina podobała mi się ogromnie, większość Łuski w cieniu bardzo, tylko to zakończenie - dalej nie wiem, co mam o tym myśleć.


POZOSTAŁE LUTOWE KSIĄŻKI:

W LUTYM NA BLOGU TEŻ:

-------------

Polecane posty

0 komentarze

Blogi

Obserwatorzy