poniedziałek, 20 września 2010

"Miasteczko Middlemarch" George Eliot


„Miasteczko Middlemarch” dość długo czekało na mojej półce, jako jedna z tych książek, które zamierzam przeczytać, ale dopiero „kiedyś”. Dobrze zrobiłam, że się w końcu przemogłam i rzuciłam wyzwanie sporej objętości (prawie 1000 stron). Czytanie tej książki było bardzo miłym i przyjemnym doświadczeniem. Przy „Miasteczku Middlemarch” śmiałam się, przeżywałam duże emocje razem z bohaterami, ze zniecierpliwieniem czekałam na dalszy rozwój akcji, a nieraz bardzo żałowałam, że muszę przerwać czytanie.

Trudno sprecyzować z czego to wynika, jednak od klasyki polskiej wolę się trzymać z daleka. Ale obca, ze szczególnym uwzględnieniem angielskiej? Tak, tak, bardzo chętnie, choć sięgam po nią tylko raz na jakiś czas. Właśnie nadszedł taki okres, więc oprócz „Miasteczka Middlemarch” mam jeszcze kolejne czytelnicze plany. Znów myślami jestem o dwieście lat wcześniej, kiedy panie chodziły w pięknych sukniach i czesały włosy w koki, kiedy jeżdżono powozami zaprzężonymi konie, urządzano bale, a nad wszystkim królowały sztywne maniery i konwenanse. W szczególności te ostatnie sprawiają, że cieszę się z tego, iż żyję w XXI wieku. Ale przecież wspaniale jest móc przenieść się od czasu do czasu w tę dystyngowaną, uroczą przeszłość.

George Eliot (dla niezorientowanych – jest to męski pseudonim, a pisarka w rzeczywistości nazywała się Mary Ann Evans) z wdziękiem i rozmachem snuje tę wielowątkową opowieść. Można wyróżnić dwa lub trzy główne wątki, które jednak splatają się ze sobą, tworząc jedną całość. Młoda Dorotea Brooke szuka godnego celu w życiu. Jest mądra, dobra i dość naiwna. Decyduje się na małżeństwo z o wiele starszym od niej panem Casaubonem, który całkowicie poświęca się pracy naukowej. W tym miejscu należy jeszcze wspomnieć, że pan Casaubon ma młodego i biednego kuzyna pana Ladislawa (wnuka polskiego emigranta!). Tymczasem do Middlemarch przybywa nowy, młody i zdolny lekarz, pan Lydgate, który dość szybko zawiązuje głębszą znajomość z miejscową pięknością Rozamundą Vincy.

Losy bohaterów zostały rozrysowane na niezwykle szerokim i dokładnym tle angielskiej prowincji w okresie licznych przemian. Poznajemy ludzi o bardzo różnych pozycjach społecznych, zamieszkujących to małe, ale tak bardzo żywotne i różnorodne miasteczko. Otrzymujemy więc świetną okazję do obserwacji życia ludzi w pierwszej połowie XIX w., a także mamy wgląd na wydarzenia polityczne w ówczesnej Anglii. Wszystko to można uznać za bardzo ciekawe, ale muszę przyznać, że mnie i tak zdecydowanie bardziej ciągnęło do losów głównych bohaterów.

Jak to już zazwyczaj jest w dziewiętnastowiecznych powieściach – akcja posuwa się do przodu leniwie, autorka opisuje wszystko z wielką dokładnością. Ale przecież to wcale nie musi przeszkadzać w czytaniu. Owszem, zdarzały się nudniejsze momenty, które chętnie bym „przeskoczyła”, aby jak najszybciej dowiedzieć się, co będzie dalej. Mimo to „Miasteczko Middlemarch” generalnie czyta się znakomicie. George Eliot tworzy bardzo wiele barwnych i różnorodnych postaci, a o ich perypetiach pisze z wdziękiem i ciepłym humorem. Świetna lektura dla każdego, komu niestraszna angielska klasyka.

------------------------
Kup "Miasteczko Middlemarch" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

21 komentarzy:

  1. Podobnie jak Ty lubię od czasu do czasu sięgnąć po klasykę zarówno w wydaniu rodzimym, jak i obcym:) Nie czytałam niestety opisanej przez ciebie książki, ale mam nadzieję, że kiedyś to uczynię. Póki co spokojnie mogę polecić Panią Bovary, Emancypantki i oczywiście moją ulubioną Annę Kareninę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że spodobała Ci się proza Eliot. Jest zdecydowanie zbyt mało doceniana w Polsce, prawda? Ale Twoja recenzja poruszy pewnie następnych ciekawskich ;)

    Nie wiem czy czytałaś "Emancypantki" Prusa, ale to proza równie zabawna, ciekawa i bardzo bogata w tło obyczajowe. Polecam, może dzięki niej łaskawiej spojrzysz na polską klasykę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Również mam kilka takich książek "Na kiedyś", ale jak na razie to kiedyś nie nadochodzi:P

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam obie książki Eliot na półce, może wyzwanie mnie zmobilizuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajnie opisałaś swój pociąg do klasycznej literatury angielskiej. Spodobało mi się to, bo sama mam podobne przemyślenia na ten temat:) A wszystko zaczęło się od Jane Austin. Tą książkę też chętnie przeczytam choć te imponujące 1000 stron troszkę przeraża:P
    Ponieważ jestem tutaj po raz pierwszy witam się serdecznie i pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja muszę je kiedyś przeczytać. Już raz próbowałam, ale jakoś skapitulowałam wtedy.
    Polecam ekranizację - serial BBC - jest znakomity!

    OdpowiedzUsuń
  7. Yoanna,
    "Annę Kareninę" czytałam i ogromnie mi się podobała. Pozostałe wymienione przez Ciebie książki może też w końcu dorwę ;)

    maioofka,
    tak, zdecydowanie w Polsce jest słabo znana, a szkoda. Racja, "Emancypantek" nie czytałam. I chyba będę musiała nadrobić.

    Paula,
    zawsze mnie przerażają takie grube książki, a później często się okazuje, że nie było się czego bać ;)

    Maniaczytania,
    strasznie chcę obejrzeć ten serial BBC. Chyba będę musiała kupić na allegro.

    OdpowiedzUsuń
  8. Angielskie klimaty to lubię w kryminałach, klasyki nudzą mnie przemiłosiernie, choć "Duma i uprzedzenie" początkowo nawet mi się podobała. Potem znudziła. Tak chyba już mam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Obawiam się, że klasyka nie jest literaturą dla mnie, chociaż ostatnio wzięła mnie chęć na "Dumę i uprzedzenie", więc może się przełamię.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam literaturę angielską, więc jak tylko uporam się z długą i szeroką listą książek do przeczytania, z pewnością rozejrzę się za "Miasteczkiem Middlemarch" :).
    Wszystko wskazuje na to, że moja praprapra...babcia też była chłopką w zapadłej wsi, ale nie zaszkodzi pomarzyć o wyższych sferach ;p.

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka wydaje się być ciekawa, poza tym świetnie napisana recenzja ( nie mogę się nadziwić doskonałości twojego stylu pisania ) . PS: Śliczny szablon. Czy się nie mylę, ten obraz w nagłówku wyszedł spod pędzla Moneta??

    OdpowiedzUsuń
  12. Lena173,
    uwielbiam "Dumę i uprzedzenie"!

    Rapsodia,
    pewnie, że nie zaszkodzi ;)

    Meme,
    dziękuję, bardzo mi miło, ale czuję, że mnie przeceniasz ;) Tak, obraz w nagłówku jest autorstwa Moneta.

    OdpowiedzUsuń
  13. A czytałaś "Młyn nad Flossą" (tej samej autorki)? Twoja recenzja przypomniała mi o lekturze tej powieści i o tym, jak dawno temu płakałam nad jej zakończeniem.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Z klasyki to najbardziej lubię książki Jane Austen ;) Mają w sobie ciekawy klimat.
    Choć tak jak Patrycja Antonina angielskie najbardziej lubię kryminały a zwłaszcza Christie.
    Po tą książkę z ciekawości sięgnę przy odrobinie czasu i gdy tylko znajdę ją w bibliotece.
    Zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie czytałam, i w najbliższym czasie się to nie zmieni, bo najpierw z klasyk po prostu muszę przeczytać "Klub Pickwicka", na którego nie bardzo mogę trafić. A potem, czemu nie?

    OdpowiedzUsuń
  17. Lubię takie grube książki, którymi mogłabym się delektować. Nie słyszałam o niej, a więc moja lista powiększa się o jedną pozycję

    OdpowiedzUsuń
  18. Raczej nie dla mnie z bardzo prostego powodu. Nie lubię klasyki :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo przypomina mi ta książka powieści Austen. Możliwe, że przeczytam i za inne klasyczne dzieła też zamierzam się zabrać ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. kasjeusz,
    nie czytałam. Może nadrobię.

    Samash,
    Austen bardzo lubię, a Christie już mi się znudziła ;)

    Aleksandra,
    na pewno ma coś wspólnego z Austen, ale pod wieloma względami jest inna. Austen zazwyczaj zajmuje się jednym wątkiem romantycznym. George Eliot bardziej rozgałęzia akcję i zahacza także o wiele innych tematów. Ukazuje tamtejsze społeczeństwo na różnych szczeblach, czego u Austen właściwie nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja też kocham angielską klasykę! Kocham, kocham, kocham! I rosyjską. A do innych książek, tych napisanych między Brześciem a Brestem, czyli polskich, francuskich, czy niemieckich, to mam mniejszy sentyment. Ale z polskiej literatury chyba mogę polecić Ci "Błogosławiony wiek" - to się dzieje w Anglii, w takiej niby-rzeczywistości z XIX wieku (niby, bo są elementy fantastyki, ale nie przekszadzają) i napisane jest wszystko niby dziewietnastowiecznym językiem. Autor może odstraszać, bo to narkoman (ale przy kości, fuj) anarchista komunista. Ale w książce nic z tego nie ma, wręcz przeciwnie. I do tego ilustracje, też w stylu XIXw, śmieszne.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...