Niebanalna więź, Sarah Waters

11:53


Spirytyzm przeżywał swój największy wzlot w XIX w. Nieraz także członkowie zamożnego i wykształconego środowiska z upodobaniem brali udział w seansach, na których wywoływano duchy. Wtedy powstawało sporo publikacji na ten temat, tworzono towarzystwa spirytystyczne. Nietrudno było znaleźć medium, które oferowało kontakt ze zmarłymi. Trans i przemawianie ducha poprzez medium, specjalne stoliki, duchy przesuwające strzałki na kolejne litery. Teraz trochę abstrakcyjne, prawda?

Margaret Prior, dama z towarzystwa i właściwie już stara panna, postanawia zająć się wizytowaniem więzienia dla kobiet, Millbank. Ma to pomóc zająć jej czymś myśli. Wciąż nie może znaleźć sobie miejsca po śmierci ojca, poza tym czuje się niepotrzebna i uważa, że w jej życiu nic się nie dzieje. Z zazdrością obserwuje swoje rodzeństwo, które układa sobie życie. W więzieniu poznaje Selinę Dawes - młodą dziewczynę, która jeszcze niedawno była znanym medium. Skazana za napaść i oszustwo odsiaduje w Millbank karę pięciu lat. Margaret daje się coraz bardziej unieść fascynacji Seliną.


Sarah Waters potrafi mnie zaskoczyć. Niebanalna więź jest znacznie mniej pokręcona i zagadkowa niż Złodziejka, ale i tym razem rozwiązanie akcji było dla mnie niespodzianką. Dałam się nabrać, przyznaję. Może nie na same duchy, jestem w tej mierze zdecydowanie zbyt sceptyczna. Natomiast niełatwo rozstrzygnąć, czym jest spirytyzm w Niebanalnej więzi. Selina przecież, uwięziona czy nie, wciąż robi jakieś sztuczki, które wskazywałyby na jej zdolności jako medium. A to przechowuje kwiatka, który ma być prezentem od jej "przyjaciół", a którego w więzieniu nie mogła zdobyć raczej żadnym sposobem. A to zna jakieś fakty z życia Margaret, których znać nie może. Albo przesyła dziewczynie jakieś przedmioty - wprost do jej domu. Sztuczki? Być może, ale zastanawia sposób wykonania. Selina jest więc zręczną oszustką, duchy naprawdę do niej przemawiają, czy to wrażliwej Margaret mieszają się już zmysły od nadmiaru laudanum? Nawet najbardziej sceptyczny czytelnik może nieraz poczuć mocne wątpliwości. Nie można nazwać tej pozycji powieścią grozy, ale jest w niej mroczny klimat i wiele elementów, choćby pozornie, nadprzyrodzonych. Jest w końcu okropne, budzące strach więzienie Millbank i wiele przerażających historii skazanych. I choć podczas czytania niekoniecznie ciarki chodzą po plecach, to jakiś lekki niepokój może się udzielić. Sarah Waters naprawdę potrafi manipulować czytelnikiem. No, w każdym razie mną.

Tytułowa niebanalna więź to oczywiście fascynacja między Margaret i Seliną. Nawet zajmowane przez nie pozycje wydają się być przeszkodą już dla rodzącej się przyjaźni, a przecież chodzi o coś więcej... Zastanawia mnie, czy Waters będzie ciągnąć motyw miłości lesbijskiej w każdej swojej książce... Bo o ile w Złodziejce wydawało mi się to czymś, dla mnie przynajmniej, nowym, to teraz czuję już pewną powtarzalność. Pewnie, to dopiero dwie książki, ale na półce czeka Muskając aksamit i to chyba będzie powtórka z rozrywki. I o ile na razie mi to nie przeszkadza, to boję się, że pisarka wpadnie w końcu (albo już wpadła) w pułapkę pisania wciąż o tym samym. Pomijając jednak orientację seksualną, mamy tu ciekawy obraz Margaret, która, pozostając pod urokiem Seliny, bardzo się zmienia. Nie tylko postanawia w końcu coś zmienić, ale też, początkowo sceptyczna, zaczyna ufać i wierzyć.

Niebanalna więź to fajne, porządne czytadło z ukrytą intrygą. Aż tyle i tylko tyle, bo wydaje mi się, że Sarah Waters aspiruje stosunkowo wysoko. Natomiast Niebanalna więź wydaje mi się niby dobra, ale dość powierzchowna - ten dziewiętnastowieczny Londyn opisany jakoś tak po łebkach (z wyjątkiem Millbank - więzienie robi wrażenie), język niby stylizowany, ale mało ciekawy i prawie taki sam u różnych grup społecznych, bohaterowie, którzy mimo wszystko nie zapadną mi w pamięć. A może po prostu każdy opis wiktoriańskiego Londynu wyda mi się słaby i nieciekawy po Szkarłatnym płatku i białym. Może Opętanie skrzywiło mój światopogląd i trudno mnie zadowolić pierwszą lepszą stylizacją języka na dziewiętnastowieczny? Sarah Waters stara się i daje nam ciekawą, wciągającą książkę, którą naprawdę świetnie się czyta. Ale i tak pozostaje daleko, daleko w tyle za Faberem czy Byatt.

Polecane posty

16 komentarze

  1. Oj, chyba nie skrzywiło :) Ja znam Sarah Waters jak dotąd z jednej książki "Ktoś we mnie" i tę powierzchowność potwierdzam. Ale oczywiście chętnie poznam inne jej książki, bo czasem potrzeba na czytadło jest ogromna, a dobrze by było, żeby chociaż intryga ciekawa w owym czytadle była ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To "Złodziejkę" polecam jednak bardziej. Tam intryga rzeczywiście jest dobra.. No, może nawet przekombinowana. W każdym razie kilka razy autorka zrobiła mnie w konia, a ja w niektórych momentach pewnie miałam wytrzeszczone oczy i rozdziawione usta ze zdziwienia :)

      Usuń
    2. Właśnie o "Złodziejce" czytałam najwięcej dobrych opinii i już od jakiegoś czasu próbuję ją znaleźć na jakichś wyprzedażach ;)

      Usuń
    3. Wiesz, właśnie ostatnio widziałam książki Waters w tanich książkach. To były takie namioty nad morzem w Łebie, ale u mnie w Krakowie też widziałam. Kupiłam "Muskając aksamit", ale "Złodziejki" tam chyba właśnie nie było, może lepiej się sprzedaje i nie trzeba jej wyprzedawać w tanich książkach ;)

      Usuń
  2. Lubię powieści Sarah Waters za mroczny wiktoriański klimat, czytałam 'Niebanalną więź', masz rację, co jak co ale więzienie Millbank robi wrażenie, to jakby trzeci obok Seliny i Margaret narrator opowieści :)

    Jeśli chodzi o 'Muskając aksamit' to tam również występuje wątek lesbijski, a wspomniana przez Ciebie 'Złodziejka' wciąż przede mną. Och i jeszcze mi się przypomniało, w innej powieści Waters 'Ktoś we mnie' tego wątku nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, właśnie gdzieś znalazłam, że "Ktoś we mnie" to jej jedyna książka, w której nie ma wątku lesbijskiego. Zresztą akcja rozgrywa się chyba w XX w., to też ją wyróżnia. No ale wygląda na to, że ja na razie trafiam na same powieści o dziewiętnastowiecznych lesbijkach ;)

      Usuń
  3. Do tej pory czytałam tylko" Ktoś we mnie" i tamta książka bardzo przypadła mi do gustu. Chętnie sięgnę i przeczytam również tą pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  4. mimo kilku niedociągnięć, fabuła wydaje mi się ciekawa i może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam tę książkę chyba ze dwa lata temu i nadal ją dobrze pamiętam, co chyba przemawia na jej korzyść. Planuję poznać inne powieści Waters, ale wątek lesbijski w każdej trąci nudą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze nie miałam do czynienia z tą autorką. Może za jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzień dobry!
    Chcielibyśmy, przy współudziale Miłośników Czytania, stworzyć ranking książek, które warto wziąć z sobą do wakacyjnej walizki - serdecznie zapraszamy do wspólnej zabawy zarówno Autorkę bloga jak i wszystkich Czytelników i Komentatorów. Szczegóły na stronie: http://bookstrefa.pl/

    OdpowiedzUsuń
  8. Chciałabym przeczytać książki tej autorki. Nigdy nie spotkałam się z miłością lesbijską w literaturze i jestem bardzo zainteresowana

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurka, od jakiegoś czasu wszędzie wpadam na nazwisko tej autorki. Biblionetka, Lubimy czytać, a nawet Amazon, mi ją rekomendują ;) Nic jeszcze tej autorki nie czytałam, ale brzmi, jak dobre czytadło na lato - i zaznaczam od razu, że chodzi mi o pozytywny wydźwięk słowa "czytadło".

    OdpowiedzUsuń
  10. Może i rzeczywiście troszkę czytadło, ale, kurczę, wciągnąłęm się w czytanie jak mało kiedy :D Wczoraj skończyłem i cały czas siedzi mi w głowie. Świetny klimat i sposób narracji, równie świetnie zarysowane bohaterki. No i to zakończenie... Czytadło, ale na poziomie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam na półce, kiedyś przeczytam i zobaczę jakie na mnie zrobi wrażenie ;)

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy