Igrzyska śmierci, Suzanne Collins

22:44


Zasadniczo miała to być recenzja tylko pierwszego tomu, ale od pisania jej, wolałam czytanie następnych części... W związku z tym moje wrażenia dotyczą raczej całej serii (ale nie spoileruję, więc jeśli ktoś ma za sobą tylko Igrzyska śmierci, może bez obaw czytać mój tekst dalej).

Wydaje mi się, że Igrzyska śmierci pojawiły się w mojej świadomości niedługo po pierwszym polskim wydaniu. Był to jednak okres, w którym odchodziłam od młodzieżówek. Igrzyska śmierci wpadły więc do szufladki zatytułowanej jakoś tak: „nie dla mnie, nieciekawe, dla nastolatek lubiących Zmierzch” (sic!). O, myliłam się. Z takich młodzieżówek jak te powieści na pewno nie wyrosłam do tej pory. I myślę, że na razie wyrastać nie zamierzam.


Bo zaczęłam czytać i wpadłam. Wpadłam na całego, nieodwoływanie i niepowstrzymanie. Igrzyska śmierci wywołują we mnie ten rodzaj ekscytacji, kiedy potrafię rzucać się po łóżku, walić głową o poduszkę i biegać po całym domu, powtarzając wyrazy niedowierzania. Jeśli to sugeruje pewne niezrównoważenie, to przynajmniej nie jestem wyjątkiem, bo moja siostra (która czytała niemal równolegle ze mną) zachowuje się bardzo podobnie. Dobrze, że mam z kim dzielić się wrażeniami, bo inaczej nie wiem, co bym robiła po skończeniu serii. Wczoraj i tak ledwo mogłam usiedzieć na miejscu.

Ale po kolei. Akcja toczy się w państwie Panem, które powstało na gruzach Stanów Zjednoczonych. Stolicą jest Kapitol, który panuje nad dwunastoma dystryktami. Każdy z nich specjalizuje się w produkowaniu lub wydobywaniu jakichś surowców. O ile Kapitolińczycy żyją w luksusie, to mieszkańcy dystryktów są wykorzystywani i wielu z nich głoduje. Ponad siedemdziesiąt lat temu dystrykty zbuntowały się, ale zostały pokonane. Za karę oraz dla przypomnienia, że potęgę Kapitolu nie tak łatwo pokonać, co roku organizuje się Głodowe Igrzyska. Z każdego dystryktu zostaje wylosowanych dwoje trybutów: chłopak i dziewczyna w wieku od dwunastu do osiemnastu lat. Na specjalnie przygotowanej arenie stoczą oni walkę na śmierć i życie. Z dwudziestu czterech osób może przeżyć tylko jedna, zwycięzca igrzysk. Główna bohaterka, Katniss Everdeen pochodzi z małego, Dwunastego Dystryktu, w którym wydobywa się węgiel. Do udziału w Głodowych Igrzyskach, zostaje wylosowana jej dwunastoletnia siostra. Katniss zgłasza się w zamian za nią na ochotnika. Drugim trybutem z Dwunastki zostaje Peeta Mellark, syn piekarza, u którego w dodatku Katniss ma dług wdzięczności.

Całe Igrzyska Śmierci to jedno wielkie show ku uciesze mieszkańców Kapitolu. Żeby wygrać nie tylko trzeba być sprawnym fizycznie, wytrzymałym, sprytnym, silnym psychicznie i umieć posługiwać się bronią. Trzeba też mieć umiejętność zjednywania sobie widowni, bo to także może pomóc na arenie. Głodowe Igrzyska obejmują prezentacje trybutów (poprzedzone całymi godzinami upiększania), wywiady. Trzeba się umieć zaprezentować. A jeśli masz jakąś taktykę – na przykład wzruszającą historię, która sprawi, że widzowie cię pokochają, to twoje szanse bardzo wzrastają. Głodowe Igrzyska są więc jak krwawy Big Brother – wszystko dzieje się na oczach całego kraju. Im większe widowisko – tym lepiej. To obraz mediów, dla których nie istnieje żaden temat tabu. Które wedrą się wszędzie, największe cierpienie i ból są najlepszym tematem. Widowisko można zrobić ze wszystkiego, także z mordujących się dzieci. Ta gorzka refleksja, ma przecież pewne odzwierciedlenie w naszym świecie.

Nie powiem, że to najlepsze książki, jakie czytałam. Nie powiem, że to jakieś osiągnięcie literatury. Nie powiem, że są doskonałe i że wszystko mi się w nich podobało. Ale to jest naprawdę świetna literatura rozrywkowa, wciągająca od początku do końca, czytana z zapartym tchem i wywołująca wielkie emocje. A przy tej zabójczo wciągającej fabule, scenach walk i nagłych zwrotach akcji, jest to powieść niepozbawiona wartości. Antyutopia, która mówi o okrucieństwie, głodzie, potrzebie wolności, wytrwałości, poświęceniu i walce. I o tym jak władza może manipulować ludźmi. Bohaterowie też nie są papierowi, Katniss jest naprawdę nieźle skonstruowaną postacią. To zwykła dziewczyna, trochę zamknięta w sobie i z trudem nawiązująca przyjaźnie. Za wszelką cenę chce bronić swoich bliskich i chce przetrwać, więc potrafi zabijać i być twarda, ale po tym nawiedzają ją koszmary i nie może się ze wszystkim uporać. Rzucona w wir historii, wciąż próbuje przetrwać i być sobą. To nie są książki, w których przeżyją wszyscy ważniejsi bohaterowie, a potem wrócą do domu i zapomną o wszystkich przerażających przeżyciach. Jest w nich prawda o bólu, rozpaczy, próbach okiełznania koszmarów z przeszłości. Wątek miłosny jest oczywiście nieodzowny, ale nie wysuwa się na pierwszy plan i to kogo wybierze Katniss nie przysłania potu, krwi i łez Igrzysk. Bo mamy tu też typowy miłosny trójkącik , który rozgrywa się pomiędzy Katniss, Peetą – wspomnianym już drugim trybutem z Dwunastki i Gale'em – najlepszym przyjacielem Katniss, z którym często polowała w lasach wokół Dwunastego Dystryktu.

Cały cykl trzyma poziom, każda część mnie wciągała wprost niesamowicie. Igrzyska śmierci są chyba najbardziej przewidywalne (przecież wiedziałam, że tak MUSI się skończyć), ale i tak są niezwykle pasjonujące i tchną świeżością. W pierścieniu ognia można zarzucić pewną powtarzalność, za to ta część wciągnęła mnie chyba jeszcze bardziej niż pierwsza (przynajmniej od pewnego przełomowego momentu, który naprawdę szokuje i robi wielkie wrażenie). Kosogłos jest najbardziej dojrzały i wciąż zaskakuje. Igrzyska śmierci to fascynujące, szalenie wciągające książki, które przy tym potrafią wywołać prawdziwe wzruszenie i przemycają kilka okazji do przemyśleń.

A ja skończyłam wczoraj całą serię, mam błędny wzrok i czuję się trochę jak na odwyku. W czwartek jadę na film do ostatniego kina w mieście, w którym jeszcze to grają. Tylko jak ja do tego czwartku wytrzymam?

-------------------------
Kup w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni. Igrzyska śmierci
W pierścieniu ognia
Kosogłos

Polecane posty

30 komentarze

  1. Przez cały ten szum trochę jestem sceptycznie nastawiona do tej trylogii... ale swoją recenzję napisałaś w taki sposób, że sięgnęłabym po tę książkę nawet zaraz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię doskonale, mam wrażenie, że ja czasem z czystej przekory nie mam ochoty czytać tych wszystkich "hitów" ;) No ale zdarza mi się zrobić wyjątek i bywa, że z dobrym skutkiem ;) "Igrzyska śmierci" w końcu przeczytałam, bo bardzo dużo osób mi polecało. I osobiście widziałam jak moja koleżanka przez kilka dni czytała wszędzie, gdzie popadło :)

      Usuń
  2. "Igrzyska śmierci" czekają na mojej półce i co najważniejsze są następne w kolejce do przeczytania, więc już w tym tygodniu rozpocznę tę serię. Nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz :D

      Usuń
    2. Jestem w trakcie lektury i trzeba przyznać, że Igrzyska naprawdę wciągają!

      Usuń
  3. Mi ostatnio udało się wygrać powyższą książkę i jak znajdę czas, to szybko zabieram się za jej czytanie, bo widzę, że warto.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam "Igrzyska śmierci", a kolejne części grzecznie czekają na półce na swoją kolej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, u mnie na pewno by tak grzecznie nie czekały, tylko zmuszały mnie do przeczytania ;D

      Usuń
  5. Jeszcze nie czytałam i ciekawość mnie zżera, ale czekam, aż seria pojawi się w bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie spotkałam chyba jeszcze osoby, która by źle oceniła te książki. Na mnie Igrzyska czekają i pewnie jeszcze poczekają, ale jestem pewna, że w końcu je przeczytam - bo nie odpuszczę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, raczej wszyscy się zachwycają. Ale na przykład mój tata stwierdził, że "nic specjalnego". Obie z siostrą byłyśmy oburzone :D

      Usuń
  7. Hmm, po namyśle postanawiam skomentować, skoro już zajrzałam i poczytałam. Pewnie mnie nie pamiętasz, bo i czemu, jestem chyba jedną z najmniej systematycznych recenzentek;).
    Jako że komentuję określonego posta, to się do niego też odniosę. W ostatnim czasie odseparowałam się od nowinek książkowych i tylko grzecznie i cicho zaglądałam do bibliotek, to nawet nie wiedziałam, że jest taka książka - jak tak patrzę na komentarze tutaj, to chyba jestem chodzącym dziwadłem;). Tak czy inaczej, jak już wiem, że coś takiego istnieje, to chcę przeczytać, czemu nie. Wprawdzie pomysł sam w sobie dość oklepany, ale jeśli wykonanie może być wciągające i mieć w sobie coś świeżego...
    I na zakończenie napiszę, co mnie podkusiło do napisania komentarza - otóż w poście "otagowana" wspominasz o ruchomym zamku Hauru, i tu moja wielka, wielka ciekawość: czyżbyś czytała Wynn-Jones? czy też to może film? Kurczę, naprawdę jestem ciekawa, sama książkę mam bardzo wysoko na liście "must!", a film zdecydowanie uwielbiam;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam cię, naprawdę! :D
      Faktycznie, to dziwne, że nie słyszałaś. ;) Ostatnio jest jakiś szał za sprawą ekranizacji. Nie wpadł ci w oko żaden plakat przypadkiem? Ta seria robi prawie taką karierę jak "Zmierzch" (no mniejszą, ale coś w tym jest, choć to według mnie trochę krzywdzące porównanie). To nie są jakieś szczególnie dobre książki, ale jak na taką popularną literaturę młodzieżową, to myślę, że wypadają nadspodziewanie dobrze (obiektywnie i całkiem na trzeźwo). Ja sama jestem trochę zdziwiona, że tak mi się spodobały. Ale właśnie - szalenie mnie wciągnęły, to takie książki, które potrafią całkowicie pochłonąć. I mnie w tej chwili zupełnie nie przeszkadza, że może nie są ani doskonałe, ani zbyt ambitne.
      I czytałam, czytałam "Ruchomy zamek Hauru"! :D Uwielbiam film (w ogóle kocham Miyazakiego), książka też jest bardzo fajna. Byłam tak zdesperowana (nigdzie nie można jej dostać), że ściągnęłam z chomika i czytałam na komputerze.

      Usuń
    2. Nie no, o filmie słyszałam, tylko nie sądziłam że książka istnieje;). W ogóle to ma myląco kiczowaty tytuł, skoro pod nim kryje się porządna wciągająca książka. Dobra, przeczytam jak znajdę, zapaliłam się do tego;).
      Aaa! Też kocham Miyazakiego, a za nic bym się nie spodziewała że drugiego fana znajdę pośród czytelniczej blogosfery. Też szukałam książki na chomiku, ale jakoś nic nie mogłam znaleźć wtedy, to chyba teraz spróbuję jeszcze raz. Absolutnie muszę przeczytać "Ruchomy zamek Hauru".

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz "Igrzyskami śmierci", bo możliwe, że mój entuzjazm jest nadmierny a zmysł krytyczny nieco zaburzony ;)

      Pierwszą połowę "Hauru" miałam w pdfie, a druga to były skany książki. Wiesz, możliwe, że już nie ma, to mogę ci jakoś przesłać, bo mam to gdzieś w zakamarkach mojego komputera. Miyazaki jest świetny, uwielbiam jego filmy!"Ruchomy zamek Hauru" jest u mnie na pierwszym miejscu razem ze "Spirited away". Ale mam jeszcze jakieś tam zaległości, nie widziałam na przykład "Księżniczki Mononoke"... Trzeba by to wreszcie nadrobić ;) A tak swoją drogą recenzowałam "Ruchomy zamek Hauru" i z komentarzy wynika, że całkiem sporo osób z książkowej blogosfery zna i lubi Miyazakiego :)

      Usuń
    4. Hm, nie przekonam się póki nie przeczytam;).

      To ja bardzo proszę, gdybyś miała czas i znalazła: marybrzuska@gmail.com
      "Hauru", "Spirited Away" i "Mój sąsiad Totoro" to moje ulubione. Oglądałam "Mononoke-hime", ale na to potrzeba specjalnego nastroju, mi przynajmniej;) bardzo jeszcze przyjemna jest "Podniebna poczta Kiki".
      W sumie to też mam braki, ale powoli, powoli się nadrabia. Czyli jednak Miyazakiego można znaleźć wszędzie, to fantastycznie. Jego filmy są tak pogodne i piękne, że szkoda by były nieznane;).

      Usuń
    5. "Mój sąsiad Totoro" też jest piękny, właściwie każdy film Miyazakiego jest na swój sposób wspaniały. No, może "Laputa" mnie jakoś nudziła...
      :)

      Usuń
    6. "Laputa" mnie też nudziła;). Gdzieś czytałam, że ten film był robiony pod kątem amerykańskiej widowni, i na upartego w ten sposób można tłumaczyć płytkość fabuły.
      Dostałam maila i ściągam właśnie z chomika resztę, dzięki wielkie;).

      Usuń
  8. Ja podziękuję *ucieka w krzaki*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, nigdy nie mów nigdy. Ale rozumiem, bo mnie samej "Igrzyska śmierci" też się nie najlepiej kojarzyły :D

      Usuń
  9. Mogę tylko się podpisać pod Twoją recenzją :) Miałam dokładnie takie same odczucia - pochłonęła mnie całkowicie ta trylogia i też mam w nosie, że może nie jest najambitniejsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo czasem książka, której do arcydzieła dość daleko, potrafi podziałać na wyobraźnię i emocje o wiele silniej niż inna - uznana, ceniona i obiektywnie na pewno lepsza :)

      Usuń
  10. Byłam w kinie, później przeczytałam (choć to raczej niewłaściwa kolejność) i poczułam się dokłębnie rozczarowana. Nic mnie nie wciągnęło, nie wstrząsnęło, nie wymusiło łez wzruszenia. Ktoś powiedział, że po prostu mam serce z kamienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, nie każdego musi wciągnąć i nie każdego musi ruszyć :) Możliwe, że ta kolejność też miała znaczenie. Wczoraj byłam na filmie, podobał mi się i stwierdziłam, że to porządna ekranizacja. Ale nie wiem, czy gdybym najpierw obejrzała, to czy zrobiłoby to na mnie takie samo wrażenie.

      Usuń
  11. Koniecznie, koniecznie muszę przeczytać !
    Wszyscy zachwalają trylogię, więc w końcu muszę zacząć ją czytać. Jak tylko znajdę u znajomych bądź w bibliotece to z pewnością zacznę czytać z wielką ciekawością :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam, dołączam do członków, jeśli chcesz, możesz również dołączyć do mnie ;)
    Co do bloga - bardzo mi się podoba Twój styl ;)
    Piszę książkę - jeśli możesz - oceń, skomentuj ;)
    http://tworzeijestok.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Niesamowita trylogia ! Jednak moją ulubioną częścią jest "Kosogłos" :)
    Wpadnij: klamczuchyoceniaja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystkie książki bardzo mi się podobały. Z dwiema pierwszymi zapoznałam się w formie audiobooków. Bardzo mnie wciągnęły pomimo niesamowicie irytującego sposobu czytania Anny Dereszowskiej. Nie mogłam spać dopóki nie dowiedziałam się jak skończy się druga część. Przed trzecią miałam pewną przerwę i przeczytałam już papierową wersję. Naprawdę warto :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj, a u mnie cały czas cała trylogia w jednym wielkim tomie czeka w kolejce już od maja i jakoś nie mogę się przemóc ;)
    Swoją drogą zaczynam pisać bloga o książkach, może wpadniesz, napiszesz jakieś sugestie na temat moich pierwszych postów :) Dobre rady i krytyka zawsze mile widziana :P
    http://pozeram-ksiazki.blogspot.com/
    zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  16. Kocham IGRZYSKA ŚMIERCI! Zmieniły mój światopogląd. Również je zrecenzowałem http://czytanie-moim-tlenem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy