5 najlepszych książek 2013 roku

10:44

Nie udawało mi się za bardzo z książkami w 2013 roku. Raz, że przeczytałam najmniej od dawna, dwa, że wyjątkowo mało było takich prawdziwych zachwytów. Jasne, przeczytałam sporo dobrych książek, ale w takim zestawieniu chciałabym widzieć te, które zamykam i myślę: "wow, to była świetna książka", potem biorę głęboki wdech i myślę: "wow, to była NAPRAWDĘ świetna książka", a po pół roku wciąż nie zmieniam zdania (bo czasem najlepiej widać z perspektywy czasu).

Dobra to jest pięć tych wybranych. Najlepszych w tym roku. Niestety co do niektórych się wahałam, niektóre pewnie w zeszłym nie byłyby najlepsze. Ale jest posucha i teraz są. Moje książki minionego roku (przeczytane, ale niekoniecznie wydane w 2013):

Kolejność nie do końca przypadkowa.



1. Umiłowana Toni Morrison
Umiłowana nie spełnia ostatniego kryterium (odczekać pół roku), bo była czytana w grudniu, ale mam wrażenie, że to była najlepsza książka w tym roku i to dzięki niej nie mam poczucia całkowitej książkowej klęski. Powieść napisana pięknym językiem o niezwykłej sile rażenia - historia zbiegłej murzyńskiej niewolnicy i jej wielkiej, zbyt wielkiej, miłości do swoich dzieci, historia wszystkich ofiar niewolnictwa. Piękna, poruszająca do głębi, do przemyślenia i do myślenia o niej jeszcze długo po przeczytaniu. Za parę dni będzie recenzja, obiecuję.

2. Zimna góra - Charles Frazier
Nie spodziewałam się tego na początku czytania, a Zimna Góra okazała się piękną, bardzo wzruszającą książką, o której trudno zapomnieć. Może i mogłabym jej wytknąć parę błędów, ale tak bardzo poruszyła coś we mnie, że wszystko mogę wybaczyć. Podczas wojny secesyjnej Inman wraca do swojej ukochanej Ady - po drodze zaś zetknie się z całym spektrum ludzkich zachowań w kryzysowej sytuacji wojny. To taka książka, przy której się płacze, a za chwilę uśmiecha się przez łzy. Losy bohaterów zdają się tak bliskie, że przeżywa się je bardzo autentycznie.

3. Pianistka Elfriede Jelinek
To nie jest taka książka, która mogłaby trafić do moich ulubionych. Nie wiem nawet, czy można ją w ogóle lubić, bo to słowo jakoś zupełnie do niej nie pasuje. Nie mam za to na pewno wątpliwości, że jest to cholernie dobra powieść, o której trudno zapomnieć. Jelinek tworzy niezwykle głębokie i bogate portrety psychologiczne, pisze zaś absolutnie genialnym i oryginalnym językiem. To tak wstrząsający obraz cierpienia, samotności i autodestrukcji, że aż boli czytelnika.

4. Na szafocie - Hilary Mantel
Razem z Na szafocie chciałam oczywiście wspomnieć też o pierwszej części serii, W komnatach Wolf Hall. Wybrałam Na szafocie, bo druga część podobała mi się jednak bardziej - może wydarzenia były trochę ciekawsze, może język łatwiejszy do przyswojenia, a może zdążyłam się już przyzwyczaić do specyficznej narracji Mantel, więc czytało mi się po prostu prościej i z większą przyjemnością. Obie książki to z całą pewnością powieści historyczne najwyższej próby - Mantel podchodzi bardzo rzetelnie do faktów historycznych, ale potrafi też spojrzeć na wydarzenia z własnej perspektywy i przedstawić je w nowym świetle. Czekam na kolejną powieść o Cromwellu.

5. Wicked - Gregory Maguire
Cóż, według Goodreads Wicked jest wśród pięciu najczęściej porzucanych przed skończeniem książek. A ja chyba rozumiem, dlaczego, bo sama mogłabym wymienić parę wad i wspomnieć, jak w pierwszej połowie było całkiem sporo stron, które po prostu wymęczyłam. Tylko że po skończeniu wrażenia miałam jednoznacznie pozytywne. Bardzo wiele kwestii udało się zawrzeć w tej historii o zielonej czarownicy, Maguire w dodatku stworzył skomplikowany i piękny portret swojej bohaterki. Bardzo, bardzo miło wspominam tę książkę. Być może na tej liście znalazła się po części dlatego, że w tym roku zakochałam się też w musicalu na jej podstawie. Może, ale w książce można znaleźć zupełnie inne rzeczy, a powieść i musical ciekawie się uzupełniają.

Polecane posty

14 komentarze

  1. A wiesz, że ja ledwo przebrnęłam przez Jelinek i przez długi czas miałam dojmujące uczucie niesmaku? Na pewno znalazłaby się w rankingu najgorszych powieści życia, gdybym się o takowy pokusiła :D
    Mantel wciąż czeka na swoją kolej, oba tomy, a wiesz, że w przyszłym roku ma się u nas ukazać ostatni tom trylogii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba taka książka, wzbudza skrajne emocje. Mnie też wymęczyła psychicznie i, może nie niesmak, ale jakąś zadrę pozostawiła. Rozumiem Twoją opinię, bo "Pianistka" pod wieloma względami jest okrutna, okropna, przerażająca. Ale mocna i dla mnie jednak naprawdę dobra.
      Mantel naprawdę serdecznie polecam, narracja tych książek jest bardzo specyficzna i dość ciężka, ale można się przyzwyczaić, mam nadzieję, że Ci się spodobają :)

      Usuń
  2. Umiłowana mam w planach na ten rok. Zimną górę czytałam tez w zeszłym roku - to chyba też jedna z moich pięciu ulubionych z top 5:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja, jeśli się nie mylę, przeczytałam "Zimną górę" dzięki Tobie :) W każdym razie na pewno trafiłam na bardzo pozytywną recenzję chyba właśnie na Twoim blogu, a zaraz potem książka wpadła mi w ręce, więc po prostu musiałam przeczytać :)

      Usuń
  3. O "Pianistce" napisałam, że ta książka to taki siarczysty policzek. Tego się nie da lubić, to jest okropne i na tym polega siła tej powieści. Jest baaaardzo dobra według mnie i na pewno nie zapomnę tej lektury.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszamy na stronę www(kropka)matrasksiegarniebezmariuszarutowicza(kropka)pl/ Szczera, brudna prawda o sieci księgarni Matras S.A. Firma "sprzedająca" kulturę, zapomniała o szacunku do własnych pracowników! Karuzela rabatów, piękne aranżację - to wszystko kosztem pracowników, których się zastrasza, wykorzystuje, a na końcu wyrzuca na zbity pysk! Sprawdź kim jest Mariusz Rutowicz!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zimna górę mam w tegorocznych planach i liczę na to, że mnie zachwyci :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Żadnej z tych książek nie przeczytałam choć okładki kojarzę, autorów też ;) Może w tym po którąś sięgnę.

    Dla mnie poprzedni rok też nie był najlepszy, miejmy nadzieję, ze w 2014 to się zmieni :)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Pianistki" na pewno nie będę czytać. O "Umiłowanej" już gdzieś kiedyś czytałam i pamiętam, teraz czekam na Twoją recenzję i będę się rozglądać w bibliotece. A "Na szafocie" dopisuję do listy, bo w ogóle o tej książce nie słyszałam, a uwielbiam dobre powieści historyczne. Tylko zacznę od pierwszej części oczywiście ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam żadnej wymienionej przez Ciebie książki, ale chętnie przeczytałabym "Umiłowaną" i "Na szafocie" ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie też się Na szafocie podobała o wiele bardziej niż Wolf Hall - ciekawe...ale trzeba przyznać, że autorka ma specyficzny styl

    OdpowiedzUsuń
  10. "Wicked" wypożyczyłam kiedyś z biblioteki. Niestety nie mogłam przez tę książkę przebrnąć, jakoś tak rozciągało mi się w czasie jej czytanie, a zaraz musiałam ją zwrócić. Po pewnym czasie zakupiłam tę książkę na promocji i teraz dzielnie czeka na półce na swoją kolej. Mam nadzieję, że tym razem uda mi się ją przeczytać w całości :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pianistka - literatura na pewno nie dla mnie, natomiast Mantel miło mnie zaskoczyła, polecam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tylko numer dwa czytałem, ale dawno temu - ponad 10 lat - a że miałem wtedy zaledwie 18 wiosen, to nie umiałem jej odpowiednio docenić. Trochę męczyłem, cud że dobrnąłem do finału ;) Za to ekranizacja mi się podobała ;)

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy