"Mgły Avalonu" Marion Zimmer Bradley

21:36


Okropnie niewygodnie czytało się tę książkę. W końcu powieść liczy sobie prawie 1350 stron, a została wydana w twardej oprawce, na idealnie białym papierze. A więc ciężkie to, nieporęczne, od dłuższego trzymania ręka boli. Lepiej nigdzie nie zabierać. Dźwiganie takiego ciężaru mogłoby jeszcze bardziej skrzywić mój kręgosłup. Ale co tam. Wszystko przetrzymałam, wszystko zniosłam. Bo „Mgły Avalonu” są wprost niesłychanie wciągające i mimo ogromnej objętości wcale się nie dłużą.

To chyba jedna z najbardziej znanych interpretacji legend arturiańskich. Któż nie słyszał o królu Arturze, jego wiernych rycerzach, Merlinie, okrągłym stole, czy świętym Graalu? Ale tym razem oddajemy głos kobietom – Igrianie, Morgianie i Gwenifer.

Był taki czas, kiedy wędrowiec, jeśli miał ochotę i znał choćby kilka tajemnic, mógł wypłynąć łodzią na Morze Lata i dotrzeć nie do Glastonbury pełnego mnichów, lecz do Świętej Wyspy Avalon, gdyż w tamtych czasach wrota łączące światy unosiły się we mgle i otwierały się wedle woli i myśli wędrowca. To właśnie jest wielka tajemnica, którą znali wszyscy światli ludzie w naszych czasach: tym, co człowiek myśli, stwarza wokół siebie świat, codziennie na nowo. [1]

O „Mgłach Avalonu” pisze się głównie w superlatywach. Ostrzegam od razu. Według mnie monumentalna powieść Marion Zimmer Bradley arcydziełem bynajmniej nie jest. Ba! Sądzę, że nawet określenie „bardzo dobra” to trochę za dużo.

Na pewno tkwi w tej książce magia. Chociaż przenika całą opowieść, to nieco szkoda, że znalazła się raczej na drugim planie. Podobny zresztą los spotkał rycerzy okrągłego stołu, walki i poszukiwanie świętego Graala. Na sam przód wysunęły się natomiast intrygi dworskie i liczne romanse. I zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że to wszystko jest na podstawie legend arturiańskich. Uświadamiam sobie, że Bradley nie wymyśliła sobie tego sama. Tak, wiem, wiem. Ale nagromadzenie intryg i wątków romansowych, a także ich charakter sprawił, że czasem zdawało mi się, iż czytam coś na kształt telenoweli. Może przyczyniła się do tego lekka forma? „Mgły Avalonu” prawie się „same czytają”. A wierzcie mi, romans goni za romansem. Telenowela czy nie, muszę się przyznać, że czytałam z ogromnym zainteresowaniem. Tylko że, skoro to już fantasy, chciałam w zamian za to więcej Avalonu. Więcej magicznych obrządków, czarów, kultu Bogini. Właśnie to te elementy były iście niezwykłe, magiczne i cudowne.

Głównym tematem książki jest konflikt chrześcijaństwa i religii pogańskich. Zdawałoby się, że to świetnie, zobaczymy co też Bradley ma do powiedzenia. Nie mam nic przeciwko krytyce księży, czy chrześcijaństwa. Łatwo mi zrozumieć oburzenie Morgiany, kapłanki Avalonu, jej niechęć do nowej wiary, która wyplenia jej własną religię. Można się było jednak zdobyć na przedstawienie sprawy w sposób w miarę obiektywny i sprawiedliwy. A w „Mgłach Avalonu” wszystko to wygląda czarno-biało. Bradley opisuje sytuację tendencyjnie i jednostronnie. Działa prosta zasada: wszystko, co ma związek z chrześcijaństwem jest głupie, bezmyślne, nieprawdziwe. Ot, taki przykład: wszyscy księża, bez wyjątku, to nie tylko fanatycy, ale też głupcy. W przeciwieństwie do druidów i kapłanek Avalonu – bo to są z kolei osoby światłe i wykształcone. Argumentacja przeciw chrześcijaństwu jest czasami wręcz śmieszna. Natomiast Morgiana jest do tego stopnia zacietrzewiona w walce przeciwko wyznawcom Chrystusa, że choć w całej książce piętnuje się zaślepienie chrześcijan, to słowo to idealnie pasuje także do głównej bohaterki.

Język jest raczej prosty. Taki, że gładko pcha akcję do przodu, a strony mijają wprost niepostrzeżenie. A to, że czasem trafi się na niezgrabne powtórzenie lub jakąś nieścisłość, można nawet wybaczyć.

Ale, ale. Już dość narzekania. Teraz będę tylko chwalić, bo „Mgły Avalonu” w gruncie rzeczy naprawdę mi się podobały. A godne uwagi i podziwu są na przykład postacie kobiece. W końcu naprawdę ich tu sporo. Też można by zarzucić pewną tendencyjność i zbyt proste podziały (kapłanki Avalonu są inteligentne, dwórki Gwenifer to idiotki), ale główne bohaterki są naprawdę ciekawie wykreowane, w szczególności Morgiana i Gwenifer. Bradley udało się stworzyć postacie barwne, ciekawe i wielostronne. Na polu interpretacji legend arturiańskich, „Mgły Avalonu” to też wręcz mistrzostwo. Już sam pomysł jest bardzo ciekawy i wart uwagi, a Bradley wszystko zgrabnie łączy i snuje opowieść umiejętnie i z wdziękiem. Szczerze mówiąc do tej pory, nie znałam legend arturiańskich prawie w ogóle (a to wielki błąd!), ale w trakcie czytania z ciekawości się dokształcałam, bo opowieści te zdały mi się niezwykle interesujące i magiczne, a więc na pewno warte dalszego zgłębiania.

I na koniec muszę trochę podważyć moje wcześniejsze słowa krytyki. Bo mimo wszystko jestem pod urokiem „Mgieł Avalonu”. Starałam się pisać trzeźwo, starałam się, aby moje uwagi nie zostały przyćmione przez czar, jaki rzuca ta książka na czytelnika. Bo prawda jest taka, że dałam się ponieść opowieści Bradley i z wielką przyjemnością odwiedziłam Kamelot, spotkałam Morgianę, Igrianę, Gwenifer, Vivianę, Artura i Lancelota. Z zachwytem przechodziłam przez mgły, by dotrzeć do zaczarowanej wyspy Avalon. Czytajcie śmiało, jeśli tylko macie ochotę wstąpić do wspaniałego, magicznego świata. Świata, którego już nie ma. To taka książka, przy której zapomina się o wszystkim innym i chce się tylko czytać, czytać i czytać.

[1] Mgły Avalonu, Marion Zimmer Bradley, Zysk i S-ka 2010, str. 7

------------------------------------
Kup "Mgły Avalonu" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

22 komentarze

  1. Witam!

    Fajna książka, czytałem ją kiedyś dawno temu i niewiele z niej pamiętam. Szkoda że nie podzielili jej na 2 tomy... Ciekawe ile ta cegiełka rzeczywiście waży:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymałam ją jakiś czas temu w ręku, fakt, nieporęczna. Trochę mam teraz mieszane uczucia po tym, co napisałaś. Taka schematyczność mnie jednak razi, no, ale nie mówię nie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie czytałam, objętość przeraża, ale Ty tak o niej piszesz... I mimo tych początkowych minusów to też bym chciała po nią sięgnąć, żeby przekonać się czy na mnie też wywrze takie wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niby książka dla mnie, ale czytam kolejną recenzję i nie mogę się do niej przełamać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ultramaryno, właśnie się zorientowałam, że Ty masz chmurkę z tagów na blogu! Szukałam kogoś z blogspota, kto mógłby mi wytłumaczyć jak to zrobić, bo nie mogę tego w gadżetach znaleźć. Pomożecie? :)
    A tak na marginesie, właśnie wyczytałam u Kali ile masz lat i jestem w szoku, pozytywnym oczywiście :) Mam uczennice w Twoim wieku :D Piszesz bardzo dorośle, nie mam nic do zarzucenia Twoim recenzjom, gratuluję takiej pasji i życzę dalszych sukcesów! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Już od dawna chcę przeczytać, kiedy to nadrobię nie wiadomo

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo, bardzo chcę ją przeczytać. Tylko ta cena mnie odstrasza.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja nie jestem zainteresowana legendami arturiańskimi, dlatego po "Mgły Avalonu" nie sięgnę. Może gdyby książka liczyła sobie mniej stron... Jednak 1350 to spora liczba. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To chyba pierwsze od dawna wydanie. Przez jakiś czas trudno było tę książkę zdobyć.
    Mnie sprawiła ogromną frajdę.

    OdpowiedzUsuń
  10. romanse i intrygi dworskie? właśnie przyszło mi do głowy, że tego teraz potrzebuję. przeczytałabym sobie chętnie toto. tylko nie mam skąd wziąć. może pożyczę od Ciebie kiedyś...?
    swoją drogą, nieźle się rozpisałaś w tej recenzji. ja już jestem tak zastała w pisaniu recek, że jak napiszę dwa akapity to pewnie będzie dobrze.
    ale to musi być fajne. bardzo mnie zachęciłaś tą recenzją.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedyś chciałam ją wypożyczyć, ale wygrała książka pt. " Dziecko Noego" ;P Może jeszcze przyjdzie na nią czas ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. podsłuch,
    ale dzielenia jednej książki na dwa tomy akurat też nie lubię ;) W tym wypadku chyba wolałabym miękką okładkę i gorszy papier. I książka byłaby dzięki temu tańsza, bo suma jest iście bajońska.

    Edith,
    wydaje mi się, że na większości wywiera wrażenie. A przynajmniej na kobietach ;)

    kornwalia,
    dziękuję za miłe słowa :)

    Vampire_Slayer,
    ta książka była już tak przeze mnie upragniona, że gdy została ponownie wydana, po prostu musiałam się wykosztować.

    Liliowa,
    też wcześniej legendy arturiańskie mnie nie interesowały. A po "Mgłach Avalonu" nawet bardzo.

    pikfe,
    tak, jeszcze niedawno ceny na allegro za stare wydanie dochodziły do 120 zł. Dobrze, że wreszcie wznowili.

    Tina,
    chętnie Ci pożyczę. Jak na moje ostatnie teksty ta recenzja to wprost ewenement. W końcu książka jest długa, to było o czym pisać ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Moje marzenie! Bardzo cieszę się, że wznowiono ten tytuł, bo ceny na allegro były niebotyczne. Rzeczowa i obiektywna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  14. bardzo bym chciała przeczytać, ale obawiam się, że nie zrobię tego wcześniej, niż we wakacje, bo teraz czytam głównie w pociągach, a dźwigać ze sobą to tomisko to trochę przesada ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wiem czy po nią sięgnę. Przeraża mnie jej objętość.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo mnie cieszy twoja pozytywna ocena tej książki, to jedna z moich ukochanych książek ;) Warta poświęcenia czasu i sił :))

    Pozdrawiam bardzo serdecznie :):)

    OdpowiedzUsuń
  17. Książkę widziałam, co nie jeste niczym dziwnym, bo trudno jej nie zauważyć. :)
    Jak dla mnie, na eksperyment, jest to za duża stawka, chociaż, chciałabym się z nią zapoznać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj Kobieto ... mogłam tego nie czytać, bo mój portfel znowu będzie płakał ;]
    Uwielbiam grubaśne książki, uwielbiam legendy arturiańskie i ta wspomniana przez Ciebie magia...
    Oj chyba się skuszę ;]

    OdpowiedzUsuń
  19. Aha i zapomniałam wspomnieć, że bardzo czekam na Twoją recenzję "Opętania" :)

    Zapraszam również do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Choć do świąt zostało jeszcze sporo czasu, to już wiem, co bym z chęcią zobaczyła pod choinką ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. I nie wiem co robić. Jedni namawiają, drudzy odradzają...
    ehhh

    OdpowiedzUsuń
  22. Jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam. Oczywiście chcę przeczytać jeszcze raz;)

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy