"Rosyjski romans" Meir Shalev

12:10


“Rosyjski romans” jest jak jedna wielka opowieść. Albo nie: jak setka opowieści. Jedna w drugiej, po pierwszej następna. W dodatku snuje je zdolny gawędziarz, który doskonale zna się na rzeczy. Wie, jak zaciekawić słuchających, jak przykuć ich do foteli, jak stworzyć odpowiedni klimat. Wystarczy się tylko dobrze wsłuchać.

Książka mówi o niewielkiej wiosce w Izraelu. Ta rolnicza osada została założona przez pionierów, którzy przybyli do Palestyny na początku XX w. Wśród nich był dziadek narratora Barucha – Mirkin. I cóż tu więcej pisać? Nakreślenie zarysu fabuły byłoby chyba zadaniem ponad moje siły. Trudno byłoby wyróżnić główny wątek. W „Rosyjskim romansie” nie ma początku ani końca opowieści. Tak jak w życiu. Jest to po prostu książka o ludziach, o mieszkańcach tej rolniczej osady. O ich wzlotach i upadkach, słabościach, upodobaniach, pragnieniach, miłościach.

-Ziemia Izraela – powiedział do mnie. – Nie uda Ci się tu nigdy cisnąć kamieniem, żebyś nie trafił albo w święte miejsce, albo w szaleńca.[1]

Powieściowa wioska jest zaludniona naprawdę ciekawymi postaciami. Shalev w kreowaniu swoich bohaterów okazał się mistrzem. Znajdziemy tu bardzo wiele niezwykłych osobowości, które książkę ubarwiają i ożywiają. Na „szaleńców” też trafimy, prawie każdy ma tu swoje dziwactwa. Jak Meszulam, który postanowił stworzyć muzeum osadnictwa i kolekcjonuje nietypowe eksponaty. Jak staruszka Tonia, która wciąż przesiaduje przy grobie swojego zmarłego ukochanego. Jak Efraim, który nosił na ramionach swego najwierniejszego przyjaciela – wielkiego byka Jeana Valjeana. Każdy z nich ma barwny charakter i swoją własną historię, którą poznajemy zazwyczaj stopniowo, w odstępach, dopiero po pewnym czasie wgłębiając się w szczegóły. Losy niektórych śledzimy od urodzenia lub młodości aż do starości i śmierci. Bo przecież także tutaj wszystko przemija, czas nieubłaganie mknie do przodu, a kolejne osoby odchodzą na zawsze z tego świata. Znamiennym elementem powieści jest Miejsce Spoczynku Chaluców, cmentarz, gdzie jako pierwszy został pochowany Mirkin. Teraz Baruch czerpie spore zyski, chowając Ojców Założycieli, a wielu mieszkańców patrzy na to ze złością.

Powiedział mi kiedyś Meszulam, że do wszystkiego co się zdarzyło w Dolinie, istnieje więcej wersji, niż było osób działających. [2]

Wydarzenia w „Rosyjskim romansie” płyną powoli, niespiesznie, jakby niósł je łagodny strumień. Wystarczy dać mu się unieść, popłynąć z prądem tej, zdawałoby się, nieskończonej opowieści. Pamięć ludzka płata jednak figle i czasami, gdy każdy mówi coś innego, trudno się rozeznać, co jest prawdą. Ale wcale nie jest to potrzebne. Wiele wersji czyni historię jeszcze ciekawszą. Zbędna okazuje się też chronologia, bo „Rosyjski romans” czyta się, jakby słuchało się opowieści wielu osób. Każdy może dopowiedzieć coś ciekawego, kolejne osoby dodadzą smakowite szczegóły.

Wspomniany już Efraim bez wysiłku dźwiga ogromnego byka, Daniel Lieberson jako niemowlak zakochuje się w Ester Mirkin, a kot Bułhakow wykazuje się niemałą złośliwością. Książkę przyprawiono do smaku małą szczyptą fantazji. Elementy magiczne nie wysuwają się na pierwszy plan, pozostają z tyłu i generalnie nie robią zamieszania. Ale są. I to one tworzą klimat „Rosyjskiego romansu”. Chociaż powieść Meira Shaleva jest swego rodzaju kroniką, czyli formą z gruntu realistyczną, to jednak momentami przypomina baśń.

Ciepła i barwna opowieść. Czuję ogromną sympatię do bohaterów, do tego miejsca, do autora, który swoimi słowami zabrał mnie w cudowną podróż i pokazał mi tę baśniową, choć czasami trudną, rzeczywistość. „Rosyjski romans” jest wart przeczytania, wart zaczytania się.

[1] Rosyjski romans, Meir Shalev, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2010, str. 59
[2] str. 177

------------------------------------
Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Muza.
Książka dostępna TUTAJ.

Polecane posty

17 komentarze

  1. Całkiem ciekawie , ale chyba nie dla mnie ,

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się ciekawie. Niestety nigdy nie słyszałam o autorze powieści. Lubię takie gawędziarskie historię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam o tej książce i chyba jej sobie nie odmówię ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie słyszałam o tej książce ale jak ją spotkam to z ochotą przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Literatura rosyjska bardzo mnie intryguję i to moje wyzwanie na przyszły rok- czytać więcej rosyjskiej prozy, wpisuję zatem na listę

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz słyszę o tej książce i choć nie jestem jakoś bardzo pozytywnie do niej nastawiona, to może jednak się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam wrażenie, że posiadasz jakiś dar, dzięki któremu cały czas trafiasz na dobre książki. :) Z pewnością rozejrzę się za "Rosyjskim romansem" zwłaszcza, że do literatury rosyjskiej jakoś mi nie po drodze - czas to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaintrygowałaś mnie tą książką, bo wcześniej o niej nie słyszałam. Z pewnością zwróciłabym uwagę, choćby przez przymiotnik "rosyjski" w tytule (jednak z tego co piszesz to sama powieść niewiele z Rosją ma wspólnego).
    Dziękuję za polecankę.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. W najbliższych planach mam "Chłopca i gołębia". Narobił mi Shalev apetytu.

    OdpowiedzUsuń
  10. LOTTA,
    ale w tej książce rosyjski jest tylko tytuł. Reszta na wskroś izraelska ;)

    Liliowa,
    Twój komentarz kazał mi się zastanowić, czy nie jestem za mało krytyczna w ocenie książek. :) Może, może trochę tak. Zdecydowanie więcej książek, które czytam, podoba mi się. Ale zauważyłam jeszcze jedną ciekawą rzecz. Przejrzałam listę książek przeczytanych w tym roku. Stwierdziłam, że wiele z tych, które niezbyt lub średnio przypadły mi do gustu, nie zostało zrecenzowanych. Być może wynika to z faktu, że chyba wolę pisać o pozycjach, które zrobiły na mnie jakieś wrażenie. Zazwyczaj mam wtedy więcej do powiedzenia. :) Przy okazji - "Rosyjski romans" został napisany po hebrajsku przez Izraelczyka.

    Claudette,
    racja, powieść nie ma wiele wspólnego ani z Rosją, ani z romansem. A wiele osób już się nabrało ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. hm, nie wiem, ale w życiu po okładce i po tytule nie wzięłabym książki do ręki. Po twojej recenzji chyba po zobaczeniu jej w bibliotece nie bałabym się tak niej :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie słyszałam o tej książce,a tytuł i okładka kojarzyły mi się raczej z czymś innym. Dzięki twojej recenzji nowa pozycja do mojej listy została dodana

    OdpowiedzUsuń
  13. Mimo że książka wydaję się być dobra i ciekawa, jest chyba nie dla mnie.
    Nie wiem czy pamiętasz, ale przeniosła bloga coolowe-ksiażki z onetu na blogspot, także zapraszam na http://in-the-imagination.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie słyszałam o niej wcześniej i choć wydaje mi się ciekawa, to nie jestem pewna czy przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  15. ciekawa okładka, a twoja recenzja bardzo mnie kusi:)

    OdpowiedzUsuń
  16. [spam] Po czterech miesiącach powróciłem. Zapraszam do mnie na "Czarnego Łabędzia", a wkrótce do udziału w ankiecie. Pozdrawiam ;)
    Gromadzik
    www.gromadzik.blogspot.com

    PS. Zmień z 'Świat tworzony... - Zmiana adresu' na aktualny :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziwne, że nigdy nie słyszałam o tej książce.
    Coś takiego chciałabym przeczytać... brzmi naprawdę ciekawie i przy okazji dowiedziałabym się trochę o Izraelu:)

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy