"Niebezpieczne związki" Pierre Choderlos de Laclos

21:39


„Niebezpieczne związki” po swojej pierwszej publikacji w 1782 wywołały prawdziwy skandal (a przy tym oczywiście świetnie się sprzedawały). Trudno się dziwić. Powieść ukazuje arystokrację francuską bez ogródek - wraz z jej rozwiązłością seksualną i brakiem zasad moralnych.


Młodziutka Cecylia de Volanges właśnie opuściła klasztor, w którym się kształciła i wkrótce ma wyjść za mąż. Narzeczony (którego dziewczyna nawet na oczy nie widziała) jest wrogiem pięknej i bezwzględnej markizy de Merteuil. Ta w ramach zemsty postanawia zdeprawować jego przyszłą żonę, zanim dojdzie do małżeństwa. Dlatego stara się namówić wicehrabiego de Valmont, aby uwiódł Cecylię. Ale Valmont, który lubuje się w gubieniu kobiet, znalazł już sobie inną ofiarę. Jest nią bogobojna i cnotliwa prezydentowa de Tourvel. Tymczasem panna de Volanges zakochuje się ze wzajemnością w kawalerze Dancenym.

Nieczęsto miałam styczność z powieścią epistolarną. Dwa, trzy razy? Może wolę zwykłą powieść, ale listy w „Niebezpiecznych związkach” sprawdzają się świetnie i wcale nie psują przyjemności czytania. Nie jest to bynajmniej szczegółowy opis tamtejszego społeczeństwa i jego obyczajów. Nie uświadczysz tu opisów miejsc, wyglądu postaci, czy krajobrazu. I to chyba dobrze. Bohaterowie piszą o sobie i o swoich uczuciach – czyli o tym, co przecież w „Niebezpiecznych związkach” jest naprawdę ważne. Zastosowanie tej formy przez autora daje nam jeszcze jedną dogodną sposobność – szybko przeskakujemy od listu do listu, od bohatera do bohatera i dzięki temu od razu poznajemy jedno wydarzenie z wielu perspektyw. Czasami trzeba się jednak przedrzeć przez pierwszą, wierzchnią warstwę – pięknego języka, pochlebstw, zawoalowanych informacji, by dopiero odkryć głęboko ukrytą prawdę.

Laclos potępia? Zgadza się z postępowaniem bohaterów? A może zachowuje dystans? Trudno powiedzieć. Wprawdzie intrygi markizy i wicehrabiego zostaną w końcu ukarane, ale los nie oszczędzi także pozostałych. Rozstrzygnięcie tej kwestii utrudniają dodatkowo przedmowy nakładcy i redaktora, które są w istocie mistyfikacjami – napisał je sam Laclos. I choć bohaterowie są tam wyraźnie krytykowani, to czuć w tym jakiś fałsz, zwykłą zabawę z czytelnikiem.

Intryga jest zaiste niezwykle zajmująca i „Niebezpieczne związki” potrafią dostarczyć sporo rozrywki. Są w nich momenty, które wywołują dreszczyk emocji i sprawiają, że w głowie czytelnika kołacze się uporczywe pytanie: „co będzie dalej?”. Kilka razy wydarzenia gwałtownie wstrząsną losami bohaterów i sytuacja, już na początku dość poplątana, stanie się wyjątkowo skomplikowana i niejednoznaczna. Zresztą to, co najważniejsze odbywa się w bardzo małym kółku. W gronie najważniejszych bohaterów jest pięć osób: markiza Merteuil, Valmont, madame Trouvel, Cecylia Volanges i Danceny. To między nimi będą odbywać się wszelkie gry miłosne, reszta postaci to jakby dodatki do całości. Nie można mówić o jakiejkolwiek jednoznaczności - związki między bohaterami są tak zagmatwane, a bohaterowie tak nieprzewidywalni. Można by powiedzieć, że mamy dwóch „złych”: markizę i wicehrabiego. Ale pozostali aniołami też nie są. W końcu tylko madame de Trouvel przez całą książkę wytrwa w wiernej miłości do jednego człowieka.

No i trzeba powiedzieć, że sylwetki postaci są nakreślone wprost genialnie. Szczególnie trzy: przebiegła intrygantka markiza, uwodziciel Valmont i pozornie niewinna Cecylia, którą można bardzo łatwo manipulować. Markiza de Merteuil jest ciekawa głównie ze względu na swoją niezwykłą zdolność do gry, snucia wymyślnych i skomplikowanych intryg, tworzenia pozorów. Valmont i Cecylia mogą z kolei zaskoczyć czytelnika. Bo tak jak związki między bohaterami, skomplikowane są też ich charaktery. Pierre de Laclos nie szufladkuje z góry i z całą mocą pokazuje niejednoznaczność każdej postaci.

Dzisiaj „Niebezpieczne związki” zapewne nie gorszą już tak jak dawniej, ale wciąż potrafią wywołać wiele emocji. Warto. Bo historia jest intrygująca. Bo ciekawa jest moralna niejednoznaczność tej książki. Bo to absolutna klasyka.

---------------------------------------
Kup "Niebezpieczne związki" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

33 komentarze

  1. Z kupnem "Niebezpiecznych związków" noszę się już od dawna, ale chyba będę musiała przyspieszyć :D W końcu klasykę wypada znać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ekranizację oglądałam - wielce interesująca :) . Ale z książką nie miałam jeszcze do czynienia, a pasowałoby :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedna z moich ulubionych powieści (i to nie tylko wśród tych epistolarnych). Na zachętę powiem, że ekranizacja nie tylko dorównuje pierwowzorowi, ale chyba nawet go przewyższa...

    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Niebezpieczne związki" to jedna z moich ulubionych powieści, czytałam ją wielokrotnie wiele lat przed jej najsłynniejszą ekranizacją z Glenn Close, Michelle Pfeiffer i Johnem Malkovichem (widziałam też inne wersje). Ogólnie rewelacja!!
    Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Akurat idealnie pasuje mi do wyzwania klasycznego. No i zaciekawiłaś mnie bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja przyznam, że po genialnym filmie książka mnie bardzo rozczarowała. Nie czułam tych samych emocji, nie czułam dwuznacznego charakteru Markizy pokazanej w ekranizacji. Męczyłam się bardzo z czytaniem tych listów.

    OdpowiedzUsuń
  7. Może kiedyś, ale przed Twoją cudowną recenzją nigdy o niej nie słyszałam. :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę się przyznać, że nie znam tej książki ;P Ale recenzja jest napisana świetnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niezwykle klimatyczna, cudowna :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam, czytałam, masz rację totalna klasyka! Świetna rzecz :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę w końcu przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. książka raczej nie w moim stylu..

    OdpowiedzUsuń
  13. Klasyki to ja za dużo nie czytam, ale niedługo muszę to nadrobić

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam dawno, ale nawet kilka razy - uwielbiam i książkę, i film. Mam takie stare wydanie w domu - piękne.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nigdy wczesniej nie słyszałam, ale po przeczytaniu recenzji stwierdzam, że muszę przeczytać, szczególnie, że bardzo lubię klasykę. Forma listu też wydaje się ciekawa...

    OdpowiedzUsuń
  16. Książka raczej nie dla mnie, nie przepadam za takim typem literatury. Oczywiście nie wykluczał sięgnięcia po ową literaturę, ale z pewnością w najbliższym czasie nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej, bardzo podoba mi się Twój blog, choć w sumie jestem tutaj dopiero pierwszy raz :) Pozycje książkowe, jakie wybierasz wydają mi się być trafione i w zasadzie każdy może z tych opisów wybrać coś dla siebie. Może zamieszczę na moim blogu do Ciebie nawet linka :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Na pewno przeczytam, ale jeszcze nie wiem do końca kiedy:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Klasyka? Kojarzy mi się z wkacjami (chodzi o klsaykę). Może jest w bibliotece. Zobaczę. Książka doszła, dziękuję za życzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. kornwalia,
    ekranizację widziałam dopiero po przeczytaniu książki. I to w baaardzo krótkim odstępie czasu ;) Po prostu miałam niedzielę z "Niebezpiecznymi związkami" :D Według mnie i film, i książka są bardzo dobre.

    Hipciu,
    dziękuję. Takie komentarze niezwykle motywują ;)

    Patrycja Antonina,
    dlaczego się boisz? ;)

    zaksiążkowana,
    to dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Piękny granat... Zrobiło się bardzo klimatycznie :) Lubię niebieski :) A de Laclos należy do tych pisarzy, do których lubię sezonowo powracać. Dzisiaj coraz mniej tak poruszającej powieści, fakt faktem, że żyjemy w okropnym XXI wieku, ale istnieje paru pisarzy, którzy wciąż opisują przeszłe epoki. Moją ulubioną jest wiktoriańska Anglia ale i osiemnastowieczna Francja. "Niebezpieczne związki" spoglądają na mnie kusząco z półeczki, wkrótce po nie sięgnę :)

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Słyszałam o tej książce, zamierzam ją wciągnąć na moją listę "do przeczytania", a tym bardziej Twoja recenzja mnie do tego przekonała.
    Tymczasem, zapraszam Cię na mojego bloga, który dopiero się rozkręca http://moja-polka-z-ksiazkami.blogspot.com/ - ta sama tematyka. :)

    OdpowiedzUsuń
  24. już od dawna chcę się za nie zabrać, ale jak zwykle brakuje mi czasu. Muszę się jednak zmobilizować ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. A ja nie lubię klasyki. I na prawdę trudno mi się do niej przełamać, ale po komentarzach widzę, że najwyraźniej warto, a Twoja recenzja jest również pochlebna, więc chyba spróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie czytałam, ale wiem, że powinnam.
    Klasykę trzeba znać ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Może kiedyś po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  28. Czytałam ją parę miesięcy temu i trochę się przy tym umęczyłam... Nie jest to powieść zła, ale dla mnie jednak nieco zbyt toporna.

    OdpowiedzUsuń
  29. Mam w domu, chociaż nigdy się za to nie wzięłam... Może czas najwyższy to zrobić?

    OdpowiedzUsuń
  30. Ah tak klasyka... Kiedyś na pewno przeczytam, ale póki co nie mam na nią ochoty.

    OdpowiedzUsuń
  31. Fabuła i bohaterowie rzeczywiście są wykreowani świetnie, ale sama forma mnie znużyła.
    A ja za to widziałam "współczesną" ekranizację: Szkołę uwodzenia i zrobiła na mnie wrażenie.

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy