Blondynka, Joyce Carol Oates


Marilyn Monroe

Gdy słyszymy to nazwisko, od razu w naszych głowach pojawia się obraz platynowej blondynki z krótkimi, falowanymi włosami, pieprzykiem na policzku i z seksownie rozchylonymi ustami. A może jako pierwszy pojawia się widok Marilyn przytrzymującej białą sukienkę, którą podwiewa podmuch z kratki wentylacyjnej nowojorskiego metra? Myślimy: legenda kina, symbol seksu. Nie ma chyba nikogo, kto nie znałby Marilyn Monroe, nie ma nikogo, kto nie kojarzyłby jej twarzy. Zmarła pół wieku temu, a nadal jest ikoną kultury masowej. Marilyn jest wszędzie. Ale kim była Norma Jeane?


Joyce Carol Oates postanowiła wniknąć w zagmatwaną psychikę tej kobiety. Co kryło się w środku jej głowy? Jaka była? O czym myślała, co czuła, co było dla niej ważne? Oates stara się przeniknąć przez wizerunek pięknej blondynki, uwielbianej przez tłumy. Co kryło się za tą wszechobecną do dziś maską blondwłosej aktorki?

Wiedziałam o Marilyn Monroe bardzo niewiele, raczej same ogólniki. Aktorka przyszła na świat jako Norma Jeane. Wychowywała się głównie w sierocińcach i rodzinach zastępczych, matka przebywała w zakładzie psychiatrycznym. Pierwszy raz wyszła za mąż w wieku szesnastu lat, rozeszła się z mężem cztery lata później. To wtedy zaczęła pozować do zdjęć, co było jej pierwszym krokiem do kariery aktorskiej. Kojarzy nam się jako ikona seksu, jako przedmiot zachwytu. Ale słyszymy też o tym, że przy całym tym uwielbieniu dla jej osoby, była okropnie nieszczęśliwa. Ludzie widzieli Marilyn, ale nie mogli dostrzec Normy Jeane. A ona nie chciała uwielbienia dla swojej urody. Chciała, żeby ktoś ją rozumiał, kochał bezwarunkowo i rozpędzał jej lęki.

Po przeczytaniu kilku pierwszych stron pomyślałam, że będzie ciężko. Piękny, ale dość trudny język autorki, różnorodność formy (czasem sprawiająca wrażenie chaosu), duszna atmosfera. Tak, to wszystko faktycznie sprawia, że lektura jest dość wyczerpująca. Blondynka wymaga pewnego skupienia. Szybko jednak przekonałam się, że ta wymagająca książka naprawdę potrafi pochłonąć myśli. Wciągnęłam się. Mogłabym powiedzieć, że Blondynka niemal wchodzi czytelnikowi w mózg.

Oates we wstępie zastrzega, że jej dzieło nie jest biografią, ale powieścią. Autorka zmienia niektóre fakty i zdaje się, że jej głównym celem faktycznie nie jest opowiedzenie losów Monroe, a raczej wniknięcie w jej psychikę. To bogaty, różnorodny obraz charakteru. Charakteru niejasnego, zmiennego, pełnego sprzeczności. To nakreślony z wrażliwością i rozmachem szkic licznych neuroz, bolączek, urojeń, utajonych lęków i pragnień. To zapis radości i smutków, wzlotów i upadków. Oates przedziera się przez Marilyn Monroe i stara się dotrzeć do Normy Jeane, tej prawdziwej (jak nam się przynajmniej zadaje) Normy Jeane. Jako wnikliwy obraz psychiki jest to dzieło wprost genialne. Nie wiem jak naprawdę było z Marilyn Monroe, na ile obraz Oates ma pokrycie w rzeczywistości. Jednak jest to na pewno niezwykle szczegółowe, piękne i głębokie studium psychiki kobiety, bohaterki książki. Oates nie podaje jasnych rozwiązań, układa swój obraz z miliona rozmaitych kawałków, niczym puzzle. Elementy łączą się w nieraz zaskakujący sposób w całość – nierówną, skomplikowaną i wciąż tajemniczą. Marilyn Monroe - gwiazda ekranu, ikona seksu, wielka gwiazda. A w niej Norma Jeane – pełna bólu, nieuzasadnionego strachu, stale pod wpływem traumatycznego dzieciństwa, po trzech nieudanych małżeństwach, wciąż czekająca na ojca, który nigdy nie zapragnął jej poznać.

Blondynka to dzieło wprost monumentalne. Na prawie ośmiuset stronach autorka skupia się tylko na jednej postaci, ale robi to z niezwykłą drobiazgowością. Nie brakuje jej też pomysłowości, książka jest świetna językowo, a autorka podróż przez życie Marilyn potrafi ciekawie urozmaicić. Niektóre rozdziały są napisane zupełnie inaczej niż reszta, często wtrącane są „wypowiedzi” różnych osób. Wraz z postępem akcji zmienia się też nieco styl, który staje się bardziej chaotyczny, co odpowiada pogarszającemu się stanowi psychicznemu Monroe. Nie wiem do końca, czemu ma służyć zastępowanie większości nazwisk odpowiadającymi im określeniami (jej drugi mąż, Joe DiMaggio jest Eks-Sportowcem, trzeci, Arthur Miller – Dramaturgiem itd.), co na dłuższą metę jest troszkę irytujące. Jeszcze bardziej nie rozumiem, czemu jej pierwszy mąż otrzymał w książce zupełnie inne nazwisko (z Jamesa Dougherty’ego powstaje Bucky Glazer). Gdyby tutaj też podać kryptonim, byłaby w tym przynajmniej jakaś metoda. Być może jest w tym jakiś ukryty cel, nie wiem. Zresztą w porównaniu z niezaprzeczalnymi dla mnie zaletami tej książki, nie ma to w gruncie rzeczy żadnego znaczenia.

Blondynka to według mnie wielka (nie tylko dosłownie) książka – obraz Monroe stworzony przez Oates wydaje się prawdziwy, głęboki, nieschematyczny. Autorka wnika w umysł Marilyn, a tą książką głęboko wniknęła także w mój. Doskonale udaje jej się obdarcie ikony kultury z pierwszej warstwy, ukazanie nie pięknej powierzchowności, ale najprawdziwszego wnętrza. Wdarcie się do jej prawdziwej istoty.

Norma Jeane

--------------------------
Kup "Blondynkę" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Popularne posty z tego bloga

A Court of Frost and Starlight, Sarah J. Maas

Na skróty. Kwiecień, maj, czerwiec 2018

The Cruel Prince (Okrutny książę), Holly Black