Blondynka, Joyce Carol Oates

22:39


Marilyn Monroe

Gdy słyszymy to nazwisko, od razu w naszych głowach pojawia się obraz platynowej blondynki z krótkimi, falowanymi włosami, pieprzykiem na policzku i z seksownie rozchylonymi ustami. A może jako pierwszy pojawia się widok Marilyn przytrzymującej białą sukienkę, którą podwiewa podmuch z kratki wentylacyjnej nowojorskiego metra? Myślimy: legenda kina, symbol seksu. Nie ma chyba nikogo, kto nie znałby Marilyn Monroe, nie ma nikogo, kto nie kojarzyłby jej twarzy. Zmarła pół wieku temu, a nadal jest ikoną kultury masowej. Marilyn jest wszędzie. Ale kim była Norma Jeane?


Joyce Carol Oates postanowiła wniknąć w zagmatwaną psychikę tej kobiety. Co kryło się w środku jej głowy? Jaka była? O czym myślała, co czuła, co było dla niej ważne? Oates stara się przeniknąć przez wizerunek pięknej blondynki, uwielbianej przez tłumy. Co kryło się za tą wszechobecną do dziś maską blondwłosej aktorki?

Wiedziałam o Marilyn Monroe bardzo niewiele, raczej same ogólniki. Aktorka przyszła na świat jako Norma Jeane. Wychowywała się głównie w sierocińcach i rodzinach zastępczych, matka przebywała w zakładzie psychiatrycznym. Pierwszy raz wyszła za mąż w wieku szesnastu lat, rozeszła się z mężem cztery lata później. To wtedy zaczęła pozować do zdjęć, co było jej pierwszym krokiem do kariery aktorskiej. Kojarzy nam się jako ikona seksu, jako przedmiot zachwytu. Ale słyszymy też o tym, że przy całym tym uwielbieniu dla jej osoby, była okropnie nieszczęśliwa. Ludzie widzieli Marilyn, ale nie mogli dostrzec Normy Jeane. A ona nie chciała uwielbienia dla swojej urody. Chciała, żeby ktoś ją rozumiał, kochał bezwarunkowo i rozpędzał jej lęki.

Po przeczytaniu kilku pierwszych stron pomyślałam, że będzie ciężko. Piękny, ale dość trudny język autorki, różnorodność formy (czasem sprawiająca wrażenie chaosu), duszna atmosfera. Tak, to wszystko faktycznie sprawia, że lektura jest dość wyczerpująca. Blondynka wymaga pewnego skupienia. Szybko jednak przekonałam się, że ta wymagająca książka naprawdę potrafi pochłonąć myśli. Wciągnęłam się. Mogłabym powiedzieć, że Blondynka niemal wchodzi czytelnikowi w mózg.

Oates we wstępie zastrzega, że jej dzieło nie jest biografią, ale powieścią. Autorka zmienia niektóre fakty i zdaje się, że jej głównym celem faktycznie nie jest opowiedzenie losów Monroe, a raczej wniknięcie w jej psychikę. To bogaty, różnorodny obraz charakteru. Charakteru niejasnego, zmiennego, pełnego sprzeczności. To nakreślony z wrażliwością i rozmachem szkic licznych neuroz, bolączek, urojeń, utajonych lęków i pragnień. To zapis radości i smutków, wzlotów i upadków. Oates przedziera się przez Marilyn Monroe i stara się dotrzeć do Normy Jeane, tej prawdziwej (jak nam się przynajmniej zadaje) Normy Jeane. Jako wnikliwy obraz psychiki jest to dzieło wprost genialne. Nie wiem jak naprawdę było z Marilyn Monroe, na ile obraz Oates ma pokrycie w rzeczywistości. Jednak jest to na pewno niezwykle szczegółowe, piękne i głębokie studium psychiki kobiety, bohaterki książki. Oates nie podaje jasnych rozwiązań, układa swój obraz z miliona rozmaitych kawałków, niczym puzzle. Elementy łączą się w nieraz zaskakujący sposób w całość – nierówną, skomplikowaną i wciąż tajemniczą. Marilyn Monroe - gwiazda ekranu, ikona seksu, wielka gwiazda. A w niej Norma Jeane – pełna bólu, nieuzasadnionego strachu, stale pod wpływem traumatycznego dzieciństwa, po trzech nieudanych małżeństwach, wciąż czekająca na ojca, który nigdy nie zapragnął jej poznać.

Blondynka to dzieło wprost monumentalne. Na prawie ośmiuset stronach autorka skupia się tylko na jednej postaci, ale robi to z niezwykłą drobiazgowością. Nie brakuje jej też pomysłowości, książka jest świetna językowo, a autorka podróż przez życie Marilyn potrafi ciekawie urozmaicić. Niektóre rozdziały są napisane zupełnie inaczej niż reszta, często wtrącane są „wypowiedzi” różnych osób. Wraz z postępem akcji zmienia się też nieco styl, który staje się bardziej chaotyczny, co odpowiada pogarszającemu się stanowi psychicznemu Monroe. Nie wiem do końca, czemu ma służyć zastępowanie większości nazwisk odpowiadającymi im określeniami (jej drugi mąż, Joe DiMaggio jest Eks-Sportowcem, trzeci, Arthur Miller – Dramaturgiem itd.), co na dłuższą metę jest troszkę irytujące. Jeszcze bardziej nie rozumiem, czemu jej pierwszy mąż otrzymał w książce zupełnie inne nazwisko (z Jamesa Dougherty’ego powstaje Bucky Glazer). Gdyby tutaj też podać kryptonim, byłaby w tym przynajmniej jakaś metoda. Być może jest w tym jakiś ukryty cel, nie wiem. Zresztą w porównaniu z niezaprzeczalnymi dla mnie zaletami tej książki, nie ma to w gruncie rzeczy żadnego znaczenia.

Blondynka to według mnie wielka (nie tylko dosłownie) książka – obraz Monroe stworzony przez Oates wydaje się prawdziwy, głęboki, nieschematyczny. Autorka wnika w umysł Marilyn, a tą książką głęboko wniknęła także w mój. Doskonale udaje jej się obdarcie ikony kultury z pierwszej warstwy, ukazanie nie pięknej powierzchowności, ale najprawdziwszego wnętrza. Wdarcie się do jej prawdziwej istoty.

Norma Jeane

--------------------------
Kup "Blondynkę" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

17 komentarze

  1. myślę, że ta książka jest na liście życzeń wielu bloggerów i na mojej również :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo, ale to bardzo chcę przeczytać tę książkę :D mam nadzieję, że mi się to niedługo uda ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany, ależ piękna recenzja! Kompletna, interesująca, bardzo wciągająca i obszerna. Chylę czoła w pierwszej kolejności przed Tobą, za to jak pięknie i dokładnie opisałaś tę książkę.

    Samą 'Blondynką' bardzo mnie zaciekawiłaś. Nie spodziewałam się, że będzie to powieść, a nie biografia - uważam ten zabieg jednak za dość ciekawy, bo sfabularyzowanie czyichś losów, wniknięcie w jego psychikę i dodanie nieco kolorytu całej historii brzmi bardzo kusząco. W końcu suchych biografii tej legendzie poświęcono już naprawdę wiele.

    A jakie jest moje pierwsze skojarzenie z MM? Zdecydowanie scena z metra, o której wspominasz na początku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A swoją drogą, tak w ramach rozluźnienia, uświadomiłam sobie, że jedna Twoja recenzja jest obszerniejsza, niż cała dotychczas napisana magisterka przez niektóre osoby z mojej grupy. A dodam, że za miesiąc obrona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dziękuję za miłe słowa i szczerze życzę powodzenia wszystkim osobom z Twojej grupy (i Tobie oczywiście też!) ;)

      Usuń
  5. Recenzja rzeczywiście jest świetna, choć książka zdecydowanie nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Blondynka" jest genialna. Zaraz minie rok, odkąd ją przeczytałam, a wciąż jest gdzieś we mnie tak głęboko, że choćbym chciała, nie potrafiłabym jej wyplenić.

    Myślę, że większość książek Oates wbija się w umysł czytelnika. Przeczytałam oprócz Blondynki jeszcze jedną i odnoszę wrażenie, że z kolejnymi będzie tak samo.

    Zaś co do samego życia MM - trzymała się wbrew pozorom dosyć ściśle faktów. Dosyć. Przede mną wciąż ta największa jej biografia, ale z wiedzy, którą posiadam, jestem zdumiona tym, co Oates stworzyła. Choć i bez tej wiedzy byłam porażona.

    Bardzo się cieszę, że Tobie również się podobała (choć z tej recenzji wynika, że to było coś znacznie więcej niż zwykłe podobanie ;)).
    Miłego tygodnia, my dear!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to ja koniecznie chcę kolejne książki Oates. Na razie czytałam tylko "Blondynkę". Ale muszę się przyznać, że przynajmniej raz wypożyczałam Oates z biblioteki i oddawałam nieprzeczytaną. Często mi się to zdarza, nie wyrabiam z czytaniem :D

      To co ja wiem o Marilyn Monroe (oprócz "Blondynki") wyczytałam gdzieś w internecie, więc zbyt dużej wiedzy nie mam, trudno mi to ustosunkować do książki...

      Tobie też udanego tygodnia! :D

      Usuń
  7. Mam ją na liście, tylko ciągle czasu brak:(

    OdpowiedzUsuń
  8. O, ciągle myślałam, że ta książka to biografia, ale jednak nie do końca - chyba tym bardziej mam ochotę ją przeczytać :)
    Przykład MM pokazuje, że ludzie zbyt często nie potrafią patrzeć na innych bez traktowania ich stereotypowo. Mimo że była piękna, bogata i sławna, zawsze jej współczułam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam książki Oates, ta i "Moja siostra, moja miłość" to moje faworytki :) Świetna recenzja :) Co prawda ja trochę inaczej odczuwam klimaty Oates - mnie ona od razu porywa w swój świat i ciężko mi się wydostać. Chwiejność emocji, chaotyczne stany - to wszystko przemawia do mnie: boleśnie, ale jakoś tak prosto do serca, jakby weszło w mój krwiobieg..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też "Blondynka" w końcu porwała i wydaje mi się, że Oates do mnie także przemawia (na ile mogę się wypowiedzieć po jednej książce), ale musiałam do tego jej świata najpierw wkroczyć, a potem go poczuć :)

      Usuń
  10. Jeszcze nie czytałam, ale zachęciłaś mnie. Być może wypożyczę ją we wakacje, żebym miała dużo wolnego czasu na nią

    OdpowiedzUsuń
  11. "Blondynka" leży na półce.

    A ja zacieram rączki... :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeczytam, jeśli dostanę, bo MM swego czasu bardzo mnie interesowała :)

    OdpowiedzUsuń
  13. MM - moja idolka :) Kurczę, wszystkie książki o niej ciągle za mną chodzą, a ja nie mam czasu, żeby przeczytać jakąkolwiek z nich! Muszę to zmienić. Zacznę od "Blondynki", bo wydaje się najbardziej oryginalna spośród wszystkich biografii i nie-biografii o MM :)

    OdpowiedzUsuń
  14. A propos literatury amerykańskiej, ciekawa jestem Waszych opinii na temat "Oczu wuja Sama".
    Kto czytał i chciałby się podzielić swoją opinią?
    http://americanica.wordpress.com/2012/06/04/oczy-wuja-sama/

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy