"Sto dni" Lukas Bärfuss

21:01


Rwanda – malutki, górzysty kraj w środkowo-wschodniej Afryce. Od zawsze społeczeństwo dzieliło się tu na Tutsi (pasterzy) i Hutu (rolników). Tutsi będący w zdecydowanej mniejszości przez długi czas byli klasą rządzącą. Aż do osiągnięcia przez Rwandę niepodległości w 1962, kiedy to Hutu wygrali w wyborach. Między dwoma plemionami narastały od dawien dawna konflikty, co dało swój pełny upust w 1994 roku. W ciągu zaledwie stu dni Hutu zabili ponad 800 000 Tutsi.

Nie bez przesady Rwanda została nazwana Szwajcarią Afryki. Bo wszystko działa tu jak w zegarku, także mechanizm zabijania. Witajcie w piekle. Prawdziwe piekło musi być dobrze zorganizowane.

Szwajcar David Hohl pracuje w stolicy Rwandy w organizacji humanitarnej. Wikła się tam w romans z Rwandyjką imieniem Agathe. Gdy rozpoczyna się rzeź Tutsi, David jako jedyny Europejczyk zostaje w Kigali. Udaje mu się przeżyć i obserwuje z bliska masakrę. Jest samotny, a widząc ogrom cierpienia sam cierpi i rozmyśla.

Trzeba było wiele talentu, żeby napisać powieść, która uniesie ciężar tej historii i powie czystą prawdę o wydarzeniach w Rwandzie. Bez koloryzacji, zbytniego patosu, oskarżania jednej lub drugiej strony. Bärfussowi się udaje. Wiemy, że to tylko powieść, że historia Davida jest jedynie fikcją osadzoną na tle tragicznych wydarzeń. I mimo to wierzymy w niemal każde słowo. A jest to naprawdę wielka sztuka, którą autorowi udało się osiągnąć dzięki dokładnemu, spokojnemu opisowi sytuacji, oddającemu równocześnie ogrom dramatu. Bärfuss wprowadza czytelników w sytuację w Rwandzie, szczegółowo przedstawia zróżnicowanie etniczne tego kraju, dogłębnie opisuje podłoże konfliktu. Dzięki temu książka zdaje się być momentami dobrym reportażem, a historia Davida jedynie ciekawym dodatkiem do opisu ludobójstwa i poprzedzających je wydarzeń. Ale jest to stwierdzenie mylące, bo przecież dobrze poznajemy losy i wszystkie uczucia Davida, bo wgłębiamy się w ważny dla fabuły wątek miłosny. A do tego autor ustami głównego bohatera zadaje wiele pytań, które mogą gryźć sumienie Europejczyka.

Bo w końcu, czy my też nie powinniśmy się czuć winni tragedii w Rwandzie? Europejczycy jako kolonizatorzy wprowadzili sztywny podział na Tutsi i Hutu (wcześniej była to granica płynna, każdy mógł „awansować”), co zburzyło odwieczne prawa i wywołało nienawiść Hutu do wyżej postawionych Tutsi. Przed ludobójstwem istniało w Rwandzie wiele europejskich organizacji, mających na celu pomoc w budowie kraju. A gdy zaczął się zbiorowy mord, wszyscy uciekli, wynieśli się do bezpiecznej Europy. ONZ nie potrafiło nic zdziałać, nie mogło powstrzymać rzezi. Kto jest naprawdę winny? Czy można kogokolwiek oskarżać?

Tak więc „Sto dni” jest też powieścią o winie. O tej ogromnej, której czasem sobie nie uświadamiamy, ale też o poczuciu winy za sprawy błahe. Piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami – wspaniałomyślne intencje mogą nic nie znaczyć, mogą nawet zgubić. Gdzie kończy się pomoc, a rozpoczyna zwyczajne wtykanie nosa w nie swoje sprawy?

„Sto dni” to książka odważna, niepokojąca i prawdziwa. Bärfuss nie boi się stawiania trudnych pytań i kłujących czytelnika tez. Ludobójstwo w Rwandzie jest ukazane obiektywnie, z dokładnością i szczerością, a równocześnie staje się pretekstem do refleksji. Po prostu – naprawdę dobra, wartościowa literatura.

----------------------------------------
Recenzja dla portalu Lubimy czytać.
Kup "Sto dni" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

12 komentarze

  1. muszę Ci przyznać, że recenzja jest po prostu świetna. Zachęciłaś mnie tak ogromnie, choć i wcześniej bardzo chciałam ją przeczytać. Ale teraz tym bardziej. Cieszę się, że redakcja Lubimyczytac.pl właśnie Ciebie wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak Ty pięknie recenzujesz te książki! Aż człowiekowi chce się od razu biec do księgarni i kupować. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję! Takie komentarze niesamowicie podnoszą samoocenę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja także potwierdzam zdanie dziewczyn recenzja świetna, aż czyta się ją z uśmiechem na ustach ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Zasługujesz na taki zaszczyt, świetna recenzja i sama nie mogę się doczekać aż nazbieram na książkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Popieram zachwycone głosy - i mnie Twoja recenzja oczarowała. Książka zapowiada się interesująco - czasem trzeba sięgnąć po coś poruszającego...

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się z poprzednimi wypowiedziami-twoje recenzje są wspaniałe. A co po książki to gdy natknę się na nią w bibliotece-sprawdzę

    OdpowiedzUsuń
  8. Udało ci się opisać tak trudną prozę delikatnym, acz rzeczowym tonem. Zawsze omijałam książki, które traktowałoby o konfliktach, wojnach domowych etc. Wszystko się zmieniło, kiedy przeczytałam "Komu bije dzwon" - Hemingwaya. A zatem wpisuję sobie dany tytuł do kajeciku ;)

    Pozdrawiam ciepło, szczerze zachęcona do lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Recenzja bardzo zachęcająca, aczkolwiek na razie mam stos innych książek do przeczytania, więc tak czy inaczej "Sto dni" musi poczekać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmm... książka brzmi ciekawie, ale nie wiem, czy przeczytam, bo do końca nie jestem przekonana.

    OdpowiedzUsuń
  11. I ja się zgadzam z wypowiedziami zachwyconych blogerek. Świetna recenzja! ;) W najbliższym czasie raczej nie sięgnę po "Sto dni", ale dopisałam ją sobie na listę, więc kiedyś na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  12. CZY MOGBYM PROSIC KOGOKOLWIEK O NAZWE FILMOW ZWIAZANE Z TRAGEDIA W RWANDZIE. TO MOJ ADRES EMAIL..porczyka@yahoo.co.uk
    bylbym bardzo wdzieczny

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy