Nędznicy, Victor Hugo

18:59


Kocham, po prostu kocham musical Les Miserables. Nakręcona niedawno ekranizacja była dla mnie wspaniałą okazją do przeżycia tego jeszcze raz w nowej wersji. Jak łatwo można się domyślić, popędziłam do kina zaraz po polskiej premierze. Z seansu wyszłam z twardym postanowieniem, że jak najszybciej przeczytam powieść. Bo to naprawdę przesada ekscytować się historią już od kilku lat, widzieć parę wersji musicalu i jedną zwyczajną ekranizację (tę z Depardieu i Malkovichem) i przy tym nie znać książki!

Bolesny to targ. Dusza za kawałek chleba. Nędza sprzedaje, społeczeństwo kupuje[1].


Ta monumentalna powieść jest przede wszystkim rozpaczliwym, przejmującym zwróceniem uwagi na nędzę społeczną, na biedę przeważającej części ludności Francji w XIX wieku, na godność ludzką, która w Nędznikach jest wciąż pogwałcana.

Książka, którą czytelnik ma w tej chwili przed oczyma, jest od początku do końca, w całości i w szczegółach - bez względu na przerwy, wyjątki czy potknięcia - marszem zła ku dobru, niesprawiedliwości ku sprawiedliwości, fałszu ku prawdzie, nocy ku światłu, żądzy ku sumieniu, zgnilizny ku życiu, bestialstwa ku obowiązkowi, piekła ku niebu, nicości ku Bogu. Punkt wyjścia: materia; punkt końcowy: dusza. Na początku hydra, na końcu - anioł[2].

Hugo ma szczytne, piękne cele. W Nędznikach mnóstwo jest brudu, głodu, pragnienia, zimna, nieszczęścia, pogardy, nienawiści, upadku. Ta książka odsyła nas na samo dno społeczeństwa, a równocześnie na dno ludzkiej duszy. Hugo zdaje się jednak wierzyć w dobro, w możliwość poprawy, w lepszy świat, który stworzymy po wyeliminowaniu nędzy. Zaczyna więc od przedstawienia problemu, poruszenia serc, wzbudzenia współczucia wobec cierpiących, ukazania człowieka w żebraku, prostytutce, galerniku. Cytat, który przytoczyłam, doskonale oddaje istotę tej książki, którą jest zmierzanie od zła do dobra.

Hugo napisał powieść mocno zaangażowaną społecznie, pełną wtrętów politycznych, obyczajowych, historycznych, filozoficznych. Ale przy tym okazał się po prostu świetnym opowiadaczem i stworzył bardzo przemyślaną i wciągającą fabułę oraz barwnych bohaterów. Osią wydarzeń są losy galernika Jeana Valjeana, który odbywa niezwykłą przemianę i ze zgorzkniałego, cynicznego człowieka pokonanego przez galery przemienia się właściwie w świętego. Valjean wciąż jest jednak recydywistą i zbiegłym więźniem, po piętach depcze mu więc wymiar sprawiedliwości w postaci inspektora Javerta. To pojedynek dwóch osobowości rozegrany na przestrzeni wielu lat. Pierwsze wrażenie jest takie, że Javert odgrywa tu rolę typowego czarnego bohatera. Ale moim zdaniem sprawa jest zdecydowanie bardziej skomplikowana. Javert stoi po stronie prawa i ściga zbiegłego złoczyńcę (obiektywnie czyni więc słusznie). Cały czas przecież działa w imię sprawiedliwości i porządku publicznego. Jest przekonany, że postępuje dobrze, praworządnie i właściwie. Tylko że Javert jest służbistą, zawsze sprawiedliwym i prawym, ale mimo to pozbawionym serca i litości. Wierzy w to, że czyni słusznie, ale widzi rzeczy jako czarne lub białe. Javert będzie musiał w końcu uznać moralną wyższość Jeana Valjeana... Dla mnie starcie tych dwóch postaci to uosobienie konfliktu między ludem a państwem (choć być może idę tu już za daleko). Javert to przecież niemal czyste uosobienie prawa, sprawiedliwości, obowiązku i ładu społecznego, które to idee, mimo swojego pozytywnego wydźwięku, niejednokrotnie mają znaczny udział w nieszczęściu paryskiego biedaka. Jean Valjean stoi w opozycji, wciąż jest po stronie cierpiącego ludu, cały czas formalnie jest zbiegłym więźniem, więc członkiem samych nizin społecznych.

Wokół Jeana Valjeana narastają jeszcze inne, liczne wątki. Nie byłoby przecież Nędzników bez smutnej historii Fantine, którą bieda zmusza do prostytucji, bez oszustów Thernardierów, bez miłości Mariusa i Cosette, bez rewolucyjnej walki paryskich studentów, bez tragicznych losów Eponine, bez dziecka ulicy Gavroche'a. Te wątki tworzą fabułę rozwiniętą, bogatą i bardzo wciągającą. Hugo potrafi stworzyć ekscytującą akcję i barwnych bohaterów, których losami nie sposób się nie przejmować. Udaje mu się wykreować wiele postaci ciekawych, niejednoznacznych i prawdziwych. Można by jednak wytknąć mu parę rzeczy - choćby Cosette, którą czasem naprawdę trudno znieść. W Nędznikach to kobieta-anioł, wcielona doskonałość. Taka postać musi być trochę irytująca, w dodatku ten wzór cnót czasem wydaje się po prostu słodką idiotką. To z kolei przyczyniło się do mojego zmęczenia zakochanymi Cosette i Mariusem. Ta miłość romantyczna - ochy, achy, słodkie spotkania w ogrodzie, piękne wyznania, niemożność dalszego życia bez ukochanej...

To zaś wyraźnie przypomina, że Hugo jest jednak pisarzem romantycznym. Oczywiście wiele w Nędznikach realizmu, ale pełno tu też romantycznych uniesień, straceńczych walk dla wyższych celów, patetyczności. To powieść, która chce ogarnąć sobą bardzo wiele. Hugo nie tylko tworzy rozgałęzioną, wielowątkową fabułę, nie tylko rozrysowuje równocześnie szeroką panoramę społeczną, ale też szeroko rozpisuje się o polityce, historii, filozofii, własnych poglądach na różnorakie tematy. Jest w Nędznikach coś z publicystki. Tak jak realizm łączy się tu z romantyzmem, tak fikcja z faktem i fabuła z fragmentami publicystycznymi, eseistycznymi. Nic zatem dziwnego, że ten kolos gatunkowy i tematyczny, także objętość ma słuszność - cztery tomy liczą sobie jakieś 1500 stron. Hugo udaje się to wszystko jakoś ogarnąć - i powstaje rzecz spójna, interesująca, dająca do myślenia, wciągająca, poruszająca. Czasem trochę egzaltowana, trochę zbyt patetyczna. Ale mimo to po prostu piękna.


W tekście wszystkie imiona bohaterów powieści podaję w wersji oryginalnej. W moim wydaniu wprawdzie były one tłumaczone, ale dla mnie Jan Valjean to już nie to samo co Jean Valjean, a Kozeta jest zupełnie pozbawiona uroku Cosette.

No nie mogłam się powstrzymać:


--------------------------------
[1] Victor Hugo, Nędznicy, t.1, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972, s. 224
[2] Victor Hugo, Nędznicy, t.4, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972, s.132

Kup pierwszy tom "Nędzników" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

28 komentarze

  1. Seans "Nędzników" i mnie przypomniał, że kiedyś ta książka bardzo mi się podobała. Czytam sobie własnie powoli i nadal jestem zachwycona.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od dawna kusi mnie ta książka. Pojawia się na obrzeżach mojego czytelnictwa, w postaci znajomych, ekranizacji, przedstawień itp. Do tej pory nie miałam okazji żeby ją przeczytać. Ale muszę w końcu się przemóc, choć wiem że może być to ciężka lektura ze względu na język. Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca i z pewnością pomoże mi przeczytać ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Język właściwie nie jest trudny. Problemem mogą się okazać fragmenty historyczne, społeczne, polityczne. Jest ich sporo, często są długie, więc czasami mogą być męczące. Ale zasadniczo czyta się dobrze ;)

      Usuń
  3. Ja za to z czystym sumieniem mogłabym powiedzieć "Kocham, po prostu kocham tę książkę" :) To prawda, widać, że Hugo jest pisarzem romantycznym: jest patetycznie, jest trochę czarno-biało, ale mimo wszystko pięknie. To jedna z moich absolutnie najukochańszych książek. Musicalu jeszcze nie widziałam, za to ekranizacji kilka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A, i jeszcze zapomniałam - czytając za pierwszym razem, strasznie się męczyłam przy opisach życia w klasztorach czy bitwy... Przy ponownej lekturze te fragmenty wydały mi się fascynujące i wcale nie tak długie, jak zapamiętałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja teraz mogę powiedzieć, że kocham "Nędzników" i zawrzeć w tym książkę, musical i całą historię w ogóle ;) Zazwyczaj te opisy też dość dobrze się czyta i większość z nich mnie też nie nudziła. Wymiękałam trochę przy bitwie pod Waterloo (to jest jakieś 50-60 stron!) i przy ściekach paryskich (bo tam tyle się dzieje, a ja czytam o ściekach!).
      :)

      Usuń
    2. Hehe, o ściekach w ogóle zapomniałam :) Ale przy drugim czytaniu już mnie tak nie goniła ciekawość i nic mi nie przeszkadzało. Za to za pierwszym razem bitwę pod Waterloo szczerze mówiąc opuściłam ;)

      Usuń
    3. No to przyznam się, że ja też częściowo opuściłam Waterloo. Nie wszystko, ale wiele fragmentów tylko przeleciałam wzrokiem ;)

      Usuń
  5. Może kiedyś wypożyczę z biblioteki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Matko jedyna, kto wpadł na pomysł "Kozety"? Bardzo nietrafne tłumaczenie i kolejny dowód na to, że usilne spolszczanie zagranicznych imion może mieć opłakane skutki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, o ile Fantyna czy Eponina jakoś jeszcze dają radę, to Kozeta brzmi po prostu bardzo źle...

      Usuń
  7. Muszę przeczytać, ale to we wakacje. Wtedy poświęcę na nią więcej czasu

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniała recenzja o wielkiej powieści. Żałuję, że tak niewiele osób sięga dziś po klasykę...

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakże się cieszę, że jest więcej wielbicielek Hugo. Kocham Nędzników, kocham Hugo. Czytałam dwukrotnie, a niedawno zakupiłam własny egzemplarz, aby przeczytać po raz kolejny. Filmy i musicale (koncerty) Les Mis oglądam na okrągło. Podobnie, jak książkozaurowi podczas pierwszego czytania ciężko szły mi wstawki historyczno-społeczne, przy drugim czytałam z przyjemnością. Może do lektury trzeba dorosnąć (dojrzeć)? A wtedy dostrzeże się mądrość i trafność spostrzeżeń (nawet, jeśli niektórzy twierdzą, że są one naiwne). To ja kocham taką naiwność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Według mnie też niektóre spostrzeżenia Hugo są trochę naiwne, ale właśnie - taka naiwność jest piękna. Ja też oglądam na okrągło, choć głównie pojedyncze piosenki na youtube. Byłam w ROMIE, oglądałam dziesięciolecie, dwudziestopięciolecie i oczywiście najnowszy film. I wymarzyłam sobie jeszcze West End ;)

      Usuń
  10. Widziałam ostatnią adaptację i jestem pod jej wielkim wrażeniem. Teraz pozostaje porównać ją z książką :)

    zapraszam na kulturka-maialis.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Twoja recenzja zmobilizowała mnie do przeczytania tej książki. Na początku podchodziłam do niej nieco sceptycznie, bo nie przepadam za Hugo, ale teraz wiem, że muszę to przeczytać. Tym bardziej, że to moja lektura na studiach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, ciężko się do tego zmobilizować, ta książka jest takich potężnych rozmiarów...
      A co studiujesz?

      Usuń
    2. No tak, w sumie tego właśnie się spodziewałam ;)

      Usuń
  12. Byłam ostatnio w kinie na Nędznikach. Dawno żaden film mnie tak nie zdołował. Przed obejrzeniem byłam przekonana, że niedługo sięgnę po literacki pierwowzór. Teraz wiem, że na pewno niebawem to nie nastąpi. To musi być "mocna" książka jeżeli nawet Hollywood nie dało rady przerobić jej na cukierkową produkcję.
    Przy okazji: ktoś wie co w filmie robił ogromny marmurowy słoń?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten słoń też mnie zastanawiał, ale w przypisach w mojej książce przeczytałam, że faktycznie był taki pomnik w Paryżu, ale już nie pamiętam dlaczego ;)

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo! Gryzł mnie strasznie i nikt nie umiał mi powiedzieć co on tam robił :) Jesteś wielka!
      Teraz jak wiem, że nie wymyślił go reżyser będzie mnie gryzło kto i po co postawił słonia w Paryżu :D Ale znajdę odpowiedź!

      Usuń
    3. Nawet szybko poszło :) Słonia bastylijskiego wymyślił Napoleon na miejscu Bastylii. Miał być z brązu, ale postawiono tylko cokół oraz gipsową makietę naturalnych rozmiarów i to na jest w filmie :)
      To tak w skrócie.

      Usuń
  13. To jest klasyka, ja będę Nędzników czytała w tym roku w ramach osobistego wyzwania- czytam klasykę
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. "Nędzników" nie da się tak po prostu przeczytać. To trzeba przeżyć. Można ich czytać miesiąc, rok, dwa. Przeczytać taka książkę i jej nie przeżyć to grzech. Osobiście uważam, że po jej przeczytaniu człowiek staje się inny, może lepszy (?), ma inne spojrzenie na świat.

    OdpowiedzUsuń
  15. Posiada ktoś może pierwszy tom "Nędzników", okładka filmowa wydawnictwa Prószyński z 2009r i jest skłonny odsprzedać? Nie będę ukrywał, że to moja ulubiona powieść, którą dwukrotnie czytałem, niestety nie zdążyłem zakupić własnego egzemplarza części I (nabyłem tom II tego wydania). Bardzo proszę o pomoc. Pozdrawiam
    Daniel

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy