"Na plebanii w Haworth". Dzieje rodziny Brontë" Anna Przedpełska - Trzeciakowska

22:14


Właściwie czytałam do tej pory tylko trzy biografie. I każdą można zaliczyć do zupełnie innej kategorii. Pierwsza („Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej” Katarzyny T. Nowak) była świetnie i interesująco napisana, czytało się ją niczym najbardziej wciągającą powieść, a przy tym przekazywała sporą ilość informacji. Druga („Maud z Wyspy Księcia Edwarda” Mollie Gillen) była wyjątkowo mało konkretna, nijaka i niezbyt ciekawa. „Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn” było właściwie niezłe, ale bez żadnej szczególnej zalety. Ani zbyt nudna, ani zbyt interesująca. Miło mi więc donieść, że „Na plebanii w Haworth” jest zdecydowanie najbliżej do pierwszego przykładu.

Rodzina Brontë zamieszkiwała Haworth w Yorkshire. Ojciec rodzeństwa, Patryk Brontë był pastorem. Matka zmarła wcześnie. Samotne rodzeństwo, niemal zupełnie pozbawione towarzystwa w odludnej plebanii, stworzyło własne, niezwykłe światy własnej wyobraźni, które stały się dla nich równoznaczne z rzeczywistością. Towarzyszyły im przez całe, niestety, krótkie życie. Wszystkie siostry odcisnęły swój mocny ślad w literaturze angielskiej. Emilia napisała „Wichrowe wzgórza” uznawane dziś za arcydzieło. Charlotta jest znana głównie jako autorka „Jane Eyre”. Z powodzeniem pisała także Anna, ale jej dzieła nie zostały niestety przetłumaczone na język polski.

Czyż już to, że wszystkie trzy siostry Brontë (Maria i Elżbieta zmarły jeszcze w dzieciństwie) odniosły wielki sukces literacki, ich dzieła należą do klasyki literatury angielskiej i są wciąż czytane na całym świecie, nie jest niezwykłym przypadkiem? Brat Branwell też pisał i trochę malował, ale nie powiodło mu się. I jeszcze dodajmy do tego ich tragiczne losy, mroczną atmosferę zamieszkiwanych przez rodzinę wrzosowisk, niesamowite umysłowości i charaktery rodzeństwa oraz ich niezwykle bujną wyobraźnię, a otrzymamy historię ogromnie interesującą i fascynującą. Losy rodziny Brontë do tej pory przyciągają swoją tragicznością, niezwykłością i mrocznością.

Od razu zaznaczę, że imiona w tej recenzji podaję tak, jak występują one w książce, chociaż się z tą pisownią nie zgadzam. Denerwuje mnie spolszczanie imion w powieściach, ale teraz widzę, że to i tak niewielkie zło. Zupełnie nie mogę pojąć, dlaczego Anna Przedpełska – Trzeciakowska zmienia imiona w swojej biografii na polskie odpowiedniki. Żeby były bardziej bliskie polskiemu czytelnikowi? Ależ każdy, kto sięga po tę biografię zapewne doskonale zna pisarki jako Emily i Charlotte, bo przecież takie imiona pojawiają się na okładkach ich książek. Pozostaje dziękować, że i tak akurat spolszczenia imion najważniejszych bohaterów biografii nie różnią się bardzo drastycznie od wersji angielskiej. Można jeszcze przeboleć Emilię, Charlottę i Annę zamiast Emily, Charlotte i Anne. Ale mimo wszystko razi mnie to, tym bardziej, że wyłapałam też pewne niekonsekwencje – chociażby angielski poeta Matthew Arnold występuje w „Na plebanii w Haworth” zarówno jako Matthew i Mateusz.

Tak jak „Wichrowe wzgórza” i „Dziwne losy Jane Eyre”, historia rodziny Brontë cechuje się mroczną atmosferą i pewną tajemniczością. Wpływ na to ma zapewne sceneria wydarzeń z biografii – surowe wrzosowiska i odludna okolica, ale też tragiczne losy rodzeństwa i ich nieposkromiona, wręcz dzika wyobraźnia, w której było miejsce na ogromne ludzkie dramaty, mroczne tajemnice i wielkie namiętności. Biografia na szczęście także uchwyciła tę nastrojowość i specyficzny urok.

„Na plebanii w Haworth” czytało mi się doskonale. To świetna biografia – dokładna, szczegółowa, dogłębna i ciekawa. Anna Przedpełska – Trzeciakowska z wielką wnikliwością opisuje zarówno życie prywatne rodzeństwa Brontë, jak i karierę literacką sióstr. W dodatku ani chwilę przy tym nie nuży. Co więcej, pisze specjalnie dla polskiego czytelnika, a więc ukazuje nam rzeczywistość z naszej perspektywy i dodatkowo wyjaśnia wiele ważnych i nieznanych nam kwestii. Tworzy świetne tło, przybliża nam czasy, w których żyło rodzeństwo, pisze także o ówczesnych pisarzach. Znajdziemy tu liczne listy, fragmenty dzienników, wiersze Emilii, recenzje książek wszystkich sióstr. Poznamy ich charaktery, towarzyszące im uczucia, utworzone w ich głowach niezwykłe światy. Jest tu wszystko, czego może oczekiwać złakniony wiedzy o rodzinie Brontë czytelnik. Siłą rzeczy najwięcej w tej książce Charlotty. Nie tylko żyła najdłużej z rodzeństwa, ale także zostawiła po sobie najwięcej materiałów źródłowych, gdyż jako jedyna prowadziła liczną korespondencję. Największą tajemnicą pozostanie natomiast Emilia - najbardziej zamknięta w sobie i samotnicza. Podsumowując, trzeba przyznać, że autorka wspaniale wywiązała się z zadania. Nie można się nudzić, czytając tę biografię. Wszak już same opisywane tu wydarzenia są niezwykle pasjonujące, a autorka opowiada je do tego interesująco i z wyczuciem.

Cieszę się ogromnie, że przeczytałam „Na plebanii w Haworth”, a teraz mam tę książkę na półce. Warto było przenieść się myślami na wrzosowiska i ujrzeć tam cienie Charlotty, Emilii i Anny.

-----------------------------------------
Książka dostępna TUTAJ.

Polecane posty

20 komentarze

  1. Zamierzam jeszcze raz przeczytać "Wichrowe wzgórza", bo mam wrażenie, że za pierwszym razem nie do końca zrozumiałam tą powieść. Chcę też sięgnąć po "Dziwne losy...", a potem pewnie i po tę biografię. Zaciekawiłaś mnie tą recenzją :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ksiażkę "Na plebanii..." raczej sobie odpuszczę, ale ta biografia Terakowskiej mnie kusi. Nie wiedziałam nawet, że takowa jest.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja mam zamiar, bo upatrzyłam ją sobie u ciebie wcześniej w stosiku:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam "Wichrowe wzgórza", a "Jane Eyre" wręcz ubóstwiam. Dobrze, że biografia jest w podobnym klimacie, co najsłynniejsze powieści sióstr Bronte. A pogoda teraz idealna na taką lekturę - ponuro, deszczowo i wietrznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aleksandra,
    wiele osób uwielbia "Wichrowe wzgórza". Ja się nie zachwycam, choć mogę powiedzieć, że lubię. Chyba i tak wolę "Dziwne losy Jane Eyre".

    Patrycja Antonina,
    tę biografię napisała córka Terakowskiej. Została wydana przez Wydawnictwo Literackie. Swego czasu kupiłam ją po przecenie za jakieś 15 zł ;)

    Sara,
    a ja wahałam się, czy kupić, ale w końcu się zdecydowałam i jestem bardzo zadowolona.

    Lilithin,
    u mnie też podobna pogoda, ale wolałabym żeby nie było tak duszno. Również wolę "Jane Eyre". Ostatnio zresztą widziałam serial BBC z 2006 - świetna ekranizacja.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam tylko "Wichrowe wzgórza", które mnie definitywnie nie zachwyciły. Jednak ta biografia zapowiada się bardzo obiecująco. Mimo to nie wiem, czy udałoby mi się przeboleć te spolszczenia... O ile imiona sióstr był dała radę, to "Mateusz" mnie przerósł. Ale i tak zamierzam przeczytać "Dziwne losy Jane Eyre".

    OdpowiedzUsuń
  8. Przed chwilą dopisałam książkę do listy. Lubię biografie i od czasu do czasu szperam w bibliotece właśnie z ich powodu. Dotychczas czytałam tylko "Wichrowe wzgórza", ile się nawściekałam na Cathy i Heathcliffa to moje.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślałam o tej książce, ale odstraszał mnie fakt, że to bibliografia + ilość stron. Ale po Twoje recenzji muszę jeszcze raz sie zastanowić, czy się nie skusić ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie lubię biografii, więc nie przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  11. Aż się skrzywiłam na samą myśl o tym Mateuszu i innych spolszczeniach. Kompletny bezsens.

    Chętnie przeczytam, mam sentyment do 'Wichrowych...'

    OdpowiedzUsuń
  12. Zakochałam się w siostrach Bronte kiedy byłam nastolatką. Wichrowe Wzgórza i Dziwne losy Jane Eyre to do dziś jedne z moich najukochańszych książek. Twoja recenzja jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest to książka którą koniecznie muszę mieć ( nie tylko przeczytać).
    Wybaczmy autorce polskie imiona sióstr. Może za bardzo wzięła sobie do serca ustawę o języku:) Należy ją natomiast podziwiać że wzięła w obroty temat przerobiony juz przez wiele osób ( w końcu fanów sióstr Bronte na tym świecie nie mało) i dobrze sobie z nim poradziła. Nie mogę sie juz doczekac aż sobie kupię i przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Alina,
    myślę, że nawet Twój brak sympatii do "Wichrowych wzgórz" nie jest przeszkodą w przeczytaniu biografii. A "Jane Eyre" spodobała mi się bardziej niż dzieło Emily.

    Agna,
    ja jakoś rzadko sięgam po biografie, choć ostatnio zdecydowanie częściej. Zastanawiam się nawet, czym to jest spowodowane. Tak, Cathy i Heathcliff mogli doprowadzić czytelnika do wściekłości ;)

    Dominika Anna,
    biografie czytam raczej z rzadka, ostatnio jakoś nabrałam na nie ochoty. Myślę, że trafiają się perełki (takie jak ta), które warto przeczytać.

    Futbolowa,
    też tak uważam, ale to jedyne, co mogę zarzucić autorce.

    Tusienka,
    Co racja to racja, spolszczanie imion traci na znaczeniu, gdy weźmie się pod uwagę niewątpliwe zalety tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  14. najpierw przeczytam książki sióstr, a jak mi się spodobają-zobaczymy

    OdpowiedzUsuń
  15. dla mnie to malo ciekawie sie zapowiada, ale recenzja swietna. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie wiedziałam, że wreszcie wznowiono wydanie. Dziękuję za informację!

    OdpowiedzUsuń
  17. Zapraszam do łańcuszka, który znajdzie u mnie na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Byłam w Haworth kilka razy.Z okien domu w którym mieszkały siostry Bronte,można zobaczyć stary cmentarz(dzieli je odległość kilkunastu metrów),a po drugiej stronie znajduje się kościół ,gdzie pochowana jest Emilii.Smutnie i ponuro.Spacerowałam po wrzosowiskach i współczułam tym młodym dziewczynom ,że mieszkały w tak przygnębiającym miejscu,a może dzięki temu powstały tak piękne powieści.Lubię biografie i chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  19. "Na plebanii w Haworth" to znakomita książka. To nie tylko biografia. Czyta się jak powieść, pełną własnych znakomitych przemyśleń autorki. Recenzja nie oddaje zalet książki.
    Zarzuty o polskich imionach są śmieszne i głupie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uraziłam Cię, bo nie oddałam zalet książki? Bardzo mi się podobała i wydaje mi się, że wyraźnie napisałam to w recenzji, wymieniając wiele jej zalet. Chętnie przeczytam Twoją opinię, w której oddasz je wszystkie.

      Spolszczanie imion jest denerwujące i wręcz głupie (szczególnie w tej sytuacji, w przypadku postaci fikcyjnych byłoby to znacznie mniej rażące) i zdania nie zmienię. Może za bardzo się na ten temat rozpisałam (z perspektywy prawie trzech lat to widzę), ale to jest drobny zarzut i chyba, jak widać z recenzji, prawie nie wpłynął na ogólną opinię o książce.

      Usuń

Blogi

Obserwatorzy