"Rebeka" Daphne du Maurier

22:50

To nie jest horror. Ale „Rebekę” najlepiej czytałoby się po zmroku, w czasie burzy lub zawieruchy, gdy wiatr szumi za oknem i szarpie gałęzie drzew. Takie okoliczności wspaniale spotęgowałyby niezwykły nastrój typowy dla tej powieści. Daphne du Maurier umiejętnie buduje napięcie i sprawia, że czytelnikowi przebiega po plecach lekki dreszczyk.

A przecież zaczyna się jak w bajce, jak w „Kopciuszku”. Otóż i mamy główną bohaterkę, a zarazem narratorkę (nawet nie znamy jej imienia) – zahukane, nieśmiałe i ciche dziewczątko, w dodatku biedne jak mysz kościelna. By zarobić na swoje utrzymanie, pracuje jako „dama do towarzystwa” u nieprzyjemnej pani van Hopper. Przebywają właśnie w Monte Carlo, gdy spotykają dużo starszego od naszej narratorki, bogatego i przystojnego pana de Wintera, właściciela pięknej posiadłości Manderley. Wkrótce prosi on główną bohaterkę o rękę, a ta, zakochana w nim po uszy, oczywiście się zgadza.

Ale to jeszcze nie koniec baśni. Narratorka przybywa do Manderley. Nie dość, że jest zupełnie nieobyta i nie radzi sobie z prowadzeniem domu oraz ze spotkaniami towarzyskimi, to jeszcze musi znosić demoniczną panią Danvers, ochmistrzynię, która wyraźnie nie znosi nowej pani de Winter. W całym domu snuje się cień Rebeki – poprzedniej żony Maxima de Wintera, która zginęła tragicznie podczas rejsu jachtem. W istocie Rebeka, która zmarła jakieś dziesięć miesięcy przed wydarzeniami rozpoczynającymi książkę, całkowicie monopolizuje całą historię. Nie tylko główna bohaterka ma wrażenie, że Rebeka ją osacza, ale także czytelnik wciąż odczuwa, że jej wspomnienie atakuje ze wszystkich stron. Rebeka była olśniewająco piękna, inteligentna, niezwykła, od razu zjednywała sobie serca wszystkich. I chociaż czasem ma się ochotę powiedzieć do słuchu drugiej pani de Winter, krzyknąć na nią, żeby się wreszcie wzięła w garść, to w sumie, czy można się dziwić, że biedaczka zaczyna się porównywać do Rebeki, a to imię (tak często wspominane) zatruwa jej myśli?

„Rebeka” jest bardzo udaną mieszaniną kilku gatunków: romansu, powieści grozy i kryminału. Prawda jednak jest taka, że pierwszą połowę czytałam z pewnym znużeniem i myślą o tym, by jak najszybciej dotrzeć dalej. Ale akcja w końcu zaczęła się mocno zagęszczać, a ja zauważyłam, że „Rebeka” naprawdę mnie wciągnęła. Tak, dałam się w końcu porwać tej tajemniczej i niesamowitej historii, chociaż przecież znałam zakończenie. (Przy okazji – film Hitchcocka mocno traci po przeczytaniu książki.) „Rebeka” jest pełnokrwista, mroczna, a jej bohaterowie skrywają wiele sekretów...

Śniło mi się tej nocy, że znowu byłam w Manderley* – takimi słowami zaczyna się „Rebeka”. I cała książka jest trochę jak sen – tajemniczy, niezwykły i zaskakujący.

*Rebeka, Daphne du Maurier, Iskry 1991, str. 7

Polecane posty

20 komentarze

  1. Książką tej autorki, którą najlepiej zapamiętałam, jest "The Scapegoat". Zapewne ze względu na podjęty w niej motyw sobowtóra. Znalazłam tę powieść w jednym z londyńskich antykwariatów; nie jestem pewna, czy istnieje (a jeśli tak, to jaka jest jego dostępność) polskie wydanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. O widzisz, to może być coś dla mnie - ostatnio zaczynam trochę mieszać sobie w głowie i sięgać tam, dokąd wcześniej nie sięgałam ;) Zapowiada się znakomicie, zwłaszcza po tym, jak użyłaś słowo "pełnokrwista" - jakoś mi się ono spodobało :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka niestety nie dla mnie. Niby zapowiada się naprawdę ciekawie, jedna nie odczuwam potrzeby zaglądania do niej. Może kiedyś

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś kojarzyłam,kojarzyłam i przypomniało mi się. Hitchcock zrobił z tego film w 1940r. o tym samym tytule ;) Nic może specjalnego, ale go jednak zapamiętałam :) Nie wiedziałam wtedy, że to adaptacja.

    OdpowiedzUsuń
  5. kasjeusz,
    szukałam teraz w internecie i zdaje się, że nie ma polskiego wydania. Ale mogę się mylić.

    Futbolowa,
    może powinnam też dodać, że jest dość staroświecka ;)

    kornwalia,
    tak, oglądałam ten film i to on zachęcił mnie do przeczytania. No i jeszcze artykuł we wrześniowym "Bluszczu". Ekranizacja mi się podobała, ale teraz widzę, że Hitchcock zmienił trochę fabułę na szkodę filmu. Wybielił głównego bohatera, co sprawiło, że film jest mniej mroczny i pozbawiony smaczku. Książka to też właściwie żadne arcydzieło, ale na pewno historia jest pasjonująca, a klimat niezwykły ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie:) jeszcze sobie o niej poczytam...:)

    OdpowiedzUsuń
  7. O myślę, że taki klimat by mnie wciągnął. Już zapisuję na listę

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię takie tajemnicze, niesamowite historie. Dodaję na listę ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pamiętam, że w gimnazjum miałam lekcję na angielskim poświęconą tej książce.

    OdpowiedzUsuń
  10. Coś dla mnie! Lubię takie książki, filmu Hitchcocka nie widziałam, więc tym bardziej fajnie będzie mi się czytało, jak gdzieś ją dorwę:)

    (damroka z dobrych książek)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawa recenzja, ciekawej książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pierwszy raz słyszę o tej pozycji, ale wydaje się być niezwykle intrygująca, więc wcześniej czy później na pewno ją przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie słyszałam jeszcze o tej książce, ale wydaje się być ciekawa. W przyszłości być może sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiem dlaczego, ale przypomniała mi się "Nana" Emila Zoli. To pewnie przez to, że obie bohaterki były damami do towarzystwa :)).
    "Rebeka" wydaje się być ciekawa (podobnie jak Twoja recenzja), więc trafia na moją długą listę książek do przeczytania ;).

    OdpowiedzUsuń
  15. Już od pierwszego zdania przeszły mnie ciarki, więc koniecznie nadrobię swoje braki. Wprawdzie nie celowałam nigdy w tej przedział literacki, ale jako że kocham nastrój panujący w Wichrowych Wzgórzach, skuszę się także i na to. Mnie zachęciłaś do przeczytania. Już sobie zapisuje tytulik - który choć znany zawsze był przeze mnie pomijany - w kajeciku. Merci :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Oglądałam film, świetny! Książkę też muszę gdzieś znaleźć, bo z recenzji wywnioskowałam, że spodobałaby mi się. Zapraszam na mojego bloga z recenzjami:http://kraina-ksiazek-stelli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Książkę czytałam dość dawno i muszę sobie ją koniecznie przypomnieć, tym bardziej, że na jesieni w Niemczech była premiera musicalu opartego na tej powieści - muzyka jest nieziemska, mam nadzieję, że kiedys będzie można zobaczyć to w wersji polskiej :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dla mnie "Rebeka" to literacka ramotka, ciągnąca się przez pierwszą połowę jak guma do żucia i napisana wyjątkowo drętwym językiem. Gdyby nie genialne adaptacje i nawiązania, nie tylko wspomnianego Hitchcocka, lecz choćby twórców telenoweli "Manuela" z Grecią Colmenares w podwójnej roli, to pies z kulawą nogą by o niej nie słyszał.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ależ oczywiście, że ramotka, i na tym właśnie polega jej urok! Jeśli bierzemy się za Rodziewiczównę, to nie należy spodziewać się klasy Dostojewskiego. Tym, którym podobała się książka ( z całą swoją "kiczowatością")polecam przeczytanie "Pani de Winter" Susan Hill. Pani Hill, znakomita współczesna pisarka zauroczona w.wym. powieścią napisała jej ciąg dalszy, doskonale wpasowując się w klimat i styl owej ramotki. Polecam.

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy