"Chłopaki Anansiego" Neil Gaiman

20:43


Anansi to afrykański bóg, przedstawiany jako pająk. Jest doskonałym oszustem. Potrafi odnieść zwycięstwo nawet nad najgroźniejszym przeciwnikiem, dzięki swojemu sprytowi. Symbolizuje zdolność człowieka do pokonywania przeszkód.
Anansi jest władcą wszystkich opowieści.

Gruby Charlie swojego ojca najchętniej wyrzuciłby z pamięci. Zawsze przynosił mu wstyd. Wtedy, gdy go oszukał i Charlie przyszedł do nowej szkoły, przebrany za jednego z prezydentów Stanów Zjednoczonych, oczekując w nagrodę torebki pełnej słodyczy, a w zamian został wyśmiany przez pozostałych uczniów. A także wtedy, gdy ojciec wkroczył do szpitala, w którym umierała matka Charliego na czele grupy muzykantów, grających „Yellow Bird”. Nie, zdecydowanie Gruby Charlie nie przepadał za swoim rodzicielem. Ale mimo wszystko wypada zaprosić ojca na własny ślub. Wtedy okazuje się, że ten nie żyje. I dopiero teraz się zaczyna. Bo oto dowiadujemy się, że pan Nancy był bogiem. Był Anansim. A do tego, że Gruby Charlie ma brata, o którym zupełnie nic nie wiedział, a który odziedziczył wszystkie boskie moce. Wkrótce Charlie nieopatrznie go przyzywa, co sprowadza na jego głowę wiele kłopotów... Łącznie z utratą pracy, narzeczonej, aresztowaniem i ściągnięciem na siebie całej masy ptaków, które, cóż, nie zachowują się do końca normalnie.

Minęło już jakieś półtora roku od mojego szału na Gaimana. I oto znowu nabrałam ochoty na szaloną przygodę, jaką jest czytanie jego książek. Tym razem również świetnie się bawiłam. Bo Gaiman jak zwykle jest oryginalny, zaskakujący, sypie kolejnymi wspaniałymi pomysłami jak z rękawa, a jego wyobraźnia zdaje się nie mieć granic. W „Chłopakach Anansiego” wykorzystuje pomysł z „Amerykańskich bogów”. Jak dla mnie historia Grubego Charliego stoi niżej niż ta powieść (zresztą jest to chyba moja ulubiona książka Gaimana), ale to nadal świetna rozrywka. „Chłopaki Anansiego” wciągają. Wciągają okropnie i nieodwołalnie.

Mamy morał: możesz pokonać nieśmiałość, możesz zmienić swoje życie, możesz dokonać wielu rzeczy, o które się w ogóle nie podejrzewasz. Nawet jeśli jesteś największym nieudacznikiem. W tobie też tkwi bóg, możesz odnaleźć w sobie Anansiego. Niezbyt to oryginalne, owszem. A fabuła w ogólnym zarysie też może się wydać dość schematyczna. To chyba największa (a może raczej jedyna) wada powieści. Ale ta wada niknie, kiedy zestawi się z nią wielką pomysłowość poszczególnych scen, czy bardzo błyskotliwe i zabawne teksty.

Pomysł zdegradowanych bogów, przywleczonych do Ameryki przez przybywających tam wyznawców w „Chłopakach Anasiego” nie został rozwinięty. To po prostu wykorzystanie poprzedniej konwencji na cele kolejnej powieści. Ale, jak to na Gaimana przystało, świat boski jest naprawdę ciekawie przedstawiony. Za to niezbyt przyjazny dla głównego bohatera, bowiem jego ojciec wszystkim tam porządnie zalazł za skórę...

No i do tego dochodzi świetny humor (trochę jakby „pratchettowski”). Gaiman zawsze bawił, zawsze pozostawiał w głowie czytelnika mętlik i zaskakiwał szalonymi pomysłami. Ale dotąd chyba żadna z jego książek, nie wydała mi się tak śmieszna.

Każdy kto ma ochotę na dobrą, współczesną fantastykę i niebanalną rozrywkę, może śmiało zajrzeć do „Chłopaków Anansiego”. Gwarantuję, że znajdzie tu ciekawy pomysł, wciągającą przygodę, humor i grozę.

-------------------------------------------
Kup "Chłopaki Anansiego" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

13 komentarze

  1. "Koralina" tego autora zachwyciła mnie swoją prostotą. W następnej kolejności chcę sięgnąć po "Amerykańskich bogów". Zaś dopiero później może skuszę się na tą. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowna lektura, prawda? Wręcz przepyszna :D I nawet pająki nie takie straszne :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jest to książka dla mnie - fantastyka, Gaiman itd. itd., ale być może za jakiś czas się skuszę. Ostatnio mam taki głód czegoś nowego w literaturze, że może dzięki temu poszerzę nieco swe horyzonty :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest jedna z książek, które chcę przeczytać. Aktualnie Gaimana mam na liście w dwóch egzemplarzach - "Chłopakach" i "Nigdziebądź". Utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że chcę to przeczytać ^^.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedyną książką Gaimana jaką czytałam było "Nigdziebądź", które bardzo mi się spodobało. Z tego co zdążyłam zauważyć, Gaiman lubi zawiłe fabuły, a ich rozwiązania są bardzo ciekawe :)). Mam w planach "Amerykańskich bogów", ale do "Chłopaków Anansiego" też z pewnością zajrzę ;).

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam żadnej książki tego autora, bo nie ma w bibliotece. Bardzo chciałabym to zmnienić

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakoś mnie Gaiman nie przekonuje. Jego "Koralina" raczej mnie nie porwała.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak jak Klaudia nie czytałam nic tego autora i z chęcią to zmienię ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Okładka intryguje i zachęca. Po twojej opinii z chęcią po nią sięgnę. Po Gaimana miałam już dawno sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Okładka odrobinę przerażająca ;) Mimo to mam ochotę przeczytać tą książkę. Nie wiem, czy nie sięgnę jednak najpierw po "Amerykańskich bogów".

    OdpowiedzUsuń
  11. To już któraś z kolei recenzja, która zachęca mnie do sięgnięcia po "Chłopaków Anansiego". Gaimana darzę sporą sympatią. W mniejszym lub większym stopniu podobało mi się wszystko co czytałam. I "Koralina", i "Nigdziebądź", i "Amerykańscy bogowie", i "Księga cmentarna"(mimo że w kupionej przeze mnie książce brakowało kilku stron...). Biorąc to pod uwagę, "Chłopaki..." pewnie też przypadną mi do gustu:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Również czytałam i mi się spodobała, więc polecam :)

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy