"Dług. Rozrachunek z ciemną stroną bogactwa" Margaret Atwood

18:18


W pięciu esejach Atwood, w dużej mierze zainspirowana zastraszającymi wiadomościami o światowym kryzysie, stara się szczegółowo omówić pojęcie długu i odpowiedzieć na wiele ciekawych pytań, dotyczących tego zagadnienia. Zastanawia się, czy branie i udzielanie kredytów jest grzechem. Przypomina, że każdy dług (a wcale nie musi chodzić o pieniądze!) ma wyznaczony termin spłaty. Rozważa znaczenie odkupienia i odpłaty, a także przywołuje dzieła literackie związane z długiem.


Szczera prawda jest taka, że od początku myślałam, że to nie mój temat. Dług? Zagadnienia ekonomiczne zupełnie mnie nie interesują. Toteż prawdziwym dla mnie błogosławieństwem okazał się fakt, że Atwood rozpatruje tę kwestię z przeróżnych stron. Dług nie został tutaj sprowadzony jedynie do niespłaconej pożyczki. Równie ważny jest w książce dług moralny, czy dług wobec naszej planety, Ziemi. Autorka szuka odniesień w przeróżnych dziedzinach. Ekonomia jest tylko jedną z nich, równie ważna okazuje się literatura, mitologia, religia, historia, czy biologia. Nie brak też własnych doświadczeń życiowych autorki. Powstaje z tego dość ciekawy miszmasz, raz udany mniej, raz bardziej. W wielu przypadkach spostrzeżenia są interesujące, trafne i wnikliwe, a sama autorka daje popis swojej erudycji i udowadnia, że naprawdę wgłębiła się w temat. Czasem jednak zastanawiałam się, czy Atwood nie drąży tam, gdzie akurat drążyć nie trzeba. Niektóre wnioski zdawały mi się zbyt daleko posunięte i zbudowane w sposób uproszczony, przytoczone przykłady nie do końca związane z tematem. Trzeba jednak Atwood przyznać, że jej rozpatrzenie pojęcia długu jest szczegółowe, barwne i ciekawe. Są to teksty na wskroś współczesne i bardzo aktualne. A wszechstronne spojrzenie na tytułowe zagadnienie bardzo urozmaica lekturę.

Atwood kończy w bardzo pomysłowy sposób. Przenosi dickensowskiego Ebenezera Scrooge’a do współczesności. Nowsza wersja książkowego sknery i tym razem spotyka się z trzema duchami, które mają zmienić jego postrzeganie świata. Tym razem na pierwszy plan wysuwa się ekologia, czemu w sumie trudno się dziwić. Wszak Atwood bierze aktywny udział w ochronie naszej planety. Ekologia i dług z pozoru niewiele mają wspólnego, więc na początku zdawało mi się, że autorka chce ten temat wepchnąć trochę na siłę, odbiegając równocześnie od głównej myśli. Ale Atwood zgrabnie konkluduje, że zaciągnęliśmy poważny dług u naszej planety. I nadejdzie czas, kiedy trzeba będzie go spłacić.

Jeszcze jedna sprawa. Może to drobnostka, ale naprawdę irytująca. Książka powstała jako ciąg wykładów, a autorka pisząc ją, miała przede wszystkim na uwadze słuchaczy. Z tego więc zapewne wynika niekończące powtarzanie się treści, wspominanie wcześniejszych tematów. Pod koniec każdego eseju Atwood informuje nas, czym zajmie się w kolejnym, na początku nowego zawsze przypomina, o czym pisała w poprzednim, a w ostatnim krótko streszcza wszystkie wcześniejsze. Dla czytelnika jest to po prostu męczące i denerwujące.

Nie powiedziałabym o tych esejach więcej niż „niezłe”, ale jest to z pewnością ciekawa, dająca do myślenia lektura. Atwood odważnie pokazuje, że każdy z nas ma długi do spłacenia.

----------
Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Znak.

Polecane posty

10 komentarze

  1. Jak zwykle bardzo dobra recenzja:) , ale mimo wszystko nie przekonałaś mnie. Zresztą, sama widzę, iż książka w stu procentach nie spodobała ci się.
    I mi chyba by się nie spodobała. Czekam za to z niecierpliwością na recenzje książki po prawej stronie. Och, jakże chętnie sama bym ją przeczytała!

    OdpowiedzUsuń
  2. Proza Atwood wciąż przede mną, ale tej książki nie mam w planach. Żadnych ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię takie różne podejście do sprawy. Bardzo dobra recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Recenzja naprawdę znakomita, ale książka zdecydowanie nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna okładka, rewelacyjna recenzja i ciekawa fabuła ;) To chyba coś dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Elino,
    nie, nie spodobała mi się w stu procentach. A "Król z żelaza" (bo o to Ci chodzi?) jest niezły, dobrze się czyta, ale raczej nie podzielam tych wszystkich zachwytów. I recenzji chyba nie będzie ;)

    maioofka,
    myślę, że pozostałe pozycje Atwood, które poznałam ("Opowieść podręcznej", "Rok potopu") są zdecydowanie bardziej warte przeczytania niż "Dług".

    Meme,
    mnie okładka akurat się nie podoba. A fabuły ta książka z pewnością nie ma, bo to zbiór esejów ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Recenzja jak zwykle wspaniała, a co do książki to na pewno nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja również miałem przyjemność przeczytać "Dług" i przyznam Ci rację - pozycja godna polecenia.

    Nawiasem mówiąc, Atwood jest dla mnie niewyczerpanym źródłem językowego piękna. Nie można powiedzieć, że "pisze", "konstruuje zdania" - mam wrażenie, że słowa same układają się jej w pyszne, misterne układy, o jakich ja mogę tylko pomarzyć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zastanawiałam się nad zakupem powyższej pozycji, teraz chyba poczekam aż będzie w bibliotece, albo zakupi ją jakiś znajomy ;)

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy