Czy w tej grze mogą być jacyś zwycięzcy? The Winner's Curse i The Winner's Crime Marie Rutkoski

14:16

Nie zamierzałam pisać tej recenzji. Wcale. Serii Marie Rutkoski nawet nie wydano w Polsce i jak na razie nie słyszałam, by miało się to zmienić. Poza tym pisanie o kilku tomach naraz jest dość frustrujące, bo nie chcę zaspoilerować nawet pierwszej części, a przecież mnie w głowie siedzi przede wszystkim ta druga... No ale chyba muszę się wypisać (będzie bez spoilerów). Może się pozbędę kaca książkowego.

The Winner's Crime wczoraj zniszczyło mnie emocjonalnie.


Początek? Kestrel jest Valorianką, czyli pochodzi z imperium, które podbiło pół znanego świata. Więcej, jest córką generała Trajana, najsłynniejszego przywódcy wojskowego w kraju. Mieszka w Herranie, terytorium, które zostało dziesięć lat temu podbite przez jej ojca. Valorianie, jako zwycięzcy, są tam jakby rasą panów, Herranie stali się niewolnikami. No i Kestrel pewnego dnia jest w mieście, trafia na aukcję i pod wpływem impulsu kupuje butnego niewolnika.

No dobra, nie ściemniajmy, niewolnik ma na imię Arin. I tak, możecie się już domyślić, że to będzie

wielka historia zakazanej miłości. 
Raczej nie spodziewałam się, że powieść fantasy YA, która jest w takim stopniu romansem, spodoba mi się tak bardzo. The Winner's Curse opiera się przede wszystkim na relacji między Kestrel i Arinem. Tak, to oś fabularna, ale ta relacja jest bardzo wyraźnie wpisana w kontekst społeczny i polityczny. Wiele w ich stosunkach wojennej strategii, bo bohaterowie swoje uczucia do siebie nawzajem muszą postawić naprzeciw lojalności wobec własnych państw. Kestrel i Arin grają dalej tymi kartami, które im się trafią - a czasem ta gra jest cholernie niesprawiedliwa. I tak, to wszystko jest dość mocno melodramatyczne (znowu - wydawałoby się, że wręcz zbyt mocno, by mogło mi się podobać), ale jak to jest dobrze zrobione! Shipuję Kestrel i Arina tak mocno, że to aż boli. A właściwie

cała ta seria po prostu boli.
No dobrze, The Winner's Curse miało może jakiś tragiczny rys, ale The Winner's Crime jest już zwyczajnie okropne. Jakby nad bohaterami wisiało jakieś fatum, jakby to była właśnie grecka tragedia, w której i tak wszystko doprowadzi do czegoś złego. Widzę logikę w tym, że bohaterowie postępują tak jak postępują, tak, popełniają błędy, ale nie wiem, czy dałoby się ich uniknąć. I Kestrel, i Arin walczą - sami ze sobą i z okolicznościami - ale to walka jakby skazana na niepowodzenie. Czytanie The Winner's Crime było przerażające i bardzo, bardzo frustrujące. Parę razy miałam po prostu ochotę rzucić książką o ścianę (ale nie, nie, wolałabym nie rzucać moim czytnikiem). Uznajcie to w sumie za plus - ta powieść wywoływała we mnie skrajne, bardzo silne, emocje. Napięcie jest nieznośne. Marie Rutkoski, jesteś brutalna, ale zrobiłaś to wszystko świetnie. Jest jeden szczególnie frustrujący moment w The Winner's Crime, za który miałabym ochotę kogoś zabić, ale... Uff, oddychaj, Julka, spokojnie. Tak, druga część zniszczyła mnie i złamała mi serce. To być może pierwsza seria młodzieżowa, w której nie jestem pewna w miarę szczęśliwego zakończenia. Mam nadzieję, że takie będzie, bo inaczej coś komuś zrobię. No właśnie, ale

czy z tej gry można w ogóle wyjść zwycięsko?
Czym jest klątwa zwycięzcy? To wtedy, gdy ktoś wygrywa aukcję, ale płaci cenę zdecydowanie większą, niż ta wygrana jest warta. Bardziej niż ekonomia mówi do mnie historia: pyrrusowe zwycięstwo. Wygrywasz, ale koszt tej wygranej jest tak wielki, że... właściwie przegrywasz. Bardzo lubię to, że akcja The Winner's Curse i The Winner's Crime jest właściwie wpisana w taką polityczno-wojenną rozgrywkę, że bohaterowie cały czas podejmują jakieś strategiczne decyzje, że cała intryga jest zbudowana trochę jak bitwa do rozegrania. Błędy wiele kosztują, zwycięstwa mogą być pozorne. Każdy ruch musi być świetnie zaplanowany. Ale przecież

Kestrel jest świetnym strategiem.
Mam ten problem z bohaterkami w młodzieżowej fantastyce, że albo są strasznie niezdecydowane (a wtedy nieznośne), albo silne, wojownicze i niezniszczalne, jak trzeba to strzelą z łuku albo powalczą mieczem i w ogóle poradzą sobie w każdej sytuacji. Kestrel nie jest wojowniczką, nie ciągnie jej do armii (chociaż tam bardzo chętnie widziałby ją jej ojciec), nie bardzo wyobraża sobie siebie samą rozlewającą krew. Ale Kestrel walczy, tylko że na swój sposób - sprytem i umysłem. Jest silna i potrafi podejmować trudne decyzje, ale czasem wydaje się bardzo krucha. Potrafi być bardzo opanowana, ale bywa, że emocje biorą górę i Kestrel popełnia błędy. Wierzę w jej inteligencję i spryt, bo póki się da, Kestrel rozgrywa swoje karty najlepiej, jak to możliwe. Ale nawet ona, z talentem do intrygowania i planowania kolejnego ruchu, może czegoś nie dostrzec. Tak, bardzo, bardzo lubię Kestrel.


Marie Rutkoski przy okazji konsekwentnie i sensownie buduje swój świat - nie jest to może wizja bardzo rozbudowana, ale raczej wszystko ma tu sens, ręce i nogi. Pierwsza połowa The Winner's Curse jest z tego wszystkiego najsłabsza, bardziej sztampowa, ale potem sytuacja obraca się o 180 stopni i... zaczyna się. Zaczyna się pełna smaczków, inteligentna opowieść, o dwojgu ludzi, wojnie, zdradzie i politycznej grze, w której trudno zostać zwycięzcą. The Winner's Curse i The Winner's Crime strasznie mnie psychicznie zmęczyły, rozbiły moje serce na kawałki, sprawiły, że chciałam wyrzucić mój czytnik przez okno i załamały mnie kompletnie tym, że trzecia część jest zapowiedziana dopiero na marzec 2016. Kill me. Bardzo polecam, może Wam też się tak spodoba. Ale wtedy będzie bolało. Ostrzegałam.

Polecane posty

9 komentarze

  1. Bardzo mnie zachęciłaś do tych książek! Szczególnie akapitem o głównej bohaterce, jestem już zmęczona postaciami, które same nie wiedzą czego chcą i ledwo radzą sobie w życiu. Kestrel wydaje się być zupełnie inna, silniejsza i zaradniejsza (przynajmniej z tego, co piszesz), co jest dla mnie wystarczającą zachętą do zapoznania się z tymi książkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też jestem zmęczona tymi wszystkimi bohaterkami - często są strasznie niezdecydowane, często wszystkie do siebie bardzo podobne. Lubię Kestrel, bo tak, jest silna, ale równocześnie ma chwile słabości, popełnia błędy. Staje przed bardzo trudnymi wyborami, waha się, ale potrafi podjąć decyzję i zmierzyć się z jej konsekwencjami. I wydaje mi się w tym jakaś taka autentyczna.
      Bardzo serdecznie polecam te książki ;) Nie wiem, może gdy emocje opadną, moja opinia będzie bardziej wyważona, ale... te emocje też o czymś świadczą ;)

      Usuń
  2. I nie ma tego po polsku?! Jak to możliwe?
    Może teraz dzięki Tobie jakieś wydawnictwo się tym zainteresuje i wyda tą książkę w polskiej wersji :) będę pierwszą, która tą książkę kupi : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tego nie rozumiem! Tym bardziej, że takich serii dla młodzieży wydaje się mnóstwo. A tak patrząc na Goodreads, Instagrama czy booktuba, to te książki są dość popularne za granicą. Może nie jakoś bardzo, bardzo, ale jednak są znane. I fanartów też trochę znalazłam, o!
      Chyba ja też bym sobie kupiła polską wersję, gdyby się pojawiła ;)

      Usuń
  3. Miałam czytać tę książkę w języku angielskim, bo kusi mnie straszliwie, ale... na asku BookGeeka przeczytałam, że... ma ukazać się u nas! Ponoć wydawnictwo Feeria Young zamierza wydać ją jeszcze w tym roku, późną jesienią. Mam nadzieję, że to prawda- jak na razie nie zostało to nigdzie potwierdzone. Ale kurczę, to byłoby takie piękne gdybym mogła ją przeczytać w języku polskim i postawić na półeczce (koniecznie w tej cudownej okładce). :D
    Pozdrawiam,
    Nada

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo! Ja w tej chwili jestem tak zakochana w tych książkach, że po polsku też chyba kupię! Bardzo chciałabym mieć je na półce, szczególnie gdyby zachowały tę samą szatę graficzną. Naprawdę, okładka pierwszej części jest po prostu niesamowita :)
      Dziękuję za tak dobre wieści, będę teraz z niecierpliwością wypatrywać jakichś informacji o polskim wydaniu ;)

      Usuń
  4. Witam! Również prowadzę bloga dotyczącego książek i w przyszłości może czegoś z nimi związanego, dopiero zaczynam, ale gdybyś chciała wymienić się jakimiś książkami w wersji elektronicznej to zapraszam do siebie! Świetny wpis!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham, kocham, kocham! Ja również całkiem niedawno skończyłam "The Winner's Crime" i zaraz zabieram się za recenzowanie - musiałam odczekać, aż emocje trochę ostygną. Nawet nie wiesz, jak bardzo uciszyła mnie Twoja recenzja, bo jesteś dosłownie trzecią osobą w polskiej blogosferze, która przejawiałaby zainteresowanie serią. Zgadzam się po prostu ze wszystkim - od tego, jak frustrujący jest tom drugi, po relacje między Arinem i Kestrel, które pozornie są nie do zniesienia, ale w rzeczywistości czytelnik nie ma innego wyboru, niż kochać i kibicować im na całej linii. To jedna z tych serii, które polecam bez wahania, na pierwszym miejscu. I łączę się z Tobą w bólu, że trzecia część dopiero w marcu przyszłego roku :((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się cieszę, że mogę z kimś podzielać moje zachwyty nad tą serią. Jestem w niej całkowicie zakochana. Uff, u mnie emocje już trochę opadły, ale wciąż... to takie piękne, takie wspaniałe książki! Mam nadzieję, że to prawda, to o czym pisała Nada jakieś dwa komentarze wyżej - że "The Winner's Curse" ma być wydane w Polsce późną jesienią przez wydawnictwo Feeria. Wtedy na pewno zainteresowanie w blogosferze będzie większe, bo na razie faktycznie tak mało się słyszy w Polsce o tej serii. A to błąd! ;)
      Czekamy do marca!

      Usuń

Blogi

Obserwatorzy