Chustka, Joanna Sałyga

15:32


O niektórych sprawach powinno się pisać prosto. Prosto z mostu.

Nie znałam Chustki, nie znałam bloga Joanny Sałygi. Usłyszałam o niej dopiero po ukazaniu się książki. Chyba, może trochę podświadomie, unikam takich blogów, takich książek... I nie jest to do końca uciekanie przed trudnym tematem. Prawda jest jednak taka, że im temat trudniejszy, tym bardziej kłopotliwe staje się jego przedstawienie. Nie każdy potrafi wartościowo przekazać swoje trudne doświadczenia, opisać je tak, żeby autentycznie trafiły do serca, żeby coś nas zabolało, coś kazało pomyśleć.

Ale Joanna Sałyga potrafiła.

Miała 34 lata. Wychowywała małego synka, właśnie układała sobie życie z poznanym parę miesięcy wcześniej Niemężem. Wtedy wykryto u niej nowotwór. Po operacji okazało się, że choroba jest znacznie rozleglejsza, niż wydawało się na początku. Jej walka z rakiem żołądka trwała ponad dwa lata. Swoje doświadczenia opisywała na blogu.

Siłą Chustki jest to, że pisze się w niej nie tylko o chorobie, śmierci i umieraniu. Nie, Chustka jest przede wszystkim o życiu. I wprawdzie jest to życie w znacznej mierze zdeterminowane przez chorobę, ale równocześnie przez to prawdziwsze, intensywniejsze. Świadomość zbliżającej się śmierci pozwoliła Joannie czerpać pełnymi garściami z chwil, które jej pozostały, nauczyła wykorzystywać każdy moment do maksimum. Oczywiście wciąż Chustka pozostaje bolesnym zapisem zmagania się ze śmiertelną chorobą, gorzką relacją z kolejnych chemioterapii i radioterapii, próbą zmierzenia się z myślą o własnym odchodzeniu. Ale najważniejsze jest tu znajdowanie siły na dalszą walkę, odnalezienie nadziei pośród strachu i bólu. Bo Joanna do końca szukała we wszystkim jasnych stron, walczyła do końca.

Tak po prostu. Zapiski Joanny są szczere do bólu, autentyczne. I w swej prostej szczerości porażające. Joanna pisze tak, jak jest - bez owijania w bawełnę, bez użalania się nad sobą (a przecież miałaby do tego pełne prawo!), bez koloryzowania. Nie unika tematów najtrudniejszych, ale też nie pozwala im zawładnąć sobą i swoim blogiem. Bo ból, cierpienie, zmęczenie i strach kontrastują tutaj ze zwyczajną radością życia. Bo choroba inspiruje Joannę do poszukiwania szczęścia w krótkich chwilach. Bo nawet pozwala na dłuższe przebywanie z synkiem, bo zbliża do Niemęża. Bo poza walką z rakiem toczy się normalne życie. Można popłakać trochę przy Chustce, w końcu to faktycznie smutna lektura. Ale, jeśli po nią sięgniecie, na pewno będziecie się też często śmiać. Joanna podchodzi do życia z humorem i z dystansem. I poza walką z rakiem opisuje też zwykłe sprawy codzienne, na przykład swoje, często bardzo zabawne, rozmowy z kilkuletnim synem.

Wierzę, że to książka, która może być inspirująca dla wszystkich. Tak, każdemu przyda się Chustka.

Polecane posty

15 komentarze

  1. Też dopiero po wydaniu książki odszukałem tego bloga. Niestety historia bez happy endu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś, już dawno, dawno temu, czytałam regularnie bloga pewnej cudownej, młodej kobiety, która również walczyła z rakiem żołądka. Jej historia skończyła się tak samo tragicznie, jak historia Pani Joanny. Pamietam, ile łez przelałam, gdy tamta kobieta pisała o swoich małych radościach, śmiesznościach dnia codziennego, a jednocześnie gdzieś tam w tle zawsze był ON - rak. Co ciekawe, ona postanowiła go oswoić - nazywała swoim nieborakiem. Przeżyłam bardzo piękne chwile z tamtym blogiem - uszlachetniające. Masz rację, takie historie są potrzebne, by docenić życie i jego ulotność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chustka też oswajała raka, całą swoją straszną sytuację. I to jest właśnie piękne - ten hart ducha. Podziwiam taką siłę, taki optymizm w tych okolicznościach.

      Usuń
    2. Chyba czasem ludziom chorym nic innego już nie zostaje. Godzą się ze swoim losem i dociera do nich, że jeśli teraz nie zaczną się cieszyć życiem, to może być tak, że zabraknie im czasu. Pewnie dlatego ludzie zdrowi nierzadko nie potrafią zdobyć się na taki krok - myślą, że przed nimi jeszcze wiele lat.

      Usuń
  3. Czytałam kiedyś bloga Chustki i miałam często łzy w oczach.
    Książkę mam w planie przeczytać, ale dopiero za jakiś czas, bo wiem, że ta lektura będzie mnie dużo kosztowała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiele słyszałam o tej książce ale chyba jeszcze nie nadszedł czas, żebym po nią sięgnęła. Nie czuje się na siłach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czuję, że ta książka wzbudzi we mnie wiele emocji i zmusi do zastanowienia się nad pewnymi sprawami, dlatego muszę sięgnąć po nią w odpowiednim momencie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam tę książkę, więc jeśli interesuje Cię moje zdanie, to możesz znaleźć recenzję na moim blogu :) Sięgnęłam po nią dość dawno temu, bo już rok prawie mija... Podziwiam Joannę za to, że właśnie nie użalała się nad sobą, tylko dodawała i sobie i innym siły. Ta jej autentyczność mnie urzekła. Przez książkę przebrnęłam szybko raz płacząc, a raz śmiejąc się...

    OdpowiedzUsuń
  7. Taka książka pokazuje, że warto popatrzeć na własne życie z innej strony, cieszyć się tym co mamy...

    OdpowiedzUsuń
  8. Poznałam tego bloga na krótko przed śmiercią jego autorki. Ponieważ jej historia jest okropnie mi bliska i znana, nie jestem w stanie sięgnąć do tej książki. To książka dla każdego, ale kto nie zetknął się z doświadczeniem choroby nowotworowej w rodzinie. Bo inaczej podejrzewam, że taka lektura może być bolesnym rozdrapywaniem ran... Nie przeczytam, chociaż to pewnie bardzo wartościowy tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to zależy od tego, jak duże i świeże są te rany... I na ile jest się gotowym zmierzyć z tym tematem, nie wiem, oswoić go. Wydaje mi się, że ktoś z takimi doświadczeniami też, a może nawet tym bardziej, może znaleźć w zapiskach Joanny coś cennego (nawet jeśli bolesnego) dla siebie. Ale doskonale rozumiem, że w takiej sytuacji możesz po prostu nie chcieć czytać takiej książki. Moja babcia parę lat temu zmarła na raka żołądka. Ale ona nawet nie zdążyła z nim powalczyć, zżarł ją po dwóch miesiącach od diagnozy.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Też czytałam ostatnio i mam takie same przemyślenia po tej lekturze. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. słyszałam o Joannie i o jej książce, niestety potem dowiedziałam się też o jej śmierci. Na razie boję się sięgnąć po książkę, bo nie jest to raczej lekka lektura z happy endem, nawet "Lilka" Kalicińskiej jest przygnębiająca, choć przecież opisuje życie i chorobę fikcyjnej bohaterki... Dobrze, że wspominasz o tej książce

    OdpowiedzUsuń
  11. Twoje przemyślenia na temat tej książki skłaniają do sięgnięcia po nią. Wydaje się być piękną historią o życiu i śmierci. Jeśli będzie taka okazja, to z chęcią ją przeczytam.

    Zapraszam również do nas:
    http://from-my-sleeve.blogspot.com/

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dokładnie tak jak napisałaś w ostatnim zdaniu - takie książki i takie historie są inspirujące dla każdego, nie tylko dla osób, które walczą z chorobą. Sama długo uczyłam się nie unikać podobnych tematów czy to w literaturze czy w blogosferze właśnie po to - żeby czerpać pełnymi garściami z doświadczeń innych, ich siły i mocy do działania. Chętnie sięgnę również po "Chustkę".

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy