"Do latarni morskiej" Virginia Woolf

22:21

Któż potrafi tak jak Virginia Woolf opisać szczegółowo i prawdziwie każdą najprostszą chwilę i tak niesamowicie wgłębić się w psychikę, uczucia i myśli swoich bohaterów? „Do latarni morskiej” może nie jest najłatwiejszą pozycją, ale to istny majstersztyk.

Zbyt wiele się tu nie dzieje, a fabuła jest nad wyraz prosta: cała rodzina Ramsayów przebywa nad morzem wraz z kilkoma znajomymi. Najmłodszy z dzieci, James, marzy o wyprawie do latarni morskiej, czemu niestety może przeszkodzić zła pogoda.
I to na początek byłoby na tyle.

Virginia Woolf z powodzeniem stosuje strumień świadomości. Dzięki temu poznajemy wszystkie myśli, uczucia i chwilowe wrażenia bohaterów. A to czyni tę książkę prawdziwą. Autorce udało się uchwycić chwilę i uchwycić życie, podobnie jak w „Pani Dalloway”. Po przeczytaniu tych dwóch książek wiem, że warto czytać dalej - trudno mi z czymkolwiek porównać pisarstwo Woolf. Nie ma w „Do latarni morskiej” fascynujących wydarzeń czy nagłych zwrotów akcji. Jest natomiast łagodna gra na emocjach, jest spojrzenie na życie przez pryzmat chwili. Angielska pisarka osiągnęła w tym mistrzostwo. Udało się jej też na kartach tej powieści stworzyć prawdziwe, realistyczne postacie, ludzi z krwi i kości. W żadnym stopniu nie są, jak to często w powieściach bywa, zbiorem tych, czy innych cech. Dzięki temu, że poznajemy nie tylko ich najdrobniejsze myśli, ale także opinie o nich innych, stają się wielowymiarowi i niejednoznaczni.

„Do latarni morskiej” zostało podzielone na trzy części. Środkowa to niejaki przerywnik - jest pisana innym stylem, niż pozostałe i stanowi przede wszystkim refleksję nad mijającym czasem, nad nieuchronnością śmierci. Podział jest prosty, ale nadzwyczaj trafny.

To taka książka, w której jest tyle myśli, tyle spostrzeżeń, że można z niej czerpać pełnymi garściami. I wydaje mi się, że główne przesłanie można odbierać różnie, w zależności od punktu widzenia. Po pierwsze – panią Ramsay z powodzeniem można uznać właśnie za „latarnię”. Wskazuje drogę, prowadzi przez życie całą swoją rodzinę, wszystkie liczne dzieci. Jest drogowskazem i oparciem. Ale co się stanie, jeśli latarnia nagle zgaśnie? Jak poradzą sobie ci, którzy w dotychczasowym życiu kierowali się naprzód dzięki jej światłu? Poza tym, o czym wspomniałam już wcześniej, „Do latarni morskiej” jest rozmyślaniem nad mijającym czasem, nad przemijaniem. Bo w końcu czas biegnie tak szybko, że nie wiadomo, czy uda nam się osiągnąć swoje cele, dotrzeć do latarni morskiej.

Dochodzę do wniosku, że Virginia Woolf była osobą genialną. Jaką musiała być niezwykłą i wnikliwą obserwatorką! Jakżeż wrażliwą na każde doznanie, każdą chwilę i każdą, nawet pozornie nieistotną myśl pisarką! Całe szczęście, że pozostały nam odpryski tego geniuszu w postaci jej powieści.

Polecane posty

12 komentarze

  1. Trochę kojarzy mi się z "Stary człowiek i morze", a to wystarczająco mnie odstrasza.

    OdpowiedzUsuń
  2. czyli za dużo świadomości za mało akcji i fabuły ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. To właśnie jest piękne w takich autorach ;) Nawet z najprostszego pomysłu potrafią zrobić coś genialnego ;) Moze w przyszłości przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekałam na tę recenzję, oj czekałam :) I widzę, że było warto. Ta książka stoi u mnie na półce już jakiś czas, capnęłam ją w antykwariacie za niesamowicie niską cenę, równowartość lizaka ;)
    Czas po nią sięgnąć ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Choć recenzja wyczerpująca, to wspaniała ;) Książka musi być genialna ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój problem z Woolf od zawsze polega na tym, że nie mogę zdecydować się na jeden konkretny cytat i zamiast tego zapełniam swój zeszycik z cytatami (tak, mam taki) mnóstwem fragmentów, niekiedy przepisuję całe strony. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam tę książkę! Genialna. Jedna z lepszych jaką w życiu przeczytałam. Cieszę się, że i Tobie przypadła do gustu. Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam za sobą wciąż tylko jedną książkę Woolf, "Pokój Jakuba", i moje obserwacje co do stylu pisarki zbiegają się z twoimi. Woolf jest warta czytania i zamierzam zabrać się też za "Do latarni morskiej" w jakiejś nieokreślonej przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja już tak dawno nie czytałam V.W. ...

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapraszam do łańcuszka pt "10 rzeczy, które lubię" :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dopiero odkrywam pisarstwo Woolf, ale mam dobre przeczucia. Jedyne co mnie martwi, to pisanie o jej książkach: po takiej dawce erudycji i wrażeń, jakie towarzyszą lekturze, trudno się zdystansować i uchwycić jej pełny przekaz. Albo to tylko moje problemy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Muszę poszukać w bibliotece jakiejś książki tej autorki, ale jeśli coś to przeczytam w następne wakacje

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy