"Kyś" Tatiana Tołstoj

20:26

To jest dopiero książka!

Nastąpił Wybuch. Nie wiemy dokładnie, na czym polegał, co było jego przyczyną. Nieważne. Wiemy za to, jak wygląda rzeczywistość jakieś dwieście lat po katastrofie. Ludzkość bardzo znacznie cofnęła się w rozwoju. Na miejscu Moskwy znajduje się duża, prymitywna osada. Ludzie mają różnorakie effekty – jednemu przypadły ogromne pazury u nóg, inny ma trochę za dużo palców u rąk, ktoś jest cały pokryty kogucimi grzebieniami, inszy z kolei posiada ogon. Wśród nich żyją Dawni – ludzie, którzy urodzili się jeszcze przed Wybuchem. Ich effektem jest to, że się nie starzeją.


No i szerzy się zabobon, a zacofanie daje o sobie znać na każdym kroku. Życie jest niebezpieczne – wszystko uległo promieniowaniu. Czasem jednak nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać. Na przykład gdy kura zniosła normalne, zdrowe jaja, wszystkie zniszczono, kurę zabito i odprawiono zaklęcia, by plugastwo się nie rozprzestrzeniło. Poza tym ludzie święcie wierzą w Kysia – stwora żyjącego w lesie. Kogo wybierze sobie na ofiarę, dla tego już nie ma ratunku.

„Kyś” nie jest wbrew pozorom powieścią katastroficzną, ostrzeżeniem przed wybuchem nuklearnym. Myślę, że spokojnie można przypiąć tej książce łatkę antyutopii, ale mimo to jest ona przede wszystkim satyrą na Rosję i rozliczeniem się z jej historią. Społeczeństwo żyje tu pod jarzmem dyktatora – Fiodora Kuźmicza, niech się sławi imię jego, oby żył długo. Ludziom wmawia się, że jest on największym bohaterem ludzkości. Ludzie są okłamywani, utrzymywani w niewiedzy, w zacofaniu. Jest też inteligencja reprezentowana przez Dawnych, ale woli się nie wychylać. Natomiast Fiodor Kuźmicz odcina kupony od osiągnięć ludzkości przed Wybuchem. To on jest między innymi odkrywcą koła i podaje się za autora wszystkich wierszy i książek.

Bo tak, proszę państwa, w tym zacofanym świecie są też książki. Przetrwały Wybuch. I nimi zajmuje się główny bohater „Kysia”, Benedikt. Pracuje przepisując książki, rzekome dzieła Fiodora Kuźmicza, niech się sławi imię jego. Książki stanowią jednak prawdziwy skarb, bo choć niektórzy mają egzemplarze z czasów przed Wybuchem, to nieuświadomieni ludzie robią z nich zgoła nieliteracki użytek. Albo palą, by nie napytały im jakiejś biedy. Nasz Benedikt trafia jednak do sporej biblioteki, a tym samym odkrywa w sobie ogromną namiętność do czytania.

Książek starodawnych teść ma cały skład. Kiedy Benedikt tam się dostał – jejkuuu! Oczy mu się rozbiegły, nogi ugięły, ręce zatrzęsły, a w głowie pomrok zrobiła. Izba taka przestronna, na najwyższym piętrze i z oknami, a wzdłuż ścian cięgiem książki; półki, półki, a na półkach jeno książki, książki, książki! I duże, i małe, i wszelakie. Niektóre całkiem jak rączka, a bukwy w nich wielgie. A insze duże, bukwy zasię małe. W niektórych książkach są obraziki, i to nie zwyczajne, ale kolorowe! Jak Boga kocham, kolorowe!

Benedikt jest jednak, powiedzmy sobie szczerze, dość tępy. Czyta książki tonami, ale ich nie rozumie. I nawet nie chce zrozumieć. Książki są towarem deficytowym i chęć ich zdobycia pchnie go do różnych, niekoniecznie chwalebnych czynów. Benedikta lektura nic jednak nie nauczy. Jego miłość do literatury niezbyt odróżnia go od reszty prymitywnej społeczności. Porządki w księgozbiorze też są godne pożałowania: Marinina na zasadzie dziwnych skojarzeń może stanąć tuż obok przepisów na marynaty. Co nieco Benedikt też po swojemu poprawi:

Ale taka „Sztuka”, cóż to za „Sztuka”? W środku baby gołe. Pewnikiem to błąd, powinny być „Sztuki”. Teresio nazywa tak napotkane dziewczyny. Benedikt atrament z rdzy sporządził, patyczek zastrugał, zrobił porządek, wszystko poprawił.

Powagę książki autorka świetnie rozładowuje genialnym humorem. Wszystko tu jest trochę komiczne, absurdalne. Niejednokrotnie śmiałam się w głos. No i jeszcze styl! Wprost genialny, pełen archaizmów i neologizmów. Autorka wykazała się przy jego tworzeniu ogromną kreatywnością i sprawnością językową.

Tatiana Tołstoj (czyż to nazwisko nie zobowiązuje?) rozłożyła mnie na łopatki. "Kyś" stanowi bardzo szerokie pole do interpretacji, jest pełen aluzji i metafor. Rewelacyjna powieść.

-----------------------------
Kup "Kyś" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

11 komentarze

  1. Takiej książki właśnie potrzebuję:). Zdecydowanie wpisuję na listę. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam Mistrza i Małgorzatę i wydaje mi się, że "Kyś" jest dość podobny. Na razie sobie odpuszczę, ale w przyszłości... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podpisuję się pod twoim zachwytem! Dodatkowo zwrócę jeszcze uwagę na mistrzowski przekład oddający specyfikę języka i nieprzekładalność tytułów rozdziałów w postaci nie "ałfawitu" ale "azbuka". Z porównaniem do "Mistrza i Małgorzaty" byłabym ostrożna, to zupełnie inna powieść.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaciekawiłaś mnie. Jak kiedyś wypatrzę w bibliotece, to wypożyczę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mnie zaciekawiłaś, tego typu tematyka od zawsze mnie interesowała. Pozostaje tylko poszukać książki

    OdpowiedzUsuń
  6. Dusia,
    "Mistrz i Małgorzata" nie ma zbyt wiele wspólnego z "Kysiem". Chyba tylko to, że to książki rosyjskie...

    clevera,
    przekład na pewno jest świetny. Przetłumaczyć taką książkę musi być bardzo ciężko, a efekt jest znakomity.

    OdpowiedzUsuń
  7. O.O chyba takiej książki ostatnio potrzebuje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Potwierdzam, książka świetna. I rzeczywiście to zupełnie inna książka niż Mistrz i Małgorzata.

    OdpowiedzUsuń
  9. Och, zapomniałam o niej, a kiedyś chciałam przeczytać :). Dziękuję za przypomnienie i utwierdzenie w tym przekonaniu :).

    OdpowiedzUsuń
  10. A Ty mnie rozwaliłaś swoją recenzją. I dobiłaś, bo znowu muszę coś zapamiętać ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Teraz właśnie ją czytam i mam nadzieję, że będę tak zachwycona jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy