"Pożegnanie z Afryką" Karen Blixen

20:19


Film dopiero przede mną, a ekranizacja „Pożegnania z Afryką” jest powszechnie określana mianem melodramatu. I zastanawiam się właśnie, ile może ona mieć wspólnego z książką. Bo ta, uprzedzam od razu, nie ma w sobie zupełnie nic z romansu.

Karen Blixen, duńska baronowa, w Kenii przebywała w latach 1914-1931. Prowadziła farmę i plantację kawy u stóp gór Ngong. Możliwe, że jej obraz Afryki już się zdezaktualizował. W końcu przez tyle lat wiele musiało się zmienić, w końcu Kenia nie jest już kolonią brytyjską. Ale „Pożegnanie z Afryką” to dla mnie przede wszystkim opowieść o tamtejszych ludziach, ich zwyczajach i mentalności. Karen Blixen odnosi się do nich z wielką przyjaźnią, co jest naprawdę miłą odmianą po przerażającym obrazie nietolerancji w powieści Lessing „Trawa śpiewa”.

Przede wszystkim podoba mi się jak Karen Blixen pisze – gawędziarskim, cudownym stylem. Stworzyła taki ciepły, przyjemny klimat. Sprawiła, że jej farma wydaje mi się rajem i czuję wiele sympatii do opisywanych tu ludzi. Nie przez przesłodzenie, absolutnie nie, ale właśnie dzięki ciepłu, jakie bije z „Pożegnania z Afryką” i miłości autorki do tego swojego utraconego skrawka Afryki. Blixen podzieliła swoje dzieło na kilka części, których rozdziały są ze sobą powiązane tematycznie. Tylko część „Z pamiętnika emigranta” składa się z bardzo krótkich, oderwanych od siebie wspomnień. Niektóre z nich to prawdziwe perełki – niedługie, ale mądre, interesujące i zapadające w pamięć.

Mimo że autorka opisywała własne życie na farmie, wahałabym się przed nazwaniem tej książki autobiograficzną. Karen Blixen do Kenii przybyła z mężem i przez parę lat na farmie urzędowali razem. Dopiero w 1921 roku nastąpiła separacja, a ona zaczęłam prowadzić plantację sama. Mimo to autorka w książce o mężu w ogóle nie wspomina (choć to pewnie ma związek z tym, że książka została najpierw wydana pod męskim pseudonimem), a faktów z jej życia poznajemy niewiele. Dla mnie jest to więc książka nawet nie o Blixen, ale nade wszystko o Afryce. Tak, tak, a czytając czujemy się tak, jakbyśmy tam byli. To wspaniała, barwna i fascynująca podróż na ten gorący i egzotyczny dla nas, Europejczyków kontynent.

Ach, i czuję jeszcze ogromną sympatię do samej autorki. To nie tylko osoba silna i odważna, która przez wiele lat samotnie prowadziła farmę w sercu Afryki, a później robiła wszystko by ją uratować (niestety leżała zbyt wysoko, jak na plantację kawy i w końcu upadła). Nie tylko inteligentna i oczytana. Przede wszystkim Karen Blixen zrobiła na mnie wrażenie kogoś, kto ma w sobie ogromne pokłady ciepła i życzliwości. Kogoś, kto z łatwością obdarowuje ludzi przyjaźnią, kto potrafił tak niesamowicie zżyć się z Afryką i z tamtejszymi ludźmi.

Miło było przeczytać i myślę, że też miło będę tę książkę wspominać.

----------------------------------------
Kup "Pożegnanie z Afryką" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

19 komentarze

  1. Też byłam zachwycona i zauroczona Karen Blixen! Widzę, że czytasz "Do latarni morskiej" :) To jest dopiero książka - mistrzostwo. Jestem bardzo ciekawa Twojej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę słowo Afryka i mam uśmiech na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe co Ci z Afryką się kojarzy

      Usuń
  3. Uwielbiam Afrykę! Tą książkę mam na liście już od bardzo dawna, więc pewnie wkrótce ją przeczytam. Zmieniłam adres z melodia-nocy.blogspot.com na ksiazkowa-kraina.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Przekonałaś mnie do przeczytania, film był ok, ale właśnie to był melodramat. Recenzja na 5:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie ta książka również była wspaniałym przeżyciem. Tylko to już tak dawno temu... :)

    Za to postać Karen Blixen to już zupełnie inna para kaloszy. Nie pamiętam już dokładnie kiedy, ale telewizja wyemitowała swego czasu program jej poświęcony (dwa-trzy lata temu?). I obraz autorki wcale nie był taki kolorowy, jak się by mogło wydawać po lekturze "Pożegnania...". Całkiem despotyczna i złośliwa osoba spod tego oficjalnego wizerunku wyjrzała. Ale, że było to dawno, to pamiętam głównie moje zaskoczenie i zmieszanie. No bo jak to tak? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Również ją czytałam :) ale chwilami trochę mnie zagadała, zanudziła :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam, ale z miłą chęcią nadrobię. Lubię ciepłe książki, a w taką pogodę aż się prosi;).

    OdpowiedzUsuń
  8. Powiem Ci szczerze, że zaciekawiłaś mnie tą książką. Już od jakiegoś czasu mam zajawkę na tego typu literaturę, więc w wolnej chwili na pewno zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam tę książkę u siebie na półce. Wiele lat temu dostałam ją za jakiś konkurs, ale jakoś mnie do niej nie ciągnęło. Aż do teraz.
    Po tej miłej recenzji zastanawiam się, czy nie zajrzeć do niej choć na chwilkę ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie czeka w kolejce, ale na pewno przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja jestem w trakcie jej Siedmiu niesamowitych opowieści, ale męczą mnie one.

    OdpowiedzUsuń
  12. the_book,
    mnie też bardzo się podobało i recenzja powinna być wkrótce ;)

    maioofka,
    tak to już chyba bywa. Książka jedno, a życie drugie. Autorka mogła się trochę wybielić i przedstawić w dobrym świetle. Z drugiej strony media chyba lubią wyłapywać wady znanych osób, często dla zaskoczenia lub sensacji. Choć gdybym zobaczyła taki program, to pewnie mój wizerunek Karen Blixen także by się zmienił na gorsze. Ale w końcu któż jest bez wad? :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Miałam podobne wrażenia odnośnie tej pozycji. Jeśli spodobał ci się styl autorki, spróbuj może przeczytać "Ucztę Babette", tam to dopiero jest klimat, jak się patrzy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawa pozycja i zachęcająca recenzja. A tej autorki nie znam i nie czytałam. ;P

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam ją dobre kilka lat temu, ale na samo wspomnienie mam uśmiech na twarzy. Wokół książki panuje niesamowita, ciepła aura i na dodatek Blixen ma świetne pióro. Chętnie do niej wrócę, niech się uporam z wyzwaniami. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie jestem przekonana, aczkolwiek coś mi się wydaje, że gdzieś słyszałam o tej książce i ktoś mi ją bardzo polecał. Może kiedyś spróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  17. maioofka,
    jeszcze dopowiem, że dopiero co czytałam artykuł o Karen Blixen w najnowszym "Bluszczu". Traktował głównie o sprawach kulinarnych, ale jedno z niego wynika na pewno - była wielką snobką ;)

    kasjeusz,
    być może przeczytam też "Ucztę Babette".

    OdpowiedzUsuń
  18. kiedy za oknem jest zimno chętnie przeniosłabym się choćby za sprawą tej książki na trochę do Afryki :)

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy