"Zupa z granatów" Marsha Mehran

15:09



„Zupa z granatów” Marshy Mehran jest zupełnie jak potrawa, która od początku niewyobrażalnie kusi wyglądem i aromatem. Wydaje się, że czeka nas wspaniała uczta i prawdziwe rozkosze dla podniebienia. Na początku rzeczywiście smakuje wspaniale, ale później doznajemy wrażenia, że jednak spodziewaliśmy się czegoś więcej.

Trzy siostry Aminpur, Iranki przybywają do niewielkiego irlandzkiego miasteczka. Otwierają tam egzotyczną restaurację – Cafe Babilon. Niektórzy mieszkańcy Ballinacroagh od razu zostaną oczarowani egzotycznym miejscem i sympatycznymi siostrami. Wielu jednak pozostanie nieufnych, a wręcz wrogich ze względu na obcość i odmienność przybyszek. Thomas McGuire, właściciel wszystkich pubów w miasteczku stawia sobie za punkt honoru pozbycie się sióstr Aminpur. Pragnie założyć w miejscu Cafe Babilon dyskotekę.

Dawno już słyszałam o tej książce. Gdy zobaczyłam w księgarni okładkę (która przy okazji bardzo mi się podoba) nie mogłam się powstrzymać. I chyba mimo wszystko tego trochę potrzebowałam – czegoś lekkiego, co dałoby się bardzo szybko przeczytać, a co dostarczyłoby mi nieskomplikowanej przyjemności.

Cały urok „Zupy z granatów” polega na tym, że ta powieść wprost pachnie, wprost smakuje. Tyle w niej pysznych, egzotycznych potraw, że czytelnikowi niemal ślinka cieknie. Tyle tutaj zapachów, aromatów, że czasami czujemy jakby autorka przeniosła nas do zaczarowanej krainy. Tyle tutaj przypraw... Ach, kardamon, cynamon, kminek, szafran, czarnuszka... Tu jest słodko, gorzko, kwaśno. Jest pysznie. Aż chce się jeść, a gdybym miała trochę zacięcia kulinarnego pewnie chciałoby mi się też gotować. Sprzyja temu zamieszczenie w książce trzynastu przepisów na potrawy kuchni perskiej, pojawiające się w powieści. Marsha Mehran tworzy cudowny klimat, nieziemską atmosferę Cafe Babilon. W tym jest niezrównana. Czyż nie wspaniale jest zanurzyć się w myślach o takich pysznościach, utknąć na dobre u sióstr Aminpur i zapomnieć o całym świecie?

Świeży powiew egzotyki znad Iranu spowoduje niemałe zmiany w Ballinacroagh. Mieszkańcy zareagują bardzo różnie i siostry będą musiały się zmierzyć także z zupełnym brakiem tolerancji. Ale wiadomo, tak to już niestety jest, gdy spotykamy coś lub kogoś „innego”, „dziwnego” lub „obcego”. Znajdzie się wielu sympatycznych Irlandczyków, którzy pomogą siostrom zagrzać miejsca. Jednak ze względu na tych mniej otwartych, momentami będzie ciężko i trudno. Ale Mardżan, Bahar i Lejla oczywiście nie poddadzą się łatwo i z uporem będą chciały znaleźć w irlandzkim miasteczku swoje miejsce na świecie. Wszystkie tego potrzebują, gdyż ciążą na nich straszne wspomnienia z ogarniętego rewolucją Iranu. Widmo przeszłości ciągnie się za nimi aż do spokojnego Ballinacroagh i nawet tam nie daje spokoju. Będą musiały się z nim uporać, a w szczególności wrażliwa i ciężko doświadczona Bahar.

Szkoda, wielka szkoda, że bardzo to wszystko schematyczne i jednowymiarowe. Postaci są tylko białe lub czarne. W dodatku na przykład należący do złego obozu Thomas McGuire w swej chciwości i zawziętości jest bardzo przerysowany. No tak, jeden z bohaterów jest „czarny”, ale pod koniec dostępuje cudownej przemiany. Abstrahując już od smaków opisywanych w książce potraw, sama powieść wydaje się trochę zbyt słodka, mdła, zupełnie nieprawdziwa. Jakichkolwiek problemów nie miałyby siostry Aminpur, jakichkolwiek okropnych wspomnień z Iranu, to wszystko jest proste, wszystko zmierza ku nieuchronnemu szczęśliwemu zakończeniu. Jakżeby inaczej? Można trochę usprawiedliwić autorkę. Można wpisać „Zupę z granatów” w konwencję baśni. W baśni w końcu zawsze wszystko kończy się dobrze i po prostu nie może być inaczej. To powieść na poprawę humoru i takie na pewno też są potrzebne. Gdy wszystko idzie źle, można przeczytać „Zupę z granatów”, która być może pocieszy nas swoją wymową i dzięki niej popatrzymy na świat z większym optymizmem. Zadziała jak najlepsza komedia, jak tabliczka czekolady. Przy okazji, czy tylko mnie fabuła tak bardzo kojarzy się z „Czekoladą”? Przyznam, że nie czytałam książki Joanne Harris, ale film oglądałam kilka razy i skojarzenia jest po prostu nieuchronne. Właściwie teraz, gdy myślę o „Zupie z granatów” od razu przypomina mi się „Czekolada”.

Powieść Marshy Mehran to lektura po prostu nad wyraz przyjemna i klimatyczna. Taka, która skutecznie unormuje ilość smutków i może zostawi po sobie miłe wspomnienie o opisywanych w niej pysznościach. I właściwie na tym jej rola się kończy.

-------------------------------------
Kup "Zupę z granatów" w Matrasie! Darmowa dostawa do najbliższej księgarni.

Polecane posty

22 komentarze

  1. Wypożyczyłam sobie ostatnio z biblioteki jedną książkę z tej serii z miotłą - "Ja, Tituba, czarownica z Salem". Co prawda jeszcze nie przeczytałam, ale zapowiada się bardzo interesująco. "Zupa z granatów" też wydaje się ciekawa, choć przyznam, że gdy dowiedziałam się o czym jest ta książka, mój zapał do czytania jej trochę osłabł. Ale z recenzji wynika, że zbyt trudna w czytaniu to ona nie jest, więc chętnie sięgnę. Kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tina,
    Absolutnie trudna nie była ;) W ogóle ostatnio zainteresowałam się serią z miotłą. Przypomniałam też sobie, że na ostatnim sabacie w taniej książce widziałam jedną lub dwie książki z tej serii. Zaczynam poważnie żałować, że nie kupiłam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie wczoraj zobaczyłam ją w księgarni i oczywiście od razu kupiłam. Teraz czeka na półce na swoją kolejkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Zupa" błyszczy na mej półce od czasu promocji w Empiku na prawie wszystkie książki z serii z miotłą. Żałuję, że wówczas nie kupiłam ich więcej, ale akurat byłam na "książkowym odwyku", więc to i tak było zbyt duże przewinienie.

    Nie mogę doczekać się kiedy będę mogła poznać prozę Pani Mehran. Z każdą kolejną pozytywną recenzją jestem coraz bardziej niecierpliwa.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. mnie też ciągnie do tej "Zupy z granatów" - aż ślinka cieknie, bo czasem potrzebuję poczytać coś co jest po prostu proste, nie zawsze musi być pod górkę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz słyszę o takiej książce:) Ale też trzeba umieć opisywać smaki, zapachy i w ogóle. Z tego co przeczytałam, to autorka robi to bardzo dobrze:) Jednak chyba książka nie dla mnie... U mnie nowa notka:) Zapraszam:)
    (Zmieniłam adres z www.wiadomixer.blog.onet.pl na www.ksiazkoland.blog.onet.pl)

    OdpowiedzUsuń
  7. zaksiążkowana27 maja 2010 17:22

    Książka wydaje się być interesującą, ale powala mnie jej okładka! Jest piękna! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem w posiadaniu tej książki i już ją czytałam, ale na pewno jeszcze nie raz do niej wrócę :)

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hi, też kręci mnie ta okładka i same pochlebne opinie na blogach więc chyba za długo już się nie będę opierać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Podoba mi się tytuł książki. ;) Fajna recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  11. Chcę ją przeczytać i już zapisuję na listę. Już sama okładka mnie pożarła:P

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak się zastanawiam nad przeczytaniem, ale na razie chyba sobie odpuszczę. Może kiedyś przy okazji gdzieś na nią trafię, to wtedy wypożyczę :).

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetna recenzja. Pierwsza jej częśc przeniosła mnie do innego świata. Pełnego ciepła i przypraw. Bardzo spodobała i zaintrygowała mnie okładka i tytuł. Muszę ją przeczytac. [paiting-books]

    OdpowiedzUsuń
  14. Okładka mi też się podoba;). Z "Czekoladą" nie miałam do czynienia, gotować nie umiem, niemniej jednak zajadam się właśnie kanapkami z pasztetem i zrobiło mi się szkoda, że takie ubogie to moje jedzenie;).
    Na samą książkę nie mam chyba zbytniej ochoty, historia wydaje mi się taka typowa jak na ostatnie czasy. No, chyba że się trafi w bibliotece, to może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Okładka jest fantastyczna - może ją przeczytam w wakacje, ale na razie muszę przeczytać wszystkie książki z mojej listy :).
    Pozdrawiam,
    Book-Love

    OdpowiedzUsuń
  16. Książki nie czytałam, znam kilka recenzji, z reguły utrzymanych w podobnym tonie, czyli odrobina zachwytu przyprawiona szczyptą krytyki. Ale ogólnie powieść wydaje mi się warta przeczytania. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Czasem mam nieodpartą potzrebę sięgnąć po coś optymistycznego, z dobrym zakończeniem, i mam nadzieję, że gdy zajdzie taka potrzeba, "Zupa z granatów" będzie na mnie czekać gdzieś w bibliotece ;) Dzięki za świetną recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  18. "Zupa z granatów" wydaje się warte przeczytania. Może kiedyś po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Czekam na recenzję Cukierni pod amorem. Ponoć jest świetna :) Sama od dłuższego czasu poszukuję, aż w końcu chyba kupię :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Przez Ciebie moja lista książek jeszcze bardziej się wydłużyła : P
    Czekam na recenzję Cukierni i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Eh na początku recenzji zaciekawiłaś mnie. Jednakże po przeczytaniu jej do końca i do porównań do filmu,,Czekolada'' straciłam na nią ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  22. Witaj, szukam innych pozycji książkowych Marshy Mehran, mam już zupę z granatów i wode różaną i chleb na sodzie jest możen trzecia część tej opowieści? a może ma jakieś inne?

    OdpowiedzUsuń

Blogi

Obserwatorzy