Wnuczka do orzechów, Małgorzata Musierowicz

23:50


Przecież Jeżycjada to książki mojego dzieciństwa, książki, z którymi się dorastało... Nie jestem całkiem pewna, jak wypadłaby teraz konfrontacja z moimi ulubionymi częściami - z Szóstą klepką, Kwiatem kalafiora, Idą sierpniową czy Pulpecją... Wierzę jednak, że te powieści wciąż, niezależnie od mojego wieku, mają swój urok, którego brakuje Czarnej polewce, McDusi czy, niestety, Wnuczce do orzechów. Czytam dalej, czytam, ale dla mnie ta seria chyba już umarła, a Musierowicz niepotrzebnie i na siłę ciągnie ją dalej...


Tym razem Borejkowie zgodnie wybywają na wieś. Poznań jakby nagle wszystkim obrzydł, miasto jest fe i be, wieś za to sielska anielska. W mieście ciągłe remonty i przerwy w dostawie prądu, których na wsi przecież na pewno nigdy nie ma. Mam wrażenie, że autorka ma trochę spaczoną wizję wsi. Sama przecież mieszkam poza miastem, ale moja wieś jest inna. Nie wiem, może moja wizja też jest spaczona, tylko że w drugą stronę, w końcu wieś pod miastem, w której mieszkam, to już taka wieś-niewieś. Ale ta miejscowość z Wnuczki do orzechów chyba też nie może być zbyt daleko od Poznania? W każdym razie u Musierowicz to jest taka "prawdziwa", stereotypowa, zapadła wieś  -  o technologii prawie nikt nie słyszał, bryczka i koń to wciąż bardzo popularny środek komunikacji, ludzie są prości i żyją niemal wyłącznie z rolnictwa (już sprawdziłam, ta wieś jest chyba jakieś dwadzieścia parę kilometrów od Poznania, założę się, że w rzeczywistości większość mieszkańców dojeżdża do pracy do miasta). Nasza główna bohaterka to nowo poznana Dorotka Rumianek, hoża wiejska dziewoja. Mieszka w małym domu razem z babcią i jej siostrą. Samochodu nie mają, ale Dorotka świetnie powozi bryczką. Komórki w domu nie ma żadnej, aż dziw, że jest komputer z Internetem, ale w końcu to już jedyny sposób komunikacji ze światem, który im pozostaje. Babcie hodują to i tamto, Dorotka zawsze dzielnie pomaga. W ogóle to jest zuch dziewczyna. Wszystko zrobi, ze wszystkim sobie poradzi, bryczką powozi, nigdy nie narzeka. Inteligentna, ale nie przemądrzała, pracowita, uczynna. Świetnie sobie radzi i z prowadzeniem gospodarstwa, i z nauką (wybiera się na medycynę). No po prostu ideał. Moja siostra słusznie zauważyła, że Musierowicz sobie nową Gabrysię stworzyła (widocznie ideałów było za mało!). No patrzcie, nawet fryzura podobna.

Musierowicz do tej zagubionej chatynki sprowadza Idę, która chce trochę odpocząć od rodziny. Musi w końcu jakoś przetrawić fakt, że Józef nie dostał się na medycynę. Wynajmuje więc u Doroty i jej babć pokój i zamierza rozkoszować się przyrodą i spokojem. Przy okazji znajduje sobie synową idealną. Tak, bo oczywiście nieodzowny jest wątek miłosny. I tak, nie będzie to dużym spoilerem, jeśli zdradzę, że w Dorotce zakochany będzie Józef. Zakochany od pierwszego wejrzenia i z wzajemnością.

No właśnie - Józef. A właściwie Józef i Ignacy i ich wieczna rywalizacja. Ignacy Grzegorz zawsze był wybitnie irytujący, ale kiedyś myślałam, że Musierowicz tworzy go takiego, bo on w wyolbrzymiony sposób uosabia ideały Borejków. Inteligentny, genialny wręcz, zaczytany w poezji i literaturze klasycznej, wrażliwy, roztrzepany, no po prostu młodsza wersja Ignacego Borejki. Przejaskrawiony, wkurzający, ale myślałam, że przynajmniej Musierowicz go lubi. Teraz aż mi go żal, bo nie, Musierowicz chyba też wcale za nim nie przepada. I mam wrażenie, że pisze go tak, jakby chciała mu jak najbardziej dokopać. Bo Ignacy nie jest prawdziwym mężczyzną, Ignacy jest mięczakiem. Prawdziwym mężczyzną jest za to Jóżef - kolejny ideał. Bo niewiele mówi, ale dużo robi, jest konkretny, uczciwy, pracowity. Kuzyni są pisani na zasadzie przeciwieństw - wszystko, czego brakuje Ignacemu, ma Józef. Wszystko, co robi syn Idy, jest godne podziwu. Wszystko, co robi syn Gabrysi, świadczy o tym, że jest po prostu żałosnym, komicznym mięczakiem. Biedny Ignacy Grzegorz jest tak napisany, że polubić go po prostu nie sposób. Ale ta przepaść między nim a kuzynem jest tak wielka, że aż nieznośna, ten jawnie niesprawiedliwy podział cech zaczął mnie strasznie, strasznie drażnić.

Musierowicz po prostu trochę już nie nadąża. Nie chcę powiedzieć, że to źle, że zamiast być "nowoczesna", "na czasie" czy co tam jeszcze, jest trochę staroświecka. To przecież mogłoby mieć swój urok. Ale ona właśnie pisze o współczesnych nastolatkach, pisze dla nich, chce być aktualna, ale zupełnie jej nie wychodzi. Nie widzę siebie w bohaterach, nie widzę możliwości utożsamienia się na przykład z Dorotą - a przecież właśnie nadszedł ten czas, kiedy Musierowicz pisze o moim pokoleniu, o moich rówieśnikach. Perypetie Gabrysi z Kwiatu kalafiora powinny być dla mnie dość abstrakcyjne - opowiadały o dziewczynie, która to swoje siedemnaście lat miała trzydzieści pięć lat wcześniej niż ja, w czasach, w których nigdy nie żyłam. A jednak te starsze tomy były dla mnie o wiele bardziej aktualne i myślę, że mają szansę zdecydowanie lepiej trafić do współczesnych nastolatek niż najnowsze części serii. Józef jest chyba ode mnie o rok starszy, Dorota o rok młodsza. Ale, gdy czytam o ich perypetiach, nie czuję się, jakbym czytała o czymś bliskim. Tym bardziej, że Musierowicz zdaje się być trochę obrażona na świat. Wiecie - młodzież już nie ta, prawdziwych teatrów już nie ma, telewizja zawsze kłamie. Ale Borejkowie pozostają ostoją najważniejszych wartości, nie zabraknie więc na przykład sceny, w której senior rodu wygłasza nienaturalne umoralniające przemowy do wnuczków, synów Natalii. Gdy czytam najnowsze części Jeżycjady, mam wrażenie, jakby Borejkowie wskazywali mi jedyny słuszny styl życia, jakby wszystko inne od ich filozofii, było z gruntu złe. I nie podoba mi się to.

Jeśli się nad najnowszą powieścią Musierowicz trochę pastwię, to tylko dlatego, że jestem rozczarowana. Rozczarowana, bo kiedyś Jeżycjadę uwielbiałam, a teraz czuję, że nie mam w tej serii już czego szukać. Mimo wszystko Wnuczka do orzechów jest lepsza od McDusi. Więcej się dzieje, czyta się dobrze i nie jest to książka całkiem pozbawiona uroku. Teraz pozostaje czekać na Feblik - założę się, że mimo wszystko przeczytam. A potem, niestety, ponarzekam. A może nie?

Polecane posty

15 komentarze

  1. Jako dziecko czytałam kilka powieści Musierowicz, ale nie poznawałam ich w kolejności i w zasadzie dzisiaj nie pamiętam już fabuł. Podobały mi się i czasami kusi mnie, żeby zacząć czytać całą serię od początku, ale obawiam się tego, że nie zaiskrzy między mną a tymi książkami.

    Czytając Twoją recenzję też miałam wrażenie, że chyba pani Musierowicz trochę straciła kontakt z rzeczywistością. Wieś z bryczkami i bez telefonu? Takie rzeczy to chyba tylko w skansenie dzisiaj, a tu autorka kurczowo się tego czepia. Na pewno po "Wnuczkę do orzechów" nie sięgnę na razie, bo nie znam wielu wcześniejszych tomów, a tak naprawdę to nie wiem czy zdecyduje się na czytanie Jeżycjady od początku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konia to ja u mnie widzę raz na ruski rok :) Rozumiem, że to miała być taka sielska, spokojna wieś, ale myślę, że Musierowicz po prostu przesadziła. Gdybyś jednak wracała do Jeżycjady, polecam faktycznie zabrać się za te starsze tomy, których nie czytałaś ;)

      Usuń
    2. Też tak myślę, że autorka na siłę chciała wskrzesić rzeczywistość sprzed wielu lat, ale pewne rzeczy są już dzisiaj śmieszne i do nich zalicza się ta nieszczęsna sielskość wsi. W każdym razie możliwe, że w końcu się za Jeżycjadę wezmę na porządnie :)

      Usuń
  2. Sporo się teraz słyszy (czyta) o tym, że Jeżycjada się pogorszyła. Ja się nie odniosę, bo wszystkich książek nie czytałam. Z tych, które znam, to chyba "Szóstą klepkę" lubię najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  3. te nowsze czesci jezycjady nie sa juz takie fajne jak byly te pierwsze czesci...niestety :(
    http://zakochana-kobietka.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałam ci powiedzieć, że masz strasznie cyniczne nastawienie ;). Zgadzam się ze wszystkim, co powiedziałaś (oprócz Ignacego, zaraz do niego dojdę), bo gdy od tej strony patrzę na "Wnuczkę do orzechów" to mam te same myśli, ale po co być aż tak szczegółowym i tak nastawionym? Liczy się atmosfera, przynajmniej dla mnie, oczywiście. I to, uważam, udało się pani Musierowicz pierwszorzędnie. Owszem, nic już nigdy nie będzie tak genialne jak "stara" Jeżycjada, ale naprawdę nie wyszło źle. Odpoczęłam przy tej książce, ponapawałam się światem bez hałasu, chaosu, agresywnych mediów i ludzkiej nienawiści. To właśnie doceniam w jej książkach. Myślę, że ona przedstawia świat, jakim chce go widzieć. Ja sama czasem tęsknię za ciszą, spokojem i czymś prawdziwym, a nie wieczne zagonienie i medialny oraz konsumpcyjny szum. Rozumiem, skąd ona wychodzi i czemu tak.
    Zgadzam się również z Twoją ostatnią negatywną opinią, że za bardzo umoralnia. Mnie również to przeszkadza. Przeszkadza mi wychwalanie pod niebiosa idealnych młodych ludzi, po doskonałych, ukończonych celująco studiach ze wspaniałymi perspektywami. Życie nie dla każdego tak wygląda. Ja studiów nie mam, a nie czuję się głupsza i uważam, że ona w ten sposób dyskryminuje sporą część swoich czytelników i ogólnie to jej spojrzenie na tę stronę życia też bardzo negatywnie odbieram. Ale trzeba zrozumieć, że widocznie u niej w domu tak było i tak ją wychowano, etc. Przymykam na to oko i dalej cieszę się "grzewczą" naturą jej książek.
    Co do Ignacego, to ja właśnie myślę, że ona go lubi, bawi się przy nim, opisując go tak, a nie inaczej. Jakby go nie lubiła, to by o nim mniej pisała ;). Józefa też lubi. Może to jej dwa ulubione męskie stereotypy ;). Ale nie ukrywam, że mogłaby już wprowadzić jakieś nowe męskie charaktery, ile można Józef i Ignacy, Ignacy i Józef. Józefa bardzo lubię, jest cudownie stoicki. Na szczęście Ignacy w tej książce był chociaż zabawny. Tyle mam do powiedzenia ;). Dodam tylko, że jestem starsza od ciebie o 8 lat, może dlatego inaczej uważam. Może Ty za te 8 lat też uznasz, że książki, z których tchnie dobro i spokój są cenne :). Ja bardziej boję się dnia, w którym pani Musierowicz przestanie pisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dzieki za wypowiedź! :)
      Musierowicz zawsze dobrze się czyta i pewnie to się nigdy nie zmieni, ale jednak przyjemność jest mniejsza, jeśli książka mnie po prostu drażni. Zgadzam się, że Musierowicz opisuje świat takim, jakim chce go widziec, ale irytuje mnie, że tak idealny jest tylko ten świat wokół Borejków - tak jakby oni stanowili jakąś cudowną enklawę. Reszta świata taka fajna nie jest - tam jest mnóstwo narzekania na rzeczywistość, mnóstwo wyrzekania na współczesny świat. Tak jakby Borejkowie i spółka byli fajni, reszta nie. Tak jak napisałaś o wykształceniu - Musierowicz bardzo szybko i łatwo wyklucza tych, którzy nie pasują do jej schematów.

      W tej książce było mnóstwo gadania o tym, kaki był prawdziwy facet. Naprawdę miałam wrażenie, że Musierowicz na Ignacego patrzy z pewnym politowaniem - on przecież nie jest jak "prawdziwy mężczyzna".

      A tak poza tym, to może faktycznie mój tekst wypadł bardzo cynicznie. Chyba gdy juz zaczęłam wypisywać, co mnie drażni, to nie mogłam skończyć ;) "Wnuczka do orzechów " nie jest taka zła jak na "nową" Jeżycjadę. Na pewno lepsza od "McDusi". A najbardziej i tak nie lubię "Czarnej polewki". I tak, mogę sobie narzekać, ale na pewno sprawdzę co tam u Borejków w "Febliku". Nie powstrzymam się ;)

      Usuń
    2. Pewnie napisałabym jeszcze więcej, ale mam utrudniony dostęp do Internetu i piszę z komorki ;)

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. Przeczytałam "Wnuczkę" kilka dni temu, a właściwie to ją połknęłam niemal całą od razu. I podobała mi się, naprawdę. Chociaż czytając Twoje zarzuty, mogę się zgodzić, że faktycznie, nie jest bez wad, lecz jak dla mnie urok i klimat musierowiczowy pozostał w niej, a że autorka wciąż lubi patrzeć na wszystko nieco jaskrawo i przez różowe okulary? Cóż, w jej wersji ja wciąż to kupuję :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Nowa część Jeżycjady bardzo mi się podobała. Muszę się zgodzić, że nie jest już taka dobra, jak starsze książki. Muszę się zgodzić, że Ignacy Grzegorz jest naprawdę irytującą postacią, pewnie już taką pozostanie do końca, a szkoda. Wszystko ma swoje wady, nie ma książek idealnych, a już na pewna ta ma mniej wad niż nieszczęsna "McDusia";)

    OdpowiedzUsuń
  7. zapraszam na mojego bloga :) http://dawid-waszak-official.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja również jestem fanką "starszej" Jeżycjady, utknęłam na McDusi, nie doczytałam do końca, ale w trakcie męczenia miałam ochotę powrócić do pierwszych części, mam tylko nadzieję, że młodzież nie zacznie przygody z Jeżycjadą od nowszych tomów.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam tak samo, i o ile przy Czarnej polewce było jeszcze znośnie, to przy McDusi zatrzymałam się na początku i odpuściłam na bliżej nieznane kiedyś. Ale może to nasza "wina" bo lektury czytane w czasach nastoletnich straciły swój urok (w ogromnej większości) więc i Musierowicz musiałaby pisać dla starszego czytelnika no i być bardziej na czasie. Fakt.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam (poza Wnuczką) całą Jeżycjadę - każda książka jest inna, ma inny nastrój, ale to wciąż są ci starzy, dobrzy znajomi:) Owszem, może i trąci myszką, może bohaterowie nie przystają do obecnych czasów (bo powiedzmy sobie szczerze - mało kto płynnie przy kawie rzuca łacińskie frazy) ale chyba właśnie dlatego ich lubię - bo są inni niż świat za oknem i za szkłem tv... dlatego czekam az Wnuczka przyjdzie do mojego domu:)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja chyba odpuszcze tą książkę, recenzje jakoś mnie nie przekonują ...
    http://www.budom-market.pl/s/80/skLadowa_5

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy