"Wydziedziczeni" Ursula K. Le Guin

18:28


Ursula K. Le Guin zachwyca mnie niezmiennie swoją niezwykłą umiejętnością do kreowania zdumiewających, bogatych, absolutnie niesamowitych światów. Jej książki zawsze obfitują w obce kultury, przeróżne ludy i ich zadziwiające zwyczaje. I za każdym razem jest w jej pisarstwie tolerancja i spojrzenie na dane społeczeństwo z różnych stron. Zainteresowanie różnicami kulturowymi wyniosła już ponoć z domu – jej rodzice byli antropologami.

„Wydziedziczeni” są wprawdzie piątym tomem cyklu Hain (Ekumena), ale ten fakt wcale nie musi przeszkadzać w lekturze komuś, kto nie czytał poprzednich części. Utwory te rozgrywają się w tej samej rzeczywistości, ale nie są zbytnio powiązane fabularnie. Osobiście czytałam tom czwarty („Lewa ręka ciemności”), pierwszy („Świat Rocannona”) i właśnie piąty. W tej oto kolejności i bez żadnej szkody dla przyjemności czytania. „Wydziedziczeni” mówią o dwóch pobliskich planetach. Chociaż Annares zostało zasiedlone 160 lat temu przez buntowników z Urras, to jednak między światami nie utrzymuje się żadnego kontaktu. Fizyk Szevek, mieszkaniec Annares, przybywa na Urras w celach naukowych. Liczy, że w nowym miejscu będzie mógł bez przeszkód opracować i opublikować swoją pracę na temat czasu.

Anarres jest wizją niemal doskonałego komunizmu. Wszyscy mają po równo. Nie, właściwie nikt nie ma nic. Ludzie nie posiadają domów, ubrań, jedzenia... Skrótowo mówiąc, nie posiadają kompletnie niczego. Wszystko jest wspólne, wszystkim trzeba się dzielić, niczego nie można sobie przywłaszczyć na stałe. Jedzenie otrzymuje się w stołówce, sypia się zazwyczaj w noclegowniach. W razie potrzeby możesz zostać przeniesiony w zupełnie inne miejsce pracy, w zupełnie nieznanym ci zawodzie. Cóż jeszcze ciekawego? Na przykład dzieci otrzymują imiona z komputera. Jedyne, niepowtarzalne, więc nie potrzeba już nazwisk. Odpowiada Wam taki świat? Urras o wiele bardziej przypomina naszą rzeczywistość, chociaż ludzie są tam zupełnie pozbawieni włosów, a w modzie panują dość niezwykłe trendy. Żadne z tych społeczeństw nie jest doskonałe. Annares żyje całkowicie odcięte od świata, zamknięte na wpływy, bardzo ortodoksyjne w swoich zasadach. Utrudnia rozwój każdemu wybijającemu się lub po prostu myślącemu inaczej osobnikowi, w związku z czym cała planeta stoi w miejscu. Na Urras biedni czują się uciskani przez warstwę bogaczy i marzą o życiu takim, jak na Annares.

Ale przecież, czy w ogóle jest możliwy świat idealny?

Rzeczywistość na dwóch planetach poznajemy niemal równolegle. Książka zaczyna się od przybycia Szeveka na Urras, ale rozdziały o jego pobycie tam przeplatają się z opowiadaniem o życiu na rodzimej planecie. Le Guin udaje się wykreować prawdziwych, żywych bohaterów. Akcja posuwa się do przodu raczej powoli. W końcu nie chodzi w tej powieści o pasjonującą fabułę, ale raczej o aspekty społeczne, psychologiczne i kulturowe.

„Wydziedziczeni” otrzymali zarówno Hugo, jak i Nebulę, najważniejsze nagrody w dziedzinie fantastyki. I nie ma się co dziwić. To świetnie napisana powieść o przekraczaniu barier, o niezrozumieniu wśród własnej społeczności i walce z tym. O kontraście pomiędzy dwoma światami – Urras i Anarres to w końcu jakby dwa przeciwne bieguny. I trudno przy tym powiedzieć, który z nich jest lepszy, na którym lepiej żyć, którego zasady są słuszniejsze.

A do tego wcale nie musi się „Wydziedziczonych” obawiać ktoś, kto jest na bakier z SF. To powieść nie o nowoczesnej technologii, nie o gwiezdnych przygodach, ale po prostu o ludziach, o problemach jednostki i problemach społecznych. Ursula K. Le Guin nie tylko świetnie pisze, tak że czytając jej książki odpływam do jej świata, ale też porusza kwestie zawsze ważne i aktualne.

----------------------
Kup "Wydziedziczonych" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

22 komentarze

  1. Moja przyjaciółka ciągle mnie zachęca, żebym przeczytała coś Le Guin, ale jeszcze mi się nie udało tego dokonać. Powinnam to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja się zastanawiam, czy Le Guin jest pisarką bardziej fantasy czy science fiction...? Wiem, że to niewielkie różnice, ale jednak - nie przepadam za science, natomiast fantasy uwielbiam! Zwłaszcza w wydaniu Tolkiena, Pratchetta i Sapkowskiego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No cóż... Okładka mnie odstrasza totalnie. Opis i charakter książki też nie zachęca, więc to na pewno nie dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Okładka mnie nie zachęciła, ale rację mają ci którzy mówią żeby nie oceniać po nich książek. Nie czytałam, ale po twojej recenzji jestem pewna, że prędzej czy później po nią sięgnę. Raczej prędzej, ponieważ powieść i sam jej opis utwierdził mnie w przekonaniu, że warto szukać książek niepowtarzalnych, takich ukrytych pereł. Nie sztuką jest sięgnąć po bestseller, sztuką jest go odkryć. Ale to moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Alina,
    zmień, zmień :) Ja Le Guin w każdym razie bardzo lubię.

    Paideia,
    myślę, że to trudno jednoznacznie określić. "Ziemiomorze" to oczywiście fantasy, Hain to SF. Ostatnio czytałam jeszcze "Dary" - fantasy.

    Kiedyś też zdecydowanie bardziej wolałam fantasy. Teraz właściwie wszystko mi jedno. Tolkiena, Sapkowskiego i Pratchetta też bardzo lubię :)

    Futbolowa,
    wiadomo, nie każdy lubi science fiction ;)

    LadyBlue,
    nie dziwię się, że okładka może odstraszać. Mnie też nie bardzo przypadła do gustu. Zgodzę się z Tobą. Bestseller to w tej chwili na pewno nie jest, ale szczerze mówiąc, nie wiem, jak było zaraz po wydaniu - chyba w 1975 :) No i ukrytą perłą też bym jej nie nazwała, bo bez wahania można ją zaliczyć do klasyki fantastyki. Sama Ursula Le Guin jest zresztą jedną z najbardziej cenionych pisarek w tym gatunku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi się zdarzyło przeczytać jedynie "Lewą rękę ciemności". Było to kilka lat temu i jak pamiętam, nie bardzo odpłynęłam, może to wina wieku. Niemniej dalej poznanie Ziemiomorza leży w sferze moich marzeń, dotąd wciąż nieosiągalnych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Sama okładka już mnie odstraszyła i opis książki mnie nie zaciekawił więc na pewno nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Po pierwsze widzę, że u Ciebie w kolejce czeka "Nacja" Pratchetta- czytałam ją jakiś rok temu i bardzo mi się podobała, zdecydowanie Ci ją polecam ;) A co do Le Guin: tej książki jeszcze nie czytałam, aczkolwiek zachwyciła mnie Ziemiomorzem (w zeszłym roku przeczytałam wszystkie części). Również zdecydowanie warte polecenia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. jakaś taka nijaka. w ogóle nie interesująca:P

    OdpowiedzUsuń
  10. Le Guin jest mi szczególnie bliska, gdyż to głównie niej dawno temu zakochałam się w fantasy. Mam wszystkie jej książki i napawa mnie dumą fakt, że jest mi dane żyć w czasach, w których Ona tworzy. To bardzo inteligentna kobieta :)

    Pozdrawiam serdecznie :) :**

    OdpowiedzUsuń
  11. sorry za spam. informuję, że zmieniłem adres bloga ze swiat-tworzony-filmem.blogspot.com na krótszy www.gromadzik.blogspot.com . Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. to zupełnie nie jest książka dla mnie. odrzuca mnie od tego gatunku ostatnio...

    OdpowiedzUsuń
  13. Powiem szczerze, w przeciwieństwie do mojego męża, nie przepadam za fantasy, chociaż co nieco z tego gatunku przeczytałam. Mam nadzieję, że kiedyś się przełamię i nadrobię zaległości

    OdpowiedzUsuń
  14. Pierwszy raz słyszę o tej książce (a raczej czytam), ale przeczytałabym. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. nie czytałam nic tej autorki, być może trzeba to nadrobić

    OdpowiedzUsuń
  16. Esencjo,
    no tak, przy "Lewej ręce ciemności" ja też nie odpłynęłam. A to jedna z jej bardziej znanych i cenionych książek. Teraz myślę o niej bardzo pozytywnie, a sam pomysł społeczeństwa uznaję za wyjątkowo interesujący, ale podczas czytania jakoś nie byłam szczególnie zachwycona. "Ziemiomorze" serdecznie Ci polecam :)

    Niezapominajko,
    w końcu może się zabiorę za "Nację", choć już długo czeka. "Ziemiomorze" też ogromnie mi się podobało. Ach, i dziękuję :)

    Barbaro,
    Zgadzam się. I też chciałabym mieć wszystkie jej książki!

    Dominiko Anno,
    a mnie ostatnio znowu wzięło na fantastykę, ale jeszcze w granicach rozsądku ;)

    Yoanno,
    a ja fantastykę bardzo lubię, ale wiem, że nie każdy umie się przekonać do tego gatunku.

    OdpowiedzUsuń
  17. A jaka jest pierwsza część? Może zacznę od niej :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Słyszałam wiele dobrego o Le Guin i dlatego chcę przeczytać "Czarnoksiężnika z Archipelagu".

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak sobie myślę, że to chyba moja ulubiona powieść tej autorki. Choć "Lewa ręka ciemności" też była niezła. Ostatnio zdobyłam "Inny wiatr" i "Opowieści z Ziemiomorza" - będzie trzeba przeczytać, choć za Ziemiomorzem nieszczególnie przepadam. I przy wizycie w taniej książce muszę "Malafrenę" zakupić. Możliwe, że na tym skończę moją styczność z twórczością Le Guin.

    Co Ty tak długo na mejla nie odpisujesz? :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam sporo - jak nie wszystkie - jej ebooki, jakbyś nie mogła czegoś dostać w realu tylko skrobnij, a prześlę czego dusza zapragnie :)
    Ps: Widzę, że czytasz lub planujesz Sagę Hyperiona i Endymiona :) Ja właśnie też jestem tuż przed lekturą :)

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Barbaro,
    na razie Le Guin nie planuję, ale może kiedyś skorzystam z propozycji. Dziękuję :)
    "Hyperiona" już czytałam i bardzo mi się podobał, ale jakoś nie mogłam się na razie zebrać do kolejnych tomów. Muszę w końcu nadrobić zaległości.

    Pozdrawiam bardzo serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy