"Biała jak mleko, czerwona jak krew" Alessandro D'Avenia

19:45


Słowo kochać jest czasownikiem, nie rzeczownikiem; nie odnosi się do konkretnej, raz na zawsze określonej rzeczy, ale ulega zmianom, rozwija się lub kurczy, podnosi lub zapada, wynurza na powierzchnię lub kryje pod nią jak podziemne rzeki, które jednak nigdy nie przerywają swojego biegu do morza. Miejscami pozostawiają ziemię suchą, ale choć niewidoczne, płyną niestrudzenie pod ziemią, by co jakiś czas wypływać na powierzchnię, użyźniając ziemię. [1]

„Biała jak mleko, czerwona jak krew” to jedna z tych książek, które można powoli wertować z ołówkiem w dłoni i bez przerwy zaznaczać co ciekawsze cytaty. A potem wyciągnąć z półki przy okazji wpisywania się do jakiegoś pamiętnika lub tworzenia dedykacji w książce.


Leo, szesnastoletni licealista, widzi świat poprzez kolory. Czerwony to miłość, pasja, energia. Niebieski – spokój, przyjaźń. Najstraszniejszy kolor to biały, który jest jak nicość, pustka, cisza. Na szczęście marzenia nadają bieli kolor. [2] Leo ma swoje marzenie – jest nim Beatrice. Piękna, ognistoruda dziewczyna ze szkoły, w której się skrycie kocha. Ma też najlepszą przyjaciółkę Silvię, która zawsze go wysłucha, pocieszy i pomoże w nauce.

„Biała jak mleko, czerwona jak krew” to ładna powieść o miłości, przyjaźni, marzeniach, wierze, chorobie i śmierci. Leo, będąc u progu dorosłości, dostaje niezłą lekcję życia. To go ukierunkowuje, pozwala mu poznać podstawowe wartości i zrozumieć, co jest dla niego naprawdę ważne. Wszystko to piękne, tylko może ja mam trochę dość takich „ładnych” książek. Alessandro D’Avenia mówi w swojej powieści tylko to, co zostało już dawno powiedziane. A przecież: Najważniejsze prawdy są dobrze ukryte, ale to nie znaczy, że ich nie ma.[3] Wbrew temu, tutaj wszystko jest na wierzchu. A notabene ten cytat też wygląda zaskakująco znajomo. Mierzi mnie banalność stwierdzeń typowych dla tej książki. „Biała jak mleko, czerwona jak krew” to po prostu zbiór truizmów. Wszyscy przecież dobrze wiemy to, co można uznać za największe odkrycia Leo. A że to książka dla młodzieży, że może ukierunkuje nastolatków? Pewnie i byłby to jakiś argument, gdyby nie to, że sama jestem dokładnie w wieku głównego bohatera.

Podoba mi się pomysł z widzeniem świata przez kolory, ale on też jest nieco nierozwinięty, bo właściwie pojawiają się znaczenia tylko trzech barw: białej, czerwonej i niebieskiej. Reszta rozwiązań fabularnych jest dość schematyczna. Książka może wzruszyć, na co jednak nie pozwoliła mi ogólna sztuczność. Zbyt wyraźnie czułam, że to wszystko dzieje się tylko na papierze.

Nie można odmówić książce pewnego czaru, tej aż nazbyt oczywistej mądrości, ładnego, choć dość prostego języka. Ale autor idzie zdecydowanie zbyt prostą drogą - wykorzystuje dawno już ograne schematy, które tak czy owak sprzedadzą się zawsze i wszędzie.

[1] Biała jak mleko, czerwona jak krew, Alessandro D’Avenia, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011, str. 288
[2] Tamże, str. 148
[3] Tamże, str. 258

------------------------------------
Kup "Biała jak mleko, czerwona jak krew" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

12 komentarze

  1. Hmmm, prawdę powiedziawszy, gdy spoglądałam na okładkę, wydawało mi się, że książka będzie umieszczona w czasach obok "Pachnidła" czy "Złodziejki". Średniowiecze, Renesans albo wiktoriańska Anglia. Zaskoczyłaś mnie opisem treści. Nie spodziewałam się tego i...nie chciałam spodziewać. Nie lubię tych zupełnie prostych i banalnych książek, ja koniecznie potrzebuję tego mocnego "czegoś!" w powieści :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę, ale to muszę ją przeczytać:) Mam nadzieję, że mi się uda dzięki wygranej znakowskiego konkursu :<

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi z tej książki na zawsze w pamięci zostanie wiersz W.H Auden "Funeral Blues".

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzadko w wyborze lektury kieruję się okładką, ale tak jest wprost przepiękna. Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z tym autorem, może to przez wzgląd na gust czytelniczy, ale zawsze pod koniec roku dogania mnie nostalgia, więc zabookuję ją sobie na mroźne, styczniowe popołudnia i wieczory. W końcu od czasu do czasu można sobie pozwolić na coś lżejszego ;D
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Od dłuższego czasu poluję na tę książkę i przeczytam, aby wyrobić sobie własne zdanie o niej

    OdpowiedzUsuń
  6. Ksiązka zapowiada się bardzo ciekawie,mam już ją kupioną i niedługo przeczytam;)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Róża jest różą, jest różą, jest różą" Blog świetny:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama nie wiem,chociaż muszę przyznać, że okładka wytwarza niezwykła magie i zachęca do przeczytania.
    Myślę, że sięgnę w jeden z tych niezobowiązujących wieczorów, gdy wystarczy wertowanie kartek z filiżanką w ręku :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Okładka jest piękna, treść wydaje sie oryginalna,ale surowo ją oceniasz, więc sama nie wiem. Z drugiej strony zima sprzyja tego typu lekturom, pod ciepłym kocem z filiżanką czy kubkiem (jak kto woli) herbaty z odrobiną cytryny i cukru.

    OdpowiedzUsuń
  10. Widziałam tę pozycję dzisiaj na młodzieżowym dziale w empiku, trzymałam w rękach i przeglądałam, ale ostatecznie moją zdobyczą została inna wybranka. To zdanie na okładce "współczesne love story" wzbudza skojarzenia chyba niepożądane (wampiry). Chyba dobrze zrobiłam, zostawiając ją na tej półce.

    OdpowiedzUsuń
  11. Niedawno skończyłam ją czytać i muszę powiedzieć, że mnie rozczarowała. Po tylu pochlebnych recenzjach spodziewałam się czegoś o wiele lepszego. Choć swój urok książka ma ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Oryginalna okładka i ciekawy opis strasznie mnie intrygują, jednak nie było mi jeszcze dane jej przeczytać.

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy