W komnatach Wolf Hall, Hilary Mantel

22:29


Bardzo lubię czasy Tudorów, choć może niekoniecznie chciałabym żyć wtedy na angielskim dworze (zdecydowanie zbyt łatwo było stracić głowę). A Hilary Mantel dostała już dwie nagrody Bookera - właśnie za W komnatach Wolf Hall i za jego kontynuację, Na szafocie. Nie mogłam przepuścić takiej okazji.

Wszyscy to znamy, lepiej lub gorzej. Każdy uczył się na historii o Henryku VIII, który, żeby móc rozwieść się z Katarzyną Aragońską i poślubić Annę Boleyn (która miała dać mu upragnionego następcę), zerwał z Watykanem i został głową kościoła Anglii. Tym razem także te właśnie wydarzenia są osią fabuły - a jednak Hilary Mantel przesuwa pewne akcenty i wybiera sobie bardzo ciekawą perspektywę. Głównym bohaterem czyni bowiem Tomasza Cromwella, doradcę Henryka VIII.



Od lewej: Katarzyna Aragońska, Henryk VIII, Anna Boleyn

Cromwell to postać, która wydaje się mało interesująca. To tak jak w Dynastii Tudorów (oglądaliście?) - cały czas gdzieś tam jest, wciąż kręci się w pobliżu, ale nie zwraca na siebie zbyt wiele uwagi (no, przynajmniej mojej). W dodatku raczej nie sprawia zbyt sympatycznego wrażenia. Cromwell niby był zdolnym politykiem i doradcą, wzmocnił królewskie finanse i pozycję króla, ale historia jakby go nie lubi. Hilary Mantel wykorzystała tę pozornie nieciekawą postać i dzięki temu ukazała wydarzenia historyczne w nowym świetle, pozwoliło jej to na zmuszenie czytelnika do ponownego rozważenia pewnych kwestii, do spojrzenia na "fakty" z innej strony. A wybór głównego bohatera okazał się nadzwyczaj trafny. Nie tylko dlatego, że Cromwell wciąż jest w centrum wydarzeń i ma na nie znaczący wpływ. Mantel bowiem opowiada nie tylko o Henryku VIII, jego żonach i tworzeniu kościoła anglikańskiego. W Wolf Hall ustawia bowiem losy pojedynczego człowieka w kontekście wielkiej historii. Jej Cromwell jest zatem nie tylko postacią historyczną, ale też po prostu człowiekiem. Obserwujemy jego drogę od syna kowala do jednego z najważniejszych polityków na angielskim dworze królewskim. Hilary Mantel tworzy obraz człowieka sprytnego, inteligentnego, pracowitego, silnego, o własnym spojrzeniu na sprawy rządów czy religii. Ma dużą wiedzę o polityce i gospodarce, zna parę języków, doskonale orientuje się w sytuacji na świecie. Całkiem nieźle potrafi też określić stosunki panujące na dworze królewskim (a zorientowanie się w tej sieci intryg wcale nie jest proste). Cromwell do wszystkiego doszedł sam, tylko sobie i swojej inteligencji może zawdzięczać tak spektakularny awans społeczny. To powoduje, że czujemy do niego podziw. Ale Mantel sprawia też, że jej bohatera po prostu się lubi. Jej Cromwell darzy szczerym szacunkiem kardynała Wolseya, ogromną rolę odgrywa w jego życiu rodzina. Na postać, która do tej pory nie cieszyła się wielką sympatią, popatrzono z zupełnie innej strony.

Inaczej niż zwykle potraktowano też Tomasza Morusa, który zwykle był przedstawiany jako człowiek o ogromnej sile moralnej, który nie potrafił się wyrzec swojej wiary i swoich ideałów. Tutaj jest dalekim od doskonałości fanatykiem religijnym. Być może Cromwell Mantel jest zbyt wybielony, być może jej Morusowi za bardzo się dostało. Tylko że tego nie wiemy. A Mantel doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak niewiele w gruncie rzeczy możemy powiedzieć na pewno o historii. O ile trudno nie zgadzać się z pewnymi faktami, to już sposób ich ukazania może być diametralnie różny. Trudno też po pięciuset latach ocenić charakter Cromwella. Kto wie, czy przez parę wieków nie był krzywdzony przez historyków? Historię tworzyli nie tylko jej uczestnicy, ale też następne pokolenia, które opowiadały ją na swój sposób.

Wie, że to żywi prześladują umarłych. Piszczele i czaszki są wysypywane z zetlałych całunów, a słowa niczym kamyki wkładane do półotwartych ust: redagujemy ich pisma, na nowo piszemy ich życiorysy.[1]

Tomasz Cromwell na obrazie Hansa Holbeina.

A Mantel swoją wizję potrafi uczynić wiarygodną. Świat jej powieści jest pełen szczegółów, z drobiazgowością przedstawiono nie tylko sytuację polityczną czy charakter Cromwella, ale też zwykłe życie w Anglii w XVI wieku. Mantel wprowadza bardzo wiele postaci, bardzo wiele wątków. Czasem łatwo się w tym wszystkim pogubić, a książka wymaga pewnego skupienia. Język powieści jest dość specyficzny - wszystko zostało opisane w czasie teraźniejszym (także wydarzenia z przeszłości), czasem też trudno się zorientować w dialogach - nie zawsze wiadomo, co kto mówi. Ale Wolf Hall jest interesujące, Mantel potrafi poprowadzić znaną historię w nowy, ciekawy sposób.

Osiągnięcie zbyt wysokiej pozycji na dworze Henryka VIII bywało niebezpieczne. Bardzo wielu ludzi, którzy wspięli się na sam szczyt, w końcu spadło z hukiem (najczęściej zaś spadała głowa). Historia Cromwella już się dokonała, znamy jej koniec. I o ile w W komnatach Wolf Hall wciąż jest on na samej górze, to w końcu nieuchronnie poleci w dół. Chętnie poczytam o tym, co będzie dalej w kontynuacji, Na szafocie.

------------------------------
[1] Hilary Mantel, W komnatach Wolf Hall, Sonia Draga, Katowice 2010, s. 653

Kup "W komnatach Wolf Hall" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

14 komentarze

  1. Cieszę się, że Ci się ta książka podobała. Moim zdaniem jest naprawdę świetna, a mam wrażenie, że nie zdobyła za bardzo uznania polskich blogerów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w ogóle mam wrażenie, ze nie jest w Polsce zbyt popularna. To aż dziwne, bo to książka nagradzana, a czasy Tudorów interesują wiele osób (choćby Philippy Gregory wszędzie pełno). Może coś się ruszy, teraz wydano wznowienie i kontynuację.

      Usuń
    2. To trudniejsza książka niż powieści Gregory. Wiele osób narzeka na narrację w czasie teraźniejszym, i rzeczywiście trzeba się do niej przyzwyczaić, ale mi właśnie ta narracja bardzo się podobała. Czas teraźniejszy, wrażenie, że całe to życie na dworze jest bardzo teatralne, historie wypływające z innych historii - niesamowite było np. to w jaki sposób na scenę powoli wkracza mała Jane Seymour. Też czekam na "Na szafocie", z tymże będę podobnie jak "Woolf Hall" czytać w oryginale.

      Usuń
    3. Wiem, że to trudniejsza książka i "Wolf Hall" to faktycznie nieco wyższa półka. Mnie też bardzo podobało się wprowadzanie Jane Seymour :)

      Usuń
  2. U mnie książka długo już czeka na swoją kolej, tymczasem poznaję Anglię Tudorów dzięki powieściom Philippy Gregory. Cromwella doprawdy trudno byłoby polubić komukolwiek i przedstawić go tak, by wzbudzał sympatię, tu chyba autor pola do popisu za bardzo nie miał:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawałoby się, że to trudne, ale się udaje :)

      Usuń
  3. No, widzę, że moje klimaty i czasy, które lubię :) Nie słyszałam nigdy o tej pozycji, ale teraz się za nią rozejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "W komnatach..." czeka na mnie grzecznie na półce już chyba z pół roku. Muszę chyba wziąć udział w wyzwaniu czytelniczym "Z półki", bo naprawdę mam zaległości.
    Cieszę się, że Ci się podobało, bo to oznacza, że mi też będzie i już nie mogę się doczekać lektury! Niestety, najpierw sesja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to, u mnie niektóre książki czekają już pewnie parę lat... :D
      Powodzenia!

      Usuń
  5. Tematyka genialna, martwią mnie jednak ci czarno-biali bohaterzy. Jeśli jednak Wolf Hall wpadnie mi kiedyś w ręce, przeczytam z całą pewnością! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to niedobrze, jeśli z mojej recenzji wynika, że bohaterowie są czarno-biali. Nie o to mi chodziło. Chciałam tylko podkreślić, że autorka obdarza Cromwella (postać raczej nielubianą) wieloma pozytywnymi cechami, natomiast Morus jest znacznie mniej idealny, niż zazwyczaj. Ale nie powiedziałabym, że to postacie czarno-białe. Mantel bardzo dobrze i, może wbrew pozorom, niejednoznacznie kreuje swoich bohaterów.

      Usuń
  6. Książka od dłuższego czasu czeka na swoją kolej :) Cieszę się, że nie jest to kolejne przedstawienie królewskiego romansu, ale również, że sięga dalej. Po Twojej recenzji będę oczekiwała od niej czegoś więcej niż miłosnych intryg.
    I jest to kolejna książka (ostatnio pisałam o Portrecie nieznanej damy), która pokazuje Morusa jako fanatyka. Ciekawe ile w tym prawdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, "Portretu nieznanej damy" nie czytałam. Może powinnam spróbować? :)

      Usuń
    2. "Portret nieznanej damy" również może przypaść Ci do gustu :) http://ksiazkimojejsiostry.blox.pl/2012/02/Kobieta-z-obrazu-Holbeina-czyli-Portret-nieznanej.html

      Usuń

Blogi

Obserwatorzy