Szukając swojej żółtej drogi - czyli o Czarnoksiężniku z Krainy Oz L. Franka Bauma i Wicked Gregory'ego Maguire'a.

19:45


Czarnoksiężnik z krainy Oz rozpala wyobraźnię od ponad stu lat (pierwsze wydanie pojawiło się w 1900 roku). I to już od bardzo dawna nie jest tylko fenomen literacki. Kino niejednokrotnie czerpało z historii Bauma (by wspomnieć choćby klasyczny, słynny film z 1939 roku z Judy Garland jako Dorotką) i na razie nie wydaje się, by pomysły miały się wyczerpać - niedawno w kinach pojawił się Oz wielki i potężny, powstaje film animowany. Są też odpryski książkowe - jak właśnie Wicked, którego adaptacją jest z kolei musical grany na Broadwayu od dziesięciu lat. Co też tkwi w tym Czarnoksiężniku?


Chyba wszyscy to z grubsza znamy: trąba powietrzna porywa dom Dorotki (z nią w środku), przenosi go do krainy Oz i zrzuca wprost na Złą Czarownicę ze Wschodu. Dziewczynka w nagrodę dostaje jej niezwykłe Srebrne Trzewiczki, a Dobra Czarownica z Północy każe jej iść drogą wybrukowaną żółtą kostką aż do Szmaragdowego Grodu, gdzie mieszka wielki i potężny Czarnoksiężnik. Podobno tylko on może spełnić jej życzenie: powrót do Kansas. Po drodze Dorota spotyka Stracha na Wróble (który chciałby mieć rozum), Blaszanego Drwala (który pragnie serca) i Tchórzliwego Lwa (który marzy o odwadze). I tak się zaczyna podróż, której celem ma być spełnienie największych pragnień towarzyszy.

Czarnoksiężnik z krainy Oz jest ładną baśnią z wyraźnym morałem. Nie muszę chyba mówić, że w końcu wszystko skończy się szczęśliwie. Dobrzy spełnią swoje marzenia, źli zostaną pokonani. Nie stanie się to jednak zbyt szybko. Czarnoksiężnik, na którego wszyscy liczyli, nie okaże się tym, za kogo się podaje. I przekonamy się, że rozumu, serca, odwagi i drogi do Kansas należy poszukać inaczej. Książka mówi po prostu o wierze w siebie, o możliwości spełniania własnych marzeń, o tym, że wszystko zależy przede wszystkim od nas (nie, wcale nie od Czarnoksiężnika). Dowiemy się więc, że spełnienia swoich pragnień należało szukać przede wszystkim w samym sobie. Przecież Strach na Wróble, który chce rozumu, jest naprawdę bardzo bystry, Blaszany Drwal (szukający serca) jest czuły i wrażliwy, a Tchórzliwy Lew potrafi znaleźć w sobie mnóstwo odwagi. A Dorotka i jej Kansas? Tutaj też okazuje się, że rozwiązanie cały czas było bardzo, bardzo blisko...

Baum stworzył piękny, baśniowy świat, czasem okrutny, ale zasadniczo przyjazny, pełen magii i niezwykłości. Zwierzęta mówią, małpy latają, figurki z porcelany żyją własnym życiem, trzewiczki mają cudowną moc, a droga wybrukowana żółtą kostką prowadzi wprost do Szmaragdowego Grodu, który jest cały, cały zielony (albo taki się wydaje...). Żeby dotrzeć do szczęśliwego zakończenia trzeba przewędrować przez pół tajemniczego kraju, przeżyć wiele przygód no i, oczywiście, pokonać Złą Czarownicę z Zachodu.

Ilustracja z pierwszego wydania Czarnoksiężnika z Krainy Oz. Dorotka kontra Zła Czarownica z Zachodu.

Karty w krainie Oz zostały już dawno rozdane, podział na dobrych i złych jest jasny - są dwie Dobre Czarownice (z Północy i Południa) oraz dwie złe (z Zachodu i Wschodu). Czarnoksiężnika nie da się sklasyfikować aż tak łatwo, ale sam o sobie mówi, że jest "bardzo dobrym człowiekiem, ale bardzo złym czarnoksiężnikiem". Ale co by się stało, gdyby rozmazać trochę granice między dobrem a złem, znaleźć trochę szarości w tym czarno-białym (typowym przecież dla baśni) obrazie? Mniej więcej to robi Gregory Maguire w swojej powieści Wicked, która, choć wyrasta z Czarnoksiężnika z krainy Oz, nie jest już prostą baśnią. Oz, pozbawione wyraźnych konturów między czarnym i białym, przestaje być krainą z opowieści dla dzieci. I tak samo powieść Maguire'a nie jest już pozycją dla najmłodszych. Magiczna kraina staje się przede wszystkim przykrywką dla wielu bardzo ważnych i aktualnych tematów. W Wicked opowiada się historię właśnie tej najgorszej i najstraszniejszej postaci - Złej Czarownicy z Zachodu.

Ludzie są wyszydzani przez innych nieraz z dość błahych powodów. Wyobrażacie sobie, jak wielkim pechem jest wobec tego urodzić się zielonym? Tak, po prostu zielonym - jak ogórek albo żaba. Elfaba nic nie może poradzić na to, że jej skóra ma kolor trawy. A taka cecha fizjonomii raczej nie przyczynia się do jej popularności... I chociaż, wbrew pozorom, kolor skóry niekoniecznie jest najważniejszym tematem w Wicked, to jednak w jakiś sposób napędza fabułę. Bo Elfabie jest trudniej, bo z zieloną skórą prościej o wrogów niż przyjaciół, bo w takiej sytuacji łatwiej po prostu "wpaść" w rolę tej złej.

Odwrócenie perspektywy uświadamia przede wszystkim, że każda opowieść ma wiele wersji. Historia nie jest obiektywna i nigdy nie będzie. Każdy uczestnik wydarzeń może mieć do powiedzenia coś zupełnie innego. A historię najczęściej piszą zwycięzcy. Zła Czarownica z Zachodu, czyli nasza Elfaba, zostanie przecież pokonana przez Dorotę, więc w Czarnoksiężniku właściwie nie dostaje prawa głosu. Gregory Maguire nic raczej nie zmienia w przebiegu wydarzeń opisanych przez Bauma. Ale przesunięcie akcentów i spojrzenie z innej strony dają zaskakujące efekty. Podobnie jest w kwestii przedstawienia krainy Oz - Maguire akceptuje w całości oryginalną wizję, ale bardzo ją rozwija. Oz przestaje być piękną, baśniową krainą i w prozie Maguire'a staje się bardziej rzeczywiste, znacznie bliższe naszemu światu. I właśnie dlatego nie brakuje w powieści tematów bardzo poważnych, bardzo aktualnych, czasem bardzo smutnych.

Minie długi czas, nim Elfaba stanie się Czarownicą z Zachodu. W Wicked zostało opisana całe jej życie - od momentu narodzin aż do konfrontacji z Dorotą. Między jednym a drugim musiało się jednak wiele wydarzyć. Maguire opisuje dzieje Elfaby z humorem, przekorą, ale też zrozumieniem i sympatią. Czasem autor rozpisuje się nadmiernie przy dość błahych kwestiach, miałam wrażenie, że niektóre sceny są zbyt przeciągnięte i przegadane. Ale to nic - losy Elfaby są ciekawe, zmuszają do myślenia i zostają w głowie. Opowieść o życiu Czarownicy z Zachodu staje się też okazją do przemyślenia wielu ważnych kwestii. Niemal mimochodem wkradają się do akcji takie problemy jak tolerancja (na przykład w kwestii Zwierząt), religia, rodzina, władza, przebaczenie. Ta książka, po której można by się spodziewać prostej, baśniowej historii, okazuje się zaangażowana w zagadnienia polityczne, społeczne, moralne. Oczywiście bardzo ważne staje się rozważenie dobra i zła. Czym są? Co właściwie znaczą? Skąd się biorą?

Idina Menzel jako Elfaba w Wicked na Broadwayu. Musical jest fajny, ale prostszy, płytszy i bardziej cukierkowy niż książka.

Biedacy nie potrzebują opowieści wyjaśniających, skąd się bierze zło. Ono zawsze było. Nigdy się nie dowiadujemy, jak to się stało, że czarownica zrobiła się zła ani czy był to dla niej właściwy wybór - bo czy istnieje właściwy wybór? Czy diabeł kiedykolwiek walczył, żeby na powrót stać się dobry? A jeśli tak, to czy nadal jest diabłem?[1]

Elfaba pójdzie swoją ścieżką, swoją własną drogą wybrukowaną żółtą kostką (albo raczej poleci nad nią na miotle ;)). Ale czy sama jest sobie winna, że została zapamiętana jako Zła Czarownica z Zachodu? Podoba mi się, jak Maguire tworzy własną wersję historii, jak prowadzi losy Elfaby do przewidzianego z góry, koniecznego punktu, jak tworzy skomplikowany portret swojej bohaterki, jak wikła ją w kolejne wydarzenia, które w końcu doprowadzą do jej upadku. Może w Czarnoksiężniku z krainy Oz Zła Czarownica z Zachodu jest niegodziwa i straszna, ale Elfaba z Wicked budzi przede wszystkim sympatię i współczucie. I chociaż w Wicked nie brakuje humoru, jest to smutna książka. Smutna, poważna i mądra.

Jeśli postanowicie wrócić do dzieciństwa i przeczytacie Czarnoksiężnika lub Wicked (a może, jak ja, obie książki naraz), prawdopodobnie znajdziecie w Oz znacznie więcej, niż się spodziewaliście.

I jeszcze dwie piosenki :) Kultowe Over the Rainbow w wykonaniu Judy Garland z Czarnoksiężnika z Oz z 1939 roku oraz Defying Gravity (śpiewają Idina Menzel i Kristin Chenoweth) z przebojowego musicalu Wicked.


---------------------------
[1] Gregory Maguire, Wicked. Życie i czasy złej Czarownicy z Zachodu, Initium, Kraków 2010, s. 270


Kup "Czarnoksiężnika z krainy Oz" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

11 komentarze

  1. Ah, kolejna moja bajka z dzieciństwa, którą niezmiernie dobrze wspominam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w dzieciństwie tylko oglądałam film. Teraz nadrobiłam zaległości i przeczytałam ;)

      Usuń
  2. Nigdy nie przeczytałam Czarnoksiężnika z krainy Oz, a i filmu nie obejrzałam do końca. Pierwszy raz słyszę o Wicked ale z tego co piszesz myślę, że mi się spodoba, przy najbliższej okazji przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. tyle razy o tym slyszałam, a nigdy nie czytałam, chyba się skuszę :) zapraszam do mnie http://magic-book-magiclife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Musical może i uproszczony w stosunku do książki, ale niektóre piosenki naprawdę zapadają w pamięć!
    Obie książki czytałam, fajnie się dopełniają.
    Film też widziałam w dzieciństwie (piszę, jakbym już nie była dzieckiem ;), Judy Garland jak zawsze zjawiskowa, chociaż dla mnie jej najlepszym filmem jest "Meet Me in St. Louis".
    Pozdrawiam ciepło,
    kasjeusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, musical jest uproszczony i książkę spłyca, ale mimo to jest bardzo fajny i niektóre piosenki są naprawdę świetne. Lubię "Wicked" w obu wersjach ;)
      Nie widziałam niestety "Meet me in St. Louis". Może nadrobię? "Czarnoksiężnika z Oz" też oglądałam dawno, dawno, ale teraz sobie powtórzyłam ;)

      Usuń
  5. Kolejna Bajka mojego dzieciństwa :) Wspaniała

    Zapraszam do mnie:
    http://www.moje-bazgranie.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  6. Bajka, jako książka - cudna, wciągająca, zabawna. pamiętam ją do tej pory, chociaż czytałam tę historię dawno temu...
    Film oglądałam także, ale już nie czułam tego klimatu.
    Jak zwykle, okazuje się, że książka będzie zawsze lepsza...

    OdpowiedzUsuń
  7. Pamiętam, że na półce w moim domu stały wszystkie części tej książki. Do dziś mam przed oczyma ich twardą oprawę i dziwne rysunki na okładce. Długo nie mogłam zabrać się do ich przeczytania, ale kiedy już, jako chyba ośmiolatka, zaczęłam je czytać, wchłonęłam jedną po drugiej! Jako dorosła osoba, mama swojej córki trafiłam w antykwariacie na to samo wydanie "Czarnoksiężnika". Dzisiaj nie wiem, co się z nim stało. Została tylko jedna część. Pewnie komuś pożyczyłam. Marzę o tym, aby kupić raz jeszcze to samo wydanie Naszej Księgarni. W ubiegłym roku dostałam od męża na urodziny świetnie wydany muscial z Judy Garland. Mogę oglądać go w nieskończoność!
    A poza nawiasem: świetny blog. Pozwalam sobie polecać go na swoim blogu innym ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam "Czarnoksiężnika z krainy Oz", widziałam tylko różne filmowe i bajkowe wersje tej historii. Niemniej jednak ostatnio przeczytałam "Wicked" i byłam oczarowana książką. Ma lepsze i gorsze momenty, ale jest naprawdę cudowna, szkoda, że wydawnictwo nie zamierza wydać kolejnych części autorstwa Gregory'ego Maguire'a :(

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy