"Balladyny i romanse" Ignacy Karpowicz

16:37

Olaboga!

„Balladyny i romanse” są trochę jak jazda bez trzymanki przez szaloną wyobraźnię autora. Absurdalne, pełne przekory i sprzeczności wzbudzają ambiwalentne odczucia, opinie w Internecie bywają zupełnie skrajne. Może dlatego, że Karpowicz niebezpiecznie balansuje pomiędzy kiczem a ambitną literaturą, miesza schematy i bawi się konwencją, z zupełnym lekceważeniem traktuje literackie tradycje i jawnie drwi sobie ze wszystkiego.
Arcydzieło czy bełkot?


Bogowie postanowili zstąpić na Ziemię, do Polski, bo nasz kraj był akurat w promocji. Zajmą miejsce kawy i żelazek, które gdzieś zniknęły. A to wszystko zwiastuje niezłe zamieszanie. Tym bardziej, że bogowie niekoniecznie zachowują się tak, jak przeciętny śmiertelnik by się spodziewał. Eros na przykład jest synem Aresa i Hermesa przekonanym o patologiczności swojej rodziny, która ze sobą nie rozmawia. Gdy przyłapuje swoich ojców in flagranti, postanawia ich ukarać. Razem mają zstąpić na Ziemię i przez półwiecze żyć jak normalna rodzina. Nike jest bizneswoman i prowadzi międzynarodowy koncern odzieżowy. W powieści wiąże się z Jezusem. Inna nietypowa boska para to Atena (która została trafiona strzałą Erosa) i Ozyrys. Uwielbiają oglądać razem seriale, na przykład „Przyjaciół” lub „Sześć stóp pod ziemią”. Ach, może jeszcze wspomnijmy Balladynę (tak, tę od Słowackiego), która na spółkę z Grabcem i Aliną prowadzi w niebie firmę kateringową. Miszmasz? To jeszcze nic, bo bogowie zmieszają się z bohaterami ludzkimi, którzy są też nieźle pokręceni. Mamy pięćdziesięcioletnią starą pannę, która niespodziewanie dla samej siebie wdaje się w romans z młodym chłopakiem. Jest studentka, nimfomanka, która zwraca uwagę tylko na młodszych od siebie. Poza tym słucha samych beznadziejnych piosenek, bo przy dobrej muzyce płacze. Jest mężczyzna, który z dnia na dzień cofa się mentalnie do wieku dwunastu lat i jego ciężarna narzeczona. Poza tym jeszcze wykładowca i filozof, który onanizuje się przy filmach pornograficznych.

Książka śmiało poczyna sobie z naszymi wyobrażeniami bogów, jest trochę pornograficzna i wulgarna, pełna sprzeczności, najeżona niesamowitymi, absurdalnymi zdarzeniami, które bywają śmieszne, ale mogą się też zdawać po prostu głupie. A wszystko tworzy barwną mieszaninę, zdawałoby się jeden wielki chaos, który jednak jest ogarnięty i dobrze przemyślany. Mnie „Balladyny i romanse” się podobały, ale rozumiem tych, którzy odebrali je inaczej. Bo ta powieść, tak skrajna i pełna sprzeczności, cały czas stoi nad przepaścią, jest jakby na krawędzi. Krawędzi dobrego smaku, logiki, mądrości. Poniżej, całkiem przecież niedaleko, jest kicz, totalny bezsens i głupota. Trzeba mieć odwagę, żeby napisać taką książkę. Naprawdę dużo odwagi. I talentu, żeby się jednak na tej krawędzi utrzymać.

„Balladyny i romanse” wyśmiewają się z wielu rzeczy, ale przede wszystkim z popkultury. Dostaje się tu wszelakiej tandecie: Brownowi, Grocholi, Gosi Andrzejewicz, zespołowi Feel i przede wszystkim Coelho. Książka mówi, że popkultura robi nam z mózgu papki, ale, co ciekawe, sama czerpie z niej pełnymi garściami. Głęboka, wewnętrzna sprzeczność, ale jednak zamierzona i dająca ciekawy efekt. To też oczywiście książka o religii i o jej zmierzchu. Bogowie w końcu schodzą w świat już bardzo zeświecczony, do czego przyczyniają się zresztą bożkowie popkultury. Zstępując stają się mniej boscy, bez większych problemów stają się częścią społeczności, planują tu umrzeć. To więc książka o religii i zastępującej ją popkulturze. Ale „Balladyny i romanse” to też po części powieść obyczajowa – rozdziały o ludzkich bohaterach opowiadają o codzienności, bolączkach, problemach, skrytych obawach i pragnieniach.

Podobają mi się szalone pomysły Karpowicza, jego niezwykła kreatywność, która objawia się także w sferze językowej. Przykładem na to mogą być krótkie rozdziały, w których wypowiadają się pojęcia takie jak: piękno, prawda czy czas. Autor zgrabnie bawi się w nich językiem i konceptami kulturowymi. Takie gry językowe widać w całej książce, ale mimo to styl jest raczej łatwy do przyswojenia i powieść można naprawdę szybko pochłonąć. Trzeba jednak przyznać, że choć cały czas czekamy na zejście bogów (pierwsza część to tylko ludzie, druga bogowie w mieście miast, dopiero w trzeciej jedni z drugimi mieszają się na Ziemi), to jednak wtedy akcja jakby zwalnia, a całość przestaje być tak wciągająca. Brak pomysłów na dalsze poprowadzenie historii? Nie wiem, ale druga część jest na pewno trochę gorsza, nieco pozbawiona wcześniejszej żywiołowości.

„Balladyny i romanse” są dobre, nie wybitne, ale jednak godne uwagi. Karpowicz proponuje barwną, fantastyczną, dowcipną i czasem szokującą podróż przez dzisiejszy świat pełen popkultury, za to coraz bardziej pozbawiony bogów.

---------------------------
Kup "Balladyny i romanse" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

9 komentarze

  1. Lubię takie książki - nieco wulgarne, traktujące o realizmie magicznym, takie tematy mnie po prostu niezwykle wciągają. Z wielką przyjemnością sięgałabym po tę książkę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli jest fragment dotyczący Coehlo to ja to kupuję ;)
    Ale całkiem poważnie to również słyszałam o tej książce wiele skrajnych opinii. A u mnie cały czas zalega na półce. Ale jeszcze z lekturą poczekam. Niech trochę Karpoiwcz "ostygnie" :)
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciągle odkładam tę książkę, ale teraz stanowczo sięgnę po nią, bo naprawdę warto.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zainteresowałaś mnie, muszę przyznać. Sama nie wiem, czego się spodziewałam po tej książce. Zupełnie nie wiem. Jak można się domyślić, zupełnie nie zwracałam na nią wcześniej uwagi, znałam tylko tytuł. Treść? Właśnie mi o niej opowiedziałaś i dowiedziałam się, czego dotyczy. Ale tak w skrócie: pożyczysz mi? :D.

    OdpowiedzUsuń
  5. the_book,
    Coelho to tam jest bardzo często wspominany ;)

    Alina,
    pożyczę :D Razem z "Gwiezdnym pyłem", jeśli chcesz. Ale jak to robimy? Czekamy na następną okazję czy wysłać pocztą? xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Teraz i tak nie będę mieć czasu, więc gdy spotkamy się w marcu będzie w sam raz ^^.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznaję, że od kiedy opuściłam się trochę z zaglądaniem na blogi, brakowało mi Twoich wnikliwych recenzji ;) Ciekawie przedstawiłaś lekturę, jednak wątpię, żebym miała ją kiedy przeczytać ;P

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo na tak:) pewnie przeczytam widzę że ty również powracasz do blogowego życia tak jak i ja:) zapraszam do siebie http://zaczarowany-swiat-ksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam i bardzo przypadło mi do gustu ;) Rozbawiła mnie, ale też w wielu miejscach dała do myślenia :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy