Metro 2033, Dmitry Glukhovsky

13:23


Metro. Ciemne, niebezpieczne tunele, w których nieraz czai się niewypowiedziana groza. Mroczne stacje, rozświetlane tylko nikłym światłem, gdzie w namiotach lub prowizorycznych mieszkaniach żyją ludzie, handlując, broniąc swojego bezpieczeństwa, jedząc szczury lub popijając herbatę z grzybów, bojąc się o przyszłość. Metro. Ostatni przystanek ludzkości.


Wojna nuklearna zniszczyła powierzchnię Ziemi. Prawdopodobnie ostatni ludzie żyją w moskiewskim metrze. Główny bohater Artem pochodzi z wysuniętego na północ WOGNu. To mała, położona na uboczu stacja, której jednak powodzi się całkiem nieźle. Produkuje się tam dobrze sprzedającą się herbatę z grzybów, hoduje świnie. Niestety z sąsiedniej, niezamieszkałej stacji WOGN atakują Czarni – dziwne, nieznane wcześniej stwory, które nie tylko zabijają, ale też wzbudzają w obrońcach niezrozumiały lęk. Artem dostaje misję od tajemniczego człowieka imieniem Hunter. Gdy ten nie wraca z wyprawy, podczas której miał zbadać niebezpieczeństwo, Artem wyrusza do Polis. Do na wpół legendarnego Polis, by przekazać ostrzeżenie i szukać pomocy – dla siebie i być może dla całego metra.

Pomysł w swej prostocie jest świetny. Rzeczywistość postapokaliptyczna nie jest może żadną nowością, ale umiejscowienie akcji w ciemnych zaułkach moskiewskiego metra dodaje książce tajemniczości i mrocznego klimatu. Lekki dreszczyk na plecach, szczególnie na początku, wywołują historie o opuszczonych i zniszczonych stacjach, które upadły pod wpływem dziwnych, mrożących krew w żyłach niebezpieczeństw. Cała powieść jest trochę jak przewodnik po metrze – zwiedzamy z nią różne stacje, a każda z nich to jakby oddzielne miasto-państwo. Metro z powieści Glukhovskiego jest jak mikroświat. Stacje mają tu własne prawa, gospodarkę, zawiązują koalicje, toczą wojny. Są tu sekty (na przykład wyznające tajemniczego Wielkiego Czerwia), faszyści, komuniści. Są zwykli handlarze i stalkerzy, którzy wychodzą na skażoną promieniowaniem powierzchnię, bo zdobyć różne przedmioty (tak, odwołanie do Strugackich aż bije po oczach). Wszystko to jest intrygujące, ciekawie pomyślane i działające na wyobraźnię.

Metro 2033 to przygodowa, postapokaliptyczna powieść drogi, okraszona (może wtórną, ale obowiązkową w tym gatunku) refleksją na temat szans powrotu starego świata oraz krytyką człowieka, który sam niszczy swoją cywilizację. Ludzkość w powieści Glukhovskiego jest już jakby wypalona, zmęczona. Zmierza ku nieuchronnemu i ostatecznemu upadkowi, prawdopodobnie w końcu zastąpi ją jakiś nowy, lepiej przystosowany gatunek, ale mimo to wciąż desperacko próbuje przetrwać, chwyta się wszystkiego, byle przeżyć. Nie każdy element jest tu może do końca dopracowany – chciałabym dowiedzieć się, czy nie ma problemów z wodą albo skąd właściwie ci ludzie wciąż mają elektryczność, a niewiele się o tym w Metrze mówi. Są tutaj w ogóle rzeczy według mnie mniej udane, nie powiem, że nie. Nie podoba mi się jeszcze motyw wybrańca, który tu jakoś mi nie pasuje, a poza tym został już wcześniej w fantastyce ograny na wszystkie sposoby. Sama podróż Artema też bywa męcząca, czasem jakby na siłę wydłużana chyba tylko po to, by pokazać nam kolejne stacje, co z jednej strony jest dość ciekawe, z drugiej zdaje się czasami już zbędne. Świetne jest za to zakończenie, które zaskakuje, jest dobrze przemyślane i przede wszystkim daje do myślenia.

A przecież i tak najlepsze, najgenialniejsze w Metrze 2033 jest właśnie samo metro. Ta rozbudowana, niezwykła, fascynująca wizja podziemnej społeczności, która żyje w świecie mrocznym i niebezpiecznym, uparcie próbując przetrwać.

Daj się poprowadzić przez ciemne tunele, posłuchaj legend metra, poczuj na plecach dreszczyk lęku.

----------------------------
Kup "Metro 2033" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

9 komentarze

  1. Mojemu mężowi bardzo się "Metro 2033" podobało i szczerze mnie zachęcał, a teraz jeszcze i ty się do mojej chrapki na tę książkę przyczyniasz... Uwzięliście się, czy co? ;) Mam w planach, oj mam, może w wakacje się uda :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kawał bardzo, bardzo porządnej fantastyki. Myślę, że najlepsi pisarze, rodacy Glukhovskyego nie powstydziliby się takiej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podobała ta książka, druga część jest równie udana. Mam nadzieję, że autor jeszcze nie raz zabierze czytelników do mrocznego metra. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To chyba jedna z moich najbardziej nieprzeczytanych książek, a Twoja recenzja tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że czas to zmienić.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Obie części są warte uwagi, niestety ciągle nie miałem okazji dopaść zakurzonego już nieco Pitera :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Ok, ok... wszyscy mówią o tej książce w samych superlatywach, więc nie mam wyjścia :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś zaczęłam czytać ebooka, ale ebooki jakoś opornie mi idą i dałam sobie spokój. Dzisiaj jednak jak zobaczyłam ją w bibliotece to się rzuciłam i już stoi na półce i czeka. Bardzo jestem ciekawa tego Metra.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka godna uwagi jestem świeżo po jej przeczytaniu, niby 600 stron a leci jak z wodospadu: rozdział za rozdziałem. Wspaniale przetłumaczona na nasz język ojczysty, długie i rozbudowane zdania, niekiedy kilkustronicowe opisy, a to wszystko przy zachowaniu tej fascynującej i zarazem specyficznej logiki wypowiadania się Rosjan. Naprawdę polecam, szczególnie fanom postapokaliptycznych klimatów, miodzio! Oczywiście jak tylko znajdę chwilę wolnego czasu zabieram się za następną część i będę polował na Pitera ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam różne opinie na jej temat, ale ostatnio postanowiłam sama spróbować... tylko że to książka-widmo: w katalogu biblioteki zawsze dostępna, a na półce nigdy nie mogę znaleźć.

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy