Dziecko śniegu, Eowyn Ivey

21:43

Śnieżynka na obrazie Wiktora Wasniecowa
W baśni jeśli tylko czegoś bardzo chcesz, jeśli pragniesz tego całym sercem - to życzenie, nawet najbardziej nierealne, może w końcu się spełnić. Racja, ale czy nie zapominamy zbyt często o tym, jak bardzo baśnie bywają równocześnie  okrutne?


Jack  i Mabel postanowili zacząć od nowa. Przeprowadzili się na Alaskę, by w samotności, wśród pięknej, surowej przyrody wieść zwykłe, wypełnione pracą życie. Para starzeje się i właściwie już musi pożegnać się ze swoim największym pragnieniem - z marzeniem o dziecku. Pewnej zimowej nocy lepią ze śniegu bałwana, a następnego dnia, niczym w rosyjskiej baśni o Śnieżynce, niedaleko ich domu pojawia się tajemnicza dziewczynka. Kim jest? Co robi zupełnie sama? Odpowiedzi na te pytania będziemy poszukiwać przez całą powieść. Z biegiem czasu Jack i Mabel coraz bardziej zbliżają się do swojej "Śnieżynki", a my dowiadujemy się o tajemniczej dziewczynce coraz więcej, ale... Ale tajemnica Fainy (bo tak brzmi jej imię)  należy do tych, których nie da się, a może po prostu nie należy rozwiązywać.Właśnie tej tajemnicy, w niewiedzy tkwi moc i urok tej książki.

Bo najpiękniejsza w powieści Eowyn Ivey jest właśnie ta niepewność - nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy śniegowa dziewczynka jest jakimś nadprzyrodzonym bytem, wytworem wyobraźni dwojga ludzi spragnionych dziecka, czy może jak najbardziej prawdziwą, trochę dziką, sierotą, która nauczyła się żyć w lesie. Tak, Eowyn Ivey pełnymi garściami czerpie z rosyjskiej baśni, ale w jej wersji ta baśń  jest na swój sposób bardzo realistyczna. Magia (ale właśnie - czy to w ogóle jest magia?) wsącza się bardzo dyskretnie do rzeczywistości Jacka i Mabel. Pojawienie się Fainy (nieważne - nadprzyrodzone czy nie) samo w sobie jest nieco magiczne - to jak spełnione marzenie, jak gwiazdka z nieba. Dziewczynka sprawia, że świat małżeństwa staje się piękniejszy, pełniejszy, jej obecność wpuszcza trochę światła do ich szarego, pełnego rozczarowań życia. Zatem tak, jest tu magia.

Ta baśniowa otoczka zdaje się zatem po trochu pretekstem do opowiedzenia o miłości, która nie może znaleźć sobie ujścia, o pragnieniu tak mocnym, że jest w stanie zdziałać cuda. Dziecko śniegu nie jest może książką, która wyryje się na stałe w mojej pamięci, ale jednak losy Jacka, Mabel i Fainy mają w sobie coś niesłychanie ujmującego. Powieść Eowyn Ivey wyróżnia się jednak przede wszystkim niezwykłym klimatem z pogranicza jawy i snu oraz tym, jak pięknie i subtelnie zestawia zimno surowej przyrody Alaski z ciepłem ludzkich serc.

Świetny wybór na te upały - od tych mrozów Alaski od razu zrobi się trochę chłodniej ;)

Polecane posty

5 komentarze

  1. Idealnie dobrałaś sobie lekturę na tę niewdzięczne upały :) Wierzę, że od razu robi się chłodniej :) O książce słyszałam i tak sobie myślę, że miło byłoby ją poznać, więc pewnie rozejrzę się za tym tytułem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie na upały jak znalazł - intryguje mnie to zacieranie granic między światami :) Lubię takie powieści.

    OdpowiedzUsuń
  3. Alaska - moje klimaty! :) Aż z ciekawości chyba sięgnę po tą książkę ;)
    http://podrugiejstronieksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. ooo, przypomniałaś mi o tej książce, chyba sobie dopiszę do letnich planów :)

    OdpowiedzUsuń
  5. przepiękna baśń. ja czytałam ją zimą i też było przyjemnie :)

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy