
Kiedy ja ostatnio przeczytałam jakiś kryminał? Hmm... nie wiem, ale na pewno dawno. Trafiały się książki, które można by podpiąć pod ten gatunek, ale trzeba przyznać, że od co najmniej półtora roku do kryminałów mnie w ogóle nie ciągnęło. A to dlaczego? Wcześniej przecież trochę czytałam. I co? Znudziły mi się? Stwierdziłam, że to jednak nie mój typ literatury? A może uznałam, że szkoda czasu? Szczerze mówiąc, sama nie wiem. Ale wreszcie się przełamałam i kryminał przeczytałam – dość typowy, ale na pewno bardzo dobry. I dochodzę do wniosku, że muszę się jednak przeprosić z tym gatunkiem.
Główna bohaterka i pracownica moskiewskiej milicji, Anastazja Kamieńska dzień przed swoim ślubem otrzymuje anonimowy list: „Nie rób tego, bo pożałujesz”. Jest przekonana, że ma to związek z poprzednią sprawą – właśnie przez przypadek odkryła, że alibi człowieka oskarżanego o gwałt jest nieprawdziwe. Ale niespodziewanie w urzędzie stanu cywilnego przytrafia się tragedia – zostaje zastrzelona panna młoda. Wkrótce okazuje się, że to samo stało się w innym miejskim urzędzie. A Anastazja nie była jedyną kobietą, która przed ślubem otrzymała taki anonim...
Zawsze lubiłam poszukiwanie zabójcy, to najważniejsze pytanie: „kto zabił?”. A najbardziej chyba lubiłam końcowe zaskoczenie. To, że nie zgadłam było nieważne, bo przez to frajda czytania była jeszcze większa. Jeśli autor, jak zwykle, wywiódł mnie w pole, to końcówka i rozwiązanie zagadki były niesamowicie ekscytujące. I trochę żałuję, że tym razem tego mi zabrakło. Chociaż Marinina dość zgrabnie myli tropy i wprowadza coraz to nowe postacie, które teoretycznie mogłyby zabić, to tym razem nie dałam się zwieść. Podejrzenie wpadło mi do głowy wkrótce po zabójstwie, a w miarę rozwoju akcji systematycznie się w nim utwierdzałam. To nie jest przecież wielki błąd. Ale jak to tak? Przejrzałam książkę już na pięćdziesiątej stronie? Fakt, oczywiście nie całkiem, ale zabójcy się domyślałam, a potem byłam niemal pewna. To trochę tak jakby ktoś mi przedwcześnie zepsuł dobrą zabawę. Ale nie, to nie do końca prawda. Przecież, tak czy owak, przy książce Marininy bawiłam się świetnie. „Śmierć i trochę miłości” czyta się we wprost zawrotnym tempie i z niemałą przyjemnością.
Tym bardziej, że autorka nie ogranicza się tylko do zagadki i rozwija także wątki poboczne. Bez przesady i z umiarem (tak, że absolutnie nie hamuje akcji) opisuje niemal każdą postać, która pojawia się podczas śledztwa. Dobrze znamy ich charaktery, motywacje, historie życiowe. Marinina, choć skupia się na zagadce, idzie też bocznymi torami, co wychodzi książce na dobre. Troszkę tu obserwacji społecznych, nieco poplątanych i często nieszczęśliwych ludzkich losów. „Śmierć i trochę miłości” nie kończy się różowo, bo „zły” morderca został ujęty. Tutaj zabójcy możemy nie tylko współczuć, ale też go niejako polubić i zrozumieć.
To zgrabnie poprowadzona i napisana powieść. Nada się świetnie, jeśli macie ochotę na wciągającą i niezbyt wymagającą, a przy tym dobrą i niegłupią książkę. A ja? Chyba rozejrzę się za jakimś kolejnym kryminałem.
Dla mnie mistrzynią kryminałów pozostaje na wieki Agatha Christie, ale też od dawna nic z tego gatunku nie czytałam, i chyba dalej nie mam ochoty.
OdpowiedzUsuńKryminały rzadko czytam, ale kto wie? Jak dorwę ją w bibliotece to na pewno spróbuję :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńZa kryminałami nie szaleję, ale te autorstwa pani Christie czytam z przyjemnością. Jeśli gdzieś zobaczę, pewnie przeczytam i ten :)
OdpowiedzUsuńSama już dawno nie czytałam żadnego kryminału, więc najwyższy czas to zmienić. Myślę jednak,że chyba wybiorę Christie.
OdpowiedzUsuńA ja książkę Marininy miałam nawet w ręce, ba, miałam ją już w domu, wypożyczoną. Ale jakoś ochota na lekturę mi przeszła, przeleżała u mnie miesiąc, termin upłynął, książkę trzeba było oddać. Choć nie wykluczam, że kiedyś przeczytam coś jej autorstwa :)
OdpowiedzUsuńZ tego co wiem w bibliotece jest Zabójca mimo woli tej autorki. Może zobaczę, bo tak jak ty kryminałów dawno nie czytałam
OdpowiedzUsuńNo co Ty? Dla mnie połowa frajdy to odgadnięcie kto zabił albo kto jest winny. Jak autor nie daje tej szansy, to znaczy, że nie jest fair wobec czytelnika, nie podaje wszystkich śladów i to nie kryminał tylko jakaś głupia sensacja. ;)
OdpowiedzUsuńA poważniej, to z kryminałów polecam cykl Donny Leon o komisarzu Brunettim (świetny i w Wenecji), naszego Joe Alexa jeśli jeszcze nie czytałaś, a z innej beczki Ellis Peters i jej braciszka Cadfaela. Moda na skandynawskie jakoś mnie nie przekonuje. U nich wszystko jest do granic przemrocznione, a wątek kryminalny utyka pod stertą polityki i przygnębienia — przynajmniej takie miałam wrażenia.
Esencja,
OdpowiedzUsuńAgathę Christie kiedyś czytywałam namiętnie, ale mi się znudziła. ;)
Ysabell,
pewnie, jeśli zabójcą okazuje się najmniej prawdopodobna osoba, a autor w ogóle nie daje szansy na rozpracowanie zagadki, to to też nie jest dobrze. Ale tutaj to było chyba aż za proste... :)
Joe Alexa akurat czytałam. O pozostałych cyklach też coś chyba słyszałam, ale słabo - rzeczywiście nie jestem w temacie ;) Mimo wszystko mam ochotę na te skandynawskie. Może Mankell?
brzmi świetnie :D
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że ja też kryminałów nie uwielbiam i czytam nieczęsto, ale nie warto całkowicie ich wykluczać- niekiedy zdarzają się pozycje naprawdę dobre.
OdpowiedzUsuńKryminały cały czas czekają u mnie na odkrycie.
OdpowiedzUsuńI doczekają się..:)
uwielbiam Marininę!
OdpowiedzUsuńMarinina i jej książki dopiero przede mną, ale ja dla odmiany mam lekki przesyt kryminałów w ostatnim czasie ;)
OdpowiedzUsuńAle skoro masz ochotę na więcej, to może Camilleri'ego sobie spróbuj? Taka literacka perełka ze zgrabnie nakreślonym tłem obyczajowym Sycylii, odpowiednią dawką humoru i erudycji. Zupełna odmiana :)
Zaczęłam czytać twoją recenzję i sama zastanawiam się kiedy ostatnio czytałam kryminał... A opis, który nam przedstawiłaś tak strasznie mnie zachęca.... Jak znajdę czas postaram się przeczytać ;P
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńRzadko czytuję kryminały ,ale powiem szczerze,że zachęciłaś mnie do nabycia jakiegoś egzemplarza z tego gatunków , jeśli się zgodzisz chętnie umieszczę twój blog w linkach.
OdpowiedzUsuńhttp://podwojne-zycie-z-ksiazka.blogspot.com
Przeczytałam ostatnio kryminał Mankella z tej serii i podobnie jak Ty stwierdziłam, że czytanie kryminałów to całkiem dobry pomysł.
OdpowiedzUsuńNarobiłaś mi ochoty na kryminał :). Dostałam ostatnio w prezencie "Niespokojnego człowieka" Mankella, może czas się za niego zabrać?
OdpowiedzUsuńSwoją drogą, wywołałaś między moją przyjaciółką a mną ciekawą dyskusję, pt."czy książka może być niegłupia i niezbyt wymagająca, a skoro jest niegłupia, to czy nie oznacza to, że jednak czegoś wymaga?". Dyskusja zeszła nieco z toru, ale wciąż jej fundamentem jest odbiór lektury przez czytelnika ;).
Pozdrawiam!
Rapsodia,
OdpowiedzUsuńto w sumie miło, że mój wpis wywołał jakąś dyskusję. ;) To literatura rozrywkowa, więc niewymagająca. Ale literatura rozrywkowa może być dobra lub beznadziejna. Według mnie to, co nie wymaga wielkiego wysiłku intelektualnego nie musi być głupie. :)
jak chodzi o kryminał polecam "WSPOLNICY" P.J. Tracy
OdpowiedzUsuńrewelacja- tez bedzie trudno sie o
oderwac i z wypiekami czekac na odpwiedz "kto zabil?"
A. Marinina należy do grona moich ulubionych pisarzy.Nastkę polubiłam od pierwszego wejrzenia bo jest taka prawdziwa.
OdpowiedzUsuń