Kuchnia osadników. O miłości, wędrówkach i jedzeniu, Yasmin Alibhai-Brown

23:50


Yasmin Alibhai-Brown urodziła się w Kampali, w Ugandzie, w rodzinie induskiej. Jest muzułmanką, absolwentką Osfordu, brytyjską dziennikarką. Od lat mieszka w Anglii, gdzie trafiła, gdy w Ugandzie Azjaci przestali być mile widziani... Historia rodziny autorki to historia ludzi bez korzeni. A może raczej ludzi, którzy mają ich zbyt dużo? Jak bowiem budować swoją tożsamość, jeśli korzeni można się doszukiwać na trzech kontynentach, ale właściwie na żadnym z nich nie jest się u siebie? Alibhai-Brown ze swoim dziedzictwem mierzy się od lat i chyba właśnie z tego powodu powstała ta książka.


Przybyli z Indii do wschodniej Afryki w poszukiwaniu lepszego życia. I faktycznie - powodziło im się nieźle, zarabiali przede wszystkim na handlu. Niekoniecznie byli lubiani przez Afrykanów, ale, przynajmniej do pewnego momentu - akceptowani. Tworzyli w afrykańskich krajach bardzo ważną i liczną grupę społeczną, ale prawie się o nich nie mówiło i nie mówi. Dlaczego? Alibhai-Brown zauważa, że jest to lud, który nie lubi słowa pisanego, który wręcz się tego, co zapisane boi. Nie istnieją filmy opowiadające o naszym dawnym życiu. Azjaci z Afryki Wschodniej bali się słowa pisanego i nagrań, które, kiedy już powstaną, biorą cię w jasyr, zawłaszczają na zawsze[1]. Ale że autorka została też przesiąknięta eurpejskością i brytyjskością, to brak historii własnego ludu i własnej rodziny zaczął jej najwyraźniej doskwierać.  Kuchnia osadników jest sposobem na wypełnienie pewnej luki.

Powstała książka, która jest trochę autobiografią, trochę zbiorem wspomnień, trochę pozycją historyczną dotycząca Indusów w Afryce, a trochę książką kucharską. Stworzenie takiej hybrydy gatunkowej z pewnością łatwe nie jest, ale Alibhai-Brown się udaje - może dlatego, że czuć, że włożyła w tę książkę serce, że jest to dzieło bardzo osobiste, w całości powstałe dzięki jej, często niełatwym, doświadczeniom. Można się zastanawiać, czy nie za dużo tu wszystkiego - ale być może to był po prostu najlepszy sposób na pokazanie tej historii, na ciekawe i zapadające w pamięć omówienie losów afrykańskich Azjatów. Autorka chciała chyba przede wszystkim opowiedzieć o swojej rodzinie i swoich korzeniach, ale ta historia musiała zostać osadzona w pewnym kontekście. Stąd w Kuchni osadników także garść wiedzy typowo historycznej, także cytaty z innych (nielicznych) pozycji naukowych poruszających ten temat. A że historia nigdy nie jest zawieszona w próżni, to otrzymujemy też swego rodzaju podsumowanie z dzisiejszej perspektywy, trochę o pragnieniach i obawach autorki w zmieniającym się świecie, o wielokulturowej współczesnej Anglii.

A dlaczego w takiej książce Alibhai-Brown umieszcza tak wiele przepisów (po dodaniu zdjęć można by z nich stworzyć wypasioną książkę kucharską!)? Dlaczego właściwie Kuchnia osadników, skąd taki tytuł? Wydaje się, że kuchnia jest tym, co najbardziej łączy autorkę z rodzinną przeszłością, jedynym elementem, który na dobre spaja afrykańskich Azjatów w ich swoistej diasporze. Może kuchnia to jedyne, co tak naprawdę im pozostało, co wciąż jest wspólne dla wygnanych z Afryki Azjatów, co wciąż ich jakoś określa? Dlatego w tekst są wplecione przepisy - mnóstwo, mnóstwo przepisów. Najczęściej potrawy mają jakiś związek z tym, o czym Alibhai-Brown właśnie pisze, przypominają jakiś okres jej w życiu, kojarzą się z pewną sytuacją lub daną osobą. Bo przecież są to potrawy niosące ze sobą wspomnienia wspólnoty i ducha niepewnej przyszłości[2].

Przepisów jest mnóstwo - do wyboru, do koloru. Wiele z nich jednak wymaga zdobycia trudno dostępnych produktów, niektóre dania wyglądają na bardzo pracochłonne. Ale na pewno możecie, tak jak ja, przygotować khado - ciepły, bardzo słodki mleczny napój z migdałami i pistacjami (moja wersja była biedna i zadowoliłam się tylko tymi pierwszymi).

To dość specyficzna książka i może trafiają się także fragmenty mniej interesujące, ale całość wypada jednak bardzo ciekawie. Niewykluczone, że podtytuł i okładka mogą wprowadzić w błąd - one sugerowałyby mi raczej lekką, optymistyczną powieść dla kobiet. Kuchnia osadników to jednak zupełnie coś innego - bardzo bolesne rozliczenie się z własną historią i własnym dziedzictwem. Bogata, różnorodna opowieść, w której autorka zgrabnie przechodzi od ogółu do szczegółu - od historii całej społeczności, do losów swoich i swojej rodziny. Zatem tytuł jednak nie kłamie - będzie o życiu, więc i o miłości, o wędrówkach i oczywiście o jedzeniu. I będzie smakowicie, obiecuję.

-------------------
[1]Yasmin Alibhai-Brown, Kuchnia osadników. O miłości, wędrówkach i jedzeniu, przeł. Dobromira Jankowska, Wołowiec 2014, s. 22.
[2] Tamże, s. 25.

Książka dostępna na empik.com

Polecane posty

8 komentarze

  1. Temat z pewnością ciekawy i godny uwagi. Nie do końca jestem pewna tego połączenia gatunkowego, ale na pewno będę miała na uwadze ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już dopisałam do listy. Pojutrze idę po nowe książki, więc pewnie po tą sięgnę. Dzięki bardzo za przedstawienie jej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiła mnie ta pozycja:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dopiero zaczynam, zapraszam do siebie :)
    http://lifewithpassionx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. no może rzeczywiście warto sięgnąć po tą książkę :) dzięki za kolejny wpis :)
    furman

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałem tą książkę, jest warta polecenia. Zapraszam do siebie: http://www.studia-walbrzych.edu.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za kolejny rzetelny wpis, na pewno wkrótce sięgnę po tę książkę. Zapraszam do siebie: http://www.tamigrobelni.com.pl

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy