Zimna Góra, Charles Frazier

Zimna Góra zaczynała się tak niepozornie. Było monotonnie, nieciekawie i, tak mi się wydawało, bez pomysłu. Bohaterów obserwowałam jakby przez szkło - byli mi zupełnie obojętni, ich losy mnie szczególnie nie wciągały, nie poruszały. Ale po pewnym czasie, nawet nie wiem kiedy i jak, mój stosunek do tej książki obrócił się o 180 stopni. Historia zaczęła wciągać, do bohaterów się silnie przywiązałam. I okazało się, że ta książka, po której na początku naprawdę nie spodziewałam się zbyt wiele, poruszyła mnie jak już dawno żadna inna.


Trwa wojna secesyjna. Inman, który pochodzi z Południa, zostaje ranny w bitwie i po długim leczeniu postanawia uciec ze szpitala i rozpocząć wędrówkę w swoje rodzinne strony, do Zimnej Góry. To dramatyczna decyzja - za dezercję grozi przecież śmierć. Ale Inman doskonale wie, że nie chce dalej brać udziału w wojnie. Powody i cele tego konfliktu już dawno przestały mieć dla niego znaczenie. Teraz sens dla niego ma tylko powrót do domu. Tym, co go motywuje jest miłość do córki pastora, Ady. Ona tymczasem, pozbawiona pieniędzy po śmierci ojca, stara się wiązać koniec z końcem, prowadząc gospodarstwo, o czym nie ma żadnego pojęcia. Na szczęście z pomocą przychodzi trochę nieokrzesana, ale przedsiębiorcza Ruby.

Inman idzie...

Słowo-klucz dla tej książki to nadzieja (można zatem nawet zrozumieć tego, kto przetłumaczył tytuł filmu na Wzgórze nadziei...). Piękne w tej książce jest przeciwstawienie okropieństwom wojny najwyższych, najwspanialszych ludzkich uczuć. Inman idzie dalej, bo wierzy w to lepsze jutro, które ma go czekać w domu z Adą. Styka się wciąż z okrucieństwem, złem i niedolą, a jednak rozpaczliwie wierzy, że w końcu dotrze do Zimnej Góry, że osiągnie swój cel, że jest możliwe odcięcie się od wojny i rozpoczęcie jakiegoś nowego, lepszego etapu w życiu. Zimna Góra (a raczej część Inmana) to powieść drogi. Bohater podczas swojej wędrówki trafi na wielu ludzi, a każde z tych spotkań przyniesie coś nowego. A idzie przez ziemię pełną zniszczeń i biedy, spotyka osoby, na których wojna odcisnęła wyraźne piętno. I tak na jego drodze stanie pastor Veasey (któremu naprawdę daleko do sługi bożego), stara kobieta hodująca kozy, czy Sara, młoda wdowa z dzieckiem, która żyje w wielkiej nędzy. Wędrówka Inmana jest prawie jak powrót Odysa do Itaki - to długa i trudna droga do domu, do czekającej tam Penelopy.

Bardzo pięknie i subtelnie jest ukazane uczucie między Inmanem i Adą. W ich kontaktach przed wojną najwięcej było niedopowiedzeń, niepewności i nieśmiałości. Właściwie nie znają się zbyt dobrze, nie było między nimi też wielkich wyznań, żadnych przyrzeczeń, żadnych wypowiedzianych obietnic. A jednak po kilku latach rozłąki i zaledwie paru wymienionych listach, uparcie dążą do ponownego spotkania. Inman wytrwale zmierza do Ady, ona na niego cierpliwie czeka. To chyba coś, co nadaje sensu ich życiu w czasie wojennej zawieruchy. Obydwoje rozpaczliwie pragną bliskości drugiego człowieka. To taka miłość - oczekująca, wierna, wytrwała. Dla obojga to na razie tylko obietnica, która dopiero ma się spełnić. Dla Inmana jest czymś jeszcze - stanowi bardzo silną motywację do dalszej wędrówki.

...Ada czeka.

Frazier nie zajmuje się roztrząsaniem przyczyn wojny, nie jest tu ważne, która strona ma rację (bo nie ma chyba żadna). Nieważny jest kolor munduru - niezależnie od pochodzenia i poglądów politycznych, uczestnicy wojny dopuszczają się czynów strasznych. Zimna Góra jest zatem swego rodzaju rozliczeniem, ale niekoniecznie z wojną secesyjną, raczej z wojną w ogóle. Inman na zło i okrucieństwa napatrzy się nie tylko w bitwach, ale też w swojej drodze do domu. Spotka nie tylko tych, którzy są przez nią ugodzeni (na przykład Sarę, która straciła męża i nie ma za co żyć), ale też tych, którzy z wojny korzystają i za nic mają życie innych (jak ci, którzy wydają dezerterów). Wojna jest zła - i wydaje się, że wiemy to wszyscy. A jednak, czy przed wielkimi konfliktami młodzi mężczyźni nie jechali na front tak ochoczo, jakby czekała ich wspaniała przygoda? Czy nie słyszeliśmy wiele razy o wojennym honorze i bohaterstwie? Jak wiele jest tego na wojnie, a jak wiele strachu, bólu, brudu, okrucieństwa, nienawiści i bezsensownych śmierci?

Wbrew obowiązującym poglądom ośmieliła się stwierdzić, że wojna wyzwala w ludziach najgorsze cechy. Po żadnej ze stron nie widać szlachetności ani patosu, pełno natomiast bezrozumnego okrucieństwa.
Liczyła, że zaszokuje panią Mc Kennet lub sprowokuje jej święte oburzenie, lecz wywołała jedynie wesołość.
- Wiesz, że cię lubię - przyznała z pobłażliwym uśmieszkiem - ale tak naiwnej dziewczyny jak ty jeszcze nie widziałam.
[1]

Ale w Zimnej Górze wszystko się równoważy. To książka o okrucieństwach wojny i zezwierzęceniu ludzi, która równocześnie mówi o najważniejszych wartościach i najwyższych uczuciach. Jeśli mamy tu zło, to też dobro. Jeśli nienawiść - to miłość, jeśli zwątpienie - to także nadzieję, jeśli okrucieństwo - to zwykłą, ludzką pomoc. A po smutku nadejdzie pocieszenie. W tej książce - bardzo smutnej, okrutnej i bolesnej - jest też pełno nadziei, wiary w ludzi i w istnienie tych najprostszych, najważniejszych wartości. Zimna Góra mocno porusza. To piękna, mądra, smutna historia. Utkwiła we mnie gdzieś głęboko.

----------------------
[1] Charles Frazier, Zimna Góra, Świat Książki, Warszawa 2004, s.208
Zdjęcia pochodzą z filmu Wzgórze nadziei.

A film jest niezły i niby dość zgodny z treścią powieści, ale mam wrażenie, że to tylko taki wzruszający melodramat. W książce jest moim zdaniem znacznie więcej.

Popularne posty z tego bloga

A Court of Frost and Starlight, Sarah J. Maas

Na skróty. Kwiecień, maj, czerwiec 2018

The Cruel Prince (Okrutny książę), Holly Black