Kwiaty na poddaszu, Virginia C. Andrews

21:13


(AUDIOBOOK. Czyta Kamilla Baar.)

Zastanawiające jak jedna książka potrafi wywołać we mnie tak sprzeczne uczucia. W moich oczach powieść raz jawiła się jako wciągająca, dobrze przemyślana i czasami nawet wstrząsająca historia, kiedy indziej nie mogłam zapomnieć o tak bardzo obciążających ją wadach.


Zaczyna się jak sielanka: kochająca się, szczęśliwa rodzina, dom na wsi, rodzice darzący się prawdziwym uczuciem. I czwórka radosnych dzieci, Chris i Cathy oraz znacznie młodsze bliźniaki, Carrie i Cory. Wszystko jest idealnie, to świat, w którym zawsze świeci słońce. A potem - koszmar. Ukochany ojciec ginie w wypadku samochodowym. Okazuje się, że dom jest obciążony hipoteką, matka nie ma pieniędzy ani pracy. Rodzina Dollanganger musi przeprowadzić się do dziadków, których dzieci nigdy nie widziały. Ich dom to prawie pałac - z całym mnóstwem pięknych pokoi, z wszechobecną służbą, urządzony z największym przepychem. Szybko okazuje się, że dzieci nie mogą z tego wszystkiego korzystać, bo wręcz nieprzyzwoicie bogaty dziadek nie wie o ich istnieniu i lepiej, żeby się na razie nie dowiedział... Zostają więc zamknięte w jednym pokoju, jedzenie przynosi im demoniczna, apodyktyczna babcia. Do dyspozycji mają jeszcze obszerne poddasze, ale nie zmienia to faktu, że są uwięzione i obciążone wieloma zakazami, nałożonymi przez surową babcię.

Wizja zamkniętych dzieci jest niemal klaustrofobiczna, przerażająca. Nie brakuje im jedzenia, ubrań, czy zabawek, ale nie mają żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym, nie wychodzą na słońce, nie widzą niczego innego poza swoim pokojem i poddaszem. Łączniczkami z zewnątrz są tylko przerażająca babcia i mama, która zresztą bywa u dzieci coraz rzadziej. Na początku są przekonane, że wkrótce wyjdą ze swojej kryjówki - gdy tylko matka powie swojemu ojcu o dzieciach. Jednak Chris, Cathy, Carrie i Cory są tylko pionkami w grze prowadzonej przez matkę. Książka wciąga, bo dzieci właściwie same muszą dojść do tego, o co w tym wszystkim chodzi. Lekceważone przez babcię, z czasem coraz poważniej okłamywane przez matkę, muszą sobie radzić i w końcu samodzielnie zdecydować, co jest dla nich najlepsze. Najgorsza, najbardziej przerażająca jest postawa matki. Ta z troskliwej i kochającej (a przynajmniej taka się na samym początku zdaje), choć może naiwnej, przemienia się w chciwą egoistkę, która dla pieniędzy zupełnie przestaje dbać o własne dzieci i okazuje się osobą pozbawioną jakichkolwiek zasad moralnych. Virginia C. Andrews opowiada o przemocy wobec dzieci, pragnieniu wolności, chorobliwej żądzy pieniędzy i rodzinnych tajemnicach. Nierozwiązane konflikty z przeszłości, ciekawa sylwetka matki, niemal gotycka atmosfera niebezpieczeństwa i odkrywająca się stopniowo tajemnica sprawiają, że byłaby z tego naprawdę dobra, intrygująca i przede wszystkim wciągająca powieść z nieco sensacyjnym podłożem. No właśnie, byłaby.

Niestety, ale to wszystko naprawdę mocno trąci kiczem. Jego źródło częściowo tylko leży w fabule - obecny tu wątek kazirodztwa jest trochę tandetny, a czasem wręcz śmieszny lub po prostu niesmaczny. Jednak nawet to jakoś bym przełknęła, gdyby autorka choć trochę bardziej się w tym ograniczyła... Ale sądzę, że i tak najgorszy tu jest słaby i mocno afektowany język. Virginia C. Andrews szafuje sobie frazesami rodem z harlequinów: „grzeszni kochankowie”, „skazani na ognie piekielne”, „przeklęci na zawsze”, „przeznaczenie dokonało się”. Litości. Nagromadzenie tego typu wyrażeń może wywołać czytelnicze niestrawności. Do tego nie oszczędza się nam też tanich refleksji, traktujących między innymi o naturze miłości, która przykładowo jest porównywana do bańki mydlanej. Takie rozmyślania wywołuje u Cathy oglądanie telenowel w telewizji. I właśnie ta książka czasami jest jak telenowela. Szkoda, to zmarnowanie potencjału tej książki.

Bo potencjał jednak jest, choćby w napięciu, które stwarza autorka i które sprawia, że od Kwiatów na poddaszu czasami trudno się oderwać. Książka wciąga, porusza, nieraz prawie poraża. I wywołuje żywe emocje, bo naprawdę współczujemy dzieciom i rzeczywiście jesteśmy wściekli na babcię i matkę za ich nieczułość i wyrządzaną krzywdę. A jeśli ktoś wybierze audiobooka, to poznawanie tej historii uprzyjemni bardzo ciepły i miły dla ucha głos Kamilli Baar.

Ale, ale. Nie potrafię o tych moich „ale” tak po prostu zapomnieć.

-------------------------
Audiobook otrzymałam od portalu Audioteka.
Kup "Kwiaty na poddaszu" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

25 komentarze

  1. Sięgnęłabym po tę książkę, że względu na tematykę i samą fabułę. Szkoda tylko, że językowo wypada słabo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz próbować :) Czytałam sobie opinie w Internecie i wszędzie pełno zachwytów...

      Usuń
  2. Właśnie zabieram się za tę książkę dlatego siłą oderwałam się od twojej recenzji, "przebiegając" ja tylko wzrokiem. Jak przeczytam to zajrzę jeszcze raz i przeczytam dokładnie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Kusi mnie ta książka, na pewno przeczytam tylko nie wiem kiedy znajdę czas. Z opisy wynika, że to naprawdę szokująca historia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybacz, ale nie zgodzę się z Twoimi zarzutami co do języka.
    Narratorką powieści jest nastolatka - niezwykle wrażliwa, egzaltowana, postawiona w sytuacji która ją przerasta. Nie ma skąd czerpać wzorców zachowań, pozbawiona jest przez kilka lat kontaktu z rówieśnikami a jej jedyne okno na świat stanowi telewizja i telenowele właśnie...
    Nie ma się więc co dziwić, że i jej słownictwo i sposób wyrażania się owe telenowele przypomina. Wg mnie stanowi to o wiarygodności postaci Cathy. Owszem, gdyby narracja nie była pierwszoosobowa ten styl byłby zwyczajnie koszmarny (żywcem z Harlequina) ale tu jest jak najbardziej zrozumiały.

    Pamiętać też należy, że książka powstała ponad 30 lat temu i to pewnie też ma swoje znaczenie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może da się ten język tym usprawiedliwić, ale do mnie to jakoś nie trafia, przepraszam :) Po pierwsze Cathy opowiada tę historię z perspektywy czasu, prawdopodobnie jest już dorosłą kobietą, więc język też powinien być już bardziej dojrzały. Poza tym (choć to już moje osobiste odczucie i trudno to czymkolwiek potwierdzić) wydaje mi się, że autorka wcale nie miała na celu stylizacji na język infantylnej nastolatki, mam wrażenie, że to wszystko jest powiedziane bardzo poważnie. Zresztą gdyby autorka zdawała sobie sprawę z tandetności i śmieszności tych wyrażeń, prawdopodobnie bardziej ograniczałaby się w ich stosowaniu. Nie, nie wiem, dla mnie ta książka już od podstaw ma w sobie jakąś... "szmirowatość", czego wyrazem jest też wątek kazirodztwa, który wcale nie razi w dawnej historii ich rodziców, ale już w przypadku rodzeństwa mnie wybitnie denerwuje. Ja pozostanę przy tym, że autorka popchnęła tę książkę w kierunku harlequinu i nie wyszło to na dobre. Narracja pierwszoosobowa czy trzecioosobowa - mnie ten język razi. Ale rozumiem Twoje stanowisko. Zresztą sądząc po opiniach książka się ogólnie podoba, więc może to ja się czepiam ;)

      Czas powstania może ma jakieś znaczenie, przyznaję. Ale w tym okresie powstawały też książki pisane dużo lepiej ;)

      Usuń
  5. A ja mimo wszystko jestem bardzo ciekawa tej książki. Już do mnie leci, więc pewnie niedługo przekonam się jaki były moje wrażenia.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak tylko wpadnie w moje ręce to ją pożrę:) Już jako dziecko oglądałam film. Ba! znałam dialogi na pamięć więc muszę ją przeczytać.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Styl pisania Andrews jest niestrawny i chyba to najbardziej uprzykrzyło mi tę książkę. I nie jest to bynajmniej stylizacja na język, jakim posługuje się młoda, niespecjalnie wykształcona dziewczyna, bo w drugiej książce o rodzeństwie Dollanganger Cathy, która jest już starsza i łyknęła nieco edukacji, opisuje wszystko w ten sam sposób. Drugą część o "wdzięcznym" tytule "Płatki na Wietrze" odradzam, bo jest po prostu ZŁA - dawno nie czytałam czegoś tak kiepskiego. "Kwiaty na poddaszu" natomiast to książka, która wiele obiecuje czytelnikom swoją fabułą, ale niestety na obietnicach się kończy. Przede wszystkim fatalne wykonanie, a poza tym, jak dla mnie, za dużo tu wątków, których autorka nie ogarnęła należycie i w rezultacie otrzymujemy powieść o wszystkim - zbrodni, miłości, grzechu, namiętności, karze, śmierci, kazirodztwie, rodzinie, kłamstwie, pieniądzach dorastaniu... Osobiście nie polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugiej części czytać na pewno nie będę - nie spodziewałabym się po niej niczego lepszego, a na powtórkę z "Kwiatów na poddaszu" po prostu szkoda mi czasu.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Od dawna chciałam zakupić ten tytuł, ale po kilku recenzjach m.in. Twojej zaczynam się poważnei zastanawiać nad zakupem, bo trzeba madrze wybierać zanim wyda się ciężko zarobione pieniądze na książki. Sama nie wiem czy kupować... Nie lubię wątków kazirodczych w książkach. To mnie zniechęca do lektury. Dziekuję za tą szczerą recenzję, bo do tej pory natrafiałam raczej na entuzjastyczne opisy tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli jednak kupisz, to prawdopodobnie dostaniesz wciągającą lekturę, ale w sumie masz rację. Nie wiem, czy warto wydawać pieniądze na tę książkę ;)

      Usuń
  9. rzeczowa i szczera recenzja, która dała mi trochę do myślenia, bo na początku po kilku pozytywnych opiniach nabrałam wielkiej chęci na tę książkę, a teraz może jednak trochę odłożę ją w czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Już sama nie wiem, przeczytałam o tej książce tyle pozytywnych i negatywnych recenzji, że w końcu nie jestem pewna czy po nią sięgnąć. Może jak przypadkowo wpadnie mi w ręce to przeczytam, ale specjalnie nie będę się za nią rozglądać.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na konkurs :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo twoich, ale chcę przeczytać. Chociaż przerażają mnie te zwroty rodem z taniej telenoweli. Mam nadzieję, że książka przypadnie mi do gustu, a wątek kazirodztwa nie będzie mi przeszkadzał.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie natomiast ta książka urzekła i z nie ukrywaną niecierpliwością wypatruję drugiej części. Była wyjątkowa i wzbudziła we mnie mnóstwo emocji. Kwestia gustu ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Najgorsze jest to, ze dla niektorych cos co napisane jest normalnie jest tandetą. Pewnie gdyby autorka wrzucila perę wyrazów więcej ze słownika wyrazów obcych recenzja bylaby bardziej przychylna. Kiedys bardzo madry profesor wysmial na zajeciach ksiazke jakiegos doktoranta, dlaczego? bo pelna byla zawylych zwrotów i slow, ktorych znaczenia prawie nikt nie znal. Wydawalo mu sie, ze brzmi to madrze, madrze bo nikt nic nie rozumial. Moze to porownanie troszke zbyt duze do tej ksiazki, ale nie wiem po co autork abloga w ogole po nia siegnela. Z tego co widzę, to pozytywy padaja tylko na ksiązki, ktore sa uwazane za "wybitne" dzieła, wiec po co sie w ogole szarpac i zabierac za tyle czytadel "nizszego rzedu"? Zeby po nich jezdzic?

    OdpowiedzUsuń
  14. jak dla mnie ksiażka dobra, bo: budzi wiele emocji, burzy spokoj, bo jaka matka tak postepuje? do tego wciaga, a co do jezyka, faktycznie nie jest ... hmmm ja tam nazwałabym go potocznym, zwyklym, prostym. Przestalam na to zwracac uwage po paru stronach. Co do zwiazkow kazirodczych... zawsze sa niesmaczne... lekko mowiac.
    Mam nadzieje, ze Cie Ultymaryno nie urazilam. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, ale nie wydaje mi się, żebym była "książkową snobką", bo chyba tak mnie widzisz. Może zaraz każda krytyka będzie wymądrzaniem się? Czytam różną literaturę, nie tylko tę tak zwaną "ambitną". O, nie sięgając daleko, poprzednie dwie recenzje są pozytywne (może z wytknięciem paru minusów) i opisują książki typowo rozrywkowe, napisane właśnie prostym językiem. Nie uważam ich za, jak to piszesz, "niższego rzędu". I nie potrzebuję wcale trudnego języka i zawiłych zwrotów, by być zadowolona z lektury. Prosty język mi nie przeszkadza. Ale język tej książki nie jest według mnie prosty i zwyczajny, jest zły i zdania nie zmienię. Może jestem przeczulona na punkcie niektórych wyrażeń typowych dla "Kwiatów na poddaszu", może. Wspomniałam o plusach powieści, które zresztą są mniej więcej zgodne z tymi, które Ty wypisałaś. Poza tym nie czuję satysfakcji w "jeżdżeniu" po książkach, zresztą wydaje mi się, że robię to raczej rzadko. Nie obraziłaś mnie, ale mam wrażenie, że to, co napisałaś było w stosunku do mnie trochę niesprawiedliwe.

      Usuń
  15. Co do wyrażen sie zgadzam, bo na wstepie mialam wrazenie, ze te pozytywne opinie, ktore czytalam o ksiazce to zart, ale nie ma ich zbyt wiele, nadrabia czyms innym i szybko jakos sie zapomina, co stanowi atut, bo w tandetnej ksiazce nie idzie przebrnac przez rozdzial, tak wszystko razi.
    Oczywiscie kazdy ma prawo miec swoje zdanie i nie probowalam uderzyc w Ciebie, tylko w Twoja recenzje, tak jak Ty walnelas w autorke. :) w sumie to w jej ksiazke. Napisalam to dlatego, ze Twoja opinia tak zniecheca, ze ucieszylam sie, ze mam juz czytanie za soba, bo w innym wypadku w zyciu nie kupilabym tej ksiazki, a szkoda. Czytalam wiele lepszych, ale na ta ( moim zdaniem)rowniez warto zwrocic uwage.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie zaczęło to wszystko razić dopiero po jakimś czasie. Może się to jakoś nagromadziło we mnie, im dalej, tym bardziej mnie ta książka irytowała i chyba stąd takie wrażenia końcowe... A miałam takie momenty, kiedy naprawdę mi się podobało.
    Rozumiem. Zdarza mi się czuć jakąś, może trochę absurdalną, złość (a nawet pewną urazę), gdy czytam negatywną recenzję książki, która mi się bardzo podobała ;) No ale właśnie - każdy ma swoje zdanie. I takie jest ryzyko czytania recenzji - możesz dzięki nim usłyszeć o czymś świetnym, ale możesz też się zrazić do książki, która by ci się naprawdę spodobała.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo podobało mi się parę innych książek i również nie mogłam się jakoś połapać początkowo w tym języku, tym bardziej, że wcześniejszą książka była Jane Eyre :)
    Lubię Twojego bloga, bo zawsze ściągnę jakiś pomysł na książkę, czytając tylko końcówkę recenzji, nienawidzę znać jakichkolwiek szczegółów na początku, na tył okładki też nie zaglądam.W paru kwestiach się zgadzamy, a zaglądać tu dalej i tak będę. :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się ;)
      A dyskusje (te zdrowe) chyba są wskazane :D

      Usuń
  18. Sięgnęłabym nawet jedynie dla czytającej :)

    OdpowiedzUsuń
  19. To prawda. Wiele uroku książce dodaje czytająca Kamilla Baar. Moim zdaniem powinna nagrywać jak najwięcej książek, gdyż jest jedną z lepiej czytających aktorek młodego pokolenia.

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy