"Ulica marzycieli" Robert McLiam Wilson

19:29


Zdarza się tak, że miejsce akcji w książce przestaje być tylko tłem, a zaczyna pełnić rolę niemal równorzędną z głównymi bohaterami. Tak jest i w „Ulicy marzycieli” – duszą tej powieści jest Belfast. Tutaj, w niebezpiecznej stolicy Irlandii Północnej, bohaterowie przeżywają swoje barwne, głównie miłosne, perypetie.


„Wszystkie opowiadania traktują w gruncie rzeczy o miłości”. Tak właśnie brzmi pierwsze zdanie i niewątpliwie jest w nim trochę prawdy. „Ulica marzycieli” nie jest jednak romansem w klasycznym tego słowa znaczeniu. To opowieść o ludziach i o życiu. Przez pryzmat codziennych doświadczeń bohaterów widzimy problemy na o wiele większą skalę. Mija pół roku odkąd Jake rozstał się ze swoją dziewczyną Sarą i jakoś do tej pory nie może się pozbierać. Tym bardziej, że podrywanie mu nie idzie, wszystkie dziewczyny jakoś szybko się do niego zrażają. Do tego pracuje w firmie windykacyjnej i wprost nie znosi swojej roboty. Doskonale natomiast zaczyna się powodzić jego najlepszemu przyjacielowi Miśkowi. Nie tylko nagle odkrywa w sobie nadzwyczajną smykałkę do interesów, co pozwala mu szybko zbić duże pieniądze, ale poznaje też piękną i inteligentną Amerykankę, która, o dziwo, jest zainteresowana grubym i niepozornym Irlandczykiem.

Jednak za tą rozrywkową fabułą kryją się tematy o wiele poważniejsze. Belfastem, jak i całą Irlandią Północną trzęsą poważne konflikty. Zamieszki, strzelaniny, wybuchy bombowe – według narratora, Jake’a, wszystko to jest tutaj na porządku dziennym. I chociaż sugeruje, że nikogo to nie dziwi, że wszyscy mieszkańcy są do tego przyzwyczajeni, że każdy zdaje sobie sprawę, iż może się znaleźć w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie, to jednak trudno pozostać obojętnym, gdy na ulicy giną niewinni ludzie. Opis wybuchu bombowego jest świetny – nie tylko obrazowy, sugestywny i przerażający. Ten wątek jest jakby boczną, ślepą uliczką – bo nie ginie w nim żaden bohater książki, bo wybuch nie ma większego znaczenia dla fabuły. A jednak autor czyni go poruszającym, bo w pełni uświadamia bezsens tych śmierci, bo przybliża nam historie ludzi, których życie zostało tak brutalnie przerwane.

Mimo to „Ulicę marzycieli” polecam na poprawę humoru. Myślę, że to idealne lekarstwo na wszelkie chandry, smutki i smuteczki. Książka nie karmi nas tanim optymizmem, a jednak wywołuje na twarzy mimowolny uśmiech. Jest śmieszna i poważna równocześnie. Czasem ironiczna lub absurdalna, czasem brutalna, a nieraz romantyczna i trochę sentymentalna. Wilson wrzucił do swej powieści tak wiele, że trudno uwierzyć, że udało mu się to wszystko idealnie wyważyć. Wspomniany wybuch bombowy może przerażać swoim tragizmem, ale zapewniam, że czytelnik szybko ma okazję, by pękać ze śmiechu. Mogła wyjść z tego banalna książka o perypetiach miłosnych. Mogła. Ale Wilsonowi udało się stworzyć coś naprawdę dobrego i wartościowego. I nawet można mu wybaczyć, że wszystko kończy się troszkę jak w komedii romantycznej. Co tam! Ważna jest niekwestionowana przyjemność czytania. „Ulica marzycieli” to powieść inteligentna, błyskotliwa i ciepła.

Udają się też autorowi sylwetki bohaterów, którzy nie są idealni i cukierkowi, ale dają się lubić. Jake to taki wrażliwy twardziel – potrafi przyłożyć, potrafi wyzwać od najgorszych. Ale gdy trzeba, sprzeda telewizor, wieżę i radio, by kupić łóżko dla obcej, chorej kobiety. Albo pojedzie kilkadziesiąt mil, by przeprosić. A opisany trochę kpiąco Misiek? To też ciekawa postać, która jednak przede wszystkim śmieszy (można tu wspomnieć choćby jego perypetie z papieżem).

„Ulica marzycieli” jest o zwykłych ludziach, o zwykłym życiu. Ale Wilson pisze o tym barwnie, nietuzinkowo, z pomysłem, mądrością i wielkim humorem.

--------------------------
Kup "Ulicę marzycieli" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

22 komentarze

  1. Bardzo mi się podoba tytuł - "Ulica marzycieli".
    Ciekawa pozycja, lubię opowiadania :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam tę książkę jednym tchem. Uwielbiam ją i jej bohaterów.
    Sięgnęłam po inną pozycję tego autora "Zaułek łgarza" ale niestety, to nie to co "Ulica marzycieli".

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ją w planach i jak znajdę gdzieś w księgarni to kupię. Niech stoi na półce i czeka:).
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tytuł fajny, ale zawartość raczej mnie nie pociąga. Na razie mam dość romansów, ale kiedyś... być może :):)

    OdpowiedzUsuń
  5. O, mam nawet ochotę na odrobinę normalności, która miałaby tchnąć we mnie nieco optymizmu. Wezmę ją więc pod uwagę, penetrując półki w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha! Wiedziałam, ze to czytałam, wiedziałam, ze mam to na półce - i znalazłam! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak jak praktycznie każdy, uważam tytuł za bardzo fajny. Co do zawartości, chętnie bym się przekonała- trudno na podstawie recenzji już oceniać książkę!

    OdpowiedzUsuń
  8. Coś pogodnego i inteligentnego zarazem - zawsze;). To miły odpoczynek po czytelniczych niewypałach (na które ostatnio zbyt często trafiam).

    OdpowiedzUsuń
  9. "Ulica marzycieli jest o zwykłych ludziach, o zwykłym życiu. Ale Wilson pisze o tym barwnie, nietuzinkowo, z pomysłem, mądrością i wielkim humorem." - Te zdanie mówi za siebie wszystko ;P Z chęcią przeczytam tą książkę, jeżeli nadarzy się taka okazja ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. Sądzę, że mogłaby mi się spodobać, więc jak znajdę, to przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że to coś idealnego dla mnie. Rozejrzę się w bibliotece. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dotychczas ze zbiorów opowiadań czytałam tylko "Księgę innych ludzi" pod readkcją Zadie Smith, dzięki któremu poznałam wielu naprawdę interesujących pisarzy młodego pokolenia i zdecydowałam się sięgnać po ich książki. Ot, na przykład Hari Kunzru - wcześniej nigdy o nim nie słyszałam.
    Oprócz tego, bywają często w Empiku, udało mi się przekratkować cały drugi tom zbioru "McSweeney's" pod redakcją Dave'a Eggersa, któy również był wspaniały.
    Nigdy natomiast nie czytałam zbioru opowiadań, który faktycznie byłby spięty jakimś teamtem. "Ulica marzycieli" wygląda mi na całkiem ciekawe czytadło. Może kiedyś sięgnę, ale na pewno nie teraz, kiedy muszę męczyć się z dość kiepskimi lekturami na konkurs.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Elina i Sables,
    ale to wcale nie są opowiadania! Zastanawiałam się, w którym miejscu napisałam coś takiego i już wiem - w błąd może wprowadzać zacytowane przeze mnie pierwsze zdanie powieści. Na pewno o wiele lepiej pasowałoby tam słowo "opowieści", ale tak właśnie było w książce. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Gdzieś już otarłam się o tę książkę. Muszę sobie tylko przypomnieć gdzie i kiedy - koniecznie, bo bardzo mnie zaciekawiła Twoja świetna recenzja.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Akcja w Belfaście? Koniecznie muszę przeczytać, zwłaszcza, że klimat, który opisujesz, to przemieszanie tragicznych sytuacji z humorem i ciepłem strasznie kojarzy mi się właśnie ze znajomymi z Belfastu :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam w planach, jestem bardzo ciekawa tej książki :).
    Jakby co, tutaj karus96 z book-love.blog.onet.pl, obecnie przeniosłam się na books-silence.blogspot.com, więc jakbyś mogła, zmień proszę w linkach ;).
    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Po twojej recenzji, jeśli się z nią spotkam to z wielką chęcią przeczytam :) Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  18. Zapowiada się bardzo ciekawie. Myślę, że przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  19. To mógłbym przeczytać. Zapowiada się ciekawie. Ciekawa recenzja. Zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Moja ukochana książka, absolutnie nie romans, choć o miłości ;) To książka o wszystkim, o przyjaźni, o wojnie, o uprzedzeniach, o terroryźmie, o rodzinie, o życiu i o Belfaście! Ta książka sprawiła, że wybrałam się zwiedzić Belfast i przespacerować się po Eureka Street :) Polecam!

    OdpowiedzUsuń
  21. Dziękuję! Zachęciłaś mnie do tej książki i okazało się, że jest genialna! Polecam ją teraz wszystkim znajomym. Dzięki za cały blog - nie tylko ciekawe podpowiedzi czego szukać na półkach, ale także przyjemność czytania dobrze i poprawnie (a to już rzadkość) napisanych recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetna książka. czytałam ją kilka lat temu i też polecam.

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy